01 sierpnia 2018

Od Legolasa do Matta

Wysoki, przystojny elf rytmicznie uderzał pięścią w drewniane drzwi. I możliwe, że robił to zbyt mocno, lub zbyt szybko ale nie interesowało go to. Chciał  sie szybko dostać do środka i dostać od lekarza... Kilka... Fajnych rzeczy.
Po chwili, która trwała zdecydowanie zbyt długo, drzwi uchyliły sie lekko, a blondyn wparował do środka jak gdyby był u siebie.
-Poszukuje lekarza o imieniu Matt-powiedział odrzucając włosy do tylu. Za drzwiami stał anioł patrzący na Legolasa w zdumieniu, lub ogarnięty przez inną emocje które nie miały znaczenia dla elfa. - A więc? Wiesz gdzie on jest aniele?
-Ah.. Tak.. To ja. Czego ci potrzeba?- odezwał sie brunet odzyskując spokój.
-Słyszałem, że wiesz dużo rzeczy- zaczął Legolas opierając dłnie na swoich, jak uważał, seksownych bioderkach.
-Tak to pra..-nim uzdrowiciel zdążył dokończyć blondyn przerwał mu.
-Chciałbym sie dowiedzieć więcej o kobiecym ciele. Możesz mi powiedzieć cos na ten temat?
Anioł westchnął w odpowiedzi i uśmiechnął sie lekko.
-Niestety jestem teraz trochę zajęty, ale  mogę ci dać jedną z moich ksiąg. Oczywiście nie na zawsze-zaproponował na co elf klasnął radośnie.
-Cudownie!-zawołał blondwłosy i podziękował z wielkim uśmiechem  kiedy lekarz wręczył mu grubą księgę. Elf przyglądał sie jej lekko sie śliniąc. Przycupnął na ziemi i otworzył książkę. W końcu. Wszystkie tajniki kobiecego ciała. Już nic nie będzie dla niego tajwmnicą! ... Zaraz... Elficki samiec zmarszczył swoje królewskie brwi. Ciąża? Owulacja? Co to jest? Nie tego szukał!
-MAAAAT, CO TO JEEEST?!

<no panie lekarzu?>

Od Maki do Legolasa

Zbierałam kasztany w lesie wiecznej jesieni, gdyż pewna kobieta potrzebowała ich. Nie wnikałam do czego. Była kasa. A przecież tylko tyle się liczyło. Wracając do tematu. Zbierałam te kasztany i nagle wyskoczył jakiś długowłosy mężczyzna i padł na ziemię. W pierwszej chwili chciałam mu serio pomóc. Jednak widząc, że koleś zaczął jeść kasztany, to odechciało mi się. Dziwaaaaak. Postanowiłam się wycofać. Jednak ten osobnik wyczuł mnie i w jednej chwili był już na mnie. Spanikowałam. To chyba normalna reakcja dziewczyn. Może ukrywałam swoją płeć by móc pracować, ale wciąż byłam kobietą. Próbowałam go z siebie zepchnąć, chociaż był ciężki. Jednak sam zszedł i zaczął wyjadać moje kasztany. Hej! One były mi potrzebne. Zbierałam je, a on mi teraz je bezczelnie wyjadał.
- Oddawaj je, koleś - krzyknęłam bez namysłu. Na to elf szybko uciekł z moim koszykiem. Zaczęłam go gonić.
- Stary, daj mi się najeść. Jestem głodny - usłyszałam w odpowiedzi.
- Nie obchodzi mnie to. Zbierałem je i są moje. Wisisz mi kasztany - warknęłam.
- Oj nie spijaj się koleś. Oddam Ci, tylko zjem - odparł i zatrzymał się. Zrobiłam to samo. Patrzyłam jak je kasztany i czekałam aż skończy, nadal będąc wściekła. Ale teraz on pozbiera je za mnie. Mimo, że to i tak marnowanie czasu. Po chwili blondyn oddał mi koszyk. - Dzięki, było pyszne - po czym posłał mi czarujący uśmiech. Czyli on jednak potrafił się zachować? Ale zaraz po tym w radosnych krzykach pobiegł przed siebie podskakując z nogi na nogę.
- Ej wracaj tu - zawołałam. Mężczyzna z dziwnym uśmieszkiem odwrócił się do mnie i podbiegł szybko.
- Czyżbyś mnie polubił, chłopcze? - Mówiąc to oczy mu skrzyły. Czy mówiłam już, że to dziwak? Jeśli tak to powiem to drugi raz. Dziwak.
- Nie - krzyczę. On podchodzi do mnie bliżej, zdecydowanie za blisko. Narusza moją strefę komfortu. Odpycham go więc.
- Ładnie pachniesz. Jak na chłopaka. Oni zazwyczaj się nie myją. Podobasz mi się - Powiedział to z takim uśmiechem, że mi ciarki po plecach przeszły. Co za idiota. Jak można tak mówić do nieznajomych.
- Ej, zjadłeś te kasztany to teraz nazbieraj je - mruknęłam.

<Idioto?>

Od Lyry do Liama

Po tym jak mężczyźni wyszli z komnaty, Lyra szybko dokończyła posiłek. Uważała że po tym jak zniszczyła komnatę Liam będzie na nią bardzo zły. Bała się tego. Dlatego postanowiła jak najszybciej ulotnić się z tego miejsca. Podziękowała Sylfii za śniadanie. Poprosiła ją również, by spakowała jej trochę prowiantu. A sama skierowała się w stronę komnat. Chciała zabrać swoje rzeczy. Miała ich mało, ale zawsze coś. Z resztą, kto nie potrzebowałby plecaka. W połowie drogi zaczęła biec korytarzem. Nie miała dużo czasu. Władca mógł w każdej chwili zorientować się, że jej nie ma i rozkazać szukać jej. Po chwili zmachana dotarła do owej, spalonej komnaty. Kilka ludzi pracowało przy niej. wynosili zgliszcza. Jeden mężczyzna oceniał stan zniszczeń i nadzorował pozostałych. Był to starszy, już brodaty człowiek. Siwizna opanowała jego włosy. Na nosie natomiast miał duże i grube okulary, a w dłoni plik kartek. Kiedy zobaczył on dziewczynę od razu do niej podszedł.
- Panienko, proszę się oddalić z tego miejsca. Jest tymczasowo niezdatne do mieszkania - powiedział
- Wiem, że jest, ale i tak muszę tam wejść - odparła Lyra w miarę spokojnym tonem głosu na ile pozwalała jej zadyszka.
- Czy Jej Wysokość nie wyznaczył pokoju, dla panienki? - Dopytywał cały czas pracownik.
- Mam nową komnatę, ale i tak muszę wejść - rzekła blondynka i szybko ruszyła, kończąc tym samym rozmowę.
Komnata miała rozwalone drzwi. Większość tego co było kiedyś meblami było zwęglone. Ściany zrobiły się czarne od sadzy. Patrząc w stronę balkonu nie było widać już pięknych szklanych drzwi, przysłoniętych jedynie zwiewną firanką. Teraz to były tylko kawałki szkła na posadzce. Dziewczyna była przerażona ogromem zniszczeń. Teraz była już pewna, że Król jej nienawidzi. Czym prędzej otrząsnęła się z amoku i podeszła w stronę garderoby. Wejście do tego pomieszczenia oddzielały drzwi, które jakoś mocno nie ucierpiały w pożarze i były tylko jedynie lekko czarne. Elfka pchnęła drzwi. Weszła do garderoby i odszukała swój plecak. Zabrała go i czym prędzej opuściła miejsce. Skierowała się do wyjścia z zamku. Czekał tam na nią Lex, a także miała tam być pokojówka z uszykowanym prowiantem. Kilka minut zajęło zejście z górnego poziomu pałacu. Gdy była już blisko bramy zobaczyła, że drobna dziewczyna już czekała z jedzeniem. Strażniczka zaczęła iśc spokojnym krokiem, by nikt nie nabrał podejrzeń, że coś jest nie tak. Zaledwie parę kroków dzieliło ją od bramy, gdy usłyszała za sobą głos.
- Lyra? - zawołał Liam idąc w jej kierunku. Elfica w tym momencie spanikowała. Zerwała się na równe nogi i zaczęła biec do bramy. Jednak młody mężczyzna był szybszy i pochwycił ją, zamykając tym samym w mocnym uścisku.

<Liam, możesz?>

31 lipca 2018

Od Lyry Do Liama

Lyra zmierzała do Ciepłych Wód, gdyż było jej po drodze do rodziny Lexa. Pragnęła zażyć ciepłej kąpieli i zrelaksować się przed dalszą podróżą. Na poczekaniu zmyśliła towarzyszce, że udaje się tam by spotkać króla Liama. Planowała rozejść się z nią w najbliższym czasie, gdyż nie chciała by w najgorszym wypadku poszła za nią, aż do kryjówki tygrysów. Młoda elfka widziała już piękną i błękitną wodę, a po chwili znalazła się na plaży razem z wielkim kotem i nowo przybyłą kobietą. Blondwłosa była już marzeniami w ciepłej wodzie, gdy nagle poczuła ból w klatce piersiowej. Była pewna, że to sprawka Augustina. Czuła, że to jego magia. Paliła ją od środka. A pulsujący ból nie zelżał ani na moment. Przyjaciel blondynki podpierał ją, by ta się nie przewróciła. W międzyczasie strażnik słońca wyłonił się i zaszarżował. Z trudem jego atak odparła Ceria. Poleciła w tym samym momencie by Liam pomógł rannej dziewczynie. Natomiast sama zaczęła walkę z przeciwnikiem. Z wszystkich sił starała się by blondyn nie dostał się do pozostałych osób na plaży.
Władca krainy z początku trzymał drobną istotkę za ramiona i prowadził ją jak najdalej od zagrożenia. Widząc problemy z poruszaniem się u strażniczki, nie myślał długo i wziął ją na ręce. Jej towarzysz warknął na widok swojej towarzyszki w objęciach mężczyzny. Młody chłopak biegł w stronę swojego powozu. Ułożył swą piękność na siedzeniu karocy, wielki kot zmniejszył się do rozmiarów kota domowego i również wskoczył do pojazdu. Na rozkaz bruneta woźnica popędził konie i w pełnym galopie zmierzał do pałacu. Mężczyzna siedział obok Lyry i podpierał ją delikatnie. Cichy szept wydobył się z jego ust.
-Co się dzieje? Wyglądasz bardzo źle. Jesteś taka blada. - Patrzył z przestrachem na nią. Jednak nie doczekał się odpowiedzi. Elfica trzymała się ręką klatki piersiowej. Oddychała gwałtownie i bardzo płytko. Widać było, że ma problemy z zaczerpnięciem powietrza. Oczy miała na wpół zamknięte. Cały czas mocno bolało. Ból był nadal nie do zniesienia.
Dopiero gdy powóz był daleko od plaży ból zaczął stopniowo zanikać. Gdy był już bardzo słaby elfka omdlała. Nie miała już siły i po prostu odpłynęła. Augustin musiał być za daleko od niej, albo musiało mu się coś stać. Ale Lyra już o tym nie myślała. Pozwoliła by ciemność zawitała jej przed oczami.

<może Liam?>

12 lipca 2018

Od Hiro do Lyry

Hiro zauważył, że elfka co chwilę z niepokojem spogląda w niebo.
-Czy coś cię niepokoi?-zapytał marszcząc brwi. Dziewczyna zatrzymała na nim wzrok przepełniony strachem.
-Czy.. Mógłbyś zawieźć mnie do króla?- zapytała cicho, a jej głos lekko drżał. Szatyn skrzywił się lekko na myśl o zamku. Wolał trzymać się na uboczu. Poza tym na północy jest strasznie zimno.
-Wiesz... Mogę ci pokazać drogę, ale nie chciał bym tam iść-powiedział w końcu. Lyra podeszła do niego i chwyciła za ramiona.
-Nic nie rozumiesz, ja muszę się tam znaleźć. Grozi mi niebezpieczeństwo i tylko tam będę bezpieczna- powiedziała szybko naprawdę przestraszona. Hiro nie rozumiał jej zachowania, ale sądząc po stanie w jakim ją znalazł stwierdził, że może mówić prawdę.
Chłopak westchnął ciężko i oparł ręce na biodrach zastanawiając się. Jeśli nie będzie wchodzić do zamku nic nie powinno się stać, prawda? Może zostawić ją niedaleko, nawet w mieście i resztę zostawić strażnikom.
-Dobrze- powiedział w końcu. -Kiedy ruszamy?
-Najlepiej jak najszybciej- powiedziała elfka przenosząc dłonie z ramion chłopaka na swoją sukienkę i zaczęła nerwowo ściskać materiał. - On może być niedaleko...-dodała dużo ciszej, zapewne sama do siebie, lecz szatyn i tak ją usłyszał. Domyślił się że ktoś musi ją ścigać.
Sprzątanie obozu nie zajęło długo. Lyra nawet pomogła mu aby szybciej ruszyli w drogę. Podróż nie była długa. Ledwo godzina jazdy konnej, ale spędzili ją w ciszy.
Dopiero kiedy przekroczyli granicę miasta Hiro zapytał przed kim tak właściwie ucieka dziewczyna.
-Oh to.. Po prostu ta osoba pragnie mojej śmierci- powiedziała smutno blondynka.
-Dlaczego ktoś chciałby zabić taką bezbronną i...- zmierzył Lyrę wzrokiem. -Drobną elfkę jak ty?
Dziewczyna nie odpowiedziała więc Hiro postanowił odpuścić. On sam nie lubił ludziom mówić o swoich problemach, których ostatnio o dziwo miał mniej.

<Lyra>

Od Liama do Lyry

Liam zareagował natychmiast kiedy zobaczył jak Chris składa pocałunek na małej dłoni JEGO ukochanej. Podobnie jak Sorin chwycił mężczyznę za ucho i wyprowadził z sali. Nie tolerował żadnych zalotników który mogliby ubiegać się o uczucia Lyry. Młody władca liczył na to że w niedalekiej przyszłości dziewczyna poczuje do niego to samo co on czuje do niej. Uważał ją za śliczny, rzadki i delikatny kwiat który chciał pielęgnować swoją miłością.
Gdy drzwi zamknęły się za mężczyznami Liam puścił nekromantę i skrzyżował ręce na piersi. Chciał coś powiedzieć ale dał najpierw Sorinowi zwyzywać blondyna. Nie miał ochoty wnikać w temat ich pseudo związku. Szanował wcześniejsze związki kuzyna, ale one były z kobietami. Mężczyzna to było za dużo zdaniem Liama i naprawdę nie rozumiał, dlaczego Sorin z nim jest... Lub tylko mówi że jest.
Poczekał chwilę aż skończyli się ze sobą sprzeczać tupiąc przy tym nogą w zniecierpliwieniu.|
-Christopherze Night- odezwał się nieco poirytowany władca. -Wyjaśnij swoje postępowanie- spojrzał na blondyna z kolorowymi włosami mrużąc oczy.
-Nie rozumiem?- odparł czarnoksiężnik odwzajemniając spojrzenie Liama. Zielonooki w tym czasie stał ze skrzyżowanymi rękami i mamrotał coś pod nosem wyraźnie niezadowolony.
-Jak śmiesz zalecać się do mojej ukochanej w MOJEJ obecności?- zapytał oburzony król. Teraz i Sorin spojrzał na niego i zamrugał kilkukrotnie.
-Kuzyn... to twoja dziewczyna?-zapytał syren. Chris również patrzył na bruneta jakby nie dowierzając.
-T-tak- Liam starał się brzmieć stanowczo ale głos lekko mu zadrżał.
-A czy ona o tym wie?- dopytywał Sorin. Nekromanta stwierdził w międzyczasie że ma dosyć przebywania z czepialską rodziną królewską i zaczął dyskretnie się ulatniać.
-No...No jeszcze nie...- odparł władca. -Ale jestem dobrej myśli!
Sorin westchnął i pokręcił głową. Już chciał dać kuzynowi jakąś radę odnoście wyrywania panienek kiedy spostrzegł że jego Chrisiu ucieka.
-Hej! Stój!- zawołał i zaczął biec w stronę nekromanty. w międzyczasie rzucił jeszcze Liamowi szybkie "nie podawaj się" i pobiegł w stronę wrót zamku.
Władca westchnął ciężko i przeczesał palcami swoje ciemne włosy. Oczywiście że się nie podda, nie ma zamiaru stracić Lyry. Właśnie Lyra, zostawił ją na sali bankietowej. Nie zdążył jej o nic wypytać. Była chora, powinien się ją zając!
-Wybacz że tyle mi to zajęło! - zawołał Liam otwierając drzwi i wchodząc do sali, ale nikogo tam nie było.

<Lyra?>

05 sierpnia 2016

Od Lyry do Levi'a

Lyra trzymała się krawędzi rynny, aż do utraty sił. W momencie, gdy zaczęła spadać była strasznie przerażona. Nie chciała jeszcze umierać. Była bardzo młoda i zamierzała jeszcze tyle zrobić.
 No i Lex. On w końcu czekał na nią, aż wróci. Wiedziała, że ciężko byłoby się pozbierać młodemu tygrysowi. Przecież był z nią od zawsze. Dziewczynie zdawało się, że leci wieczność. Łzy napływały do oczu na myśl o tym, że niedługo może pożegnać się z tym światem.
Wtem wyczuła czyjeś dłonie. Ktoś ją złapał. Poczuła niesamowitą sympatię do swojego wybawcy. Już chciała się odezwać i podziękować mu, ale obrońca ją uprzedził. Zapytał się, czy nic jej nie jest. Elfka znała ten głos, ale dla pewności odwróciła głowę i spojrzała na pytającego. Nie było wątpliwości. Ten głos należał do mężczyzny, który pomagał królowi Liamowi ją schwytać. Przerażona odparła, że nie, jest z nią dobrze. Przez moment wpatrywał się w nią. Po chwili usłyszała następne pytanie.
- Czy ty jesteś Lyra? - Źrenice blondynki rozszerzyły się. Przerażała ją myśl powrotu do zamku. Nie podobało jej się bycie zamkniętą w ścianach pałacu. Najchętniej by wyskoczyła z objęcia mężczyzny i pognała przed siebie, ale przerażenie sparaliżowało jej kończyny. Mogła tylko tkwić w ramionach bruneta. Ledwo wydukała odpowiedź. Znowu niebieskie oczy wpatrywały się w nią. Lyra miała wrażenie, że ją hipnotyzuje. Zaraz po tym usłyszała, że zostanie zabrana do króla. To było pewne, że będzie musiała go spotkać. Natychmiast po usłyszeniu wypowiedzi dziewczyna chwyciła mocno za rękaw mężczyzny i z jej ust wydobył się potok słów, dlaczego to nie miała by tam wracać. Z jakiegoś powodu jeździec zatrzymał swego wierzchowca i powiedział strażniczce, że może iść. Zeskoczył z nią z konia i postawił na ziemi, po czym odjechał. Osłupiała dziewczyna nie mogła znaleźć odpowiedzi, dlaczego on tak postąpił. Serce waliło jej w piersi, a na policzku wyszedł lekki rumieniec. Również nie wiedziała od czego. W głowie miała mętlik, nie potrafiła zebrać myśli. Tylko tak stała na środku ulicy i trzymała się za policzek. Trwała w bezruchu tak długo, aż męska sylwetka na koniu nie znikła jej z oczu. Wtedy dopiero otrzeźwiała. Ruszyła do jednej z bram miasta.
Wychodząc z miasteczka usłyszała, słowa wartownika, który życzył jej bezpiecznej drogi. Odpowiedziała mu delikatnym uśmiechem i skinięciem głowy. Szybkim krokiem weszła w las. Gdy miała pewność, że nikt jej nie obserwuje zmieniła się z małego białego lisa i pobiegła przed siebie. Dokładnie tak jak nakazał jej niebieskooki. Miała już dosyć tego dnia. Jej jedynym marzeniem na dzisiaj było zatopienie się w miękkim futrze Lex'a. Przystanęła. Przecież Lex jest z Liamem. Musi jakoś dać mu znak, że ma wracać.
Elfka była akurat na odcinku łączącym to miasteczko ze stolicą. Czekała z nadzieją, że król wraz z całym orszakiem zaprzestaną pogoni za nią i wrócą do zamku.

<Levi, lub Liam?>

14 marca 2016

Od Levi'a do Lyry

Levi dostrzegł strażniczkę wyróżniająca się z tłumu. Była bardzo młoda i wyglądała na zaniepokojoną. Zauważył jak dziewczyna powoli zbliża się do uliczki w której juz niedługo znika. Zgłosił to królowi, a ten nakazał mu ją ścigać. Mężczyzna ruszył kłusem śladami dziewczyny. W końcu strażniczka stanęła przed drzwiami skromnego  budynku i weszła do jego wnętrza. W tym samym momencie Levi usłyszał jakiś hałas. Popędził do jego źródła i zauważył dziewczynę, która trzymała się krawędzi dachu. Blondynka puściła się i zaczął spadać, Levi złapał ją w ostatniej chwili.
-Nic ci nie jest?-zapytał z tym swoim stoickim spokojem.
-N-N-Nie, dziękuje- wyrzuciła z siebie dziewczyna drżąca z przerażenia. Levi przyjrzał się jej i rozpoznał jako poszukiwaną.
-Czy ty jesteś Lyra?-zapytał
-T-Tak-wydukała elfka.
-Zabieram cię do króla-powiedział i popędził konia, żeby ruszył.
-Nie proszę! Tam jest tak zimno. Nie ma roślin i zwierząt. Nie chce tam być. Proszę, nie zabieraj mnie do niego- ja te słowa Levi poczuł coś w swoim chłodnym sercu. Coś na kształt współczucia. Zatrzymał wierzchowca i kazał elfce uciekać, sam pojechał po króla. Poinformował go, że dziewczyny nie ma w mieście i mężczyźni ruszyli w drogę powrotną do królestwa.

<Lyra>

Od Liama do Sylfi

Siedziałem zdołowany w swojej komnacie, gdy nagle ktoś cicho zapukał do drzwi. To była Sylfi, powiedziała, że ktoś przyszedł się ze mną spotkać. Nie cichłem się z nikim widzieć, ale gdy usłyszałem, że to mój kuzyn czeka przed bramą bez namysłu wybiegłem przed zamek.
-Sorin!-zawołałem na powitanie.
-Cześć kuzynku- powitał mnie blondyn mierzwiąc moje włosy. -Przedstawiam ci moich, tymczasowych, towarzyszy. Ten co przeżywa żałobę to Ryan, a pocky-man to Hiro.
-Nie nazywaj mnie tak-powiedzieli oboje równocześnie. Zaśmiałem się w duchu. Tak, Sorin zawsze poprawiał mi humor w smutne dni. Do tej pory nie ogarniam w jaki sposób jesteśmy ze sobą spokrewnieni, ale co tam... Ważne, że jest ze mną.
-Nie stójcie tak na dworze. Chodźmy do środka-powiedziałem. Cała trójka poszła za mną. Zaprowadziłem ich do jadalni i kazałem przygotować dla nich jakiś ciepły posiłek. Sorin opowiadał mi o tym jak (znowu) zgubił się i trafił na Ryana i Hiro, którzy szli się ze mną spotkać.
Jakoś, zapomniałem o wszystkich smutkach. Czas skończyć się nad sobą użalać i zająć się krajem. Nie mogę przecież pozwolić by moi poddani zaczęli we mnie wątpić.

<KONIEC>

Od Ayato do Chrisa

-To co robimy, Ayato?-zapytał mnie Chris.
-Wiesz, ja bym wiał gdzie pieprz rośnie, bo jak ta laska znowu tu przyjdzie to będziemy udupieni, ale myślę, że ty masz lepszy pomysł- szepnąłem siadając na korzeniu wystającym z ziemi.
-Nie wiem... Nie spotkałem się jeszcze z czymś takim-westchnął mężczyzna.
-Patrz, to tylko ja wiem?-usłyszałem znajomy głos i razem z Chrisem spojrzałem w stronę jego źródła.
-CO TY TU ROBISZ IDIOTO!?-wrzasnął Night do chłopaka siedzącego na gałęzi.
-A myślisz, że zostawiłbym się sam na sam z tym chłopakiem-zapytał Sorin zeskakując z gałęzi i lądując z kocią gracją na ziemi.
-Dobra przestańcie. Sorin, wiesz co to jest?-przerwałem kłótnie.
-No przecież widać, że korzeń- powiedział oglądając wybryk natury.
-Idioto, to już wiemy-stwierdził zdenerwowany niebieskooki.
-Weź mnie tak nie nazywaj! Ja przynajmniej wiem kto to zrobił- Sorin zaczął opowiadać o jakimś czarnym magu, Isabell, która jest strażniczką Mrocznego Boru. Podobno jest bardzo silna i nie lubi towarzystwa ludzi. Razem doszliśmy do wniosku, że albo do Chrisa musiała się przyzwyczaić, albo toleruje go ze względu na to, że władają takim samym żywiołem. Wtrąciłem, że przecież ja nie jestem człowiekiem, ale Sorin powiedział, że przybieram formę człowiekopodobną i dlatego mnie zaatakowała.
-A ty skąd to wszystko wiesz?-zapytał niedowierzający Chris.
-Się mieszka ze strażnikiem to się wie- wytłumaczył. Tak, ten idiota jest zaiście pełen tajemnic.. Ciekawa z niego osoba, tak samo jak z Chrisa. Już dawno nic tak ciekawego nie działo się w moim "życiu"

<Chris?>

01 lutego 2016

Od Chrisa do Ayato

Byłem w trakcie czytania książki, gdy ktoś zapukał do drzwi. Sorin pośpieszył do drzwi, w końcu robił za gosposię. Westchnąłem i odłożyłem lekturę. Już miałem iść sprawdzić kto przyszedł, ale w tym momencie szedł syren i Ayato.  Zielonooki zaraz zaczął się do mnie kleić, jak zawsze. Na serio, kiedyś go ukatrupię. Niebieskooki usiadł na kanapie. Ten błazen zaraz poszedł go zrzucić. Dzięki Ci młody, że uwolniłeś mnie od niego. Ruszyłem do kuchni, by zrobić kawy dla gościa, bo przecież ten szczeniak jest zbyt leniwy by to zrobić. W ten sposób to on nigdy nie spłaci tego długu. Mój towarzysz usiadł przy stole, a ja podałem mu filiżankę z brunatnym naparem i usiadłem naprzeciwko niego.
- No, to co sprowadza Cię do mojego domu? - Zapytałem.
- Czy w lesie mieszka ktoś oprócz ciebie? - Również zapytał. Chwilę musiałem się zastanowić. Jakoś nie przypominałem sobie, by ktoś mieszkał w pobliżu mojego domostwa. Wybierałem tak lokalizację, by mieć spokój. Ale niestety go nie mam, bo jakiś dureń się przypałętał, a teraz śpi na mojej kanapie. Dowiedziałem się, że Ayato widział gdzieś w pobliżu kobietę o różowych włosach i była jakaś agresywna. Do tego używała mrocznej magii. Zaniepokoiłem się. Dlaczego ktoś siał zamęt w lesie? Gwałtownie wstałem z krzesła. Ruszyłem do przedpokoju i wziąłem płaszcz z wieszaka. Zahaczyłem jeszcze o salon i nakazałem Sorinowi pilnować posesji. Następnie wyszliśmy. Dla bezpieczeństwa stworzyłem jeszcze ghula, który miał pilnować. Podążałem za niebieskookim. Prowadził mnie w miejsce, gdzie spotkał ową kobietę. W miejscu, gdzie chłopak widział maga. Rzeczywiście, były tam wielkie korzenie wystające nienaturalnie z ziemi. Widać było, że ktoś używał magi, by zrobić to.
- To co robimy, Ayato? - Zapytałem, oglądając korzenie.

<Ayato?>

29 stycznia 2016

Od Legolasa do Maki

Elf wylegiwał się spokojnie w słońcu gdy nagle poczuł ból w okolicach żołądka. Po dłuższych kontemplacjach stwierdził iż jest to ból spowodowany niedoborem pożywienia. Blondyn wstał i udał sie na polowanie ( czyt. Zakupy )  Niestety, pojawił się kolejny problem. Nie wiedział gdzie jest.
Wykorzystując pozycje słońca ( chylącej się ku zachodowi) poszedł na północ i po niedługim czasie dotarł do Lasu Wiecznej Jesieni. Tym samym zrozumiał, że pomylił kierunki, lecz nie miał juz sił by wracać. Tym bardziej, że dostrzegł mnóstwo kasztanów zdatnych do zjedzenia. Ostatkiem sił doczłapał się do kasztanowca i padł przed nim na ziemie. Następnie sięgnął po leżące niedaleko kasztany i zjadł je w całości. Dopiero po chwili zorientował się, że całej tej scenie przyglądał się blond włosy chłopak z koszykiem przepełnionym kasztanami. No właśnie, to jak wyglądał tamten chłopak nie liczyło sie dla elfa. Ważne było, że miał kasztany, a Legolas był głodny. Elf rzucił się na kosz, zaskoczony chłopak odskoczył kawałek dalej.
-Co ty robisz głupi elfie?- zapytał chłopak zabierając kosz z zasięgu Legolasa. Ten zrobił minę zbitego psa i runął na ziemie.
-Jestem glodnyyy- jęknął szpiczasto uchy.
-Ale żeby jeść kasztany?- zdziwił się blondyn.
-Kasztany są pyszne... Właśnie, oddawaj- elf spojrzał na kosz i skoczył w jego stronę w wyniku czego obaj wyładowali na ziemi, a kasztany się rozsypały.
-Zejdź ze mnie zboczeńcu!-warknął chłopak. Elf usłuchał, ale nie było to spowodowane komendą blondyna tylko kasztanami znajdującymi się w zasięgu Legolasa.
-Hej przestań! Potrzebuje ich do zlecenia!
-Co?-zapytał elf zapychając sobie policzki brązowymi kulkami.

<Maki, nie przeszkadzaj mi w jedzeniu>

23 stycznia 2016

Od Chrisa do Sorina

Po długiej pracy w stajni byłem wykończony. Słońce chyliło się już ku zachodowi. Miałem nadzieję, że ten leń wstał i zrobił coś do jedzenia, bo byłem cały dzień na małym śniadaniu. Poklepałem jeszcze mojego wierzchowca po grzbiecie i ruszyłem do domu.
Po przekroczeniu progu, dotarły do mnie dźwięki rozmowy. Z myślą, że dostanę ciepły posiłek skierowałem się do kuchni. Jednak to co zobaczyłem w salonie... no cóż, trochę mnie to zdziwiło, żeby nie powiedzieć, że zszokowało. Otóż tej rybie poprzewracało się w głowie. Z jakiegoś powodu kucał na krześle i miałem okazję zobaczyć jak wybił się, a następnie wylądował plackiem na ziemi. Widać, że jakiś nie normalny. Nie miałem zamiaru pokazywać jak mnie zaskoczył, dlatego przybrałem groźny wyraz twarzy i skrzyczałem go. Jak zawsze wyzwałem go od durniów. Na szczęście zrobił jedzenie. Gdyby nie to, to zapewne bym nie wytrzymał i się go pozbył. Tak na stałe. Spojrzałem jeszcze na niego z pogardą i poszedłem zjeść to co zrobił. Zastanawiałem się, czy to co ugotował będzie jadalne.
Gdy jadłem obiad, do kuchni wpadł mój dłużnik. Wyraz jego twarzy zdradzał, że ledwo powstrzymuje się przed wybuchnięciem płaczem. Zabawna buźka. Poprawiła mi humor. Jednak jemu nie było do śmiechu. Oświadczył jedynie, że ma dość i wybiegł z domu, trzaskając drzwiami. Jeszcze mi je zepsuje. Mimo to ucieszyłem się, że pozbyłem się problemu o nazwie Sorin.
Zaproponowałem Ayato by został na noc, a ten się zgodził. Wieczorem usiadłem w salonie i otworzyłem butelkę wina. Powoli sączyłem napój z kieliszka. Niestety nie mogłem nim poczęstować mojego towarzysza, ponieważ widać było, że jest niepełnoletni. Reszta dnia upłynęła w miłe atmosferze, bez Sorina. Również noc. Pierwszy raz odkąd poznałem tego szczeniaka wyspałem się.
Rano przygotowałem śniadanie dla siebie i dla niebieskookiego. Zjedliśmy je wspólnie. Następnie musiałem iść nakarmić konia. Pokazałem jeszcze Ayato półkę, na której znajdowały się różne książki, a sam ruszyłem do stajni. Miałem dzisiaj jechać do miasta, ale skoro już nie ma ryby to nie ma powodu by tam jechać.
Wróciłem do domu i po chwili ktoś zapukał do drzwi. Mój gość otworzył drzwi i zawołał mnie. Niechętnie przyjmowałem gości, dlatego zmarszczyłem brwi i spytałem co tu robi. W progu stała śliczna dziewczyna. Jej rude włosy okalały twarz. Wyglądała na zmartwioną. Powiedziała, że szła do miasta, ale się zgubiła. Jak to jest, że wszyscy się gubią i natrafiają na mój dom? Ostatecznie powiedziałem, że odprowadzę ją. Miała na imię Sori. Umówiłem się z nią, że ugotuje mi obiad, a ja ją odprowadzę. Bardzo się ucieszyła. Weszła do środka. Przeszła koło mnie, a ja poczułem cudowny zapach. Usiadła na sofie w salonie i ziewnęła. Usiadłem obok niej i spytałem się czy jest niewyspana. Odpowiedziała, że wcześnie wstała, jąkając trochę. Trochę kiepsko, że taka nieśmiała. Wolę śmielsze kobiety, ale no cóż. Objąłem ją ramieniem. Zaskoczyło ją to i podskoczyła lekko. Zbliżyłem się do niej, szeptem spytałem, czy chce odpocząć w moim łóżku, bo zanim odwiozę ją do miasta minie trochę czasu.


<Sorin, albo Ayato?>

21 stycznia 2016

Od Sorina do Chrisa

Chłopak przyssał się do mojej szyi. Nie bolało tak bardzo, ale po krótkiej chwili poczułem jak w moim ciele zaczyna brakować płynów. 
-Hej, młody. Starczy...-powiedziałem, ale ten nie słuchał. "Jak tak dalej pójdzie to zamienię się w rybę!"  pomyślałem spoglądając na wyrastające na moim ciele łuski. Odepchnąłem blondyn za pomocą stopy i spojrzałem na niego zirytowany.-Chciałeś mnie zabić czy co?
-W twoim ciele jest jeszcze dużo krwi, wiec spokojnie mogłem dalej...
-To nie o to chodzi-warknąłem przerywając wampirowi. Poszedłem do kuchni, wypiłem pół litra wody i wziąłem sie za obiad. Nie chciało mi sie cokolwiek robić wiec były to naleśniki. Gdy skończyłem zobaczyłem Ayato stojącego w progu.
-Wiesz chciałem przeprosić...-mruknął chłopak pod nosem marszcząc przy tym brwi.
-Tak, spoko. Sorki, że na ciebie się wydałem. Po prostu kiedy za bardzo "wyschnę" to zmieniam formę i... My nie lubimy się z tym drugim- westchnąłem myjąc ręce i blat. -Hej właśnie! Jesteś wampirem nie, to znaczy, ze umiesz zmieniać formę prawda?-podekscytowałem się.
-N-No tak...
-Super! Nauczysz mnie?
-Ale do tego trzeba być dojrzałym. Ja żyje na ziemi już długo, a ty...-zaczął Aya-chan, lecz nie pozwoliłem mu skończyć sugerując, że jestem o W I E L E starszy niż wyglądam. Niebieskooki nie był co do tego zbyt przekonany, ale po chwili rozmowy się zgodził. 
Po niedługim czasie umiałem już zmienić się w dowolnego ssaka, nie licząc nietoperza, którego właśnie starałem się opanować.
Ayato kazał stanąć mi na krześle, podkurczając nogi i wyobrazić sobie, że jest nietoperzom, a następnie zeskoczyć z krzesła. Zrobiłem jak kazał i... Przywaliłem głową w podłogę. Na moje nieszczęście w tym samym momencie do pokoju wszedł Chris... Boże jak ja się zbłaźniłem.
-Co ty robisz durniu?-zapytał mężczyzna marszcząc brwi.
-N-Nic takiego...-wymruczałem pod nosem.
-Mniejsza z tym, gdzie obiad?
-W kuchni wiec nie marudź-warknąłem, a w tym samym czasie Ayato śmiał się za moimi plecami. Gdy tylko Chris opuścił pokój złapałem wampira za kołnierz.-Jaja se ze mnie robisz?-sygnałem.
-No tak jakoś wyszło...-zaśmiał się Ayato. Świetnie, nikt mnie tu nie traktuje poważnie. Już ja pokaże temu idiocie ( czyt. Chrisowi ), że nie jestem taki głupi za jakiego mnie bierze. Tak, będzie mnie przepraszał na kolanach za to że był dla mnie taki niemiły.
Wpadłem do kuchni i oznajmiając, ze mam go dość opuściłem dom i udałem się miasteczka. Tak wynająłem pokój na jedną noc, przespałem się i ruszyłem w drogę powrotną ( oczywiście po małej metamorfozie XP )
Stanąłem przed drzwiami Chrisa ubrany w ciemne jeansy, białe buty do połowy łydki i różową koszulkę. Przybrałem zmartwiony wyraz twarzy i delikatnie zapukałem w drzwi. 
Otworzył mi Ayato i nie ukrywając zdziwienia na mój widok zawołał Chrisa. Ten stanął na progu i zmierzył mnie wzrokiem.
-Co tu robisz dzieciaku?-zapytał marszcząc brwi.
-J-Ja... - udawałem, że się jąkam. -Bo ten chłopak mi powiedział, że jak tu skręcę to dotrę do miasteczka, a-ale się zgubiłam...-zaszlochałem.
-Ehh... Możesz tu zostać, później cię odprowadzę-westchnął Chris drapiąc sie po karku.-Jak masz na imię?
-Sori...-w ostatniej chwili ugryzłeś się w język.
-Sori?-zapytał Ayato.
-T-Tak mam na imię Sori- uśmiechnąłem się przekraczając próg.
-W takim zazie, mogła byś cos ugotować jako rekompensatę za moja pomoc?-zapytał kolorowowołosy.
-Jasne!

<panowie? XD>

Od Matta do Sylvii

Chłopak ruszył w swoją drogę. Uznał, że potrzebuje odpoczynku, dlatego też skierował się w stronę swojej chatki. Zaraz po tym zobaczył jak nowo poznana dziewczyna leży. Jego osobowość nie pozwalała mu przejść obok tego obojętnie. Wrócił się do blondynki. Spojrzał na jej krwawiącą łydkę. Pokręcił głową i zaoferował jej pomoc. Niebieskooka była wyraźnie uradowana na jego widok. Anioł podszedł do niej i przyjrzał się jej nodze. Nie miał już przy sobie żadnych bandaży. Wszystkie wykorzystał w pałacu. Wyciągnął jedynie maść, która powodowała krzepnięcie krwi i posmarował nią ranę. Następnie wziął ją na barana. Sylvia trochę się buntowała, jednak po utracie krwi była osłabiona. Nie mógł jej puścić samej. Sumienie by mu nie pozwoliło.
Z początku dziewczyna starała się siedzieć prosto, zapewne po to by ograniczać kontakt fizyczny. Każda dziewczyna, którą niósł tak robiła. A gdy się pytał, to mówiły, że nie chcą mu przygnieść skrzydeł. Cóż i tak nie mógł miał problem ze skrzydłami i dziennym limitem było kilka minut lotu. W połowie drogi opadła z sił i oparła się o plecy bruneta. Wręcz leżała na nim, ciężko dysząc.
- Już nie daleko.Wytrzymaj - powiedział uzdrowiciel. W odpowiedzi dziewczyna lekko skinęła głową. Spróbował przyspieszyć. Było to ciężkie do zrealizowania, gdyż dziewczyna stanowiła duże obciążenie dla jego słabych ramion. Nie doszedł do swojego domu, a już zaczął dyszeć.
Budynek w którym mieszkał Matt był dwu piętrowy. Miał niewielki balon. Dachówka była niebieska, a ściany w jasnożółtym kolorze. W oknach stały doniczki z ziołami. Z tyłu znajdował się mały ogródek w którym rosły większe odmiany roślin, potrzebnych do zrobienia lekarstw.
W domu Matt położył dziewczynę na łóżku. Przyniósł misę z wodą i oczyścił jej ranę, a następnie założył jej opatrunek. Na czoło położył jej okład, a następnie przykrył kołdrą. Chciał zostać w pokoju na wypadek, gdyby gdyby coś się stało, lecz jego kot, Danny kazał mu iść się położyć. Skierował się w stronę swojej sypialni, a  od drzwi dobiegł odgłos pukania.

<Ktoś?>

20 stycznia 2016

Od Chrisa do Sorina

Gdy Sorin opuścił mój dom, poczułem przyjemną ciszę i spokój. Nie było mi tego zaznać odkąd go poznałem. Zaparzyłem sobie kawę i rozsiadłem się na krześle. Popijając czarny napój, rozkoszowałem się samotnością. Po wypiciu kawy wstałem i już chciałem umyć kubek, kiedy zorientowałem się, że przecież Sorin zrobi to za mnie. Odłożyłem tylko naczynie do zlewu i skierowałem się w stronę ukrytych drzwi w moim domu. Owe drzwi ukrywały się przed wzrokiem innych. Nawet ja ich nie widzę, ale wiem gdzie się znajdują. Wyszeptałem zaklęcie i złapałem w miejscu, gdzie powinna znajdować się klamka. Następnie wszedłem do ukrytego pomieszczenia i zamknąłem za sobą. W pokoju były zasłonięte okna, co dawało dosyć mroczny efekt. Osoba nieznająca ułożenia w pomieszczeniu, mogła łatwo na coś wpaść. Stworzyłem kulę światła i podszedłem do mojej księgi z zaklęciami. Miałem nadzieję, że znajdę w niej zaklęcie, dzięki któremu będę mógł się pozbyć Sorina. Przez jakiś czas przewracałem strony w milczeniu, lecz nic nie znalazłem, a następnie wyszedłem. Zapewne spędziłbym więcej czasu szukając czegoś co uwolniło by mnie od Syrena, ale mógł wrócić w każdej chwili. Dlatego opuściłem pokój i z powrotem zamknąłem drzwi za pomocą zaklęcia. Niedługo potem usłyszałem wracającego Sorina. Krzyknął coś tam, a następnie było słychać huk. Przerażony poszedłem do pokoju sprawdzić, co gnojek tym razem zniszczył. Ruszyłem do holu. Na szczęście to tylko ten błazen się wywrócił, a jedyne co ucierpiało to jego nic niewarta głowa. Obok syrena stał chłopak z jasnymi włosami i błękitnymi oczami. Kim on u licha był?
- Kim jesteś? - Zapytałem ja i ten szczeniak jednocześnie. To mnie zbiło z tropu, bo przecież Sorin go przyprowadził. Zaraz potem zaczął mnie oskarżać o to, że sprowadzam sobie chłopców do domu. O czym on myśli? Z nim jest na prawdę coś nie tak. Może za mocno walnął się w tą głowę. Jak się okazało zielonookiemu znowu zmieniły się osobowości. Nie pamiętał niczego. Dowiedziałem się, że niebieskooki został zaproszony do mojego domu, MOJEGO. Poważnie, co za człowiek zaprasza obcych do nie swojego domu. Sorin złapał zakupy i pobiegł do kuchni. Natomiast nieznajomy wyglądał na rozkojarzonego. Zacząłem rozmowę z nim. Powiedziałem mu, z jakiego powodu ta ryba nic nie pamięta. Jak się później dowiedziałem, mój rozmówca nazywa się Ayato. Rozsiedliśmy się na kanapie w salonie i zaczęliśmy rozmawiać z ożywieniem. Następnie przyszedł z kuchni Sorin. Był trochę niezadowolony, że siedzieliśmy na jego kanapie, choć to tak na prawdę moja kanapa. Nie chciałem mu zejść z kanapy. Ostatecznie klejnot, którym machał mi przed twarzą, wystarczająco mnie przekonał. Co dziwniejsze, zamiast iść do kuchni, by zrobić obiad, to on położył się na kanapie i zrobił drzemkę. Przeprosiłem za tego głupka Ayato. Niestety nie mogłem z nim zostać, gdyż miałem zaplanowany dzień. Trochę wstyd mi było zostawić gościa samego w domu, ale praca się sama nie wykona. Miałem dzisiaj popracować w stajni. Musiałem podkuć mojego konia, gdyż jutro miałem zaplanowany wyjazd do miasta. Musiałem zmienić towarzystwo, bo zbyt długie przebywanie z syrenem jest niebezpieczne dla zdrowia.

<Ayato lub dureń :P>

16 stycznia 2016

Od Ayato do Sylfii

Drzemałem sobie na gałęzi gdy nagle obudził mnie kobiecy krzyk. Otworzyłem ocze i rozejrzałem sie dookoła. Bardzo szybko dostrzegłem długowłosą blondynkę wciąganą przez ruchome piaski.  W błyskawicznym tempie zszedłem z drzewa i ściągnąłem rękę do dziewczyny. Ta mocno chwyciła moją dłoń i juz po chwili była bezpieczna.
-Skąd sie tu wzięłaś?-zapytałem otrzepując sie z ziemi.
-J-Jestem słóżką króla-wytłumaczyła. -A ty skąd sie tu wziąłeś chłopczyku?-zapytała pochylając sie w moja strone. Była odemnie o głowę wyższa!
-Mam 16 lat panienko-powiedziałem lekko zirytowany. Słóżka przeprosiła mnie. Musze przyznać, ze pachniała smakowicie, ale w domu czekał na mnie lepszy kąsek... Odprowadziłem dziewczynę do ścieżki i zacząłem wlec sie do domu.
W połowie drogi dostrzegłem kobietę o różowych włosach. Wydzielała woń podobną do Chrisa-dono, woń przepełnioną mrokiem. Kobieta odwróciła sie w moja strone i spiorunowała mnie wzrokiem.
-Co robisz w Mrocznym Borze wampirze?-warknęła. "S-Skąd wie, ze ja...?"
-Ach... Ja tylko... Idę do znajomego...
-Nie przepadam za potworami. Odejdź z tąd!
-Co proszę?! Nie mam zamiaru słuchać jakiejś dziuni, zrobię co mi sie bedzie podobać!- w momencie gdy wo powiedziałem korzenie zaczęły wyrastać ku moim stopą. Zmieniłem sie w nietoperza i wyniosłem sie nad las. "C...Co to było?" Zastanawiałem sie lecąc do domu Chrisa.
Gdy tak doleciałem zastałem Sorina klejącego sie do gospodarza. "Hej... Jakby sie tak zastanowić to w tym domu jest trzech blondynów, a ja niedawno uratowałem blondynkę... CZY NA TYM ŚWIECIE ISTNIEJĄ SAMI BLONDYNI?!?!" rozmyślałem siadając na sofie w salonie. Syren automatycznie odkleił sie od mężczyzny i podszedł do mnie mówiąc.
-Zejdź z mojej sofy. Ona jest m o j a!- następnie zepchnął mnie i położył sie spać.
-Tak właściwie to jest moja-wtrącił sie Chris i cieżko wzdychając poszedł do kuchni. Podazylam za nim i usiadłem przy stole.
-Hej, Chris. Czy w lesie mieszka ktoś oprócz ciebie?-zapytałem.
-Chyba nie, dlaczego pytasz?
-Spotkałem dzisiaj kobietę o różowych włosach. Zaatakowała mnie jakaś mroczną magią-wytłumaczyłem. Blondyn spojrzał na mnie zaskoczony.
-...Co?

<chlopaki?>

06 stycznia 2016

Od Lyry do Sofi

Dziewczyna zaprowadziła Lyrę do swojego domu. Była to pobliska kamienica. Mieszkanie Sofi było niewielkie i skromnie umeblowane.Obie weszły do salonu. Podłoga tam była wykonana z kamienia, a na niej leżał dość stary dywan. W rogu stał stoliczek do kawy, a po bokach znajdowały się dwa fotele. Elfka z zaciekawieniem rozglądała się po pomieszczeniu. Dziewczyna w czerwonym płaszczu powiedziała, co gdzie się znajduje. Niestety nie mogła zostać, bo miała wartę. Zostawiła blondynkę samą w domu i wyszła. Gdy tylko drzwi się zamknęły, Lyra głośno westchnęła.
- W co ja się wpakowałam? - Mówiła do siebie. Nerwowo zaczęła chodzić po pokoju. - Co mam zrobić, Liam na pewno jest już w mieście. Wyda rozkaz by mnie szukano. Sofi będzie musiała wykonać rozkaz - elfka zaczynała coraz bardziej panikować. Usiadła na fotelu i skuliła się, zakrywając dłońmi twarz. W jej głowie panował istny chaos. Jakiś głos w głowie krzyczał, że musi się stąd wydostać.
Po chwili wstała. Ciężko było jej usiedzieć w miejscu. Wyjrzała przez okno. Za oknem było widać dach mniejszego budynku. Ten sam głosik, co krzyczał by uciekać, teraz podpowiadał by wyjść przez okno. Lyra otworzyła okno. Dach sąsiedniego budynku znajdował się blisko.  Dziewczyna bez zastanowienia zdjęła buty i chwyciła je w dłoń. Następnie weszła na parapet i skoczyła. Dach był lekko spadzisty, przez co elfka się poślizgnęła. Zaczęła zsuwać się z dachówek. W ostatniej chwili złapała się rynny. Dopiero teraz blondynka zdała sobie sprawę z tego co zrobiła, a także, że wisi wysoko nad ziemią i jeżeli nic nie zrobi to może spaść.

<Ktoś?>

07 grudnia 2015

Od Sorina do Ayato

Pobiegłem do kuchni i pierwsze co zobaczyłem to brudna szklanka po kawie i talerzyk. Kurczę! Wysłał mnie po zakupy, ale sam zjadł w tym czasie! To było po prostu podłe. Schowałem kupione jedzenie i picie do lodówki i szafki wiszącej nad zlewem. Pozmywałem to co zostawił po sobie Chris i zastanawiałem się nad obiadem, bo na śniadanie i tak już za późno. Zajrzałem do sakiewki z kryształami, miałem ich jeszcze dużo pomimo obfitych zakupów. W mieście kupiłem sobie książkę i jakieś ubrania, bo niby po co mam marnować energię na tworzenie ich? Poszedłem do salonu gdzie stała moja (a raczej przywłaszczona) szafka, którą postawiłem obok mojej kanapy.
Gdy tylko wszedłem do pomieszczenia, zamurowało mnie. Na MOJEJ kanapie siedzieli blondyni i w najlepsze FLIRTOWALI! Ta jasne, już ja mu dam dobierać się do mojego Chrisia.
-Nie żeby coś, ale to jest moja kanapa- warknąłem stając przy rozmawiającej dwójce.
-Tak właściwie to moja- powiedział Night opierając łokcie na oparciu. Wyjąłem z mieszka jeden kryształ, a gdy Chris go zobaczył jego oczy błysnęły prawie tak samo jak klejnot. Uśmiechnąłem się pod nosem.
-Na czyjej kanapie siedzisz?-zapytałem machając mu klejnotem przed twarzą, na której pojawił się grymas niezadowolenia. Mężczyzna wstał i wyrwał mi klejnot z dłoni
-Niech ci będzie...-mruknął i wkładając kamień do kieszeni usiadł w fotelu. Uśmiechnąłem się w duchu i schowałem moje rzeczy do szafki. Po czym nachyliłem się nad nastolatkiem i szepnąłem w jego stronę.
-Przesiądziesz się na drugi fotel, chciałbym się zdrzemnąć-poprosiłem z łobuzerskim uśmiechem na ustach. Chłopak usłuchał i już po chwili wylegiwałem się na sofie.
-Chyba miałeś coś zrobić..-wtrącił Chris.
-Jadłeś więc nie marudź. Obudźcie mnie za godzinę to zrobię obiad- mruknąłem i oddaliłem się w objęcia Morfeusza.
*
Obudził mnie czyjś oddech, który poczułem na twarzy. Leniwie otworzyłem oczy, a to co ujrzałem wytrąciło mnie z równowagi. Miałem rozpiętą koszulę, a na brzucho siedział mi Ayato. Zmarszczyłem brwi.
-Co ty robisz?-zapytałem dodając po chwili.-Nie atakuje się śpiących ludzi, wiesz? Jeśli ci się podobam trzeba było od razu mówić- to mówiąc uniosłem się na łokciu i przeczesałem włosy palcami. Chłopak oblał się rumieńcem.
-T...T-To ni... Nie tak...J-Ja tylko...-za jąkał się chłopak i dostrzegłem lśniące białe kły pod jego wargą.
-Ahaa... wampirek tak?-zachichotałem. Fakt, gdy spotkałem go w lesie był głodny, no nie? Usiadłem i zsunąłem koszule z ramienia.-Możesz się napić, tylko nie przeginaj bo muszę zrobić obiad dla Chrisia- powiedziałem nie do końca pewien czy dobrze robię. Widząc zwątpienie w czerwonych oczach Ayato dodałem.- No dalej bo się rozmyśle...
Chłopak zbliżył się do mojej szyi i wgryzł się w tętnice; zabolało; a po chwili zaczął ssać.


<Aya-chan, czy Chrisiu? <3>

03 listopada 2015

Od Sofi do Lyry

Zdesperowana elfka poprosiła mnie o pomoc w ucieczce. Widząc przerażenie w jej oczach chwyciłam dziewczynę za nadgarstek i pobiegłam z nią do mojego domu.
-Tu będziesz bezpieczna- powiedziałam zamykając drzwi.
-D-Dziękuje....-wysypała blondynka łapiąc oddech.
-Możesz sie rozgościć, niestety ja muszę wracać do pracy-wytłumaczyłam. Powiedziałam elfie gdzie co sie znajduje i wyszłam pełnić straż. Nie zaszłam daleko, a zaczepił mnie znajomy strażnik mówiąc, ze król przyjechał do miasta i zwołuje całą pobliską straż.
-Król?-zdIwilam sie. -A co on tu robi?
-Nie wiem, ale pośpieszmy sie- powiedział mężczyzna. Potaknelam i podazylam za nim na główny plac.
Gdy tam dotarliśmy dostrzegłam dwóch, czarnowlosych mężczyzn siedzących na koniach. Rozpoznałam króla Liama, ale ten drugi...(kapral Levi!)  Nie kojarzyłam go jakoś.
-WEZWAŁEM WAS TU BYŚCIE SCHWYTALI DLA MNIE PEWNĄ ELFICE!- zaczął król, a mężczyzna dokończył pokazując portret elfki.
-TA SŁODKA, NIEWINNA BLONDYNECZKA MA TRAFIĆ DO KRÓLA.
Przeraziłam sie. To była ta elfice która trzymałam w domu. Muszę ja ostrzedz!


<Lyra?>