Tak jak sądziłem ta kobieta przemówiła do rozsądku smarkacza. Wyleczyła go, następnie ten poszedł do swojego domu, jeśli to coś pod wodą było domem i po chwili wrócił z woreczkiem. Wydawał mi się mały, ale może były tam kosztowności. Wziąłem sakiewkę od syrena i zajrzałem do niej. Ku memu zdziwieniu znajdowało się tam tylko kilka monet. Zacząłem je liczyć. Było ich trzydzieści. TRZYDZIEŚCI! Czy on sobie ze mnie żartuje? Zirytowany popatrzyłem na niego. Sorin zaczął się wykręcać, że nie ma więcej. A co mnie to obchodzi. Jakoś miał czelność upić się i zniszczyć moje mienie, pomimo tego, że wiedział o swojej sytuacji gospodarczej. Albo nie zna się na zarządzaniu swoimi zasobami, albo jest po prostu głupi. Przez przypadek napomknął, że jest spokrewniony z królem. Na rękę mi ta wiadomość, może się przydać. Uznałem, że przecież mogę iść do króla. Dostałbym to czego chcę i załatwione. Nie musiałbym się z nim dalej użerać. Nie chcąc dłużej zwlekać, podniosłem rybo-człowieka i przerzuciłem go sobie przez ramię. Chłoptaś odpowiedział, że nie chce mieszać w to króla. I ruszył na mnie z mieczem. Nie mając wielkiego wyboru przyzwałem umarlaka. Ten z łatwością go pokonał. Przyzwałem jeszcze kilku i cofnąłem się w bezpieczne miejsce z dala od pola walki. Nagle poczułem ogromne zmęczenie. No tak. Przecież niewiele spałem ostatniej nocy. Wszystko przez tego szczeniaka. Nawet nie zauważyłem, kiedy Sorin pokonał moich sługusów i podszedł do mnie. Ocknąłem się dopiero, gdy wokół mnie pojawił się krąg ognia. Rozejrzałem się. Widząc zbliżającą się do mnie postać upadłem na ziemie. Chłopak przyłożył miecz do mojej szyi. Jak mogłem dopuścić by do mnie podszedł? Czułem się z tym okropnie. Opuściłem gardę. Nie miałem wyboru, musiałem się poddać. Myślałem, że mnie zabije, lub pójdę do niewoli. Jednak ten klasnął tylko w dłonie i z uśmiechem na twarzy powiedział, że wracamy do domu. Przez chwilę nie wiedziałem o co chodzi. On tylko odparł, że musi odpokutować za szkody i będzie zajmował się moim domem. Czy go do reszty pogięło? Co on, chce zostać kurą domową? Wyczarował sobie nawet konia za pomocą ognia. Ten dzieciak jest nienormalny. Zamiast od razu wyczarować rumaka, to on na boso szedł po igliwiu. Blondyn zaprosił mnie na swojego wierzchowca. Chciałem odpuścić, ale byłem zbyt zmęczony, by przywołać swojego rumaka. Wsiadłem za nim i chwyciłem za wodze. Młody chciał prowadzić, jednak przez jego orientacja pozostawia wiele do życzenia, przez co nie pozwoliłem mu prowadzić.
Gdy dojechaliśmy do domu, poszedłem do łazienki wziąć prysznic. Puściłem sobie wodę i stałem bez ruchu. Woda spływała po moich włosach. Zanim zacząłem się myć, musiałem uporządkować myśli. Z sekundy na sekundę miałem w głowie co raz większy mętlik. Walnąłem z pięści w ścianę, by pozbyć się tych nieprzyjemnych wspomnień. Uznałem, że już dosyć i zacząłem się myć. Skończyłem i wyszedłem z łazienki. Skierowałem się w stronę sypialni. Byłem naprawdę zmęczony i myślałem o łóżku. Wszedłem do salonu. Wystarczyło spojrzeć na nic nierobiącego szczeniaka. Zemdliło mnie na jego widok.
- Twoja kolej, idioto - warknąłem i poszedłem dalej. Nie zwracałem na niego uwagi. Poczłapałem do pokoju i zamknąłem za sobą drzwi. Położyłem się spać. Przez jakiś czas leżałem niespokojnie, dopóki nie zasnąłem. Następnego dnia obudziłem się zalany potem. Miałem wrażenie, że śniły mi się koszmary i Sorin tam chyba występował.
<Sorin? nie kombinujesz nic, prawda?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz