Szedłem przez las i nagle do moich nozdrzy dostał się słodki zapach. Ruszyłem w jego stronę. Zapach do chodził z Mrocznego Boru. Poczułem niesamowitą żądzy krwi, która z każdą chwilą stawała się coraz silniejsza. Czułem jak tracę nad sobą panowanie. Moje kły sie pokazały, a oczy stały sie czerwone.
Zapach stawał sie coraz bardziej intensywny. W dodatku był taki smakowity. Kilkoma szybkimi szusami ominalem drzewa ale i tak z czymś sie zderzyłem, a raczej z kimś.
-Hej, uważaj co robisz!-zbulwersował się blondyn. Tak, to on tak pysznie pachnie. Tak myśląc zacząłem wdychać słodki zapach coraz bardziej sie do niego zbliżając.
-H-Hej co ty robisz?-zajakalsie chłopak odsuwając mnie. Był wielki! Prawie raz wyższy odemnie! Po raz kolejny poczułem złość spowodowaną moim wyglądem.
Po chwili z mojego żołądka wydobylo sie głośne burknięcia.
-J-jesteś może głodny?-zapytał ostrożnie zielonooki.
-Tak...-odpowiedziałem ostrożnie. Chłopak zaprosił mnie do domu na śniadanie... Zapewne nie dostanę tam nic co mógłbym zjeść, albo raczej nic czym bym sie najadł. Przyjąłem zaproszenie i powędrowałem z blondynem. Okazało sie, że ma na imię Sorin, a dom do którego zmierzamy tak właściwie nie jest jego. Mieszka tam mężczyzna u którego Sorin sie zadłużył i teraz to odpracowuje.
W końcu stanęliśmy przed domem o czarnych dachówkach, ścianach z ciemnego drewna i dwóch wierzący. Altana była lekko podniszczona i brakowało kilku dachówek.
-Wróciłem!-zawołał blondyn wchodząc do domu i potykając sie o prug przewrócił sie.
-Nic ci nie jest?!- zawołałem podchodząc do chłopaka.
-Co sie dzieje?!- krzyknął pojawiający sie znikąd mężczyzna. Był wysoki, a jego ramiona okrywał płaszcz z kapturem. Miał niebliskieoczy i... BLOND WŁOSY!!! Kolejny bladyn!? Toż to patologia! Niedługo bedzie można założyć społeczeństwo blondynów!
-Kim jesteś!?-zapytali oboje spoglądając na mnie.
-Chrisiek, sprowadzileś sobie towarzystwo jak mnie nie było. Jesteś podły... -zaczął marudzić Sorin.
-To ty gotu przywlokleś!- oburzył sie zakapturzony mężczyzna.
-Serio..? Jak to sie stało?-zapytał zielonooki.
-Ehh... Zaprosiłeś mnie na posiłek...-westchnałem wstając. Ten natychmiast zerwał sie z podłogi i łapiąc kosz z pieczywem i innego rodzaju jedzeniem pobiegł gdzieś w podskokach.
- Czy on ma rozdwojenie jaźni?-zapytałem czarnego kapturka.
-To troche bardziej skomplikowane...
<Chris, lub Sorin>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz