Ta cała Lyra zaczynała mnie coraz bardziej mnie denerwować. Jaj zachowanie... mogła by mnieć chociaż trochę poczucia godności i nie krzyczeć be sensu jak dziecko. Uh... Doszliśmy, jeśli można tak nazwać ciągnięcie strażniczki za sobą, do cieplejszej części lasu gdzie pozostawiłem pegaza. Wrzuciłem elfke na jego grzbiet, usiadłem w siodle i wzbiliśmy się w powietrze.
-Po co ci pegaz skoro możesz latać?-zapytała przez zęby blondynka.
-Nie do końca jest mój, był w zamku strażników. Chociaż niepotrzebnie ci to mówię i tak niedługo będzie tylko jeden strażnik-powiedziałem ozięble i w tym momencie strażniczka zeskoczyła z pegaza. Ledwo co udało mi się ją złapać.
-Co ty robisz? Jeśli tak umrzesz odrodzi się inna strażniczka i będę miał więcej roboty! Wiec bądź grzeczna i nie wierć się!
-Puść mnie!- krzyknęła elfka i wyrwała się z mojego uścisku. Tym razem jej nie złapałem. Zdążyłem jedynie dostrzec jak znika w koronach drzew.
~Naprawdę jest głupia~ westchnąłem.~Wracam do zamku...
<Lyra, żyjesz jeszcze?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz