Snułam się po pałacu nie mając co robić. Wszystkie moje prace i obowiązki już wykonałam i nie miałam co robić.~Poszukam Augustina, może on da mi coś do roboty~ pomyślałam i tak zrobiłam. Znalazłam go w ogrodach i podeszłam do niego.
-O co chodzi?-zapytał obojętnie.
-Widzisz... zrobiłam już wszystko co mi kazałeś i także to co robię codziennie. Co jeszcze mogę zrobić?- zapytałam, a ten zamyślił się. Po chwili ciszy blond włosy powiedział.
-Możesz zejść na ziemię i pozbierać owoce. W naszym lesie ich nie ma.
-Dobrze- powiedziałam i poszłam po kosz na jabłka. Gdy już go wzięłam poszłam na krawędź latającej wyspy i skoczyłam. Po krótkiej chwili byłam na ziemi i stałam na polnej drużce. Postanowiłam przejść się do miasta. Szłam krótko gdy zaczął padać śnieg, a kiedy wychodziłam z lasu natknęłam się na dziewczynę, NIE! Na elfkę.
-Przepraszam- zaczepiłam.
-Tak?
-Czy dojdę tędy do miasta?
-Tego niedaleko zamku?-zapytała elfka.
-Tak.
-Oczywiście, musisz porostu iść tą ścieżką.
-Dziękuje bardzo- uśmiechnęłam się.- Jestem Sylvia, jak masz na imię?
-Jestem Lyra, miło cię poznać.
Wpatrywałam się w elfkę z osłupieniem.
-T-Ty jesteś L-Lyra?-wyjąkałam, a na jej twarzy pojawiło się zmartwienie.
-Co się stało?- zapytała zatroskanym głosem.
-Jesteś...Jesteś..Jesteś moim wrogiem, jesteś strażniczką księżyca- wydusiłam z siebie oszołomiona, a źrenice blondwłosej skurczyły się ze strachu.
-S-Skąd to wiesz? Kim ty jesteś?
-Ja.. Ja jestem znajomą pana Augustina- wytłumaczyłam uspokajając się. Znałam gniew Augustina do Lyry, ale nie byłam taka jak on. Nie umiałam skrzywdzić innej dziewczyny. Tym bardziej, że ona przypominała moją zmarłą matkę. -Nie chcę ci nic zrobić, zapomnijmy o tym spotkaniu. Nie powiem mu nic- po tych słowach pobiegłam jak najdalej od strażniczki.
<Ktokolwiek?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz