Gdy dotknąłem kostki chłopaka coś się zmieniło. Nie wiedziałem co, dopiero po chwili dotarło do mnie, że zmieniła się osobowość blondyna. Przekląłem w duchu. Gdybyśmy szybciej dotarli na miejsce. Wiedząc jak zachowywał się ostatnio, zapewne ciężko będzie zdobyć moją kasę. Z początku Sorin nie wiedział co się wokół niego dzieje. Pytał mnie po co jedziemy, dokąd i po co. Zapewne nie pamięta co robi jego druga jaźń. Hah... Mógłbym to kiedyś wykorzystać. Czemu nie. Jeszcze bardziej bym mógł się wzbogacić, bo jako ryba łatwo mu wcisnę kit, że jest mi więcej winien. Rozmawiając z zielonookim, dowiedziałem się, że nie panuje nad swoimi żądzami, gdy się upije. Powiedziałem mu, że mnie pocałował, a ten okrzyknął mnie nie wiadomo jakim zboczeńcem, co molestuje dzieci. Naprawdę nie wiem jakiej wielkości rozum ma ten gnojek. Jeśli w ogóle coś tam ma. Dalej chciał się sprzeczać, kto kogo pocałował. Miałem dość. Nie wytrzymałem i spoliczkowałem chłopaka. Ten zaś do końca podróży zamilkł i patrzył się w drogę przed nami.
Jakiś czas później dojechaliśmy na miejsce. Z siałem z konia, następnie pomogłem zejść Sorinowi z konia. W sumie zaskoczyło mnie, że mógł znieść całą podróż, ze skręconą kostką. Chłopak spojrzał na konia. Przyglądałem się jak młodzieniaszek z obrzydzeniem patrzył się na wierzchowca. Ponagliłem blondyna. Chciałem już moją kasę. Już zacząłem planować resztę dnia. Wziąłbym pieniądze od syrena i odjechał możliwie szybko. Następnie pojechał bym do miasteczka kupić trochę whisky. Później spędził bym wieczór w moim domu, s a m. No, plany były zrobione, brakowało jeszcze tylko pieniędzy, które zaraz miałem dostać.
Patrzyłem jak chłopak kuśtykał w stronę wody. Nagle przed nim pojawił się płomień, a następnie zmienił się w bandaż. Przez myśl przeszło mi, że pieniądze też może przecież wyczarować. Zaraz potem usłyszałem za sobą kobiecy głos. Skarciła mnie za mój pomysł. Odwróciłem się do niej. Chciałem się jej jakoś odgryźć, ale wystarczyło spojrzeć nań i od razu moje usta zamknęły się. Owa czarnowłosa kobieta z zielonymi oczami była wysoko postawioną osobą, która dbała o bezpieczeństwo mieszkańców krainy. Wpadłem na pomysł by się jej poskarżyć.
- Przepraszam, chciałbym wyjaśnić sytuację. Ten chłopak włamał mi się do domu, zabił moich służących i wypił cały mój alkohol, który był bardzo drogi. Chciałbym jedynie zwrot kosztów, no ale ten dzieciak uparł się, że nie chce mu się w ogóle iść po pieniądze - Ulquliorra wysłuchiwała mnie uważnie i ani razu nie przerwała mi. Nie to co ten bachor, on zdążył by się już znudzić i gdzieś pójść.
- A dlaczego on ma opuchniętą kostkę? - Odezwała się czarno włosa, a ręką wskazała na chłopaka, który stojąc w wodzie próbował zawiązać sobie bandaż.
- Wyrzuciłem go z domu, a ten wpakował się w kłopoty. Gdybym nie przyszedł z pomocą, to pewnie by go już dziki rozszarpały. Co sprawia, że ma u mnie większy dług.
- Spróbuję Ci jakoś pomóc - rzekła kobieta i podeszła do Sorina, a za nią ruszyło coś co wyglądało jak połączenie chłopca i kota.
<Sorin lub Ulquliorra?>
Boże! To jest boskie! :D
OdpowiedzUsuń