23 stycznia 2016

Od Chrisa do Sorina

Po długiej pracy w stajni byłem wykończony. Słońce chyliło się już ku zachodowi. Miałem nadzieję, że ten leń wstał i zrobił coś do jedzenia, bo byłem cały dzień na małym śniadaniu. Poklepałem jeszcze mojego wierzchowca po grzbiecie i ruszyłem do domu.
Po przekroczeniu progu, dotarły do mnie dźwięki rozmowy. Z myślą, że dostanę ciepły posiłek skierowałem się do kuchni. Jednak to co zobaczyłem w salonie... no cóż, trochę mnie to zdziwiło, żeby nie powiedzieć, że zszokowało. Otóż tej rybie poprzewracało się w głowie. Z jakiegoś powodu kucał na krześle i miałem okazję zobaczyć jak wybił się, a następnie wylądował plackiem na ziemi. Widać, że jakiś nie normalny. Nie miałem zamiaru pokazywać jak mnie zaskoczył, dlatego przybrałem groźny wyraz twarzy i skrzyczałem go. Jak zawsze wyzwałem go od durniów. Na szczęście zrobił jedzenie. Gdyby nie to, to zapewne bym nie wytrzymał i się go pozbył. Tak na stałe. Spojrzałem jeszcze na niego z pogardą i poszedłem zjeść to co zrobił. Zastanawiałem się, czy to co ugotował będzie jadalne.
Gdy jadłem obiad, do kuchni wpadł mój dłużnik. Wyraz jego twarzy zdradzał, że ledwo powstrzymuje się przed wybuchnięciem płaczem. Zabawna buźka. Poprawiła mi humor. Jednak jemu nie było do śmiechu. Oświadczył jedynie, że ma dość i wybiegł z domu, trzaskając drzwiami. Jeszcze mi je zepsuje. Mimo to ucieszyłem się, że pozbyłem się problemu o nazwie Sorin.
Zaproponowałem Ayato by został na noc, a ten się zgodził. Wieczorem usiadłem w salonie i otworzyłem butelkę wina. Powoli sączyłem napój z kieliszka. Niestety nie mogłem nim poczęstować mojego towarzysza, ponieważ widać było, że jest niepełnoletni. Reszta dnia upłynęła w miłe atmosferze, bez Sorina. Również noc. Pierwszy raz odkąd poznałem tego szczeniaka wyspałem się.
Rano przygotowałem śniadanie dla siebie i dla niebieskookiego. Zjedliśmy je wspólnie. Następnie musiałem iść nakarmić konia. Pokazałem jeszcze Ayato półkę, na której znajdowały się różne książki, a sam ruszyłem do stajni. Miałem dzisiaj jechać do miasta, ale skoro już nie ma ryby to nie ma powodu by tam jechać.
Wróciłem do domu i po chwili ktoś zapukał do drzwi. Mój gość otworzył drzwi i zawołał mnie. Niechętnie przyjmowałem gości, dlatego zmarszczyłem brwi i spytałem co tu robi. W progu stała śliczna dziewczyna. Jej rude włosy okalały twarz. Wyglądała na zmartwioną. Powiedziała, że szła do miasta, ale się zgubiła. Jak to jest, że wszyscy się gubią i natrafiają na mój dom? Ostatecznie powiedziałem, że odprowadzę ją. Miała na imię Sori. Umówiłem się z nią, że ugotuje mi obiad, a ja ją odprowadzę. Bardzo się ucieszyła. Weszła do środka. Przeszła koło mnie, a ja poczułem cudowny zapach. Usiadła na sofie w salonie i ziewnęła. Usiadłem obok niej i spytałem się czy jest niewyspana. Odpowiedziała, że wcześnie wstała, jąkając trochę. Trochę kiepsko, że taka nieśmiała. Wolę śmielsze kobiety, ale no cóż. Objąłem ją ramieniem. Zaskoczyło ją to i podskoczyła lekko. Zbliżyłem się do niej, szeptem spytałem, czy chce odpocząć w moim łóżku, bo zanim odwiozę ją do miasta minie trochę czasu.


<Sorin, albo Ayato?>

1 komentarz: