Zaprowadziłam Kasandrę do króla. Następnie wycofałam się cicho z pokoju i poszłam do kuchni. Kucharka, która tam była mieszała właśnie zupę. Bardzo mnie martwiło zachowanie wszystkich. Postanowiłam spytać się wprost kucharki. Podeszłam do niej i spytałam grzecznie:
- Dlaczego dzisiaj jest taka dziwna atmosfera w zamku?
- Och, ty nic nie wiesz. Siadaj zaraz ci opowiem.
Przysunęłam sobie taboret, który stał w kącie i usiadłam na nim. Kobieta również usiadła. Popatrzyłam na nią wyczekująco. Po czym zaczęła opowiadać. Gdy skończyła kazała mi podać obiad królowi i jego przyjaciółce. Zaniosłam im naczynia i nakryłam stół.Wróciłam do kuchni. Nie spodziewałam się, że król będzie jadł zupę, którą zazwyczaj jadła służba. Zaniosłam im posiłek i udałam się do mojego małego pokoiku. Pojedyncze łóżko zajmowało pół pomieszczenia. Obok łóżka stała jeszcze mała komoda. Wyciągnęłam z niej płaszcz. Założyłam go i wyszłam z zamku.
Ruszyłam na główny plac. Byłam zadowolona, że dostałam dzień wolnego. Pomyślałam by rozejrzeć się co oferują sprzedawcy na targu. Na rynku było wiele ludzi, ale na moje nieszczęście nie było sprzedawców. Wszyscy mieli ponure miny. Najwyraźniej wszyscy kochali rodziców króla, a teraz przeżywają ich śmierć. Westchnęłam. Miałam już odłożoną sumę i chciałam kupić sobie nowe trzewiki, bo te na nogach już dawno nadają się do wyrzucenia.
Nie mając nic do roboty poszukałam na rynku wolnej ławki i usiadłam na niej. Spojrzałam w niebo, czując, że to będzie długi dzień.
<kto chce dokończyć?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz