Dziewczyna zaprowadziła Lyrę do swojego domu. Była to pobliska
kamienica. Mieszkanie Sofi było niewielkie i skromnie umeblowane.Obie
weszły do salonu. Podłoga tam była wykonana z kamienia, a na niej leżał
dość stary dywan. W rogu stał stoliczek do kawy, a po bokach znajdowały
się dwa fotele. Elfka z zaciekawieniem rozglądała się po pomieszczeniu.
Dziewczyna w czerwonym płaszczu powiedziała, co gdzie się znajduje.
Niestety nie mogła zostać, bo miała wartę. Zostawiła blondynkę samą w
domu i wyszła. Gdy tylko drzwi się zamknęły, Lyra głośno westchnęła.
-
W co ja się wpakowałam? - Mówiła do siebie. Nerwowo zaczęła chodzić po
pokoju. - Co mam zrobić, Liam na pewno jest już w mieście. Wyda rozkaz
by mnie szukano. Sofi będzie musiała wykonać rozkaz - elfka zaczynała
coraz bardziej panikować. Usiadła na fotelu i skuliła się, zakrywając
dłońmi twarz. W jej głowie panował istny chaos. Jakiś głos w głowie
krzyczał, że musi się stąd wydostać.
Po chwili wstała. Ciężko
było jej usiedzieć w miejscu. Wyjrzała przez okno. Za oknem było widać
dach mniejszego budynku. Ten sam głosik, co krzyczał by uciekać, teraz
podpowiadał by wyjść przez okno. Lyra otworzyła okno. Dach sąsiedniego
budynku znajdował się blisko. Dziewczyna bez zastanowienia zdjęła buty i
chwyciła je w dłoń. Następnie weszła na parapet i skoczyła. Dach był
lekko spadzisty, przez co elfka się poślizgnęła. Zaczęła zsuwać się z
dachówek. W ostatniej chwili złapała się rynny. Dopiero teraz blondynka
zdała sobie sprawę z tego co zrobiła, a także, że wisi wysoko nad ziemią
i jeżeli nic nie zrobi to może spaść.
<Ktoś?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz