Matt właśnie szedł do domu. Wezwano go do zamku, ponieważ jedna ze służących się przeziębiła.
- Naprawdę, żeby wzywać lekarza dla takiej błahostki. No ale to przynajmniej to dobrze świadczy o królu. Widać, że dba o służbę - powiedział do siebie anioł.
Przeszedł kawałek gdy usłyszał z lasu podniesiony kobiecy głos:
- A... anioł, to jest anioł. Niesamowite, one naprawdę żyją.
Matt przystanął i spojrzał w stronę, z której dobiegał głos. Gdy dojrzał dziewczynę na skraju lasu posłał jej jeden ze swoich czarujących uśmiechów i skierował swoje kroki w jej stronę.
- Witaj, Jestem Matt, Matt John Ant. Miło mi cię poznać - przywitał się anioł.
- Ty naprawdę jesteś aniołem? - Oczy dziewczyny były szeroko otwarte.
- Tak
- Myślałam, że anioły to tylko postacie stworzone przez ludzką wyobraźnie. Mogę dotknąć twoich skrzydeł?
- Jasne - zaciekawiona dziewczyna wyciągnęła powoli rękę i przejechała nią po skrzydle chłopaka.
- Niesamowite, one są prawdziwe - powiedziała dziewczyna bardziej do siebie niż do mnie.
-Właśnie, nie poznałem jeszcze twojego imienia. Czy możesz mi je zdradzić, jeśli to nie tajemnica?
- Ach, wybacz. Jestem Sylvia.
- W takim razie, miło mi cię poznać, Sylvio - brunet skłonił się lekko i ucałował dłoń dziewczyny.Na twarzy dziewczyny pojawił się delikatny rumieniec. - A więc, Sylvio, co sprowadza cię w tak chłodne strony krainy?
<Sylvia?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz