Chłopak ruszył w swoją drogę. Uznał, że potrzebuje odpoczynku, dlatego
też skierował się w stronę swojej chatki. Zaraz po tym zobaczył jak nowo
poznana dziewczyna leży. Jego osobowość nie pozwalała mu przejść obok
tego obojętnie. Wrócił się do blondynki. Spojrzał na jej krwawiącą
łydkę. Pokręcił głową i zaoferował jej pomoc. Niebieskooka była wyraźnie
uradowana na jego widok. Anioł podszedł do niej i przyjrzał się jej
nodze. Nie miał już przy sobie żadnych bandaży. Wszystkie wykorzystał w
pałacu. Wyciągnął jedynie maść, która powodowała krzepnięcie krwi i
posmarował nią ranę. Następnie wziął ją na barana. Sylvia trochę się
buntowała, jednak po utracie krwi była osłabiona. Nie mógł jej puścić
samej. Sumienie by mu nie pozwoliło.
Z początku dziewczyna starała się siedzieć prosto, zapewne po
to by ograniczać kontakt fizyczny. Każda dziewczyna, którą niósł tak
robiła. A gdy się pytał, to mówiły, że nie chcą mu przygnieść skrzydeł.
Cóż i tak nie mógł miał problem ze skrzydłami i dziennym limitem było
kilka minut lotu. W połowie drogi opadła z sił i oparła się o plecy
bruneta. Wręcz leżała na nim, ciężko dysząc.
- Już nie daleko.Wytrzymaj - powiedział uzdrowiciel. W
odpowiedzi dziewczyna lekko skinęła głową. Spróbował przyspieszyć. Było
to ciężkie do zrealizowania, gdyż dziewczyna stanowiła duże obciążenie
dla jego słabych ramion. Nie doszedł do swojego domu, a już zaczął
dyszeć.
Budynek w którym mieszkał Matt był dwu piętrowy. Miał
niewielki balon. Dachówka była niebieska, a ściany w jasnożółtym
kolorze. W oknach stały doniczki z ziołami. Z tyłu znajdował się mały
ogródek w którym rosły większe odmiany roślin, potrzebnych do zrobienia
lekarstw.
W domu Matt położył dziewczynę na łóżku. Przyniósł misę
z wodą i oczyścił jej ranę, a następnie założył jej opatrunek. Na czoło
położył jej okład, a następnie przykrył kołdrą. Chciał zostać w pokoju
na wypadek, gdyby gdyby coś się stało, lecz jego kot, Danny kazał mu iść
się położyć. Skierował się w stronę swojej sypialni, a od drzwi dobiegł odgłos pukania.
<Ktoś?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz