20 stycznia 2016

Od Chrisa do Sorina

Gdy Sorin opuścił mój dom, poczułem przyjemną ciszę i spokój. Nie było mi tego zaznać odkąd go poznałem. Zaparzyłem sobie kawę i rozsiadłem się na krześle. Popijając czarny napój, rozkoszowałem się samotnością. Po wypiciu kawy wstałem i już chciałem umyć kubek, kiedy zorientowałem się, że przecież Sorin zrobi to za mnie. Odłożyłem tylko naczynie do zlewu i skierowałem się w stronę ukrytych drzwi w moim domu. Owe drzwi ukrywały się przed wzrokiem innych. Nawet ja ich nie widzę, ale wiem gdzie się znajdują. Wyszeptałem zaklęcie i złapałem w miejscu, gdzie powinna znajdować się klamka. Następnie wszedłem do ukrytego pomieszczenia i zamknąłem za sobą. W pokoju były zasłonięte okna, co dawało dosyć mroczny efekt. Osoba nieznająca ułożenia w pomieszczeniu, mogła łatwo na coś wpaść. Stworzyłem kulę światła i podszedłem do mojej księgi z zaklęciami. Miałem nadzieję, że znajdę w niej zaklęcie, dzięki któremu będę mógł się pozbyć Sorina. Przez jakiś czas przewracałem strony w milczeniu, lecz nic nie znalazłem, a następnie wyszedłem. Zapewne spędziłbym więcej czasu szukając czegoś co uwolniło by mnie od Syrena, ale mógł wrócić w każdej chwili. Dlatego opuściłem pokój i z powrotem zamknąłem drzwi za pomocą zaklęcia. Niedługo potem usłyszałem wracającego Sorina. Krzyknął coś tam, a następnie było słychać huk. Przerażony poszedłem do pokoju sprawdzić, co gnojek tym razem zniszczył. Ruszyłem do holu. Na szczęście to tylko ten błazen się wywrócił, a jedyne co ucierpiało to jego nic niewarta głowa. Obok syrena stał chłopak z jasnymi włosami i błękitnymi oczami. Kim on u licha był?
- Kim jesteś? - Zapytałem ja i ten szczeniak jednocześnie. To mnie zbiło z tropu, bo przecież Sorin go przyprowadził. Zaraz potem zaczął mnie oskarżać o to, że sprowadzam sobie chłopców do domu. O czym on myśli? Z nim jest na prawdę coś nie tak. Może za mocno walnął się w tą głowę. Jak się okazało zielonookiemu znowu zmieniły się osobowości. Nie pamiętał niczego. Dowiedziałem się, że niebieskooki został zaproszony do mojego domu, MOJEGO. Poważnie, co za człowiek zaprasza obcych do nie swojego domu. Sorin złapał zakupy i pobiegł do kuchni. Natomiast nieznajomy wyglądał na rozkojarzonego. Zacząłem rozmowę z nim. Powiedziałem mu, z jakiego powodu ta ryba nic nie pamięta. Jak się później dowiedziałem, mój rozmówca nazywa się Ayato. Rozsiedliśmy się na kanapie w salonie i zaczęliśmy rozmawiać z ożywieniem. Następnie przyszedł z kuchni Sorin. Był trochę niezadowolony, że siedzieliśmy na jego kanapie, choć to tak na prawdę moja kanapa. Nie chciałem mu zejść z kanapy. Ostatecznie klejnot, którym machał mi przed twarzą, wystarczająco mnie przekonał. Co dziwniejsze, zamiast iść do kuchni, by zrobić obiad, to on położył się na kanapie i zrobił drzemkę. Przeprosiłem za tego głupka Ayato. Niestety nie mogłem z nim zostać, gdyż miałem zaplanowany dzień. Trochę wstyd mi było zostawić gościa samego w domu, ale praca się sama nie wykona. Miałem dzisiaj popracować w stajni. Musiałem podkuć mojego konia, gdyż jutro miałem zaplanowany wyjazd do miasta. Musiałem zmienić towarzystwo, bo zbyt długie przebywanie z syrenem jest niebezpieczne dla zdrowia.

<Ayato lub dureń :P>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz