26 sierpnia 2015

Od Cerii do Lyry

Szliśmy dwa dni, a ja nadal nie wiedziałam gdzie. Niby wędrowaliśmy w stronę królestwa króla, ale niedawno elfka zmieniła kurs i trafiliśmy do Ciepłych Wód. Tu było zdecydowanie mniej drzew niż w lesie, ale było cieplej i Augustinowi było ciężej się ukrywać.
-Przepraszam, ale dlaczego nie idziemy do zamku?-zapytałam zajadając kanapkę.
-Podobno król jest w odwiedzinach u kuzyna, który tutaj mieszka- wyjaśniła krótko elfka wgryzając się w jabłko. Tymczasem tygrys cały czas się we mnie wpatrywał. Spojrzałam na niego pytająco?
-Coś się stało kotku?-zapytałam. Wcale nie spodziewałam się odpowiedzi i też jej nie otrzymałam. Zwierze tylko odwróciło wzrok w inną stronę. Wzruszyłam ramionami kontynuując posiłek, w międzyczasie rozejrzałam się za Augustinem. Nie było go w okolicy, ale to nie znaczy, że nie wykona swojego ruchu.
Po posiłku ruszyliśmy wzdłuż brzegu wypatrując członków królewskiego rodu. Dostrzegłam ich po jakiś czasie, ale byli dość daleko, a słońce zaczęło niewiarygodnie mocno grzać. Dostrzegłam jak Lyra chwieje się na boki i za zasługą Lex'a ledwo unika upadku. Podbiegłam do blondynki podając jej wodę. Elfka przyjęła ją i zaczęła pić.
W pewnym momencie usłyszałam świst za plecami i ledwo zablokowałam atak białowłosego mężczyzny.
-Przeszkadzasz mi-warknął Augustin naciskając na miecz. Jego siła była tak wielka, że musiałam klęknąć. Byłam już gotowa na koniec gdy Auguś został odepchnięty przez lodowy pocisk.
-Królu!-zawołałam.
-Zajmę się nim, ty pomóż Lyrze!


<Lyra?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz