Ulquiorra podeszła do mnie i wyleczyła moją kostkę. Byłem zdumione, ale czego innego miałem się spodziewać po największej władczyni. Po chwili oberwałem w tył głowy. Odwróciłem się w stronę oprawcy. Był to chłopak o niebieskich włosach i oczach, posiadający kocie uszy, ogon i pasury.
-Należało by coś powiedzieć-warknął w moją stronę dzieciak.
-A-Ah... Dziękuje- zwróciłem sie do kobiety uchylając głowę.
-Skoro jesteś już w pełni sprawny, oddaj temu człowiekowi to co mu się należy-odpowiedziała chłodnym tonem kobieta, po czym (chwytając kociaka za ucho) odeszła w swoją stronę.
-Ruszysz się wreście? Nie mam zamiaru spędzić tu całego dnia- mruknął zniecierpliwiony blondyn.
-Idę, idę... Nie marudź...- wymamrotałem wstając. Następnie z rozpędu wskakując do wody i przemieniając się. Szybko popłynąłem do domu i zajrzałem do kufra z pieniędzmi. "Został mi tylko jeden mieszek złota, to na pewno za mało... Trudno" Wziąłem woreczek z pieniędzmi i popłynąłem z nim do brzegu.
-No w końcu-westchnął zniecierpliwiony mężczyzna wyciągając dłoń po zapłatę. Podałem mu mieszek w którym było ok. 30 monet. -Żartujesz, to nie wystarczy- prychnął mężczyzna.
-A-Ale ja nie mam więcej...-szepnąłem.
-A twoja rodzina? Masz jakiś krewnych?-dopytywał blondyn.
-Tylko Liama...-zacząłem i od razu zasłoniłem sobie usta. "Co ty robisz!? Nie możesz kłopotać kuzyna, on na pewno jest zajęty!" skarciłem się.
-Czy ty powiedziałeś "Liama"? Chodzi ci o króla? Trzeba było tak od razu- powiedział Chris przerzucając mnie sobie przez ramie. strzeliłem mu z ogona i zmieniając się w człowieka zeskoczyłem z niego. "Zimno w stopy, zimno w stopy..." marudziłem stojąc na lodzie w samych spodniach.
-Miałeś oddać mi dług tak, w takim razie jazda!-warknął mężczyzna przywołując martwych sługusów.
-Oddam, ale nie mieszaj w to Li-kuna-odparowałem przywołując miecz z ognia.-Nie dasz mi rady Chris.
Zaczęła się walka pomiędzy mną a Chrisem. Ten nieustannie wzywał nowych sługów, których ja prędko niszczyłem. Co chwila bardziej zbliżałem się do mężczyzny. Lód stopił się pod moimi stopami, otoczył nas ognisty krąg. Chris osłabł i upadł na kolana, a na jego twarzy pojawił się grymas niezadowolenie, gniewu i wstydu. Przyłożyłem mu miecz do szyji.
-Poddajesz się?-zapytałem władczym tonem.
-Tak...-wymamrotał blondyn.
-Dobra- uśmiechnąłem się klaszcząc w dłonie i wszystko 9oprucz moich spodni) zniknęło. -W takim razie jako pokutę zajmę się dla ciebie domem-powiedziałem skacząc z jednej nogi na drugą w stronę wody.
-Ze niby co?-warknął Chris podnosząc się z ziemi.
-Masz jakieś zastrzenia?-zapytałem przymykając oczy i wykrzywiając usta w uśmiechu.
-Nie-mruknął niezadowolony.
-W takim razie do domciu! <3-zawołałem. -Chisiu masz na tyle sił by zawołać konika, czy ja mam to zrobić?-zobaczyłem jak na czole mężczyzna gniewnie pulsuje żyłka.
-Skoro możesz to zrobić to czemu wtedy tego nie zrobiłeś?-warknął poirytowany.
-Oszczędność-westchnąłem i wezwałem mojego kasztanka (maść konia).-Wskakuj sadysto.
-Kto niby jest sadystą?!-zapytał Chris wskakując za mnie.
-Jedziemy do domciu! <3
W końcu dojechaliśmy do domu Chisa. Ten jak tylko przekroczyliśmy próg oznajmił, że śpie na kanapie i nie mam nawet myśleć o łóżku, po czym poszedł wziąć kąpiel. Położyłem się na mojej kanapie i wyciągnąłem z kieszeni naszyjnik z drogich kamieni. "Nawet nie zauważyła, że mam kolczyk z diamentem, a przecież do kolczyka musi być naszyjnik do zestawu..."zadumałem się i zawiesiłem sobie na szyi naszyjnik. Po czym przywołałem koszule, ale nie chciało mi się jej zapinać. "Nawet jak mi weźmie biżuterie to nie pójdę, za wygodnie mi tu..."
<Wyłaź z tej łazienki Chris>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz