27 sierpnia 2015

Od Sorina do Chrisa

-C-C-Co? Przecież... Ja byłem... szedłem ścieżką i... byłem-dość skołowany.  Nie dość, że zmarnowałem kilka dni, to jeszcze pomyliłem drogi i muszę zawrócić.
-Tłumacz się-warknął zniecierpliwiony mężczyzna. Totalnie go zignorowałem starając się ogarnąć. "Ale jak do tego doszło? Wiem to na pewno było na tym skrzyżowaniu. Musiałem źle odczytac znaki... Jaki za mnie idiota!" złapałem się za głowę i pewnie dalej bym sie nad sobą użalał gdyby nie ten kopniak w plecy.
-Ał, ał, ał.... Wybacz zapomniałem o tobie-przeprosiłem mężczyznę.- Wiesz jestem kiepski z orientacją w terenie. Dla mnie to nic nowego-wytłumaczyłem, ale mężczyzna nie wyglądał na przekonanego. Wstałem i otrzepałem się z ziemi. -W każdym bądź razie, pomogłeś mi więc muszę się odwdzięczyć.
-Nie chcę nic od ciebie-powiedział blondyn.
-Spoko, to narka- rzuciłem na pożegnanie i ruszyłem w drogę powrotną. "Na pewno jestem już spóźniony na spotkanie, więc mogę je sobie odpuścić. Wrócę do domu. Hmm... Z tego co pamiętam to przez Mroczny Bór będzie krócej..." pomyślałem i skierowałem się w tamtą stronę. Na moje nieszczęście nie było tam żadnych ścieżek więc jak zwykle się zgubiłem.
-Pff... co to dla mnie? Jak będę szedł przed siebie to w końcu gdzieś dojdę...- tak sobie mówiłem i tak też się stało. Po jakimś czasie doszedłem do jakiegoś domu. Sprawiał wrażenie opuszczonego, lub nawiedzonego, ale że byłem zmęczony postanowiłem tam zostać.
Ledwo zbliżyłem się do drzwi, a z domu wybiegł jakiś nieboszczyk. Odskoczyłem od drzwi jak poparzony, a truposz zaczął mnie atakować. Musiałem się z nim nieźle namęczyć. Najpierw rzuciłem w niego kilkoma gałęziami i kamieniami, a gdy to nic nie dawało to po prostu go spaliłem. Po dokładnym przeszukaniu domu stwierdziłem, że to był jedyny jego mieszkanie. Znalazłem wodę więc napiłem się by odzyskać siły (gdybym tego nie zrobił, prawdopodobnie zamienił bym się w syrena co na szczęście nie nastąpiło) i położyłem się na kanapie w salonie od razu zasypiając. Nawet nie zdawałem sobie sprawy na jakie niebezpieczeństwo naraziłem własne życie...

<Eh...daruj mi Chris>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz