Wieczorem, po długiej wędrówce Lyra z pomocą Lex'a rozbiła obóz. Rozsiedli się wygodnie w pobliżu ogniska. Jedli w ciszy jedzenie zakupione w mieście. Chleb i mięso. Po drodze nazbierali owoców. Wybierali się na spotkanie z rodziną Lex'a i jej. Rodzina tygrysów osiedliła się z dala od miasta. Mieszkali kilka dni drogi stąd. Miejsce było gęsto zalesione, a także chłodne. Często bywała tam mgła. Mimo to Lyra z niecierpliwością czekała, gdy dotrą.
Dziewczyna była już zmęczona, jednak nie mogła zasnąć. Cały czas miała wrażenie,że ktoś ją obserwuje i wyskoczy z ukrycia, gdy tylko zamknie oczy. Leżała w ciszy. Razem z przyjacielem wsłuchiwali się w szum drzew. Nagle zza krzaków wyskoczyła łania. Lex podniósł się gotowy. Był już gotowy rzucić się na sarnę, lecz Lyra powstrzymała tygrysa. Wyjęła z papierowej torby okruszki po chlebie. Wyciągnęła rękę przed siebie i popatrzyła na sarnę zachęcająco. Zwierzę przyglądało się jej uważnie, było czuć nieufność z jej strony. Łania nie spuszczała wzroku z tygrysa. Powoli podeszła. Była gotowa uciec gdyby okazało się, że ta dwójka ma co do niej złe zamiary. Gdy była wystarczająco blisko wyciągnęła mocno szyję i zjadła okruszki. Wciąż patrzyła na Lyrę. Strażniczka natomiast sięgnęła po więcej okruchów. Nagle z zarośli wyskoczył niedźwiedź. Był ogromny i wyglądał na równie głodnego.
<Augustin lub Cerie?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz