07 grudnia 2015

Od Sorina do Ayato

Pobiegłem do kuchni i pierwsze co zobaczyłem to brudna szklanka po kawie i talerzyk. Kurczę! Wysłał mnie po zakupy, ale sam zjadł w tym czasie! To było po prostu podłe. Schowałem kupione jedzenie i picie do lodówki i szafki wiszącej nad zlewem. Pozmywałem to co zostawił po sobie Chris i zastanawiałem się nad obiadem, bo na śniadanie i tak już za późno. Zajrzałem do sakiewki z kryształami, miałem ich jeszcze dużo pomimo obfitych zakupów. W mieście kupiłem sobie książkę i jakieś ubrania, bo niby po co mam marnować energię na tworzenie ich? Poszedłem do salonu gdzie stała moja (a raczej przywłaszczona) szafka, którą postawiłem obok mojej kanapy.
Gdy tylko wszedłem do pomieszczenia, zamurowało mnie. Na MOJEJ kanapie siedzieli blondyni i w najlepsze FLIRTOWALI! Ta jasne, już ja mu dam dobierać się do mojego Chrisia.
-Nie żeby coś, ale to jest moja kanapa- warknąłem stając przy rozmawiającej dwójce.
-Tak właściwie to moja- powiedział Night opierając łokcie na oparciu. Wyjąłem z mieszka jeden kryształ, a gdy Chris go zobaczył jego oczy błysnęły prawie tak samo jak klejnot. Uśmiechnąłem się pod nosem.
-Na czyjej kanapie siedzisz?-zapytałem machając mu klejnotem przed twarzą, na której pojawił się grymas niezadowolenia. Mężczyzna wstał i wyrwał mi klejnot z dłoni
-Niech ci będzie...-mruknął i wkładając kamień do kieszeni usiadł w fotelu. Uśmiechnąłem się w duchu i schowałem moje rzeczy do szafki. Po czym nachyliłem się nad nastolatkiem i szepnąłem w jego stronę.
-Przesiądziesz się na drugi fotel, chciałbym się zdrzemnąć-poprosiłem z łobuzerskim uśmiechem na ustach. Chłopak usłuchał i już po chwili wylegiwałem się na sofie.
-Chyba miałeś coś zrobić..-wtrącił Chris.
-Jadłeś więc nie marudź. Obudźcie mnie za godzinę to zrobię obiad- mruknąłem i oddaliłem się w objęcia Morfeusza.
*
Obudził mnie czyjś oddech, który poczułem na twarzy. Leniwie otworzyłem oczy, a to co ujrzałem wytrąciło mnie z równowagi. Miałem rozpiętą koszulę, a na brzucho siedział mi Ayato. Zmarszczyłem brwi.
-Co ty robisz?-zapytałem dodając po chwili.-Nie atakuje się śpiących ludzi, wiesz? Jeśli ci się podobam trzeba było od razu mówić- to mówiąc uniosłem się na łokciu i przeczesałem włosy palcami. Chłopak oblał się rumieńcem.
-T...T-To ni... Nie tak...J-Ja tylko...-za jąkał się chłopak i dostrzegłem lśniące białe kły pod jego wargą.
-Ahaa... wampirek tak?-zachichotałem. Fakt, gdy spotkałem go w lesie był głodny, no nie? Usiadłem i zsunąłem koszule z ramienia.-Możesz się napić, tylko nie przeginaj bo muszę zrobić obiad dla Chrisia- powiedziałem nie do końca pewien czy dobrze robię. Widząc zwątpienie w czerwonych oczach Ayato dodałem.- No dalej bo się rozmyśle...
Chłopak zbliżył się do mojej szyi i wgryzł się w tętnice; zabolało; a po chwili zaczął ssać.


<Aya-chan, czy Chrisiu? <3>

03 listopada 2015

Od Sofi do Lyry

Zdesperowana elfka poprosiła mnie o pomoc w ucieczce. Widząc przerażenie w jej oczach chwyciłam dziewczynę za nadgarstek i pobiegłam z nią do mojego domu.
-Tu będziesz bezpieczna- powiedziałam zamykając drzwi.
-D-Dziękuje....-wysypała blondynka łapiąc oddech.
-Możesz sie rozgościć, niestety ja muszę wracać do pracy-wytłumaczyłam. Powiedziałam elfie gdzie co sie znajduje i wyszłam pełnić straż. Nie zaszłam daleko, a zaczepił mnie znajomy strażnik mówiąc, ze król przyjechał do miasta i zwołuje całą pobliską straż.
-Król?-zdIwilam sie. -A co on tu robi?
-Nie wiem, ale pośpieszmy sie- powiedział mężczyzna. Potaknelam i podazylam za nim na główny plac.
Gdy tam dotarliśmy dostrzegłam dwóch, czarnowlosych mężczyzn siedzących na koniach. Rozpoznałam króla Liama, ale ten drugi...(kapral Levi!)  Nie kojarzyłam go jakoś.
-WEZWAŁEM WAS TU BYŚCIE SCHWYTALI DLA MNIE PEWNĄ ELFICE!- zaczął król, a mężczyzna dokończył pokazując portret elfki.
-TA SŁODKA, NIEWINNA BLONDYNECZKA MA TRAFIĆ DO KRÓLA.
Przeraziłam sie. To była ta elfice która trzymałam w domu. Muszę ja ostrzedz!


<Lyra?>

22 października 2015

Od Ayato do Sorina

 Szedłem przez las i nagle do moich nozdrzy dostał się słodki zapach. Ruszyłem w jego stronę.  Zapach do chodził z Mrocznego Boru.  Poczułem niesamowitą żądzy krwi,  która z każdą chwilą stawała się coraz silniejsza. Czułem jak tracę nad sobą panowanie. Moje kły sie pokazały, a oczy stały sie czerwone.
Zapach stawał sie coraz bardziej intensywny. W dodatku był taki smakowity. Kilkoma szybkimi szusami ominalem drzewa ale i tak z czymś sie zderzyłem, a raczej z kimś.
-Hej, uważaj co robisz!-zbulwersował się blondyn. Tak, to on tak pysznie pachnie. Tak myśląc zacząłem wdychać słodki zapach coraz bardziej sie do niego zbliżając.
-H-Hej co ty robisz?-zajakalsie chłopak odsuwając mnie. Był wielki! Prawie raz wyższy odemnie! Po raz kolejny poczułem złość spowodowaną moim wyglądem.
Po chwili z mojego żołądka wydobylo sie głośne burknięcia.
-J-jesteś może głodny?-zapytał ostrożnie zielonooki.
-Tak...-odpowiedziałem ostrożnie. Chłopak zaprosił mnie do domu na śniadanie... Zapewne nie dostanę tam nic co mógłbym zjeść, albo raczej nic czym bym sie najadł. Przyjąłem zaproszenie i powędrowałem z blondynem. Okazało sie, że ma na imię Sorin, a dom do którego zmierzamy tak właściwie nie jest jego. Mieszka tam mężczyzna u którego Sorin sie zadłużył i teraz to odpracowuje.
W końcu stanęliśmy przed domem o czarnych dachówkach, ścianach z ciemnego drewna i dwóch wierzący. Altana była lekko podniszczona i brakowało kilku dachówek.
-Wróciłem!-zawołał blondyn wchodząc do domu i potykając sie o prug przewrócił sie.
-Nic ci nie jest?!- zawołałem podchodząc do chłopaka.
-Co sie dzieje?!- krzyknął pojawiający sie znikąd mężczyzna. Był wysoki, a jego ramiona okrywał płaszcz z kapturem. Miał niebliskieoczy i... BLOND WŁOSY!!! Kolejny bladyn!? Toż to patologia! Niedługo bedzie można założyć społeczeństwo blondynów!
-Kim jesteś!?-zapytali oboje spoglądając na mnie.
-Chrisiek, sprowadzileś sobie towarzystwo jak mnie nie było. Jesteś podły... -zaczął marudzić Sorin.
-To ty gotu przywlokleś!- oburzył sie zakapturzony mężczyzna.
-Serio..? Jak to sie stało?-zapytał zielonooki.
-Ehh... Zaprosiłeś mnie na posiłek...-westchnałem wstając. Ten natychmiast zerwał sie z podłogi i łapiąc kosz z pieczywem i innego rodzaju jedzeniem pobiegł gdzieś w podskokach.
- Czy on ma rozdwojenie jaźni?-zapytałem czarnego kapturka.
-To troche bardziej skomplikowane...



<Chris, lub Sorin>

21 października 2015

Od Sylfi do Izabelli

Strasznie boję się nowo poznanych ludzi, dlatego przy pierwszej okazji uciekłam. Gdy miałam pewność, że dziewczyna mnie nie widzi, oparłam się o pień drzewa i westchnęłam. Miałam pracować nad swoją nieśmiałością, a zamiast tego uciekłam przy pierwszej nadarzającej się okazji. Pewnie wkurzyłam ją tym moim ciągłym "proszę pani". A co jeśli po tym spotkaniu będzie czuła do mnie niechęć? Nie mogę tego tak zostawić. Potrząsnęłam głową, by pozbyć się niepotrzebnych myśli i ruszyłam za Izabell. Wróciłam w to samo miejsce, gdzie przed chwilą rozmawiałam z ową kobietą. Rozejrzałam się wokół. Gdzieś dalej, w mrocznym borze dostrzegłam ruch. Przyjrzałam się dokładniej. Nie chciałam podejmować spontanicznych decyzji, gdyż takowe często źle się kończą. Wpatrywałam się w punkt, gdzie dostrzegłam ruch. Gdy zobaczyłam ludzką sylwetkę, ruszyłam bez zastanowienia. Widziałam oddalającą się postać, więc instynktownie zaczęłam za nią biec. Przekroczyłam granicę lasów. Niespodziewanie zapadłam się. Przez moment nie wiedziałam co się dzieje. Dopiero gdy spojrzałam pod nogi, zorientowałam się, że zapadam się w błocie. Nie miałam pojęcia co robić. Patrzyłam jedynie jak moje śliczne buciki zapadają się pod ziemię. Starałam się wydostać, jednak moja próba skończyła się tym, że jeszcze głębiej ugrzęzłam.

<Izabell, albo ktoś inny?>

20 października 2015

Od Lyry do Liama

Jakoś tak wyszło, że Lyra zasnęła na balkonie. Leżała opatulona futrem Lex'a. Tygrys owinął się wokół dziewczyny, co skutecznie chroniło ją przed zimnem i wiatrem. Gdy elfka się obudziła, był już ranek. Wstała i przeciągnęła się. Jednak spanie na ziemi nie było zbyt wygodne. Przeszła przez sypialnię Liama i wyszła na korytarz. Pupil dziewczyny zmienił się w kota i ruszył za nią. Przez krótką chwilę dziewczyna szła korytarzem, lecz zaraz natknęła się na Sylfi. Służąca podeszła do dwójki. Nieśmiało zaproponowała elfce zmianę szat. Lyra zamierzała po prostu opuścić już zamek, jednak wiedziała, że nawet jeśli by mogła wyjść, to król nie wypuścił by jej bez śniadania. A jak się idzie na śniadanie, to należy wyglądać schludnie. Dlatego też przyjęła ofertę służki. Cała trójka ruszyła do garderoby. Gdy strażniczka była już przebrana w nową sukienkę, usiadła na stołku, a pokojówka zaczęła rozczesywać jej włosy.  Podczas układania włosów Lyra dowiedziała się, że króla nie ma aktualnie w zamku. W myślach odetchnęła z ulgą i pomyślała "Tak będzie łatwej wyjść". Następnie udała się do jadalni. Usiadła na końcu stołu. Sylfi podała jej śniadanie i gdzieś poszła. Na śniadanie dostała grzanki przyrumienione na złocisty kolor z miodem i filiżankę z herbatą. Była w trakcie, gdy drzwi otworzyły się z hukiem. Do sali wszedł król Liam ze swoim feniksem na ramieniu, a za nim podążało dwóch blondynów. Władca podszedł do dziewczyny i złapał ją za ramiona:
- Lyra, wszystko w porządku? Nic Ci nie jest? - Zapytał Liam. Sprawdzając, czy żadna część ciała dziewczyny nie uległa uszkodzeniu. tym samym nie dawał dziewczynie czasu na odpowiedź. Gdy chłopak przyglądał się ręce strażniczki, ta kątem oka spojrzała na stojących kawałek dalej mężczyzn. Król dostrzegł spojrzenie blondynki i puścił jej przedramię.
- Kto to? - zapytała.
- Ach - mag lodu podszedł do zielonookiego. - To jest Sorin, mój kuzyn - powiedział brunet.
- Miło mi Cię poznać. Jestem Sorin - chłopak zrobił krok do przodu i ukłonił się. Dziewczyna od razu zauważyła, że jest z wysoko postawionej rodziny. Syren następnie podszedł do towarzysza i przedstawił go. - A to jest Chisuś, mój... - Nie dokończył, gdyż przerwała mu owa osoba.
- Ile razy mam Ci to mówić? Jestem Chis, a nie Chrisuś, głąbie - Obrzucił jeszcze kuzyna króla chłodnym spojrzeniem i podszedł do elfki i złapał delikatnie jej dłoń. - Chis Night, to twoich usług - rzekł i delikatnie pocałował dłoń dziewczyny. Blond włosa zarumieniła się, na co zareagowali pozostali panowie. Każdy z nich złapał nekromantę za jedno ucho i odciągnął od niebieskookiej.
- Chrisiu jak śmiesz flirtować z dziewczynami, gdy jestem w pobliżu? Nie podoba mi się to - skarcił go syren.
- Chris, możemy porozmawiać na osobności? - Spytał król. Chwycił maga za rękaw i wyprowadził z sali. Dziewczyna tylko patrzyła jak panowie wychodzą z sali. Jeszcze nie poznała wszystkich panujących zasad na dworze królewskim, dlatego nie wiedziała z jakiego powodu Liam się tak wściekł.

<Liam, albo Sorin?>

18 października 2015

Od Sorina do Chrisa.

Chris wyszedł z łazienki i spojrzał na mnie z obrzydzeniem.
-Twoja kolej, idioto-powiedział idąc do swojej sypialni. "Sam jesteś idiotą, nawet nie zauważyłeś mojego naszyjnika..."pomyślałem wchodząc pod prysznic. Strumień wody delikatnie uderzył w moja głowę i zaczął spływać przez moja twarz i szyje na ramiona. "I tak odpłacę mu się za to, że nazwał mnie idiotą" postanowiłem wkładając stworzone przeze mnie trzy-czwarte spodnie i koszulę.
-Szykuj się Chrisiu, idę do ciebie <3- zachichotałem cicho i zacząłem poszukiwania sypialni Night'a. W końcu po bardzo długich poszukiwaniach, trwających mniej niż 30 sekund, znalazłem jego sypialnie. Powoli otworzyłem drzwi, i mając nadzieje, ze mężczyzna śpi wdarłem sie do jego sypialni. Była ciemna i dosyć pusta... Tak jak się spodziewałem.
Moje Chrisiątko spało sobie smacznie w łóżku, a ja miałem zamiar to wykorzystać. Zbliżyłem się do śpiącego mężczyzny i delikatnie go odkryłem; i tak musiało mu być ciepło bo się pocił. Uklęknąłem nad nim i zacząłem wpajać się w jego usta. "Śpi jak kamień... W takim razie, kontynuujemy" stwierdziłem rozpinając jego koszulę. Już chciałem iść dalej ale mężczyzna nagle zerwał się ze snu i zrzucił mnie tym z łóżka pod które odruchowo sie schowałem.
Usłyszałem jak Chris ciężko dyszy i po chwili znów się kładzie."Chyba mnie nie zauważył.." westchnąłem z ulgą i gdy byłem pewny, że Night śpi wymknąłem się z jego sypialni i wróciłem na moją kanapę.  Wpatrywałem się w sufit i zastanawiałem z jakiego powodu blond włosy mężczyzna zerwał się ze snu jak oparzony.  Doszłem do wniosku że to chyba jednak nie przez moje czyny, a przez to co mi się przyśniło. "Ciekawe o czym śnił ten głupi zboczeniec... "  pomyślałem  zasypiając.
 Rano zerwałam się szczęśliwy z łóżka i udałem się do kuchni.  Gdy wszedłem do pomieszczenia zakręciło mi się w głowie i upadłem na podłogę uderzając głową o kant ściany. Nie wiem jak długo leżałem nieprzytomny na ziemi...
Gdy się odkryłem nie wiedziałem co się dzieje dookoła. Spojrzałem na swojej nogi, NOGI! Właśnie ja mam nogi!  Dlaczego ja mam nogi? I dlaczego leże na podłodze?  W tym momencie rozległ się dźwięk skrzypiących drzwi. " To Chris... "  myślałem idąc do kuchni, przecież miałem robić za jego służącego, więc chyba śniadanie też mam robić, no nie?
Udałem się do kuchni i zajrzałem do lodówki, ale były w niej tylko dwie marchewki i trzy jajka. Przejrzałem dokładnie wszystkie szuflady, były puste.
-I co ja mam zrobić kiedy nic nie ma?- Zapytałem sam siebie.
- Kiedy śniadanie ?-  Zapytał zdenerwowany gospodarz siadając przy stole.  Skamieniałem na jego widok.
- Eee... Wybacz a-ale będę musiał iść do miasta kupić coś do jedzenia bo nic nie ma... - Jęknąłem przerażony.
- To idź powiedział mężczyzna i kup jakiś alkohol... Ach i masz to kupić za swoje pieniądze- powiedzial oschle blondwłosy mężczyzna.
-Ale jak ja mam to niby zrobić? Przecież nie mam pieniędzy.
-Narobiłeś  szkód w moim domu i wypiłeś cały mój alkohol...
-Dobrze pójdę- westchnąłem ubierając  bluzę  i wychodząc. "Za co ja mam mu kupić jedzenie skoro nawet nie mam pieniędzy?" wtedy coś zaszczękotało na mojej szyi. Był to sznur diamentów...


<Ktokolwiek?>

Od Chrisa do Sorina

Tak jak sądziłem ta kobieta przemówiła do rozsądku smarkacza. Wyleczyła go, następnie ten poszedł do swojego domu, jeśli to coś pod wodą było domem i po chwili wrócił z woreczkiem. Wydawał mi się mały, ale może były tam kosztowności. Wziąłem sakiewkę od syrena i zajrzałem do niej. Ku memu zdziwieniu znajdowało się tam tylko kilka monet. Zacząłem je liczyć. Było ich trzydzieści. TRZYDZIEŚCI! Czy on sobie ze mnie żartuje? Zirytowany popatrzyłem na niego. Sorin zaczął się wykręcać, że nie ma więcej. A co mnie to obchodzi. Jakoś miał czelność upić się i zniszczyć moje mienie, pomimo tego, że wiedział o swojej sytuacji gospodarczej. Albo nie zna się na zarządzaniu swoimi zasobami, albo jest po prostu głupi. Przez przypadek napomknął, że jest spokrewniony z królem. Na rękę mi ta wiadomość, może się przydać. Uznałem, że przecież mogę iść do króla. Dostałbym to czego chcę i załatwione. Nie musiałbym się z nim dalej użerać. Nie chcąc dłużej zwlekać, podniosłem rybo-człowieka i przerzuciłem go sobie przez ramię. Chłoptaś odpowiedział, że nie chce mieszać w to króla. I ruszył na mnie z mieczem. Nie mając wielkiego wyboru przyzwałem umarlaka. Ten z łatwością go pokonał. Przyzwałem jeszcze kilku i cofnąłem się w bezpieczne miejsce z dala od pola walki. Nagle poczułem ogromne zmęczenie. No tak. Przecież niewiele spałem ostatniej nocy. Wszystko przez tego szczeniaka. Nawet nie zauważyłem, kiedy Sorin pokonał moich sługusów i podszedł do mnie. Ocknąłem się dopiero, gdy wokół mnie pojawił się krąg ognia. Rozejrzałem się. Widząc zbliżającą się do mnie postać upadłem na ziemie. Chłopak przyłożył miecz do mojej szyi. Jak mogłem dopuścić by do mnie podszedł? Czułem się z tym okropnie. Opuściłem gardę. Nie miałem wyboru, musiałem się poddać. Myślałem, że mnie zabije, lub pójdę do niewoli. Jednak ten klasnął tylko w dłonie i z uśmiechem na twarzy powiedział, że wracamy do domu. Przez chwilę nie wiedziałem o co chodzi. On tylko odparł, że musi odpokutować za szkody i będzie zajmował się moim domem. Czy go do reszty pogięło? Co on, chce zostać kurą domową? Wyczarował sobie nawet konia za pomocą ognia. Ten dzieciak jest nienormalny. Zamiast od razu wyczarować rumaka, to on na boso szedł po igliwiu. Blondyn zaprosił mnie na swojego wierzchowca. Chciałem odpuścić, ale byłem zbyt zmęczony, by przywołać swojego rumaka. Wsiadłem za nim i chwyciłem za wodze. Młody chciał prowadzić, jednak przez jego orientacja pozostawia wiele do życzenia, przez co nie pozwoliłem mu prowadzić.
Gdy dojechaliśmy do domu, poszedłem do łazienki wziąć prysznic. Puściłem sobie wodę i stałem bez ruchu. Woda spływała po moich włosach. Zanim zacząłem się myć, musiałem uporządkować myśli. Z sekundy na sekundę miałem w głowie co raz większy mętlik. Walnąłem z pięści w ścianę, by pozbyć się tych nieprzyjemnych wspomnień. Uznałem, że już dosyć i zacząłem się myć. Skończyłem i wyszedłem z łazienki. Skierowałem się w stronę sypialni. Byłem naprawdę zmęczony i myślałem o łóżku. Wszedłem do salonu. Wystarczyło spojrzeć na nic nierobiącego szczeniaka. Zemdliło mnie na jego widok.
- Twoja kolej, idioto - warknąłem i poszedłem dalej. Nie zwracałem na niego uwagi. Poczłapałem do pokoju i zamknąłem za sobą drzwi. Położyłem się spać. Przez jakiś czas leżałem niespokojnie, dopóki nie zasnąłem. Następnego dnia obudziłem się zalany potem. Miałem wrażenie, że śniły mi się koszmary i Sorin tam chyba występował.


<Sorin? nie kombinujesz nic, prawda?>

17 października 2015

Od Liama do Lyry.

Obudziłem się przed wschodem słońca i marudząc na obolałe plecy wstałem z fotela rozglądając po pokoju. Był pusty. Łóżko w nieładzie, a drzwi na balkon uchylone. "Czyżby ją porwano? Ale przecież ma tygrysa, nie mogło jej się nic stać. Czyli... Po prostu odeszła..." poczułem dziwny ból w klatce piersiowej. Chciało mi się płakać, ale nie mogłem sobie na to pozwolić. Usiadłem w fotelu chowając twarz w dłoniach "Możliwe że już nigdy jej nie zobaczę..."
-Przyjacielu ,co się stało?-usłyszałem znajomy głos za plecami. Spojrzałem w stronę Colden'a smutno się uśmiechając.
-Nic takiego... Po prostu się zakochałem-wytłumaczyłem.
-Chodzi o tą elfkę?
-Tak...-westchnąłem smutno.
-Mogę ją dla ciebie poszukać-powiedział fenix opierając głowę na moim ramieniu.
-Naprawdę!? Dziękuje ci!- uścisnąłem pupila, poczułem przyjemny chłód bijący od niego. -Leć-puściłem zwierze i udałem sie do garderoby, ubrałem sie nieco mniej wytwornie niż zwykle.  Moje zwyczajowe królewskie szaty zastapiły spodnie moro, granatowy T-shirt, czarna kurtka wykładana futrem i tego samego koloru trapery, a przez szyje przewiesiłem mój srebrny medalion. Miałem odwiedzić kuzyna i przedstawić mu Lyrę, ale bede musiał zrezygnować z drugiej opcji. Może troche popływamy, lub poprzechadzam sie po brzegu....
Wyszedłem z mojej komnaty i ruszyłem w stronę stajni. Miałem zamiar już wyjeżdżać, gdy podbiegła do mnie pokojówka z zawiniątkiem w ręku.
-Panie-zaczęła zdyszana. -Mam dla pana prowiant na podróż-powiedziała.
-Dziękuje Sylfi, włóż to do mojej sakwy-dziewczyna potaknęła i wykonała polecenie po czym pobiegła do pałacu, a ja ruszyłem w drogę.
Dotarłem na miejsce przed południem. Zostawiłem konia na pobliskiej łące, a sam udałem sie nad brzeg; zdejmując kurtkę i koszulkę; usiadłem czekając na kuzyna.
Po chwili usłyszałem kroki i przy moim boku usiadł zielonooki blondyn.
-Cześć kuzyn- powiedział.
-Cześć Sorin.
-Co cię tu sprowadza?
-Aaa...Nic. Po prostu przyszłemu cię utopić-zaśmiałem sie łapiąc kuzyna, przerzucając go przez ramie i wskakując do  wody. Wypłynelismy na powierzchnie. Wybuchałem śmiechem widziąc mokrego Sorina za co zostałem pochlapany. Rozpoczęła sie istna wodna wojna.
-Jak dzieci...-mruknął jakiś mężczyzna stojący na brzegu. Miał blond włosy z rzucającą sie w oczy grzywką, o niebieskich ochach, a przyodziany był w ciemny płaszcz z kapturem.
-Cześć Chrisiu! <3
-Kto to?-zapytałem rownocześnie z nieznajomym.
-To jest Chris-zaczął mój kuzyn. -Zmolestolał mnie kiedyś i wyłudził odemnie kasę...
-Idioto to nie prawda!-zbulwersował sie mężczyzna.
-A to jest Liam, mój kuzyn- dodał Sorin wskazując mnie.
-Miło mi cię poznać...-zacząłem, ale po chwili usłyszałem znajomy głos zza pleców.
-Panie! Panie!-zawołał Colden. -Znalazłem pannę Lyrę.

<Lyra!?>

16 października 2015

Od Sorina do Chrisa

Ulquiorra podeszła do mnie i wyleczyła moją kostkę. Byłem zdumione, ale czego innego miałem się spodziewać po największej władczyni. Po chwili oberwałem w tył głowy. Odwróciłem się w stronę oprawcy. Był to chłopak o niebieskich włosach i oczach, posiadający kocie uszy, ogon i pasury.
-Należało by coś powiedzieć-warknął w moją stronę dzieciak.
-A-Ah... Dziękuje- zwróciłem sie do kobiety uchylając głowę.
-Skoro jesteś już w pełni sprawny, oddaj temu człowiekowi to co mu się należy-odpowiedziała chłodnym tonem kobieta, po czym (chwytając kociaka za ucho) odeszła w swoją stronę.
-Ruszysz się wreście? Nie mam zamiaru spędzić tu całego dnia- mruknął zniecierpliwiony blondyn.
-Idę, idę... Nie marudź...- wymamrotałem wstając. Następnie z rozpędu wskakując do wody i przemieniając się. Szybko popłynąłem do domu i zajrzałem do kufra z pieniędzmi. "Został mi tylko jeden mieszek złota, to na pewno za mało... Trudno" Wziąłem woreczek z pieniędzmi i popłynąłem z nim do brzegu.
-No w końcu-westchnął zniecierpliwiony mężczyzna wyciągając dłoń po zapłatę. Podałem mu mieszek w którym było ok. 30 monet. -Żartujesz, to nie wystarczy- prychnął mężczyzna.
-A-Ale ja nie mam więcej...-szepnąłem.
-A twoja rodzina? Masz jakiś krewnych?-dopytywał blondyn.
-Tylko Liama...-zacząłem i od razu zasłoniłem sobie usta. "Co ty robisz!? Nie możesz kłopotać kuzyna, on na pewno jest zajęty!" skarciłem się.
-Czy ty powiedziałeś "Liama"? Chodzi ci o króla? Trzeba było tak od razu- powiedział Chris przerzucając mnie sobie przez ramie. strzeliłem mu z ogona i zmieniając się w człowieka zeskoczyłem z niego. "Zimno w stopy, zimno w stopy..." marudziłem stojąc na lodzie w samych spodniach.
-Miałeś oddać mi dług tak, w takim razie jazda!-warknął mężczyzna przywołując martwych sługusów.
-Oddam, ale nie mieszaj w to Li-kuna-odparowałem przywołując miecz z ognia.-Nie dasz mi rady Chris.
Zaczęła się walka pomiędzy mną a Chrisem. Ten nieustannie wzywał nowych sługów, których ja prędko niszczyłem. Co chwila bardziej zbliżałem się do mężczyzny. Lód stopił się pod moimi stopami, otoczył nas ognisty krąg. Chris osłabł i upadł na kolana, a na jego twarzy pojawił się grymas niezadowolenie, gniewu i wstydu. Przyłożyłem mu miecz do szyji.
-Poddajesz się?-zapytałem władczym tonem.
-Tak...-wymamrotał blondyn.
-Dobra- uśmiechnąłem się klaszcząc w dłonie i wszystko 9oprucz moich spodni) zniknęło. -W takim razie jako pokutę zajmę się dla ciebie domem-powiedziałem skacząc z jednej nogi na drugą w stronę wody.
-Ze niby co?-warknął Chris podnosząc się z ziemi.
-Masz jakieś zastrzenia?-zapytałem przymykając oczy i wykrzywiając usta w uśmiechu.
-Nie-mruknął niezadowolony.
-W takim razie do domciu! <3-zawołałem. -Chisiu masz na tyle sił by zawołać konika, czy ja mam to zrobić?-zobaczyłem jak na czole mężczyzna gniewnie pulsuje żyłka.
-Skoro możesz to zrobić to czemu wtedy tego nie zrobiłeś?-warknął poirytowany.
-Oszczędność-westchnąłem i wezwałem mojego kasztanka (maść konia).-Wskakuj sadysto.
-Kto niby jest sadystą?!-zapytał Chris wskakując za mnie.
-Jedziemy do domciu! <3

W końcu dojechaliśmy do domu Chisa. Ten jak tylko przekroczyliśmy próg oznajmił, że śpie na kanapie i nie mam nawet myśleć o łóżku, po czym poszedł wziąć kąpiel. Położyłem się na mojej kanapie i wyciągnąłem z kieszeni naszyjnik z drogich kamieni. "Nawet nie zauważyła, że mam kolczyk z diamentem, a przecież do kolczyka musi być naszyjnik do zestawu..."zadumałem się i zawiesiłem sobie na szyi naszyjnik. Po czym przywołałem koszule, ale nie chciało mi się jej zapinać. "Nawet jak mi weźmie biżuterie to nie pójdę, za wygodnie mi tu..."

<Wyłaź z tej łazienki Chris>

Od Lyry do Sofi

Gdy dzień chylił się ku końcowi, Lyra opuściła mroźne miasto. Cały dzień starała się unikać Liama i królewskiej straży. Miała wrażenie, że król przystawia się do niej. Skierowała się do drugiego miasta, które było w cieplejszej części krainy. Ponieważ zależało jej, by jak najszybciej udać się do miejscowości, zmieniła się w młodego liska z białą sierścią i pobiegła przez las. Tym razem Lex nie mógł jej towarzyszyć, pilnował by król Liam nie znalazł elfki za szybko. Więc była zdana tylko na siebie. Starała się zbytnio nie oddalać od ścieżki, ponieważ nie znała tego lasu wystarczająco dobrze i mogła by gdzieś w złą stronę skręcić. Dziewczyna celowo jednak nie biegła ścieżką. Wiedziała, że po zmianie w białego lisa jest znakomitym celem dla łowców i tropicieli. No przecież nie codziennie pojawia się okazja by zdobyć białe futro, a nie jedna kobieta by się o takie pobiła, byle mieć choćby rękawiczki. Lyra była już nie daleko miasteczka. Ucieszyła by się, że już nie daleko gdyby nie odgłos kopyt uderzających w podłoże. Odwróciła głowę. Było dwóch jeźdźców, Liam i jeszcze jeden ciemno włosy mężczyzna. Widziała go kiedyś w zamku, gdy król dawał mu jakieś zlecenie. Dziewczyna pomyślała przez chwilę, by przypomnieć sobie jego imię. Nastąpiła chwila zadumy. Lyra przypomniała sobie jego imię, Levi. Jednak nie dane było jej się nacieszyć sukcesem, gdyż drzewo jakby wyrosło tuż przednią i musiała się skupić by nie zderzyć się z nim. Jakimś cudem minęła do drzewo, i przyspieszyła na ile pozwoliły jej przykrótkie łapki. Tuż przed miastem zmieniła się w swoją ludzką postać. Zdyszana powlokła się w stronę głównej bramy. Uspokoiła się i przeszła przez bramę. Gdy tylko skręciła w uliczkę ruszyła biegiem. Pech chciał, że wpadła na jakąś osobę. Popatrzyła na tą osobę, a na twarzy elfki pojawiło się przerażenie. Wpadła na dziewczynę, a po jej stroju można było wywnioskować, że była tutejszą strażą. Z zakłopotaniem spojrzała na dziewczynę odzianą w czerwony płaszcz. Wiedziała, że zacznie ją zaraz przepytywać, a przecież nie miała czasu by się zatrzymywać. Nim tamta zdążyła cokolwiek powiedzieć, odezwała się:
- Możesz mnie gdzieś ukryć?
- Co? Ale dlaczego? - Szatynka patrzyła na Lyrę, po czym dodała - A ty jesteś?
- Lyra, to pomożesz mi się ukryć? Goni mnie jakaś zgraja mężczyzn. Są uzbrojeni. Strasznie się boję - oczywiście musiała lekko podkoloryzować historię, no bo nie powie, że ściga ją król. - To jak? pomożesz?

<Sofi, pomocy>

21 września 2015

Od Sylfi do Sorina

Postanowiłam, że zaprowadzę ich prosto do zamku. W końcu przebywanie tak długo na dworze w tym mieście jest niebezpieczne. I to nie dlatego, że może nas ktoś napaść, czy co, ale dlatego, że są są bardzo niskie temperatury. Wychodzenie po zmroku to samobójstwo, jest wtedy tak zimno. Trzeba być szalonym by wyjść z domu na taki mróz. Bardzo mnie zaskoczyło, gdy dowiedziałam się, że chłopak idący koło mnie jest tym miłym syrenem. Co chwilę zerkałam na niego z ukosa. Nie mogłam się nadziwić jak on się zmienia.Co prawda zachowuje się trochę inaczej. Jest taki... wyluzowany, tak to chyba dobrze go opisuje. Zawsze był lekko spięty w moim towarzystwie, a teraz śmieje się i żartuje z innych. Spojrzałam na niego ukradkiem jeszcze kilka razy nim doszliśmy do pałacu króla Liama. Przez chwilę zastanawiałam się jak ubrać w słowa moją wypowiedź by nie urazić. Przed bramą główną do zamku odwróciłam się i odezwałam:
-Poczekajcie tu przez chwilę. Um... ja tylko zapowiem was królowi Liamowi.
Grupa mężczyzn przystanęła przed wejściem na posesje króla. Sama ruszyłam szybko w stronę bocznego wejścia dla służby. Trochę się bałam, jak król Liam może zareagować na wieść, że przed pałacem stoi grupka mężczyzn czekających na audiencje. Przeszłam przez drzwi. Energicznym ruchem zdjęłam wierzchnie odzienie i wbiegłam na schody. U szczycie zwolniłam i ruszyłam korytarzem do króla. Według tego co wiedziałam to powinien być teraz w swojej komnacie. Gdy dotarłam do drzwi, za którymi najprawdopodobniej znajdował się król Liam, przystanęłam i wyrównałam oddech. Następnie zapukałam delikatnie jak zawsze. Usłyszalam głos władcy, po czym nieśmiało weszłam do pokoju.

<Liam, dokończysz?>

Od Chrisa do Sorina

Gdy dotknąłem kostki chłopaka coś się zmieniło. Nie wiedziałem co, dopiero po chwili dotarło do mnie, że zmieniła się osobowość blondyna. Przekląłem w duchu. Gdybyśmy szybciej dotarli na miejsce. Wiedząc jak zachowywał się ostatnio, zapewne ciężko będzie zdobyć moją kasę. Z początku Sorin nie wiedział co się wokół niego dzieje. Pytał mnie po co jedziemy, dokąd i po co. Zapewne nie pamięta co robi jego druga jaźń. Hah... Mógłbym to kiedyś wykorzystać. Czemu nie. Jeszcze bardziej bym mógł się wzbogacić, bo jako ryba łatwo mu wcisnę kit, że jest mi więcej winien. Rozmawiając z zielonookim, dowiedziałem się, że nie panuje nad swoimi żądzami, gdy się upije. Powiedziałem mu, że mnie pocałował, a ten okrzyknął mnie nie wiadomo jakim zboczeńcem, co molestuje dzieci. Naprawdę nie wiem jakiej wielkości rozum ma ten gnojek. Jeśli w ogóle coś tam ma. Dalej chciał się sprzeczać, kto kogo pocałował. Miałem dość. Nie wytrzymałem i spoliczkowałem chłopaka. Ten zaś do końca podróży zamilkł i patrzył się w drogę przed nami.
Jakiś czas później dojechaliśmy na miejsce. Z siałem z konia, następnie pomogłem zejść Sorinowi z konia. W sumie zaskoczyło mnie, że mógł znieść całą podróż, ze skręconą kostką. Chłopak spojrzał na konia. Przyglądałem się jak młodzieniaszek z obrzydzeniem patrzył się na wierzchowca. Ponagliłem blondyna. Chciałem już moją kasę. Już zacząłem planować resztę dnia. Wziąłbym pieniądze od syrena i odjechał możliwie szybko. Następnie pojechał bym do miasteczka kupić trochę whisky. Później spędził bym wieczór w moim domu, s a m. No, plany były zrobione, brakowało jeszcze tylko pieniędzy, które zaraz miałem dostać.
Patrzyłem jak chłopak kuśtykał w stronę wody. Nagle przed nim pojawił się płomień, a następnie zmienił się w bandaż. Przez myśl przeszło mi, że pieniądze też może przecież wyczarować. Zaraz potem usłyszałem za sobą kobiecy głos. Skarciła mnie za mój pomysł. Odwróciłem się do niej. Chciałem się jej jakoś odgryźć, ale wystarczyło spojrzeć nań i od razu moje usta zamknęły się. Owa czarnowłosa kobieta z zielonymi oczami była wysoko postawioną osobą, która dbała o bezpieczeństwo mieszkańców krainy. Wpadłem na pomysł by się jej poskarżyć.
- Przepraszam, chciałbym wyjaśnić sytuację. Ten chłopak włamał mi się do domu, zabił moich służących i wypił cały mój alkohol, który był bardzo drogi. Chciałbym jedynie zwrot kosztów, no ale ten dzieciak uparł się, że nie chce mu się w ogóle iść po pieniądze - Ulquliorra wysłuchiwała mnie uważnie i ani razu nie przerwała mi. Nie to co ten bachor, on zdążył by się już znudzić i gdzieś pójść.
- A dlaczego on ma opuchniętą kostkę? - Odezwała się czarno włosa, a ręką wskazała na chłopaka, który stojąc w wodzie próbował zawiązać sobie bandaż.
- Wyrzuciłem go z domu, a ten wpakował się w kłopoty. Gdybym nie przyszedł z pomocą, to pewnie by go już dziki rozszarpały. Co sprawia, że ma u mnie większy dług.
- Spróbuję Ci jakoś pomóc - rzekła kobieta i podeszła do Sorina, a za nią ruszyło coś co wyglądało jak połączenie chłopca i kota.

<Sorin lub Ulquliorra?>

08 września 2015

Od Sorina do Chrisa.

-Zostaw moją kostkę w spokoju-powiedziałem spoglądając blondynowi w oczy, a potem rozejrzałem się dookoła. Siedziałem w siodle, a raczej na kolanach niebieskookiego i nie mam pojęcia dlaczego miałem na sobie tylko spodnie.
-Ej... CO to za chora sytuacja? Co ja, niewiasta w opałach?-zapytałem z nutą irytacji w głosie. Mężczyzna westchnął i powiedział, że wiezie mnie do Ciepłych Wód.
-Po co?
-Bo tam mieszkasz-wytłumaczył.
-A skąd ty o tym wiesz?
-Powiedziałeś mi.
-Ja? Ale kiedy ja...-"Czyżby wykorzystał to, że się spiłem i wyciągnął ze mnie te informacje? Zaraz, co się stało po tym jak opróżniłem jego szufladkę z alkoholem?"
-Ej.. zrobiłem wczoraj coś głupiego?-zapytałem.
-Jak na ciebie, nie...
-Aha, to spoko. Zazwyczaj jak się upiję to nie mogę się opanować i rzucam się na wszystkich -wytłumaczyłem.
-Czyli to dlatego mnie pocałowałeś...-mruknął blondyn pod nosem.
-Tak, tak... Zaraz, co ja zrobiłem?! Aha.. więc to tak...
-O co ci chodzi?-warknął wyraźnie poirytowany mężczyzna.
-Z molestowałeś mnie gdy byłem pijany, a teraz chcesz się mnie pozbyć. To tłumaczy czemu mam na sobie TYLKO spodnie!
-ŻE CO JA CI NIBY ZROBIŁEM?! Za kogo ty mnie masz? Jesteś dla mnie tylko kulą u nogi!
-Ta jasn....-nie dokończyłem i z obawy o moje życie zamknąłem się. Przez resztę drogi siedziałem cicho masując obolały policzek. Co za brutalny typ. Nic dziwnego że mieszka z truposzami...
Nim się spostrzegłem byliśmy na miejscu.
-Dobra, teraz leć do domu po wynagrodzenie za szkody które wyrządziłeś w moim domu-powiedział mężczyzna dematerializując wyjątkowo p i ę k n e g o konia. "Boże, i ja na tym jechałem..."
-Nie chce mi się- mruknąłem zamaczając nogi w wodzie.
-Że niby co?- warknął niebieskooki. -Czemu niby?
-Nie lubię być syrenem. Przy zmianie zmieniamy się osobowością...
-Ale przecież przedtem byłeś jak syren...
-To tłumaczy dlaczego niczego nie pamiętam-powiedziałem tworząc w powietrzu ognisty łuk i zamieniając go w bandaż, którym zacząłem obwiązywać kostkę.
-Ty umiesz tworzyć przedmioty z ognia-zdziwił się blond włosy kretyn mężczyzna.
-Tak...
-W takim razie wyczaruj pieniądze i oddaj mi swój dług- warknął mężczyzna podnosząc mnie do góry za ramiona.
-To by było złamanie prawa...-powiedziała jakaś kobieta stojąca niedaleko nas. Miała kruczo czarne, proste włosy, śnieżno białą cerę i intensywnie zielone oczy. Była ubrana na biało, a przy boku trzymała katanę z delikatnie zieloną rękojeścią, a za nią stał jakiś niebiesko włosy dzieciak z kocimi uszami, ogonem i pazurami.
-Nie pozwolimy wam na to-powiedział kociak.

<I co robimy Chris?>

04 września 2015

Od Chrisa do Sorina

Ucieszyło mnie, gdy zobaczyłem jak ten dzieciak opuszcza mój dom i pospiesznie udaje się do siebie. Postanowiłem zrobić coś z tym całym bałaganem, jaki zostawił mi syren. Rozejrzałem się po salonie. Od czego by tu zacząć? Zaraz moje spojrzenie padło na puste butelki po trunku. Hej, przecież on mi jeszcze nie oddał kasy. Jeśli dojdzie do Ciepłych Wód, to już do nie znajdę. Jeszcze nie jest za późno. Nie mógł długo biec. Widziałem jak szedł bez butów po igliwiu. Nawet śmiałem się, gdy widziałem jak dziwacznym krokiem się oddalał. Chwila, nie czas na żarty! Muszę go złapać. Szybkim krokiem opuściłem dom. Przed domem wyczarowałem dwóch ghuli, którzy są odpowiedzialni za pilnowanie domu. Uznałem, że nie dogonię małolata, dlatego zabrałem się za przywoływanie konia. Mogłem to zrobić parę dni temu, a teraz się spieszę. Z każdą chwilą memu wierzchowcu pojawiały się nowe kości, tkanka i skóra. Z powodu braku czasu nie dokończyłem zaklęcia i koniowi brakowało w wielu miejscach skóry, włosia i innych uznanych przeze mnie organów niepotrzebnych na tę chwilę. Dorobiłem jeszcze ogierowi siodło i uzdę, po czym dosiadłem go i ruszyłem w pogoń za blond czupryną. Za bardzo nie mogłem się rozpędzić na tej małej ścieżce. Jechałem tak dobre parę minut. Dojeżdżałem już na skraj Mrocznego Boru, a chłopaka wciąż nie widziałem. Założę się, że się zgubił. Z jakiegoś powodu na skraju lasów pojawiło się dużo dzików. Nie wiem dlaczego, ale raz na jakiś czas zapuszczają się w te mroczne strony. Spojrzałem w bok. Dostrzegłem chłopięcą sylwetkę. Czym prędzej zatrzymałem konia. Zauważyłem syrena stojącego pod drzewem, a wokół niego zgraję dzików. Szybko wyczarowałem dwa zombie, których zadaniem było przegonienie dzikich świń. W czasie, gdy moi podwładni zajmowali się zwierzyną, ja podjechałem do chłopaka.
- Nie uciekaj mi, miałem cię odprowadzić, tak? - Powiedziałem do niego szorstkim tonem. Sorin z początku nie wiedział, dlaczego mu pomagam. Jednak gdy usłyszał, że wciąż jest mi winny za szkody w domu, jakoś spochmurniał. Nie miałem czasu schodzić z konia. Schyliłem się, złapałem chłopaka i posadziłem go przed siebie. Widząc, że moje marionetki dogorywają, złapałem za wodze i koń zerwał się do galopu. Dotarliśmy do granicy dwóch lasów. Przez parę minut galopowaliśmy. Syren bardzo mocno się mnie trzymał i pewnie by mi to schlebiało, gdyby tylko ten dzieciak był dziewczyną. Moją uwagę przykuły nogi blondyna zwisające z prawej strony konia. Jedna z kostek chłopaka zaczęła puchnąć i zmieniła kolor na fioletowy. Zaraz po tym przypomniałem sobie, że nie wziąłem mojej torby, więc poza sakiewką monet nic nie miałem.
- Ach, nie mam mojego notatnika - powiedziałem. Syren spojrzał na mnie ze zdziwieniem i zapytał:
- Po co ci teraz notatnik?
- Miałem tam zapisane dokładnie za co i ile mi wisisz, szczeniaku - Sorin słysząc moją odpowiedź jedynie prychnął. - Ech, no cóż. A co zrobimy z tym? - Zapytałem dotykając kostki. Chłopak syknął, mając twarz wykrzywioną w bólu.

<Sorin, nie umrzesz póki nie zapłacisz>

31 sierpnia 2015

Od Lyry do Hiro

Dziewczyna popatrzyła na Hiro. Zaraz potem przeniosła wzrok na suknię. Nie miała pojęcia dlaczego ten szatyn jej pomagał. Nie miała także pojęcia, czy ma wobec niej przyjazne zamiary. Przecież chciał sprzedać tę sukienkę. Równie dobrze nadal może chcieć sprzedać to odzienie, razem z Lyrą. Z obawami poszła do namiotu. Zmieniła sukienkę i dłońmi przygładziła włosy, wtedy też poczuła bandaż, który miała na głowie. Dziewczyna zaczęła oglądać swoje ciało i odetchnęła z ulgą. Prócz wielu drobnych zadrapań nie było nic poważniejszego. Jedynie głowę miała dość mocno uszkodzoną. Dotykając bandażu na głowie, Lyra wyczuła zaschniętą krew. Skończyła sprawdzać rany na swoim ciele i wyszła z namiotu. Nie chciała w nim siedzieć za długo, gdyż jej towarzysz mógłby zacząć się niecierpliwić. Gdy wyszła, to zobaczyła jak chłopak głaszcze Lex'a po brzuchu. Patrząc na wielkiego kota domyśliła się, że ten powstrzymuje się przed zrobieniem krzywdy szatynowi. On na prawdę nie lubi gdy ktoś po za nią go dotyka. Stała tak przez chwilę, puki nie zauważył jej Hiro. Podszedł do strażniczki i z uśmiechem na twarzy rzekł:
- Wiedziałem, że będziesz w tym dobrze wyglądać.
- Dziękuję - odpowiedziała Lyra. - Ach, jeszcze się nie przedstawiłam. Jestem Lyra.
- Miło mi cię poznać, Lyra - powiedział szatyn i mocno uściskał dłoń dziewczyny.

<Hiro?>

Od Sylvii do Matta

-A więc, Sylvio, co sprowadza cię w tak chłodne strony krainy?-zapytał Matt. Właśnie, co ja tu robię? Miałam kupić owoce, a tymczasem jestem w mroźnych stronach krainy.
-Ja, zamyśliłam się i pomyliłam drogę-wytłumaczyłam, a anioł posłał mi kolejny czarujący uśmiech i zapytał.
-Może ci pomóc?- Boże jaki on cudny, aż chciałam przyjąć pomoc, ale muszę być samowystarczalna. Inaczej Augustin wyrzuci mnie z zamku, a tego bym nie chciała. Chociaż prawda jest że chyba się zgubiłam...
-Z chęcią przyjęłabym twoja pomoc, ale poradzę sobie sama-powiedziałam odwracając się na pięcie. -Do zobaczenia-dodałam machając do anioła po czym pędem ruszyłam do miasteczka. "Jeśli się nie pospieszę nie zdążę z obiadem dla pana Augustina..." Rozmyślałam przyspieszając.  Chwili przewróciła się uderzając twarzą o ziemię.
-To naprawdę jest mój pechowy dzień - westchnęła dziewczyna podzielając obolałe czoło. "Musze się pośpieszyć..." powtarzałam w kółko wstając, ale ból w nodze sprawił iż ponownie upadłam.
-Kurcze...-syknęłam spoglądając na krwawiącą łydkę. -Teraz na pewno zdążę...-warknęłam uciskając ranę.
-Czyli jednak przyda ci się moja pomoc?-usłyszałam znajomy głos.
-Matt!-zawołałam radośnie.


<Matt, pomocy...>

Od Sorina do Chrisa.

-Dam ci tę szklankę wody jeśli powiesz mi gdzie mieszka jakiś twój krewny, do którego mógłbym cię zabrać- powiedział blondwłosy mężczyzna po chwili odpływając gdzieś myślami."Straszny..."pomyślałem. Podkurczyłem ogon, a na moim ciele pojawiło się więcej łusek (reakcja obronna).
-Ale mnie pan nie sprzeda, ani nic z tych rzeczy?-zapytałem, a mężczyzna spojrzał na mi w oczy, jego mina sugerowała "Czytasz mi w myślach?" ale powiedział tylko zniecierpliwionym tonem...
-Chcesz tę wodę czy nie?- Położyłem się skulony plecami do niego.
-Nie-powiedziałem.
-A czy przypadkiem nie wysychasz? Co ci szkodzi powiedzieć?-Spojrzałem na mężczyznę z ukosa.
-Jesteś podejrzany- zacząłem.-Nie wiem w co się wpakowałem jako człowiek, ale ze mnie nie ma żadnego pożytku na lądzie. Poza tym jeśli się odwodnię i umrę to odrodzę się w Ci... w moim domu-wytłumaczyłem wszystko mężczyźnie i na koniec dodałem.
-Nawet cie nie znam.
-Ahh...-westchnął mężczyzna i zakrył oczy dłonią.-Wygląda na to, że nie jesteś taki głupi jak jako człowiek.
-A-A coś się stało? Coś zrobiłem?-zapytałem.
-Nie pamiętasz?-odpowiedział pytaniem na pytanie blondyn."Wiesz, gdybym pamiętał to bym nie pytał. Wczoraj wypiłem cały jego alkohol, ale przecież przeprosiłem"
-Nie, jeśli chodzi o alkohol to oddam panu pieniądze muszę tylko wrócić do Cie... do domu.
-Gdzie musisz wrócić- zapytał mężczyzna podnosząc wzrok, a na jego ustach zagościł podstępny uśmieszek. Klepnąłem się ręką w czoło poirytowany swoją bezmyślnością. "Muszę później wytłumaczyc Liamowi moją nieobecność na potkaniu...Zaraz, spotkanie!"
-Przepraszam, ale jak długo tutaj jestem?
-Hmm... Jakieś osiem dni.
-Cooo?- jęknąłem.-M-Muszę szybko wracać. Proszę zaprowadź mnie do Ciepłych Wód.
-Ciepłe Wody, ale przecież tam mieszka tylko strażnik...
-Jak widać nie tylko, powiedziałem ci gdzie mieszkam więc dotrzymaj umowy i daj mi szklankę. Pójdę sam-powiedziałem odbierając mężczyźnie naczynie i opróżniając. Następnie z wielką niechęcią dokonałem przemiany i szybko wyczarowałem sobie spodnie. Po czym wstałem i podbiegłem do drzwi.
-I co zrobisz? Z twoją orientacją w terenie...
-Nie mów o mnie jak o człowieku, ja jestem inny -powiedziałem i pobiegłem w las. Igliwie kuło mnie w bose stopy. W pewnym momencie potknąłem się o wystający konar i upadłem.-Ałł... Boliii-jęknąłem oglądając obtartą nogę. Biegłem długo i bolały mnie stopy, na dodatek jeszcze to otarcie! Jak ja dojdę do domu?! W tym momencie coś mnie olśniło. "Przemieniłem się w człowieka, ale pozostałem sobą... Jak to się..." ale to nie było teraz ważne. Już prawie wyszedłem z Mrocznego Boru. Zostało mi pięć minut biegiem, lecz teraz nie mogłem biec. Wstałem i chwiejnym krokiem ruszyłem przed siebie. W pewnym momencie coś zaszeleściło koło mnie. Przywarłem plecami do drzewa i zacząłem się rozglądać. Po chwili z krzaków wybiegł dzik, dwa, trzy! Otoczyły mnie i już miały zaatakować, gdy same zostały zaatakowane przez znajome mi truposze. Podczas gdy dziki walczyły z martwymi, ktoś podjechał do mnie na wielkim czarnym koniu.
-Nie uciekaj mi, miałem cię odprowadzić tak-warknął mężczyzna wciągając mnie na konia.
-A-Ale, przeciez pan nie musi...
-A co z moim wynagrodzeniem?-zapytał niebieskooki patrząc mi w oczy.
-Aha...-mruknąłem. Koń ruszył galopem, więc mocno chwyciłem się mężczyzny żeby nie spaść.

<Dzięki, Chris>

30 sierpnia 2015

Od Chrisa do Sorina

Wracałem właśnie do domu. Zdziwiłem się, że nie było tego dzieciaka na progu mojego domu. To nawet lepiej, że sobie poszedł. Nacisnąłem na klamkę. Drzwi nie były zamknięte, a na pewno je zakluczyłem. Od razu domyśliłem się, że on był w moim domu. W domu zastałem chłopaka leżącego na ziemi. Od razu pomyślałem, że sobie uciął drzemkę. Złapałem go za ciuchy. Potrząsnąłem nim i spytałem się go, co tu robi. Usłyszałem jedynie niewyraźny bełkot. Był pijany. Spojrzałem w stronę mojego barka. Barek był otwarty, a wszystkie butelki po winie i nalewkach były puste.
- Ty... Wypiłeś wszystko? - Jednak nie dostałem odpowiedzi.
Chłopak popatrzył przez chwilę na mnie, a następnie przywarł ustami do moich. Odrzuciłem go kawałek dalej, by mnie już nie pocałował. Oburzony zacząłem pytać się dlaczego to zrobił. O jedynie odpowiedział, że wyglądałem seksownie. Co za nienormalna osoba. Żeby całować osobę tej samej płci. Następnie zasnął leżąc pod ścianą. Stanąłem nad chłopakiem i zacząłem zastanawiać się co z nim zrobić. Jako, że param się czarną magią, mogłem go zmienić w swojego sługusa. Jednak jeśli bym to zrobił, to ciągle bym miał go przy sobie i szanse na zapomnienie o dzisiejszym dniu będą nikłe. Mógłbym porzucić go w lesie i czekać aż zjedzą go wilki, ale pewnie nie ruszyły by osoby, która tak cuchnie alkoholem. Zastanawiałem się co zrobić z tym dzieciakiem. Za każdym razem jak wymyśliłem pomysł na pozbycie, jakiś głos w głowie mówił mi, że to się nie uda. Postanowiłem zaczekać z decyzją do rana. Przy okazji zapisywałem wszystkie pomysły jak go spławić.
Nie mogłem znieść widoku śpiącego pod ścianą chłopaczka. Wziąłem go na ręce i zaniosłem na kanapę. Nie wiem skąd u mnie tyle dobroci, ale przykryłem go kocem. Sam poszedłem do swojego pokoju się przespać. Jednak nie mogłem zasnąć. Ciągle myślałem o Sorinie. Czułem się okropnie gdy wstałem rano z łóżka. Gdy wyszedłem z pokoju zobaczyłem ruch pod kocem. Podszedłem do kanapy i powiedziałem:
-Hej, dzieciaku. Jeśli się obudziłeś to wypad z domu - jednak osoba pod kocem nie chciała sobie iść. Z impotentem złapałem za koc i ściągnąłem go z chłopaka.
Z niedowierzaniem patrzyłem na ogon i łuski chłopaka. Ten wpatrywał się we mnie ze strachem.
- To jest prawdziwy ogon? - Wciąż patrzyłem na niego z niedowierzaniem. Uważałem, że używa jakiejś sztuczki byle nie opuścić mojego domu.
- T-tak. - odpowiedział cicho.
- Czemu masz go teraz? Przecież nie ma tu gdzie pływać.
- No bo się odwodniłem, dlatego wypiłem twój alkohol. Wybacz.
- No to czemu nie wróciłeś do domu? - Ciągle zadawałem mu pytania. Jakoś z syrenom łatwiej się rozmawiało. Syren nie bardzo chciał odpowiedzieć na to pytanie. Postanowiłem przynieść wodę i go trochę po szantażować. Gdy przyniosłem wody odezwałem się do chłopaka. - Dam ci tę szklankę wody jeśli powiesz mi gdzie mieszka jakiś twój krewny, do którego mógłbym cię zabrać - w głowie krążyły mi oczywiście już myśli, ile mógłbym zdobyć kasy za syrena.

<Sorin, bądź grzeczny to dostaniesz wody>

28 sierpnia 2015

Od Sorina do Chrisa.

Okazało się, że nawiedzony dom należy do tego gbura, ale nie miałem zamiaru ruszać się stamtąd. Byłem głodny i zmęczony więc postanowiłem przespać się na ganku. Mężczyzna kilka razy mnie przepędzał, a nawet nasłał na mnie swoich martwych sługusów. Bądź co bądź i tak wracałem,  nie żebym chciał zrobić mu nazłość, po prostu nie miałem gdzie iść, albo nie chciało mi się szukać innego schronienia.
Okupowałem jego ganek przez jakiś tydzień (nie, nie głodowałem, upolowałem sobie dzika, upiekłem i miałem jedzenia na kilka dni), w końcu drzwi domu się otworzyły i stanął w nich niebieskooki. Lecz całkowicie mnie zignorował, zakluczył dom i gdzieś poszedł.
-A co ze mną?!-zawołałem gdy odchodził.
-Rób co chcesz, mnie w to mnie mieszaj!-krzyknął zdenerwowany i poszedł sobie.
-"Rób co chcesz" tak?-pomyślałem na głos. Złapałem za klamkę, zamknięte. Po męczących zmaganiach, przy pomocy magii udało mi się otworzyć drzwi, lecz na moich ramionach pojawiły się łuski."Nie, tylko nie teraz. Woda, muszę się czegoś napić i odzyskać siły" pomyślałem. Byłem w ludzkiej formie dość długo. "Zużyłem za dużo energii, jeśli się teraz wyczerpie, znowu zamienię się w syrena" z taka myślą szukałem czegoś do picia. Niestety nie znalazłem ani kropli wody, tylko alkohol różnego rodzaju.
-To musi starczyć...-westchnąłem otwierając butelkę wina. Alkohol co prawda uzupełniał moje siły, ale jego działanie jest słabsze i działa krótko, dlatego potrzeba go więcej. Opróżniłem butelkę wina, łuski nadal nie zniknęły. Dopiero kiedy opróżniłem całą szafkę łuski zniknęły całkowicie, ale byłem też nieźle spity. Wstałem i zrobiłem kilka chwiejnych kroków, a gdy mijałem drzwi te otworzyły się z impetem i do domu wpadł blond włosy mężczyzna.
-Kto ci kazał wejść do domu?!-wrzasnął, a ja w tym samym momencie upadłem na podłogę. -Tłumacz się bachorze!-krzyknął podnosząc mnie za koszulkę.
-Ej, fuść mnje bo popfujess mi bluske- wybełkotałem.
-Hej, co ci się stało?-warknął niebieskooki rozglądając się dokoła. Jego wzrok powędrował ku pustym butelkom po alkoholu.-Ty... Wypiłeś wszystko?!-krzyknął przyciągając mnie do siebie. Jego oczy lśniły ze złości, ale w jakiś sposób były piękne. Jasne kosmyki włosów opadały mu na twarz, a usta odsłaniały część jego śnieżno białych zębów. Wtedy przez głowę przeszła mi dość dziwna myśl myśl. Wyciągnąłem ramiona i przyciągnąłem do siebie mężczyznę.
-Co ty...-warknął zanim przywarłem do jego ust. Mężczyzna z początku zaskoczony oderwał mnie od siebie i odrzucił kawałek dalej. -Odbiło ci?! Czemu to zrobiłeś? Myślisz że kim jesteś dzieciaku?!-krzyknął mężczyzna. Podniosłem się do pozycji siedzącej i oparłem o ścianę wpatrując w podłogę.
-Wyglądałeś tak seksownie i tak jakoś...-wymamrotałem.
-Myślisz, że możesz sobie całować kogo popadnie bo tak ci się podoba?!-wyzwał mnie blondyn.
-Przepraszam...-powiedziałem osuwając się na podłogę i zasypiając.
Rano obudził mnie okropny ból głowy. Przewróciłem się na drugi bok i zakryłem głowie kocem. Zaraz, koc? Co ja robię pod kocem? Czemu leżę na kanapie? Zaraz, mam ogon, przemieniłem się. Jest źle, jeśli on zobaczy syrena w swoim domu na pewno mnie wyrzuci. Po chwili usłyszałem kroki, więc schowałem się pod koc.
-Hej, dzieciaku. Jeśli się obudziłeś to wypad z domu-powiedział mężczyzna.
-Z-Za chwilę- szepnąłem przerażony.
-Nie. Teraz- powiedział mężczyzna łapiąc za koc i ściągając go ze mnie. Oniemiał gdy tylko ujrzał moje uszy, łuski i ogon, a ja wpatrywałem się w niego ze strachem.

<P-Prosze pana?>

Od Matta do Sylvii

Matt właśnie szedł do domu. Wezwano go do zamku, ponieważ jedna ze służących się przeziębiła.
- Naprawdę, żeby wzywać lekarza dla takiej błahostki. No ale to przynajmniej to dobrze świadczy o królu. Widać, że dba o służbę - powiedział do siebie anioł.
Przeszedł kawałek gdy usłyszał z lasu podniesiony kobiecy głos:
- A... anioł, to jest anioł. Niesamowite, one naprawdę żyją.
Matt przystanął i spojrzał w stronę, z której dobiegał głos. Gdy dojrzał dziewczynę na skraju lasu posłał jej jeden ze swoich czarujących uśmiechów i skierował swoje kroki w jej stronę.
- Witaj, Jestem Matt, Matt John Ant. Miło mi cię poznać - przywitał się anioł.
- Ty naprawdę jesteś aniołem? - Oczy dziewczyny były szeroko otwarte.
- Tak
-  Myślałam, że anioły to tylko postacie stworzone przez ludzką wyobraźnie. Mogę dotknąć twoich skrzydeł?
- Jasne - zaciekawiona dziewczyna wyciągnęła powoli rękę i przejechała nią po skrzydle chłopaka.
- Niesamowite, one są prawdziwe - powiedziała dziewczyna bardziej do siebie niż do mnie.
-Właśnie, nie poznałem jeszcze twojego imienia. Czy możesz mi je zdradzić, jeśli to nie tajemnica?
- Ach, wybacz. Jestem Sylvia.
- W takim razie, miło mi cię poznać, Sylvio - brunet skłonił się lekko i ucałował dłoń dziewczyny.Na twarzy dziewczyny pojawił się delikatny rumieniec. - A więc, Sylvio, co sprowadza cię w tak chłodne strony krainy?

<Sylvia?>

Od Chisa do Sorina

Ucieszyłem się, gdy ten małolat sobie poszedł. Osobiście uważam, że takie dzieci są strasznie denerwujące. W karczmie nie było nowych plotek i właściwie niepotrzebnie przyszedłem, bo nawet na żadną bijatykę pijaków się nie natknąłem i nie miałem na co popatrzeć. Postanowiłem wrócić do domu. Tam sobie odpocznę. Ruszyłem w stronę powrotną. Słońce chyliło się ku ziemi, przez co niebo zabarwiło się na pomarańczowo. Gdyby były jakieś ciekawe zajęcia w karczmie, to zapewne nie musiałbym oglądać tego zachodu i po prostu szedłbym po zmroku. Ale nie! Dziś nie było potrzeby iść taki kawał do miasteczka. No i jeszcze ten małolat. Jak mu było? Soran? Nieważne, pewnie i tak go nie spotkam i nie będę musieć oglądać jego twarzy. Rozpuszczony bachor.
Gdy dochodziłem do domu zastała mnie cisza. Nigdzie nie widziałem mojego truposza. Przecież powinien krążyć wokół domu i odstraszać ciekawskich. Gdzie go wcięło? Eh, martwi są tacy bezużyteczni. Podszedłem do drzwi. Zdziwiło mnie, że były uchylone. Ja je przecież zamykałem, a moje marionetki także zamykają za sobą. Ktoś tu musi być. Powoli otworzyłem drzwi, a te zaskrzypiały. Pierwszy raz żałowałem, że drzwi w moim domu skrzypią. Gdy wszedłem do mojego salonu, zauważyłem śpiącą osobę. Na moje nieszczęście to był ten dzieciak, który zabrał mi kanapkę. Poczułem przypływ złości. Miałem ochotę przerobić go na mojego sługusa. Przez myśl przeszło mi jeszcze pytanie, czy to ma być zombie, czy ghul. Potrząsłem głową. Nie, nie mogę tego zrobić, będę miał kłopoty. Gdyby to był jakiś nic nieznaczący żebrak, ale on wygląda jak z bogatej rodziny. Nie wiadomo co mi zrobią, jeśli go zabiję. Zamiast tego, donośnym głosem powiedziałem:
 - Co ty robisz w moim domu? - chłopak obudził się i popatrzał na mnie.
- Ja tylko śpię - odpowiedział zaspanym głosem i przewrócił się na drugi bok.
- Wynocha z mojego domu, Soran! - Krzyknąłem i chwyciłem chłopaczka za bluzkę. Przerzuciłem go sobie przez ramię i ruszyłem z nim w stronę drzwi wyjściowych.
- Hej, jestem Sroin, a nie Soran. Postaw mnie na ziemie! - Chłopak próbował się wyrwać z mojego uścisku. Jednak to był daremny wysiłek. Otworzyłem drzwi i wyrzuciłem z domu natrętnego dzieciaka. Następnie zamknąłem drzwi i przekręciłem zamek, by mieć pewność, że nie wejdzie mi do mojego domu. Wróciłem do salonu. Spojrzałem na kanapę, na której spał Sorin. Uznałem, że później ją wyrzucę. Nie chce mieć nic co by mi przypominało o tym chłopczyku.

<Wynocha z mojego terenu, Sorin!>

27 sierpnia 2015

Od Sorina do Chrisa

-C-C-Co? Przecież... Ja byłem... szedłem ścieżką i... byłem-dość skołowany.  Nie dość, że zmarnowałem kilka dni, to jeszcze pomyliłem drogi i muszę zawrócić.
-Tłumacz się-warknął zniecierpliwiony mężczyzna. Totalnie go zignorowałem starając się ogarnąć. "Ale jak do tego doszło? Wiem to na pewno było na tym skrzyżowaniu. Musiałem źle odczytac znaki... Jaki za mnie idiota!" złapałem się za głowę i pewnie dalej bym sie nad sobą użalał gdyby nie ten kopniak w plecy.
-Ał, ał, ał.... Wybacz zapomniałem o tobie-przeprosiłem mężczyznę.- Wiesz jestem kiepski z orientacją w terenie. Dla mnie to nic nowego-wytłumaczyłem, ale mężczyzna nie wyglądał na przekonanego. Wstałem i otrzepałem się z ziemi. -W każdym bądź razie, pomogłeś mi więc muszę się odwdzięczyć.
-Nie chcę nic od ciebie-powiedział blondyn.
-Spoko, to narka- rzuciłem na pożegnanie i ruszyłem w drogę powrotną. "Na pewno jestem już spóźniony na spotkanie, więc mogę je sobie odpuścić. Wrócę do domu. Hmm... Z tego co pamiętam to przez Mroczny Bór będzie krócej..." pomyślałem i skierowałem się w tamtą stronę. Na moje nieszczęście nie było tam żadnych ścieżek więc jak zwykle się zgubiłem.
-Pff... co to dla mnie? Jak będę szedł przed siebie to w końcu gdzieś dojdę...- tak sobie mówiłem i tak też się stało. Po jakimś czasie doszedłem do jakiegoś domu. Sprawiał wrażenie opuszczonego, lub nawiedzonego, ale że byłem zmęczony postanowiłem tam zostać.
Ledwo zbliżyłem się do drzwi, a z domu wybiegł jakiś nieboszczyk. Odskoczyłem od drzwi jak poparzony, a truposz zaczął mnie atakować. Musiałem się z nim nieźle namęczyć. Najpierw rzuciłem w niego kilkoma gałęziami i kamieniami, a gdy to nic nie dawało to po prostu go spaliłem. Po dokładnym przeszukaniu domu stwierdziłem, że to był jedyny jego mieszkanie. Znalazłem wodę więc napiłem się by odzyskać siły (gdybym tego nie zrobił, prawdopodobnie zamienił bym się w syrena co na szczęście nie nastąpiło) i położyłem się na kanapie w salonie od razu zasypiając. Nawet nie zdawałem sobie sprawy na jakie niebezpieczeństwo naraziłem własne życie...

<Eh...daruj mi Chris>

Od Chrisa do Sorina

Ostatnio strasznie nudziło mi się w domu. Nie miałem co robić w domu. Jedynie chodziłem z jednego pokoju do drugiego. MAM DOŚĆ! wziąłem płaszcz z wieszaka i wyszedłem z domu. Pilnowanie domu powierzyłem jednemu z moich martwych sługusów. Udałem się w stronę miasta w nadziei, że w karczmie znajdę coś ciekawego, co by zabiło moją nudę.
Byłem już w głównym lesie. Nie lubię tego miejsca. Jest tu za zielono, a słońce za jasno świeci. O wiele bardziej lubię mroczne miejsca. No, połowa za mną. Serio, muszę zainwestować w jakiegoś konia, albo stworzyć jakiegoś, bo mam już dosyć chodzenia na piechotę. Przystanąłem na chwilę na ścieżce by wyjąć z torby kanapkę. Jednak nie zdążyłem jej zjeść, bo ktoś na mnie wpadł. A tym kimś był jakiś bachor. Miał blond włosy i zielone oczy. Był wyraźnie zmęczony.
- Kim ty jesteś? - Zapytałem się z grymasem na twarzy. Bardzo mnie denerwuje gdy ktoś mnie dotyka.
- Jestem Sorin, a co? - Powiedział to wpatrując się w moją kanapkę. - Będziesz to jadł, bo jak nie to ja chętnie ją zjem. Jestem taaaaki głodny.
- Właśnie miałem to zjeść, ale nie chcę mieć kłopotów jak zemdlejesz - rzekłem i podałem mu moją kanapkę, której smakiem musiałem się obejść. Chłopak pochłonął ją błyskawicznie. - Idziesz do tego miasta niedaleko? - Spytałem od niechcenia. Zamierzałem odprowadzić tego dzieciaka do domu. Może bym dostał jakąś rekompensatę za tą kanapkę. Naprawdę chciałem ją zjeść.
- Chodzi ci o to mroźne miasto? Tak idę tam, a co?
- Zaraz, przecież mroźne miasto jest daleko stąd, a ty idziesz w złym kierunku - przez chwilę byłem zdziwiony, zaraz potem dodałem. - Czy ty próbujesz mnie oszukać?

<Sorin, nie próbuj oszukiwać starszych :P>

Od Lyry do Liama

Gdy Liam zamknął drzwi, Lyra odetchnęła z ulgą. W głowie miała mętlik. Miała wrażenie, że ciągle jest ciężarem dla króla. Bała się, że pewnego dnia Liam będzie miał dość i wyrzuci ją z pałacu, albo coś. Uspokojenie się, zajęło jej chwilę. Wszystkie poprzednie wydarzenia sprawiły, że nie miała siły na nic i bardzo szybko zasnęła. Lex leżał obok dziewczyny i grzał jej plecy. Gdy władca wrócił do komnaty strażniczka księżyca już dawno spała. Jedynie kot podniósł głowę. Chłopak przyniósł posiłek dla dziewczyny, ale widząc, że śpi postawił tacę na komodzie.Popatrzył przez chwilę na śpiącą dziewczynę, następnie podszedł do łóżka, w którym spała. Wyciągnął rękę i musnął nią policzek dziewczyny. Lex podniósł głowę i zaczął uważnie obserwować króla. Liam przybliżył twarz do twarzy Lyry. Wsłuchiwał się w jej oddech. Popatrzył na delikatne, różowe usta dziewczyny. Powstrzymał się przed zrobieniem czegoś po usłyszeniu syknięcia jej kota. Młody władca odsunął się od śpiącej elfki. Spojrzał się raz jeszcze na nią. Następnie poszedł do łazienki się umyć. Po powrocie położył się na rozkładanym fotelu i przykrył kocem. Nie trzeba było długo czekać by zasnął.
Jakiś czas później, gdy księżyc był wysoko na niebie, kot obudził Lyrę. Następnie Lex zeskoczył na podłogę i zmienił się w tygrysa.
- Lyra, obudź się! - Powiedział tygrys do strażniczki. Dziewczyna poruszyła się niemrawo. - Dobra, zaniosę cię - rzekł, po czym odsunął kołdrę, chwycił za sukienkę blondynki i położył ją sobie na grzbiecie.
Lex podszedł do drzwi balkonowych i po kilku próbach w końcu udało mu się nacisnąć na klamkę i otworzyć drzwi. Nosem otworzył drzwi, tak by był w stanie prze nie przejść. Wyprowadził chorą dziewczynę na balkon. Zaraz padło na nią światło księżyca. Powoli strażniczka zaczęła zdrowieć. Po chwili była w stanie podnieść się do pozycji siedzącej na tygrysie. Gdy już mogła kontrolować swoją magię, sprawiła, że jej lisie uszy zniknęły. Pochyliła się jeszcze nad głową dzikiego kota i szepnęła:
- Dziękuję ci, że się tak mną opiekujesz.
- Nie ma za co, przecież wiesz, że cię kocham, siostrzyczko.
Zaraz potem zeszła z Lex'a i skierowała się z powrotem do sypialni, z nadzieją, że król Liam się nie obudził.

<Liam, śpisz prawda?>

26 sierpnia 2015

Od Cerii do Lyry

Szliśmy dwa dni, a ja nadal nie wiedziałam gdzie. Niby wędrowaliśmy w stronę królestwa króla, ale niedawno elfka zmieniła kurs i trafiliśmy do Ciepłych Wód. Tu było zdecydowanie mniej drzew niż w lesie, ale było cieplej i Augustinowi było ciężej się ukrywać.
-Przepraszam, ale dlaczego nie idziemy do zamku?-zapytałam zajadając kanapkę.
-Podobno król jest w odwiedzinach u kuzyna, który tutaj mieszka- wyjaśniła krótko elfka wgryzając się w jabłko. Tymczasem tygrys cały czas się we mnie wpatrywał. Spojrzałam na niego pytająco?
-Coś się stało kotku?-zapytałam. Wcale nie spodziewałam się odpowiedzi i też jej nie otrzymałam. Zwierze tylko odwróciło wzrok w inną stronę. Wzruszyłam ramionami kontynuując posiłek, w międzyczasie rozejrzałam się za Augustinem. Nie było go w okolicy, ale to nie znaczy, że nie wykona swojego ruchu.
Po posiłku ruszyliśmy wzdłuż brzegu wypatrując członków królewskiego rodu. Dostrzegłam ich po jakiś czasie, ale byli dość daleko, a słońce zaczęło niewiarygodnie mocno grzać. Dostrzegłam jak Lyra chwieje się na boki i za zasługą Lex'a ledwo unika upadku. Podbiegłam do blondynki podając jej wodę. Elfka przyjęła ją i zaczęła pić.
W pewnym momencie usłyszałam świst za plecami i ledwo zablokowałam atak białowłosego mężczyzny.
-Przeszkadzasz mi-warknął Augustin naciskając na miecz. Jego siła była tak wielka, że musiałam klęknąć. Byłam już gotowa na koniec gdy Auguś został odepchnięty przez lodowy pocisk.
-Królu!-zawołałam.
-Zajmę się nim, ty pomóż Lyrze!


<Lyra?>

25 sierpnia 2015

Od Lyry do Cerii

Lyra i Lex byli bardzo zmęczeni po całym dniu wędrówki, dlatego bardzo szybko usnęli. Lyra spała pogrążona w głębokim śnie. Natomiast tygrys nie tracił czujności podczas snu i był gotowy zareagować w każdej chwili. Ceria właśnie trzymała wartę. Utkwiła wzrok w koronach drzew, uśmiechnęła się złośliwie, a następnie mruknęła coś pod nosem. Zaraz potem coś poruszyło się wśród gałęzi drzew. To był Augustin, widocznie zdał sobie sprawę, że nic nie wskóra tego wieczoru i zmył się. Elfica w dalszym ciągu się uśmiechała. Odprężyła się i spojrzała w niebo. Przez chwilę się nie ruszała i podziwiała gwiazdy na niebie. Następnie dorzuciła drewna do ogniska. Gdy zaczęło się przejaśniać Ceria została zastąpiona na warcie przez Lex'a.
Rano, gdy wszyscy wstali i zjedli Lyra odezwała się do dziewczyny:
- Będę musiała się zbierać. Miło było cię poznać - dodała z uśmiechem.
- W którą stronę idziesz? - zapytała brunetka.
- Ja zmierzam na wschód - odparła szybko strażniczka.
- Ja też zmierzam w tamtą stronę - po chwili przerwy dodała. - Jeśli nie masz nic przeciwko, to czy możemy iść tam razem?
- Jasne. Nie widzę problemu - powiedziała z uśmiechem blondynka, Lex natomiast wydał pełen oburzenia mruknięcie.
Dziewczyny spakowały resztę swoich rzeczy i udały się na wschód. Z powodu ukształtowania terenu nie można było rozmawiać. Drzewa w lesie rosły co raz gęściej. Trzeba było chodzić gęsiego, a w niektórych miejscach przeskakiwać korzenie drzew. Im dalej szli tym chłodniej się robiło i zaczynała pojawiać się mgła.

<Ceria?>

Od Sorina do Sylfi

Blondynka stanęła.
- Um... dlaczego chcecie, e... spotkać się z królem Liamem?-zapytała odwrócona plecami do nas.
-Ty tak na serio?-zapytałem zaskoczony.-Nie wiesz co dzisiaj wypada?
-Um... Tak wiem, ale... wy wszyscy jesteście tu z tego powodu?
-Ja tak,, ten w czarnym ma jakiś interes do króla, a pockyman przyczepił się dla towarzystwa-wytłumaczyłem z lekka poirytowany zaistniałą sytuacją. Sylfi rzuciła na nas przelotne spojrzenie po czym ruszyła dalej.
-psst..-usłyszałem za plecami.
-Co jest Hiro?-szępnąłem w stronę szatyna.
-Kto jest niby pockyman'em?-zapytał oburzony, zielonooki wyciągając z sakiewki kolejne pocky. Zaśmiałem się potrząsając lekko głową.
"Mam ma nadzieję, że niedługo dojdziemy do zamku kuzyna. Tu jest piekielnie zimno" pomyślałem szczelniej okrywając się szalikiem. Równie dobrze mógł bym ogrzać się magią, ale podobno mieszkańcy Mroźnego Miasta za nią nie przepadają, więc postanowiłem wytrzymać.
-Ej, panie "królewski kuzynie".-zawołał Moon.
-Hmm?
-Ile ty w ogóle masz lat?
-Co cie to? Nie zdradzę mojego wieku takiemu śmiertelnikowi jak ty-zaśmiałem się pokazując brunetowi język i podbiegłem do Sylfi (a raczej schroniłem się przy niej) zdążyłem wysyczeć tylko złowieszcze "Ty..." wymówione przez czarnookiego. Zachichotałem pod nosem i zaczepiłem Sylfi.
-Ty na serio mnie nie pamiętasz?
-Um... Nie przypominam sobie pana...-wyjąkała dziewczyna.
-Czyli nadal jesteś taka nieśmiała... Jestem tym styrenem z ciepłych wód, kuzynem księcia.
-A-Ale jak ty...-wyjąkała dziewczyna spoglądając na moje nogi i z powrotem na mnie.
-Niedawno nauczyłem się przybierać formę człowieka-wytłumaczyłem uśmiechając się do blondynki.

<Ziemia do Sylfi, odbiór>

24 sierpnia 2015

Od Sylfi do chłopaków

Zastanawiałam się dlaczego ci chłopcy chcieli się zobaczyć z królem. Nawet nie znam tych chłopaków. Ale przez moją nieśmiałość nie byłam w stanie odmówić, ba nawet nie zapytałam ich o powód dla którego miałam ich zaprowadzić do władcy tej krainy. Muszę zacząć nad sobą pracować. Nie mogę być ciągle nieśmiała bo sprawie swoją osobą wszystkim innym kłopot.
Szłam z przodu, a reszta podążała za mną, przy okazji zajmując całą szerokość chodnika. Cała trójka dosyć mocno zwracała na siebie uwagę przechodniów, czego mogła być powodem ich beztroska konwersacja. Czułam się bardzo nieswojo, gdy inni wpatrywali się we mnie swoimi oczami. Poczułam zimne dreszcze na plecach od ich spojrzeń. Udając, że zrobiło mi się zimno szczelniej okryłam się płaszczem. Spojrzałam za siebie, blondyn co chwila poprawiał sobie płaszcz i szalik. Widocznie był z cieplejszej części kraju i nie był przyzwyczajony do takich chłodów. Byliśmy już w połowie drogi. Jednak widok wcale się nie zmieniał. Po jednej stronie stały domy w szeregu. Wszystkie wykonane z kamienia, a na dachach lśnił śnieg. Po drugiej stronie była ulica, a za nią stały tak samo wyglądające budynki. W pewnym momencie brunet zwrócił się do mnie:
- Daleko jeszcze? Czy ty na pewno wiesz gdzie iść? - Wyraźnie było widać jego zniecierpliwienie.
- T... tak wiem. To... już niedaleko - tak właściwie to po co ja ich prowadzę do króla. On nie ma dziś ochoty na spotykanie się z ludźmi, bo przecież jest dziś rocznica śmierci jego rodziców. A... a co jeśli oni chcą to wykorzystać i chcą zrobić krzywdę królowi?
Może powinnam ich zaprowadzić w złe miejsce, a potem użyć moich mocy i zniknąć? Nie, nie. Oni nie muszą mieć złych intencji. Po prostu muszę to od nich wyciągnąć.
- Um... dlaczego chcecie, e... spotkać się z kólem Liamem?

<ktoś dokończy?

Od Hiro do Lyry

~Tygrys?!~ człowiek zerwał się z miejsca prosto w stronę zwierzęcia upuszczając przy tym swoje pocky. Zwierze przyjęło obronna postawę i już miało zaatakować chłopaka gdy ten kucnął przy nim i zaczął głaskać.
-Nigdy nie widziałem tak dużego i pięknego kota-powiedział Hiro nie ustając w głaskaniu, a tygrys powoli się rozluźnił. -Szukałeś czegoś mały?-zapytał po chwili szatyn. Zwierzak pokiwał łbem i ponownie zaczął węszyć.
-Lex!-usłyszał Hiro za plecami i razem z tygrysem odwrócił się w stronę z której dochodził głos. Okazało się ze to był głos elfki wychylonej z namiotu. Wielki kot natychmiast podbiegł do elficy i zaczął łasić się do jej nóg.
-O, w końcu się obudziłaś- uśmiechnął się zielonooki.
-K-Kim jesteś?-zapytała przestraszona blondynka.
-Nikim istotnym. jestem prostym wędrowcem. Mam na imię... Zack- wytłumaczył szatyn, a dokładniej skłamał. Jego praca tego wymagała ( :D ).
Dziewczyna nie wyglądała na zbyt przekonaną.
-A skąd ja się tu wzięłam?
-Znalazłem cię w lesie. byłaś cała poraniona wiec cię opatrzyłem- uspokoił elfice Hiro. Dziewczyna odetchnęła z wyraźna ulgą. Hiro wyjął pocky z sakiewki przy pasie i zaczął je podgryzać. -Jak taka ładna dziewczyna znalazła się w lesie, do tego cała zadrapana?-zapytał przerywając ciszę zielonooki.
-To... Dość długa historia-powiedziała blądynka oglądając swoją poszarpaną suknie.
~Aha... Jestem tak kiepski w kłamstwie, że nie ma do mnie zaufania...~pomyślał chłopak wchodząc do namiotu.-W mieście kupiłem suknie, co prawda miałem ją sprzedać, ale mogę dać ją tobie-powiedział szatyn podając elfce zawiniątko.
-Dziękuje, ale...
-Najpierw ją obejrzyj, a potem odmawiaj- powiedział władczym tonem Hiro.~Wcale jej nie kupiłem, to zasługa magicznej sakwy, która jest w namiocie. Ta sukienka powinna się jej spodobać. W końcu jest bardzo podobna~zadumał się chłopak.

<Elfko?>

19 sierpnia 2015

Od Lyry do Hiro

Lyra pod wpływem emocji wyrwała, się z uścisku Augustina. Widząc oddalającego się pegaza i słysząc szum wiatru, dziewczyna zadała sobie sprawę co właśnie zrobiła. Odwróciła głowę. Z zawrotną prędkością zbliżała się do drzew. Nim elfka zdążyła cokolwiek zrobić, wpadła pomiędzy korony drzew. Miała mocno zaciśnięte oczy, a jedyne co czuła to gałęzie haczące o jej ciało.

Dziewczyna leżała nieprzytomna w lesie. Zapewne by dalej tam leżała gdyby nie przechodzący młodzieniec. Chłopak rozbił niedaleko obóz i poszedł nazbierać drewna na opał. Był bardzo zaskoczony gdy zobaczył dziewczynę pod drzewem. Zapewne by ją zostawił gdyby nie fakt, że była cała poobdzierana, a z głowy sączyła się stróżka krwi. Ponieważ nie mógł obojętnie na to patrzeć zdecydował się podejść do dziewczyny. Szatyn sprawdził jej tętno.Upewniwszy się, że żyje wziął ją i zaniósł na polane, gdzie rozbił swój namiot.
Ułożył ją na macie w namiocie, a następnie przyniósł miskę z wodą i zaczął oczyszczać rany elfki. Oparzył ją, a następnie wrócił do zbierania drewna na opał. Gdy wrócił dziewczyna wciąż leżała nieprzytomna w namiocie. Słońce zaszło już dawno za horyzontem. Hiro zastanawiał się gdzie sapać. Miał tylko jedną matę i właśnie elfka na niej spała. Spoglądał na zachodzące słońce, pogrążony w myślach. Nagle z zarośli wyskoczył szary tygrys. Przerażony chłopak sięgnął po swoją broń. Tygrys zaczął węszyć. Wciąż obserwował szatyna. Lex zbliżył się do namiotu.

<Hiro?>

30 lipca 2015

Od Ceri do Lyry.

Nagle z zarośli wyskoczył niedźwiedź. Był ogromny i wyglądał na równie głodnego. Sarna kopnęła niedźwiedzia w pysk. Drapieżnik ryknął i rzucił się na łanie. Ta natomiast pobiegła w głąb lasu, a niedźwiedź za nią.
~Miałam chronić panienkę Lyre, więc muszę się jakoś pozbyć tego zwierzęcia~ pomyślał Ceria i przybierając postać elficy kopnęła zwierze w czaszkę z taką siłą, że dało się usłyszeć dźwięk łamanej szczęki. Niedźwiedź zawył z bólu i ponownie rzucił się na elfke. Ta złapała sztylet i "drasnęła" nim lewą łapę dzikiego zwierzęcia. To natychmiast przewróciło się na zranioną kończynę. Przez chwilę stworzenie wykonywało nerwowe ruchy, ale przestało (wszystko dzięki środkowi uspokajającemu w którym był zanurzony sztylet). Ceria sięgnęła do torby po mały flakonik i kawałek mięsa. Pokropiła mięso eliksirem i to natychmiast zamieniło się w świnie (martwą oczywiście).
-Następnym razem jak będziesz głodny to nie atakuj nikogo-skarciła zwierze Ceria i wróciła do Lyry.-Już po wszystkim, nie musisz się martwić.
-Kim ty jesteś?- zapytała przerażona Lyra, a jej tygrys albinos stanął gotowy zabić Cerie.
~Ach, no tak. Zapomniałam się przemienić... Idiotka~pomyślała sztynka i podniosła ręce w pokojowym geście.
-Jestem wędrowcem. Zauważyłam światło więc ruszyłam w jego stronę. Po drodze natknęłam się na czarno-złotą sarnę i niedźwiedzia-wytłumaczyła dziewczyna dodając po chwili.-Mogę zostać dziś w nocy z wami?
-N-No dobrze, ale...
-Jeśli panienka zechce to będę nad panienką czuwać w trakcie snu-zaproponowała Ceria z udawaną ekscytacja w głosie.
-Eh.. Dobrze. Lex, możesz spocząć-powiedziała spokojnie strażniczka.
-Naprawdę?! Dziękuje! Naprawdę, bardzo dziękuje!
-N-nie masz za co...
Lyra i Lex już spali. Ceria rozejżała się po koronach drzew, a gdy znalazła to czego szukała uśmiechnęła się złośliwie i pokazała język mówiąc.
-Nie tym razem...

<Lyra dokończysz?>

28 lipca 2015

Od chłopaków do Sylfi

Trójka młodych mężczyzn stała na głównym rynku, śnieżnego miasta.
-I co zrobimy?-zapytał szatyn pogryzając pocky.
-Może pan "wielki kuzyn Króla" coś zaradzi, hmm?-dodał zdenerwowany czarnowłosy wyczekująco spoglądając na zielonookiego blondyna, który szczelniej obwijał się szalikiem.
-Wybaczcie, ale nie sądziłem że miasto aż tak się zmieniło przez te 12 lat mojej nieobecności- powiedział Sorin i przerażony spojrzeniem Ryana szybko dodał. -Ale posiadam zdolności, które pomogą mi znaleźć kuzyna.
-Chociaż coś. Dobra działaj-mruknął Hiro opierając się o latarnie. Blondyn ruszył przed siebie i po chwili zniknął w tłumie.
-Czy on nas aby nie wystawił?-zapytał Hiro.
-Jeśli tak to tego pożałuje-syknął Rayan zaciskając pięści, ale zmartwienia nie były konieczne bo Sorin wrócił, a razem z nim długowłosa blondynka o niebieskich oczach i w stroju pokojówki.
-Wróciłem- zawołał radośnie zielonooki machając do towarzyszy
-Z tego co pamiętam miałeś znaleźć króla, a nie wyrywać panienki- mruknął poirytowany Hiro.
-Ale to nie tak. Sylfi jest królewską pokojówką.
-SERIO!?- zawołali jednocześnie czarnowłosy i szatyn.
-Tak, jestem Sylfi. Miło mi panów poznać.
-Sylfi powiedziała, że wyszła na zakupy. Więc zaproponowałem, że pomożemy jej z pakunkami w zamian za doprowadzenie do zamku.
-A ja już myślałem, że po prostu poszyłeś i wyrwałeś panienkę-powiedział Hiro szturchając Sorina w bok. Na twarzy dziewczyny pojawił się delikatny rumieniec. panna odwróciła się na pięcie i powiedziała.
-Muszę się pośpieszyć. Więc chyba już dosyć rozmów.
-Tak, tak. Niech się panienka nie przejmuje tamtą dwójka, prosze prowadzić-powiedział Ryan podchodząc do Sylfi.
-Dobrze.

<Prowadź panienko Sylfi ;)>

03 lipca 2015

Od Sylfi do Kasandry

Zaprowadziłam Kasandrę do króla. Następnie wycofałam się cicho z pokoju i poszłam do kuchni. Kucharka, która tam była mieszała właśnie zupę. Bardzo mnie martwiło zachowanie wszystkich. Postanowiłam spytać się wprost kucharki. Podeszłam do niej i spytałam grzecznie:
- Dlaczego dzisiaj jest taka dziwna atmosfera w zamku?
- Och, ty nic nie wiesz. Siadaj zaraz ci opowiem.
Przysunęłam sobie taboret, który stał w kącie i usiadłam na nim. Kobieta również usiadła. Popatrzyłam na nią wyczekująco. Po czym zaczęła opowiadać. Gdy skończyła kazała mi podać obiad królowi i jego przyjaciółce. Zaniosłam im naczynia i nakryłam stół.Wróciłam do kuchni. Nie spodziewałam się, że król będzie jadł zupę, którą zazwyczaj jadła służba. Zaniosłam im posiłek i udałam się do mojego małego pokoiku. Pojedyncze łóżko zajmowało pół pomieszczenia. Obok łóżka stała jeszcze mała komoda. Wyciągnęłam z niej płaszcz. Założyłam go i wyszłam z zamku.
Ruszyłam na główny plac. Byłam zadowolona, że dostałam dzień wolnego. Pomyślałam by rozejrzeć się co oferują sprzedawcy na targu. Na rynku było wiele ludzi, ale na moje nieszczęście nie było sprzedawców. Wszyscy mieli ponure miny. Najwyraźniej wszyscy kochali rodziców króla, a teraz przeżywają ich śmierć. Westchnęłam. Miałam już odłożoną sumę i chciałam kupić sobie nowe trzewiki, bo te na nogach już dawno nadają się do wyrzucenia.
Nie mając nic do roboty poszukałam na rynku wolnej ławki i usiadłam na niej. Spojrzałam w niebo, czując, że to będzie długi dzień.

<kto chce dokończyć?>

Od Lyry Do Augustina

Wieczorem, po długiej wędrówce Lyra z pomocą Lex'a rozbiła obóz. Rozsiedli się wygodnie w pobliżu ogniska. Jedli w ciszy jedzenie zakupione w mieście. Chleb i mięso. Po drodze nazbierali owoców. Wybierali się na spotkanie z rodziną Lex'a i jej. Rodzina tygrysów osiedliła się z dala od miasta. Mieszkali kilka dni drogi stąd. Miejsce było gęsto zalesione, a także chłodne. Często bywała tam mgła. Mimo to Lyra z niecierpliwością czekała, gdy dotrą.
Dziewczyna była już zmęczona, jednak nie mogła zasnąć. Cały czas miała wrażenie,że ktoś ją obserwuje i wyskoczy z ukrycia, gdy tylko zamknie oczy. Leżała w ciszy. Razem z przyjacielem wsłuchiwali się w szum drzew. Nagle zza krzaków wyskoczyła łania. Lex podniósł się gotowy. Był już gotowy rzucić się na sarnę, lecz Lyra powstrzymała tygrysa. Wyjęła z papierowej torby okruszki po chlebie. Wyciągnęła rękę przed siebie i popatrzyła na sarnę zachęcająco. Zwierzę przyglądało się jej uważnie, było czuć nieufność z jej strony. Łania nie spuszczała wzroku z tygrysa. Powoli podeszła. Była gotowa uciec gdyby okazało się, że ta dwójka ma co do niej złe zamiary. Gdy była wystarczająco blisko wyciągnęła mocno szyję i zjadła okruszki. Wciąż patrzyła na Lyrę. Strażniczka natomiast sięgnęła po więcej okruchów. Nagle z zarośli wyskoczył niedźwiedź. Był ogromny i wyglądał na równie głodnego.

<Augustin lub Cerie?>

01 lipca 2015

Od Augustina do Lyry

Ta cała Lyra zaczynała mnie coraz bardziej mnie denerwować. Jaj zachowanie... mogła by mnieć chociaż trochę poczucia godności i nie krzyczeć be sensu jak dziecko. Uh... Doszliśmy, jeśli można tak nazwać ciągnięcie strażniczki za sobą, do cieplejszej części lasu gdzie pozostawiłem pegaza. Wrzuciłem elfke na jego grzbiet, usiadłem w siodle i wzbiliśmy się w powietrze.
-Po co ci pegaz skoro możesz latać?-zapytała przez zęby blondynka.
-Nie do końca jest mój, był w zamku strażników. Chociaż niepotrzebnie ci to mówię i tak niedługo będzie tylko jeden strażnik-powiedziałem ozięble i w tym momencie strażniczka zeskoczyła z pegaza. Ledwo co udało mi się ją złapać.
-Co ty robisz? Jeśli tak umrzesz odrodzi się inna strażniczka i będę miał więcej roboty! Wiec bądź grzeczna i nie wierć się!
-Puść mnie!- krzyknęła elfka i wyrwała się z mojego uścisku. Tym razem jej nie złapałem. Zdążyłem jedynie dostrzec jak znika w koronach drzew.
~Naprawdę jest głupia~ westchnąłem.~Wracam do zamku...

<Lyra, żyjesz jeszcze?>

05 maja 2015

Od Lyry do Augustina

Augustin zabrał Lyrę z zamku. Mimo, że nie była przywiązana do tego miejsca nie chciała go opuszczać. Wszędzie lepiej byle nie przy Augustinie. Chlopak mówił coś do niej, ale elfka była myślami daleko. Wiedziała, że to są tylko docinki, by poczuła się gorzej. Starała się opracować plan ucieczki. Jednak ciężko jej to szło, gdyż z każdym krokiem jak oddalali się od posiadłości króla dziewczyna bała się bardziej.
Zbliżali się już do lasu i Lyra postanowiła, że musi zacząć działać. Niedaleko przechodził strażnik królewski, którego dziewczyna poznała go podczas pewnej przechadzki po zamku. Gwardzista uśmiechnął się delikatnie do elfki. Lyra poczekała, a gdy się mijali wyciągnęła jego miecz. Ostrze skierowała w stronę Augustina. Drżącymi dłońmi trzymała rękojeść.
- I co? Zamierzasz mnie tym dziabnąć? - Powiedział Augustin z krzywym uśmiechem.- Nigdy nikogo nie zabiłaś i myślisz, że mnie dasz radę? Widzę jak ręce ci drżą.
Przestraszony gwardzista pobiegł do zamku powiadomić o tym co się stało. Elfka obejrzała się. W tym samym czasie Strażnik Słońca spoliczkował dziewczynę. Lyra upadła na ziemię. Miecz wypadł jej z ręki i wylądował koło chłopaka.
- Nie spuszczaj wzroku z przeciwnika! - Strażnik powiedział to bardzo surowym i oziębłym tonem.
Lyra przyłożyła dłoń do policzka, w które udeżył Augustin. W oddali słychać było kroki. Grupka gwardzistów z zamku zmierzała w ich stronę. Chłopak podszedł do elfki. Złapał ją za włosy i pociągnął do góry, zmuszając Lyrę tym samym do wstania. Augustin stanął blisko jej i szepnął:
- Powinniśmy już iść, nie uważasz? Sprawiasz same kłopoty.
- Nie! Nie chce z tobą nigdzie iść! - Lyra próbowała się uwolnić z jego uścisku. Jednak to  nie pomagało. Dziewczyna ze łzami w oczach dodała jeszcze - Zostaw mnie już!

<Augustin?>

04 maja 2015

Od Liama do Lyry

-Lyra! Co się z tobą dzieje?!-krzyknął młody król bijąc pięściami w drzwi. Elfka nie odpowiadała, słyszał tylko jej kasłanie. ~Nie moge tam tak po prostu wejść. Co jeśli ona... Potrząsnął głową i odszedł kilka kroków od drzwi do komnaty, rozejrzał się czy nikogo nie ma w pobliżu i za pomocą magii zamroził drzwi. Gdy rozbił drzwi z pokoju zaczął wydobywać się z niego dym.
-Lyra!-krzyknął Liam widząc zemdlałą elfkę leżącą przy czymś co kiedyś było drzwiami. Mag lodu złapał blondynkę w ramiona i wybiegł z komnaty.-STRAŻE! POŻAR!-wołał ściskając Lyrę w ramionach. Już po chwili minęli go straże z wiadrami i ugasili płomienie.
-Zadanie wykonane królu.
-Dziękuje. Proszę wezwijcie służbę aby posprzątała tę komnatę- westchnął brunet i poszukał innej komnaty dla swojej ukochanej.
<jakiś czas później...>
Liam siedział na brzegu granatowego łóżka z baldachimem, w którym leżała nieprzytomna Lyra. Strzegł jej i Lex'a (przy okazji) przez cały czas. Elfka wyglądała źle. Była blada i miała cienie pod oczyma, jej włosy były potargane, a sukienka pomięta.
W pewnej chwili dziewczyna poruszyła się.
-Lyra, dzięki bogu. Nic ci nie jest?-Elfka podniosła się na łokciach rozglądając się po pokoju. Komnata była prawie cała błękitna, znajdowały się w niej ręcznie rzeźbione, luksusowe meble. Okna przyozdabiały granatowe zasłony ze srebrnym, lodowym haftem.
Dopiero po chwili przypomniała sobie co się stało.
-K-Królu ja..przepraszam- szepnęła przytrzymując kapelusz, który ledwo trzymała jej się na głowie.
-Nie masz za co. W twojej komnacie wybuchł pożar, takie rzeczy się zdarzają- uspokoił ją Liam.-Twoja komnata jest zniszczona więc zaniosłem cię do moje...
-To komnata króla?!-zerwała się elfka.- Przepraszam, już wychodzę- blondynka wyskoczyła z łóżka i już szła w stronę drzwi, gdy nagle poczuła jak nogi się pod nią uginają. Zamknęła oczy pewna upadku, który nie nastąpił. Poczuła jak przytrzynują ją silne ramiona.
-Nie powinnaś jeszcze wstawać- powiedział zmartwiony król.
-Nie powinnam się narzucać królowi. Poszukam innej komnaty...
-Ale...Ja nie chcę abyś odeszła-wyszeptał chłopak odwracając wzrok. Czując na sobie jej spojrzenie złapał ją i położył w łóżku.-Tak czy inaczej, masz pozostać w łóżku puki nie wyzdrowiejesz.
-Ale..
-To rozkaz-powiedział król i wyszedł zamykając za sobą drzwi.~"ja nie chcę abyś odeszła?" PO CO JA JEJ TO POWIEDZIAŁEM?! Znienawidzi mnie!~karcił się w myślach mag lodu kucając przy drzwiach i trzymając się za głowę.

<Lyra (bez załamki)>

07 kwietnia 2015

Od Lyry Do Liama

Zaraz jak Lex wszedł do pokoju Lyra zatrzasnęła drzwi.Oparła się o nie. Nogi same uginały się pod nią. Miała wrażenie, że całe siły ją opuściły, więc tylko zrobiła parę kroków i padła na łóżko. Kot wszedł na szafę i nie tracąc czujności zasnął. Elfka zsunęła pantofle z nóg i przykryła się kocem. Serce wciąż waliło jej w piersi. Przed oczami miała scenę sprzed chwili. Chcąc pozbyć się natrętnych myśli przykryła głowę kocem. Leżała w tej pozycji przez chwilę. Gdy się uspokoiła ułożyła się w trochę bardziej dogodnej pozycji i zasnęła.
Po przebudzeniu Lyra czuła się okropnie. Miała ochotę zaszyć się w pokoju i spędzić tu cały dzień, albo i życie. Miała wrażenie, że ma gorączkę. Nie znosiła być chora. Zawsze wtedy ciężko jej było kontrolować moc i czasem zdarzało jej się rzucić zaklęcie nieświadomie. Lex leżał jaj na nogach, co dawało elfce przyjemne ciepło.
Ktoś zapukał delikatnie w drzwi. To była Sylfi. Po chwili weszła do komnaty.
- Panienko Lyro - zaczęła nieśmiale - czas wstawać, zaraz będzie śniadanie.
- Nie chcę wstawać. Idź sobie - powiedziała markotnie Lyra nie ruszając się.
- Dobrze - odrzekła cicho służąca i wyszła z pokoju. Lex wstał i podszedł bliżej twarzy strażniczki. Zaraz potem odezwał się:
- Musisz coś zjeść - nie widząc reakcji trącił ją nosem i dodał -  siostrzyczko musisz szybko wyzdrowieć.
- W porządku, wstanę.
Dziewczyna powoli zwlekła się z łóżka. Wyglądała okropnie. Pognieciona sukienka, potargane włosy, cienie pod oczami. Wszystko to dawało opłakany efekt. Lyra skierowała się do garderoby. Założyła swoją sukienkę. Przy przebieraniu zrobiło jej się zimno, zatrzęsła się i kichnęła. Po chwili przeglądając się w lustrze spostrzegła, że ma lisie uszy. Nawet nie zauważyła, gdy rzuciła zaklęcie.
- Lex, chyba nie będę mogła iść na śniadanie. Nie pokażę się tak.
Kot wszedł do garderoby. Po chwili wrócił z kapeluszem.
- Załóż to. Nie będzie ich widać.
- Dobrze, tylko pójdę się uczesać.
Ktoś zapukał do drzwi. Dziewczyna nie odpowiedziała.
- Lyra? Lyra, jesteś tam? - Lyra momentalnie dopadła do drzwi i trzymała je by król nie wszedł. - Co się z tobą dzieje?
Dziewczyna znowu kichnęła. Momentalnie zasłony stanęły w płomieniach. Dziewczynie było strasznie gorąco. Dym nie miał gdzie ulatywać i drażnił gardło oraz powieki elfki. Lyra nie miała pojęcia co robić. Zauważyła, że nikt z poddanych nie korzysta z magii, więc gdyby król zobaczył co zrobiła to... Nie wolała nawet o tym nie myśleć. Nie mogła wpuścić ich do środka. Zapewne by ją wyrzucili, albo oddali Augustinowi. Jej rozmyślania przerwał kaszel. Zaczęła kaszleć coraz mocniej, aż zamroczyło ją i upadła nieprzytomna na ziemię.

<Liam, ratuj! :p >

04 kwietnia 2015

Od Sylvii

Snułam się po pałacu nie mając co robić. Wszystkie moje prace i obowiązki już wykonałam i nie miałam co robić.~Poszukam Augustina, może on da mi coś do roboty~ pomyślałam i tak zrobiłam. Znalazłam go w ogrodach i podeszłam do niego.
-O co chodzi?-zapytał obojętnie.
-Widzisz... zrobiłam już wszystko co mi kazałeś i także to co robię codziennie. Co jeszcze mogę zrobić?- zapytałam, a ten zamyślił się. Po chwili ciszy blond włosy powiedział.
-Możesz zejść na ziemię i pozbierać owoce. W naszym lesie ich nie ma.
-Dobrze- powiedziałam i poszłam po kosz na jabłka. Gdy już go wzięłam poszłam na krawędź latającej wyspy i skoczyłam. Po krótkiej chwili byłam na ziemi i stałam na polnej drużce. Postanowiłam przejść się do miasta. Szłam krótko gdy zaczął padać śnieg, a kiedy wychodziłam z lasu natknęłam się na dziewczynę, NIE! Na elfkę.
-Przepraszam- zaczepiłam.
-Tak?
-Czy dojdę tędy do miasta?
-Tego niedaleko zamku?-zapytała elfka.
-Tak.
-Oczywiście, musisz porostu iść tą ścieżką.
-Dziękuje bardzo- uśmiechnęłam się.- Jestem Sylvia, jak masz na imię?
-Jestem Lyra, miło cię poznać.
Wpatrywałam się w elfkę z osłupieniem.
-T-Ty jesteś L-Lyra?-wyjąkałam, a na jej twarzy pojawiło się zmartwienie.
-Co się stało?- zapytała zatroskanym głosem.
-Jesteś...Jesteś..Jesteś moim wrogiem, jesteś strażniczką księżyca- wydusiłam z siebie oszołomiona, a źrenice blondwłosej skurczyły się ze strachu.
-S-Skąd to wiesz? Kim ty jesteś?
-Ja.. Ja jestem znajomą pana Augustina- wytłumaczyłam uspokajając się. Znałam gniew Augustina do Lyry, ale nie byłam taka jak on. Nie umiałam skrzywdzić innej dziewczyny. Tym bardziej, że ona przypominała moją zmarłą matkę. -Nie chcę ci nic zrobić, zapomnijmy o tym spotkaniu. Nie powiem mu nic- po tych słowach pobiegłam jak najdalej od strażniczki.

<Ktokolwiek?>

01 stycznia 2015

Od Izabelli do Sylfi.

Gdy Izabell przechadzała się po Mrocznym Borze dostrzegła ruch na jego granicy. Pozostając w ukryciu zaczęła podchodzić w tamtą stronę. Gdy tam dotarła ujrzała blond włosom zbierającą jagody.
-Ktoś ty?- zapytała głosem zimnym jak lód. Dziewczyna lekko zesztywniała na te słowa i powoli się odwróciła.
-J... Jestem Sylfi, proszę pani- wyszeptała cichutko dziewczyna.
-Co robisz w tym borze?
-Zbieram jagody do zamku proszę pani- wytłumaczyła panna. Izabell spojrzała ja jej strój -A więc jest służącą króla- pomyślała i po chwili namysłu powiedziała.
-Zbierz tyle ile potrzebujesz i jak najszybciej wracaj. Tutaj jest niebezpiecznie.
-Dobrze proszę pa...
-Przestań z tym "proszę pani", czuje się przez to staro. Mów mi Izabell -strażniczka zauważyła zamyślenie na twarzy służącej. -Coś się stało?
-Nie nic...pójdę już- i dziewczyna zniknęła w oddali. Izabell odprowadziła ją wzrokiem zastanawiając się czy zrobiła coś nie tak. Od tak długiego czasu nie rozmawiała z nikim, że zapominała jak to jest.

<Sylfi odpowiedz>