Lyra i Lex byli bardzo zmęczeni po całym dniu wędrówki, dlatego bardzo szybko usnęli. Lyra spała pogrążona w głębokim śnie. Natomiast tygrys nie tracił czujności podczas snu i był gotowy zareagować w każdej chwili. Ceria właśnie trzymała wartę. Utkwiła wzrok w koronach drzew, uśmiechnęła się złośliwie, a następnie mruknęła coś pod nosem. Zaraz potem coś poruszyło się wśród gałęzi drzew. To był Augustin, widocznie zdał sobie sprawę, że nic nie wskóra tego wieczoru i zmył się. Elfica w dalszym ciągu się uśmiechała. Odprężyła się i spojrzała w niebo. Przez chwilę się nie ruszała i podziwiała gwiazdy na niebie. Następnie dorzuciła drewna do ogniska. Gdy zaczęło się przejaśniać Ceria została zastąpiona na warcie przez Lex'a.
Rano, gdy wszyscy wstali i zjedli Lyra odezwała się do dziewczyny:
- Będę musiała się zbierać. Miło było cię poznać - dodała z uśmiechem.
- W którą stronę idziesz? - zapytała brunetka.
- Ja zmierzam na wschód - odparła szybko strażniczka.
- Ja też zmierzam w tamtą stronę - po chwili przerwy dodała. - Jeśli nie masz nic przeciwko, to czy możemy iść tam razem?
- Jasne. Nie widzę problemu - powiedziała z uśmiechem blondynka, Lex natomiast wydał pełen oburzenia mruknięcie.
Dziewczyny spakowały resztę swoich rzeczy i udały się na wschód. Z powodu ukształtowania terenu nie można było rozmawiać. Drzewa w lesie rosły co raz gęściej. Trzeba było chodzić gęsiego, a w niektórych miejscach przeskakiwać korzenie drzew. Im dalej szli tym chłodniej się robiło i zaczynała pojawiać się mgła.
<Ceria?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz