Gdy dzień chylił się ku końcowi, Lyra opuściła mroźne miasto. Cały dzień starała się unikać Liama i królewskiej straży. Miała wrażenie, że król przystawia się do niej. Skierowała się do drugiego miasta, które było w cieplejszej części krainy. Ponieważ zależało jej, by jak najszybciej udać się do miejscowości, zmieniła się w młodego liska z białą sierścią i pobiegła przez las. Tym razem Lex nie mógł jej towarzyszyć, pilnował by król Liam nie znalazł elfki za szybko. Więc była zdana tylko na siebie. Starała się zbytnio nie oddalać od ścieżki, ponieważ nie znała tego lasu wystarczająco dobrze i mogła by gdzieś w złą stronę skręcić. Dziewczyna celowo jednak nie biegła ścieżką. Wiedziała, że po zmianie w białego lisa jest znakomitym celem dla łowców i tropicieli. No przecież nie codziennie pojawia się okazja by zdobyć białe futro, a nie jedna kobieta by się o takie pobiła, byle mieć choćby rękawiczki. Lyra była już nie daleko miasteczka. Ucieszyła by się, że już nie daleko gdyby nie odgłos kopyt uderzających w podłoże. Odwróciła głowę. Było dwóch jeźdźców, Liam i jeszcze jeden ciemno włosy mężczyzna. Widziała go kiedyś w zamku, gdy król dawał mu jakieś zlecenie. Dziewczyna pomyślała przez chwilę, by przypomnieć sobie jego imię. Nastąpiła chwila zadumy. Lyra przypomniała sobie jego imię, Levi. Jednak nie dane było jej się nacieszyć sukcesem, gdyż drzewo jakby wyrosło tuż przednią i musiała się skupić by nie zderzyć się z nim. Jakimś cudem minęła do drzewo, i przyspieszyła na ile pozwoliły jej przykrótkie łapki. Tuż przed miastem zmieniła się w swoją ludzką postać. Zdyszana powlokła się w stronę głównej bramy. Uspokoiła się i przeszła przez bramę. Gdy tylko skręciła w uliczkę ruszyła biegiem. Pech chciał, że wpadła na jakąś osobę. Popatrzyła na tą osobę, a na twarzy elfki pojawiło się przerażenie. Wpadła na dziewczynę, a po jej stroju można było wywnioskować, że była tutejszą strażą. Z zakłopotaniem spojrzała na dziewczynę odzianą w czerwony płaszcz. Wiedziała, że zacznie ją zaraz przepytywać, a przecież nie miała czasu by się zatrzymywać. Nim tamta zdążyła cokolwiek powiedzieć, odezwała się:
- Możesz mnie gdzieś ukryć?
- Co? Ale dlaczego? - Szatynka patrzyła na Lyrę, po czym dodała - A ty jesteś?
- Lyra, to pomożesz mi się ukryć? Goni mnie jakaś zgraja mężczyzn. Są uzbrojeni. Strasznie się boję - oczywiście musiała lekko podkoloryzować historię, no bo nie powie, że ściga ją król. - To jak? pomożesz?
<Sofi, pomocy>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz