14 marca 2016

Od Liama do Sylfi

Siedziałem zdołowany w swojej komnacie, gdy nagle ktoś cicho zapukał do drzwi. To była Sylfi, powiedziała, że ktoś przyszedł się ze mną spotkać. Nie cichłem się z nikim widzieć, ale gdy usłyszałem, że to mój kuzyn czeka przed bramą bez namysłu wybiegłem przed zamek.
-Sorin!-zawołałem na powitanie.
-Cześć kuzynku- powitał mnie blondyn mierzwiąc moje włosy. -Przedstawiam ci moich, tymczasowych, towarzyszy. Ten co przeżywa żałobę to Ryan, a pocky-man to Hiro.
-Nie nazywaj mnie tak-powiedzieli oboje równocześnie. Zaśmiałem się w duchu. Tak, Sorin zawsze poprawiał mi humor w smutne dni. Do tej pory nie ogarniam w jaki sposób jesteśmy ze sobą spokrewnieni, ale co tam... Ważne, że jest ze mną.
-Nie stójcie tak na dworze. Chodźmy do środka-powiedziałem. Cała trójka poszła za mną. Zaprowadziłem ich do jadalni i kazałem przygotować dla nich jakiś ciepły posiłek. Sorin opowiadał mi o tym jak (znowu) zgubił się i trafił na Ryana i Hiro, którzy szli się ze mną spotkać.
Jakoś, zapomniałem o wszystkich smutkach. Czas skończyć się nad sobą użalać i zająć się krajem. Nie mogę przecież pozwolić by moi poddani zaczęli we mnie wątpić.

<KONIEC>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz