Ucieszyło mnie, gdy zobaczyłem jak ten dzieciak opuszcza mój dom i pospiesznie udaje się do siebie. Postanowiłem zrobić coś z tym całym bałaganem, jaki zostawił mi syren. Rozejrzałem się po salonie. Od czego by tu zacząć? Zaraz moje spojrzenie padło na puste butelki po trunku. Hej, przecież on mi jeszcze nie oddał kasy. Jeśli dojdzie do Ciepłych Wód, to już do nie znajdę. Jeszcze nie jest za późno. Nie mógł długo biec. Widziałem jak szedł bez butów po igliwiu. Nawet śmiałem się, gdy widziałem jak dziwacznym krokiem się oddalał. Chwila, nie czas na żarty! Muszę go złapać. Szybkim krokiem opuściłem dom. Przed domem wyczarowałem dwóch ghuli, którzy są odpowiedzialni za pilnowanie domu. Uznałem, że nie dogonię małolata, dlatego zabrałem się za przywoływanie konia. Mogłem to zrobić parę dni temu, a teraz się spieszę. Z każdą chwilą memu wierzchowcu pojawiały się nowe kości, tkanka i skóra. Z powodu braku czasu nie dokończyłem zaklęcia i koniowi brakowało w wielu miejscach skóry, włosia i innych uznanych przeze mnie organów niepotrzebnych na tę chwilę. Dorobiłem jeszcze ogierowi siodło i uzdę, po czym dosiadłem go i ruszyłem w pogoń za blond czupryną. Za bardzo nie mogłem się rozpędzić na tej małej ścieżce. Jechałem tak dobre parę minut. Dojeżdżałem już na skraj Mrocznego Boru, a chłopaka wciąż nie widziałem. Założę się, że się zgubił. Z jakiegoś powodu na skraju lasów pojawiło się dużo dzików. Nie wiem dlaczego, ale raz na jakiś czas zapuszczają się w te mroczne strony. Spojrzałem w bok. Dostrzegłem chłopięcą sylwetkę. Czym prędzej zatrzymałem konia. Zauważyłem syrena stojącego pod drzewem, a wokół niego zgraję dzików. Szybko wyczarowałem dwa zombie, których zadaniem było przegonienie dzikich świń. W czasie, gdy moi podwładni zajmowali się zwierzyną, ja podjechałem do chłopaka.
- Nie uciekaj mi, miałem cię odprowadzić, tak? - Powiedziałem do niego szorstkim tonem. Sorin z początku nie wiedział, dlaczego mu pomagam. Jednak gdy usłyszał, że wciąż jest mi winny za szkody w domu, jakoś spochmurniał. Nie miałem czasu schodzić z konia. Schyliłem się, złapałem chłopaka i posadziłem go przed siebie. Widząc, że moje marionetki dogorywają, złapałem za wodze i koń zerwał się do galopu. Dotarliśmy do granicy dwóch lasów. Przez parę minut galopowaliśmy. Syren bardzo mocno się mnie trzymał i pewnie by mi to schlebiało, gdyby tylko ten dzieciak był dziewczyną. Moją uwagę przykuły nogi blondyna zwisające z prawej strony konia. Jedna z kostek chłopaka zaczęła puchnąć i zmieniła kolor na fioletowy. Zaraz po tym przypomniałem sobie, że nie wziąłem mojej torby, więc poza sakiewką monet nic nie miałem.
- Ach, nie mam mojego notatnika - powiedziałem. Syren spojrzał na mnie ze zdziwieniem i zapytał:
- Po co ci teraz notatnik?
- Miałem tam zapisane dokładnie za co i ile mi wisisz, szczeniaku - Sorin słysząc moją odpowiedź jedynie prychnął. - Ech, no cóż. A co zrobimy z tym? - Zapytałem dotykając kostki. Chłopak syknął, mając twarz wykrzywioną w bólu.
<Sorin, nie umrzesz póki nie zapłacisz>
Żeby tak się znęcać nad biednym Sorinem. :P
OdpowiedzUsuńOdwet Chrisa, za ostatnie wybryki Sorina
Usuń