21 października 2015

Od Sylfi do Izabelli

Strasznie boję się nowo poznanych ludzi, dlatego przy pierwszej okazji uciekłam. Gdy miałam pewność, że dziewczyna mnie nie widzi, oparłam się o pień drzewa i westchnęłam. Miałam pracować nad swoją nieśmiałością, a zamiast tego uciekłam przy pierwszej nadarzającej się okazji. Pewnie wkurzyłam ją tym moim ciągłym "proszę pani". A co jeśli po tym spotkaniu będzie czuła do mnie niechęć? Nie mogę tego tak zostawić. Potrząsnęłam głową, by pozbyć się niepotrzebnych myśli i ruszyłam za Izabell. Wróciłam w to samo miejsce, gdzie przed chwilą rozmawiałam z ową kobietą. Rozejrzałam się wokół. Gdzieś dalej, w mrocznym borze dostrzegłam ruch. Przyjrzałam się dokładniej. Nie chciałam podejmować spontanicznych decyzji, gdyż takowe często źle się kończą. Wpatrywałam się w punkt, gdzie dostrzegłam ruch. Gdy zobaczyłam ludzką sylwetkę, ruszyłam bez zastanowienia. Widziałam oddalającą się postać, więc instynktownie zaczęłam za nią biec. Przekroczyłam granicę lasów. Niespodziewanie zapadłam się. Przez moment nie wiedziałam co się dzieje. Dopiero gdy spojrzałam pod nogi, zorientowałam się, że zapadam się w błocie. Nie miałam pojęcia co robić. Patrzyłam jedynie jak moje śliczne buciki zapadają się pod ziemię. Starałam się wydostać, jednak moja próba skończyła się tym, że jeszcze głębiej ugrzęzłam.

<Izabell, albo ktoś inny?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz