31 grudnia 2014

Od Liama do Lyry.

Idąc przez korytarz zobaczyłem Lyrę idącą w moją stronę. Zastanawiając się skąd się wzięła w środku zamku podszedłem w jej stronę. Gdy zauważyła, że zmierzam w jej strone odwruciła wzrok.
-Witaj Lyra, co tu robisz?
-Bo ja, no więc... ja się zgubiłam. Chciałam iść do ogrodów ale zapomniałam jak tam dotrzeć i...  zabłądziłam - nie zdziwiła mnie ta odpowiedź.W moim zamku często się ktoś gubił.Uśmiechnąłem się lekko i powiedziałem.
-To nic jeśli chcesz iść do ogrodów mogę cie tam zaprowadzić.
-Jednak wolała bym wrócić już do pokoju.
-Dobrze, zaprowadzę cię - przez cały czas szliśmy w ciszy, postanowiłem ją przerwać.-Lyra - zacząłem.- Nie chcę wyjść na natręta, ale mogła byś mi powiedzieć skąd pochodzisz?- dziewczyna odwróciła wzrok. -W porządku, nie musisz odpowiadać-
 elfica kiwnęła głową, już po chwili doszliśmy do jej pokoju i zniknęła za drzwiami
.-"Ona mnie chyba nie lubi"- pomyślałem drapiąc się po szyi. stałem jeszcze chwilę pod jej drzwiami po czym poszedłem do swojej komnaty.

<Lyra>

08 listopada 2014

Od Augustina do Lyry.

Mój plan szedł, no cóż zgodnie z planem. W zamku wszyscy uwierzyli, że Lyra jest moją siostrą która uciekła z domu. Gdy Król dowiedział się, że Lyra musi pędem wracać, wyraził mi zgodę na ''odebranie'' mu jej i powrót do domu. Po jego niezadowolonej mnie domyśliłem się, że albo coś ich łączy, albo się zakochał. Doprawdy, zabawne zrządzenie losu. Kiedyś ktoś odebrał mi ukochaną, a teraz ja odbiorę ją komuś. Gdy Audiencja się skończyła, podążyłem wraz z Lyrą do głównej bramy pałacowej. Jej przestraszona mina była dla mnie bezcenna.
- Po co ci to?-spytała wkońcu.
- Przecież wiesz, nie zadawaj głupich pytań -odwróciłem swój wzrok ku niej i uśmiechnąłem się złowieszczo. -Jesteś moją młodszą siostrzyczką - po tych słowach ucichła i spojrzała w stronę zamku.-Nie martw się, już nigdy go nie zobaczysz - wtedy dostrzegłem w oknie jednej z wież Króla, bardzo mnie to ucieszyło.

<Lyra, już!>

12 października 2014

Od Lyry Do Liama

Zaciekawiona Lyra spojrzała za królem Liamem, gdy ten wychodził z sali. Miała ochotę wstać i pobiec za nimi. Na szczęście nie zrobiła tego. Musiała przecież wydostać się z tego zamku. Korzystając z okazji, że jest sama odłożyła sztućce i wstała. Skierowała się w stronę drzwi. Nim otworzyła drzwi usłyszała jak ktoś ją woła. Odwróciła się Za nią stała służąca.
- Pani, czy jest coś co mogę jeszcze dla ciebie zrobić? - Zapytała cicho.
- Nie. Trafię do pokoju. Możesz odejść.
Służąca skinęła głową i zaczęła sprzątać ze stołu. Strażniczka natomiast szybko złapała za klamkę i wyszła na korytarz z obawy, że Sylfi coś jeszcze będzie od niej chciała. Miała nadzieję, że nie trafi na Liama. Rozejrzała się. Nigdzie go nie było. Ruszyła biegiem. Zaraz jednak się zatrzymała. W tych butach nie dało się biegać! Ściągnęła szpilki i pobiegła do swojej komnaty. Wpadła do pokoju i zawołała swojego tygrysa. Z szafy zeskoczył kot. Przywitał ją miauknięciem i otarł się o jej nogi. Przykucnęła i pogłaskała go.
-Lex, zaraz możemy iść. Król jest teraz zajęty, więc mamy szansę uciec. Jeszcze tylko się przebiorę. Poczekaj chwilkę.
Lyra wzięła swoją sukienkę z łóżka i poszła ją założyć. Po chwili przyszła. Założyła swoje buty. O wiele lepiej się w nich poruszało. Były to zwykłe sandały na płaskiej podeszwie. Wzięła swoją laskę i skinęła na Lex'a. Dziewczyna nacisnęła na klamkę i powoli otworzyła drzwi. Ruszyła w stronę głównego wyjścia z zamku. Zatrzymała się dopiero przy oknie z widokiem na główną bramę. W pobliżu bramy stał Augustin. Spostrzegł ją i uśmiechnął się szyderczo. Lyra aż się wzdrygnęła na myśl, że może się na niego natknąć.
- Zmiana planów, Lex. Zdaje się, że Augustin tylko czeka, aż wyjdę.
Kot wydał z siebie pomruk niezadowolenia i wskoczył na parapet.
- Chodź, Lex, wracamy do pokoju. Nie ma sensu dawać się złapać Augustinowi. to wie do czego się posunie, by zdobyć kryształ - Lyra wzdrygnęła się na samą myśl.
Przyjaciel Lyry zeskoczył z parapetu i ruszył za nią z powrotem do pokoju. Był niezadowolony. Nie podobał mu się ten cały Liam.
Nim dotarli do komnaty ktoś zagadał Lyrę.

<Kto dokończy?>

Od Lyry Do Liama

- Królu - Lyra doskoczyła do Liama, gdy tylko posłaniec zamknął drzwi. - Pozwól, że na chwilę was zostawię. Muszę się odświeżyć.
Nie czekając na reakcję króla znikła za drzwiami prowadzącymi do prywatnej części pałacu. Ostatnim razem gdy tu była zwiedziła cały zamek. Dobrze pamiętała, gdzie znajdowały się drzwi do ogrodu. Z ogrodu łatwo będzie uciec. Szła korytarzem. Jeszcze jeden zakręt i zobaczy drzwi. Widać je. Za parę kroków otworzy je i wyjdzie na wolność. Znowu uda jej się uciec przed Augustinem. Wyciągnęła rękę by chwycić klamkę i w tej chwili zauważyła, że wisi w powietrzu. Odwróciła głowę. Za nią stali dwaj strażnicy. Ten masywniejszy trzymał ją w mocnym uścisku. Lyra spróbowała się wyrwać. Nie poskutkowało.
- Kogo my tu mamy? Szuka panienka czegoś? Pieniędzy, cennych przedmiotów? Przykro, nie udało ci się. Zabierzemy cię do Króla. On powie co z tobą zrobić - strażnik kontynuował swój monolog o włamaniach i kradzieży w zamku, ale Lyra nie słuchała. Strasznie pobladła. Bała się co zrobi jej Augustin. Nie zabije jej od razu. Najpierw zabierze Księżycowy kryształ. Potem zapewne się jej pozbędzie. Po chwili byli przy drzwiach prowadzących do sali audiencyjnej. Drugi strażnik otworzył drzwi i przepuścił nas. Wszyscy zebrani w sali spojrzeli na nich ze zdziwieniem.
- Wielki Władco, ta kobieta włóczyła się po zamku.Możliwe, że jest złodziejem i zamierzała coś ukraść - powiedział strażnik.
- Wątpię. Lyro, czy zamierzałaś coś ukraść? - słysząc, że król mówi do dziewczyny jak do znajomej, puścił ją.
- Nie królu, ja nie...
- Lyra nigdy nie kradnie. Prawda siostruś? Chodź. Wszystkim narobiłaś kłopotu uciekając z domu - Augustin wyciągnął rękę w stronę strażniczki.
- Tyle, że ja nigdzie nie idę.
- Idziesz - wycedził przez zęby. Podszedł do Lyry i złapał ją za nadgarstek. - Nie możesz zaniedbywać swoich obowiązków.
Augustin pociągnął dziewczynę w stronę wyjścia. Lyra przystanęła na chwilę i spojrzała na Liama. Ich spojrzenia skrzyżowały się. Jednak nie zdołała odgadnąć uczuć władcy, ponieważ Augustin szarpnął ją, w wyniku czego upadła na posadzkę.

<Ktoś?>

01 października 2014

Od Liama do Lyry

Czekałem na mojego gościa z niecierpliwością. Nie mogłem się doczekać kiedy Lyra przyjdzie na kolacje. Było mi trochę niezręcznie ponieważ kolacja z dziewczyną może zdradzić moje zamiary, ale miałem nadzieje, że będzie dobrze. W pewnej chwili ktoś zapukał w drzwi. Do sali weszła moja pokojówka i zapowiedziała wejście Lyry. Wstałem i powitałem dziewczynę.
-Witaj Lyro. Jak się czujesz?
-W miarę dobrze - cicho rzekła panna. Podszedłem do niej i pomogłem jej usiąść. Przez cały czas siedziała spięta i rozglądała się dokoła. Już chciałem ja zapytać skąd wzięła się w lesie, ale przerwało mi pukanie do drzwi. Gdy się otworzyły stanął w nich posłaniec.
-Królu generał karze przekazać, że coś pilnego się wydarzyło.
-Jakieś szczegóły?
-Nie, nie wtajemniczał mnie - zamyśliłem się. O co może chodzić? Po chwili rozmyślania wstałem i odrzekłem.
-Wybacz Lyro, ale obowiązki mnie wzywają - odwróciłem się do posłańca. - Prowadź - wyszliśmy z sali bankietowej i ruszyliśmy ku wyjściu z pałacu. Jednak w ostatniej chwili chłopiec skręcił w strone schodów na wierze. Co generał zobaczył na wierzy, aby aż tak się niepokoić? Pytania nie dawały mi spokoju. W końcu odpuściłem i skupiłem się na wędrówce po schodach.

<Lyro odpowiedź>

22 września 2014

Od Augustina do Lyry.

Był wieczór. Siedziałem na drzewie i śledziłem poczynania Lyry. W nocy moja moc słabła więc unikałem jej wzroku (dla bezpieczeństwa). Może i nie położyła się spać, ale rozbiła obóz. Czasami zastanawiałem się dlaczego muszę się jej pozbyć, przecież w niczym mi nie przeszkadzała. Mimo to nienawidziłem jej. Miałem nadzieje, że położy się spać a w tedy ukradnę jej kryształ dzięki któremu naradza się nowa strażniczka księżyca. Jedynym problemem był jej tygrys. Strzegł jej dwadzieścia cztery na dobę. W pewnej chwili dostrzegłem jakiś ruch w pobliżu i  z krzaków wyskoczyła łania. Zwierzak Lyry chciał atakować ale powstrzymała go. Łania wyglądała jak sparaliżowana ze strachu. Bez ruchu wpatrywała się w Lyre. Było w niej coś znajomego, tylko co?
-Nie bój się, choć- powiedziała Lyra. Gdy wyciągnęła rękę na której miała okruszki chleba łania zawachała się, ale po chwili podeszła do dziewczyny. Gdy łania stanęła w świetle ogniska rozpoznałem ją. To była Ceria, pracowała jako szpieg. Pytanie, dla kogo? Nigdy nie widziłem Ceri w towarzystwie Lyry, więc chyba się nie znają.


<Lyra dokończysz?>

20 września 2014

Od Kasandry Do Sylfi

Od Kasandry do Sylfi.

Służąca otworzyła mi bramę.
-Witaj w zamku - powiedziała służąca. - Król chce się z tobą widzieć.
- Dobrze, zaprowadź mnie więc do niego - dziewczyna wykonała obrót na pięcie i ruszyła w stronę komnat. Prowadziła mnie krętymi korytarzami, aż w końcu stanęła przed dużymi, ozdobnymi drzwiami. Zapukała delikatnie i weszła, mówiąc.
- Przybyła pani Kasandra - w pokoju stał mężczyzna. Był wysoki, szczupły i całkiem nieźle umięśniony.
- Witaj Kasandro, miło cię widzieć-powiedział król Liam. Jak zawsze przez jego ,,królewskie'' maniery prawie się nie roześmiałam.
-Witaj królu Liamie, prawowity władco naszej krainy- powiedziałam. Zawsze kiedy tak mówiłam na jego twarzy pojawiał się grymas poirytowania. Myślę, że nie lubił gdy tak do niego się zwracałam.
-Czy mogłabyś mówić mi... a nie ważne. Jak minęła ci podróż?- przewróciłam oczami.
-Była bardzo męcząca, jak zawsze. Zapomniałeś, że do Mrocznego Boru nie ma drogi?-Liam wydał mi się zakłopotany. Zawsze tak się zachowywał w... w dzień... w dzień śmierci swoich rodziców. To byli moi najlepsi przyjaciele, pomyślałam, a teraz już ich nie ma, został mi tylko Liam. To mój jedyny przyjaciel. 
-A więc... jak ci się żyje?-spojrzałam na Liama i uśmiechnęłam się, opowiedziałam mu o tym gdzie teraz mieszkam i jak ciężko żyć w samotności. W końcu dotarliśmy do sali jadalnej i zaśedliśmy do stołu czekając na posiłek.

08 września 2014

Od Lyry Do Liama

Chłopak wyszedł, a Lyra została z pokojówką. Nie miała pojęcia co ma zrobić. Splotła ręce za plecami i udała, że podziwia wystrój pokoju. Po chwili odezwała się służąca Liama.
- Czy zamierza, pani, iść na kolację? - Wydawała się przytłoczona sytuacją. Nawet bardziej niż Lyra.
- Myślę, że pójdę - odparła Lyra. Uśpi czujność Króla i ucieknie z zamku. Plan idealny. Uśmiechnęła się delikatnie i dodała - My się jeszcze nie znamy. Mam na imię Lyra. A ty?
- Sylfi.
- Gdzie jest kolacja? - Dziewczyna skierowała się do drzwi.
- Czekaj! Nie możesz iść tak ubrana! Będziesz jadła kolację z samym królem. Choć - złapała Lyrę za przedramię i pociągnęła w stronę innych drzwi. - Najpierw cię wyszyuję.
Niedługo potem strażniczka była gotowa  do wyjścia. Miała na sobie ładną i zwiewną sukienkę. Sylfi odradziła jej by nie przesadzała z dodatkami i uparła się by zostawić tylko naszyjnik. Gdy była gotowa powiedziała służącej, by powiedziała Królowi, że zaraz będzie. Podeszła do Lex'a.
- Lex, kiedy nikogo nie będzie w pokoju zmienisz się w kota i schowasz się gdzieś - tygrys wydał mruk sprzeciwu. - Mnie też się to nie podoba... Posłuchaj. Dziś w nocy, po kolacji przyjdę tu i uciekniemy stąd. Jako kot nie będziesz zwracał uwagi. W każdym razie nie tak bardzo.
Wyjrzałam przez okno. Dzień chyli się ku końcowi. Niedługo zajdzie słońce. Augustin zazwyczaj nie wychodzi po zmroku. W końcu czerpie energię ze słońca. W przeciwieństwie do mnie. Mam nad nim przewagę w nocy. O ile nie ma nowiu.
Stanęła przy drzwiach. Uśmiechnęła się jeszcze do przyjaciela i wyszła. Sylfi dała jej wskazówki jak dojść do sali, w której odbędzie się kolacja. Zeszła po schodach na dół. Przed drzwiami przystanęła. Wzięła głęboki oddech, wygładziła sukienkę i nacisnęła na klamkę. Może nie ma złych intencji, pomyślała.

<Liam?>

05 września 2014

Od Liama do Sylfi

Gdy zobaczyłem zbliżającego się młodzieńca rozpromieniłem się w duchu. Chciałem by grajek grał koncerty w zamku, koncerty dla Lyry.
- Jestem Jack Smith - powiedział chłopak i dziarskim krokiem ruszył w moją stronę. Gdy zbliżył się do Kasandry ukłonił się i pocałował ją w rękę. Oby nie pocałował także Lyry. Pomyślałem, lecz on stanął przed dziewczyną, ukłonił się i... pocałował ją w dłoń. Czułem, że pożera mnie zazdrość. Starałem się zachować obojętny wyraz twarzy. Jack stanął przede mną i ukłonił się nisko.
- Jacku Smith’sie chciałbym abyś pracował w moim zamku jako królewski grajek - młody grajek był zaskoczony moją propozycją ale jego wyraz twarzy natychmiast zamienił się w radosną.
- Panie - rzekł po chwili - z chęcią będę grał w... - wypowiedź przerwało mu pukanie do drzwi. Po chwili stanął w nich strażnik. Kłaniając się rzekł:
- Królu, pewien mężczyzna prosi o audiencje.
- W jakiej sprawie? - spytałem.
- Mówi, że szuka siostry - zauważyłem, ze w oczach Lyry pojawił się wyraz podobny do niepokoju.
- Jak ma na imię?
- Augustin panie - gdy te słowa zabrzmiały Lyra się zachwiała.
- Nic ci nie jest Lyro? - dziewczyna pokiwała przecząco głową. Odwróciłem się do strażnika i powiedziałem.
- Wpuść go - Lyra ponownie się zachwiała.


<Sylfi dokończysz?>

03 września 2014

Od Sylfi Do Liama

Przy śniadaniu król Liam powiedział mi, że tego dnia do zamku przybędzie elfka. Kasandra. Mam ją wpuścić do środka, a następnie powiadomić go o przybyciu dziewczyny. Zaraz potem wstał od stołu i wyszedł. Z jakiegoś powodu był przygnębiony. Pracowałam już od trzech miesięcy jako osobista służąca, ale nigdy nie widziałam by był tak ponury. Może brakowało mu Lyry. Pozbierałam ze stołu półmiski i kielichy, a następnie zaniosłam je do kuchni. Jak zawsze kręciła się tam kucharka, tym razem nie była przy garnkach. Wyglądała jak król, także była przygnębiona. Tylko w jednym garnku się gotowało, zupa. Taką zupę jedzą zazwyczaj pracownicy. Nic innego się nie gotowało,a stara kucharka prała właśnie ścierki kuchenne. Powinna teraz pichcić obiad dla króla. Zostawiłam naczynia i uprzedziłam kobietę, że mnie nie będzie. Następnie pospieszyłam do głównego wyjścia. Przed drzwiami wyjściowymi się zatrzymałam. Przez jakiś czas czekałam na Kasandrę. Myślałam nad zachowaniem króla i kucharki. Oboje mieli ponure miny. To chyba jednak nie przez Lyrę, choć po części może to być jej sprawa. Pamiętam jak król pożerał ją wzrokiem. Z zamyśleń wyrwał mnie dźwięk pukania w drzwi. Otworzyłam je. Na progu stała dziewczyna, Kasandra. Wpuściłam ją do środka.

<Kas?>

Od Liama Do Lyry

 Gdy pojawiła się pokojówka Lyry, Liam szepnął jej na ucho, by dobrze zajęła się gościem, po czym zwrócił się do elficy:
-Lyro. Życzę ci miłego pobytu w moim zamku. Zapraszam cię również na kolacje.
-Dziękuję - odpowiedziała pospiesznie. Młody król skinął głową i wyszedł z komnaty.
~Ta dziewczyna jest... przepiękna. I wydaje się być mila, ale chyba przytłoczyła ja cala ta sytuacja z tym sprowadzeniem jej do zamku ~ pomyślał młodzieniec. Panna Lyra wyraźnie go oczarowała, tylko nie był pewny, czy to miłość, czy tylko zadurzenie. Postanowił nie wyznawać jej swoich uczuć. ~ Nie będę na nią naciskał. Jeśli będzie chciała odjechać to puszczę ja wolno ~ pomyślał. ~ Ale czy dam radę się z tym pogodzić. ~ Gdy Liam znalazł się w swojej komnacie rozmyślał nad tym, jak oczarować młodą pannę, ale nic nie przychodziło mu do głowy. W końcu poddał się i poszedł na kolacje.


<Lyra dokończysz?>

01 września 2014

Od Liama Do Sylfi

Nastał świt, gdy młody król Liam się obudził. Dzień zapowiadał się normalnie. Jak co dnia Liam wstał i wyjrzał przez okno spoglądając na swoje królestwo. Lecz ten dzień nie był taki zwyczajny, to była trzecia rocznica śmierci rodziców Liama. Dzień śmierci króla i królowej. Król wiedział, że jego lud bardzo przeżywa ten czas, podobnie jak on sam. Postanowił zaprosić do zamku starą znajomą i najbliższą przyjaciółkę rodziny. Kasandre. Mieszkala ona jednak w Mrocznym Borze, zaczął rozważać jak ją sprowadzić do zamku. Przypomniał sobie, że zanim Kas wyjechała powiedziała, że gdyby chciał ją wezwać. Niech to zrobi za pomocą sygnałów na niebie. Liam pobiegł na wierze, a gdy dotarł na jej szczyt, zebrał większość swojej mocy i wysłał ją nad las. Tworząc w ten sposób napis z lodu i śniegu w języku elfów. Który oznaczał ,,Ja król Liam, zapraszam elfke Kasandrę do mojego zamku.’’ Mając nadzieje, że odpowiednia osoba zobaczyła tę informację, ruszył spożyć poranny posiłek.

Gdy Kasandra zobaczyła znak na niebie bardzo się zaskoczyła.
- Czego on możne ode mnie chcieć? - Zamyśliła się.
- To przecież dzisiaj - powiedziała do siebie. - Trzecia rocznica śmierci rodziców Liama - po tych słowach zmieniła się w wilka i pobiegła w stronę zamku.

<Sylfi, dokończysz?>

31 sierpnia 2014

Od Sylfi Do Kasandry

Usłyszałam opinię elfki. Królowi mogłoby się nie spodobać jej zdanie. Zbliżyłam się do Kas i powiedziałam jej do ucha:
- Lepiej nie wypowiadać swoich myśli na głos - dziewczyna miała zdziwioną minę, dodałam. - Masz szczęście, że król tego nie słyszał - elfka chciała coś powiedzieć, ale w tej chwili odezwał się Liam:
- Sylfi - odwróciłam się do niego, wyprostowałam, a wzrok wbiłam w ziemię. - Po skończeniu koncertu idź do tego chłopaka i sprowadź go do zamku. Widzisz tę blondynkę w pierwszym rzędzie? - Król Liam wskazał palcem miejsce, pokiwałam głową. - Ją też chcę widzieć w zamku.
- Oczywiście - odpowiedziałam.
Pospiesznie skinęłam głową i odsunęłam się. Elfka chciała kontynuować naszą rozmowę. Speszyło mnie to trochę, dlatego pospieszyłam ku scenie. Występ chłopaka dobiegł końca. Jak tylko skończyły się brawa i słuchacze zaczęli się rozchodzić, podeszłam do dziewczyny w cienkiej sukience.
- Witaj. Jestem Sylfi - ukłoniłam się. - Pracuję w zamku. Król chce bym zabrała Cię do jego zamku.
- Lyra. D-dlaczego mam zjawić się z zamku? - Dziewczyna zrobiła duże oczy.
- Nie wiem. Miałam tylko doprowadzić cię na miejsce.
- No dobrze. Ruszajmy - Lyra skierowała się ku zamku.
- Poczekaj. Jeszcze... muszę jeszcze iść po tego skrzypka - powiedziałam i szybko ruszyłam za scenę. Chłopak pakował instrument. Obok stał skrzat.
- Jestem Sylfi. Musisz ze mną iść - powiedziałam szybko.
- Cześć. Mam na imię Jack. Dokąd zamierzasz mnie zabrać?
- Król Liam oczekuje cię w swojej rezydencji.
- W takim razie pójdę z tobą. Choć Tent. Zabieraj rzeczy i idziemy. Chyba jednak zwiedzisz lodowy zamek - powiedział do przyjaciela.
- Zobacz dostałem płaszcz. Niestety jest tylko jeden, ale...
- Możesz go zatrzymać.
Jack wziął skrzypce, przesypał monety z pudełka do sakiewki i ruszył za mną.Po przejściu na widownię rozejrzałam się za Lyrą, lecz nigdzie jej nie widziałam. Mój pracodawca nie będzie zadowolony. Po drodze instruowałam Jack'a jak ma się zachowywać. Przed bramą czekała na nas Lyra. Weszliśmy do zamku. Ruszyliśmy drogą prowadzącą do zamku. Zapewne onieśmieleni. Zresztą nie codziennie można wejść do pałacu. Zaprowadziłam ich do sali audiencyjnej. Na końcu sali, na tronie siedział król Liam. Obok niego stała Kasandra. Minęliśmy strażników. Zapowiedziałam panienkę Lyrę i panicza Jack'a. Najpierw do króla podeszła Lyra. Lekko ukłoniła się i przywitała. Stanęła w pobliżu króla. Dałam znak Jack'owi, że teraz jego kolej przywitać króla.
- Jestem zaszczycony mogąc poznać Waszą królewską mość. Jestem Jack Smith. Zwykły grajek z dalekich stron - ukłonił się nisko.
Następnie podszedł do obu dziewczyn. Pocałował najpierw Kasandrę w dłoń, potem Lyrę. Tego nie było w planach. Nie mówiłam nic o całowaniu w rękę panienek. Na twarzy władcy malowała się dezaprobata i zazdrość.

<Liam bądź Kas?>

28 sierpnia 2014

Od Kasandry Do Jack'a

Kasandra próbowała się przebić przez tłum, który zgromadził się na koncert pewnego młodzieńca. Gdy była w połowie drogi, drogę zastąpił jej skrzat.
–Mila pani, czy dałabyś skromny datek dla potrzebującego młodzieńca?-Kas była zaskoczona tą prośbą, ale sięgnęła do plecaka i wyjęła z niego kilka monet i gruby, futrzarzy płaszcz
–Proszę przyjmij to ode mnie- mina skrzata wyrażała szczęście, po chwili jednak pomachał przecząco głową i spróbował oddać podarunek.
–Przepraszam ale to zbyt wiele, nie chce niczego, co zostaje ofiarowane z przymusu.
–Ależ to żaden problem-naciskała elfka- poza tym ja jestem odporna na ciepło, a ten chłopak cały drży. Przyjmij to i żadnej dyskusji- po tych słowach pobiegła w stronę króla. Gdy ich spojrzenia się spotkały uśmiechnął się do niej, czego można było się spodziewać była jego jedyną bliską osobą od czasu śmierci jego rodziny. Podbiegła do niego i ukłoniła się pospiesznie.
–Witaj wasza królewska mość, królu Liamie- powiedziała tłumiąc śmiech. Jej zdaniem korona i królewski płaszcz zdecydowanie do niego nie pasowały.
–Mów mi po prostu Liam, w ostateczności królu, dobrze. Strasznie krepuje mnie, gdy tak się do mnie zwracasz. Przecież jesteśmy przyjaciółmi.
–Dobrze, królu –Liam przewrócił oczami i oparł głowę o dłoń.
–Co słychać Kasandro, jak Ci się wiedzie na takim odludziu? Nie jesteś samotna?
-Czasami brakuje mi twojego poczucia humoru- król westchnął, a elfka zachichotała.
–Ale jest ze mną moja sokolica. A co u ciebie?
-Nic nadzwyczajnego. Tylko praca i królewskie obowiązki –Kas pogroziła mu palcem.
–Król w twoim wieku powinien szukać żony, a nie polować na dziki, chyba, że... Liamie, czy ty znalazłeś narzeczoną i mnie o tym nie poinformowałeś?- Młody król zaskoczony tym pytaniem odwrócił wzrok i kiwnął głową zaprzeczając. Przyglądając mu się, spostrzegła, że się rumieni. Zaczęła szukać miejsca, w które spoglądał. Na pierwszy rzut oka patrzył na młodego grajka, lecz Kas dostrzegła, że spogląda na pierwszy rząd, w którym stała lśniąca panna. 
–Mam nadzieje, ze nie zakochał się w Lyrze.


<Sylfi twoja kolej>

Od Jacka

Jack spojrzał na swojego towarzysza i odpowiedział:
- Nie wiem, czy zostaniemy tu na dłużej. Zazwyczaj wyganiają nas po paru dniach - zobaczył, że jego przyjaciel ma skrzywioną minę. - Robi się chłodno. Wolę cieplejsze klimaty.
Chłopak poprawił kołnierz. Tent w tym czasie zaczął marudzić, że ma dość i chce się osiedlić.
Dzień zaczął chylić się ku końcowi, więc obaj przyspieszyli kroku. Smith dziwił się jak Tent może tak szybko chodzić, przecież ma dwa śpiwory. A do tego takie małe nóżki. Młody Smith niósł soje skrzypce i prowiant na kolację. Po jakimś czasie dotarli do miasta. Zrobiło się strasznie zimno. Jack popatrzył na zamek. Słońce zaszło. Znaleźli gospodę i wynajęli pokój na dwie noce. Ładna dziewczyna zaprowadziła ich do pokoiku na piętrze. Zmęczeni podróżnicy zamienili ze sobą perę zdań między kęsami kolacji i poszli spać.
Następnego dnia zwiedzili miasto. Znaleźli dobre miejsce na wysęp Jacka. Stara scena. Co prawda była na świeżym powietrzu, ale nie musieli za nią płacić. Rozpowiedzieli o koncercie wielu osobom. Chłopak chciał powiedzieć nawet władcy, ale straż go nie wpuściła.
Wieczorem Jack stanął za sceną. W ręce trzymał skrzypce. Był gotowy do występu. Jak tylko zaszło słońce wszedł na scenę i zaczął grać. Rozejrzał się po tłumie. Na samym końcu siedział król. Miał siedzenie na podwyższeniu, co dawało lepszy widok na scenę. Po obu jego stronach stali strażnicy, a obok stała dziewczyna z tacą, zapewne służąca. Byli poubierani w grube płaszcze. Było wiele kobiet i nawet paru mężczyzn. Niektóre panie miały szpiczaste uszy i były trochę skromniej ubrane. Były też damy w szykownych i drogich futrach,z pod których wystawały wytworne suknie. Zauważył, że król co chwilę zerka w stronę dziewczyny w pierwszym rzędzie. Jej sukienka skrzyła się w blasku księżyca. Lekko trzęsła się. Najpewniej z zimna. Zachwycona muzyką nie zwracała uwagi na otoczenie. Jack zastanawiał się czy między nimi jest jakaś więź. Powiało chłodem, więc Smith przyspieszył grę na skrzypcach dając sygnał, by przyjaciel ruszył. Tent zaczął podchodzić do słuchaczy i prosić o datki na młodego artystę. Skrzypek przypatrywał się. Zauważył, że dziewczyna ze skrzącą się suknią wyciągnęła malutki woreczek i wyjęła z niego jedną monetę. Widocznie jak on miała mało pieniędzy. Jedna moneta nie starczy na wyżywienie, mimo to polubił tę dziewczynę.

<Ktoś ze zgromadzonych? Jakiś obywatel?>

27 sierpnia 2014

Od Lyry Do Liama

Lyra obudziła się w jakimś pokoju. Szybko zerwała się z posłania. Nie pamiętała jak się tu znalazła. Spróbowała sobie przypomnieć cokolwiek. Wytężyła umysł. Po chwili przypomniała sobie. Jechała na Lexie. Uciekała przed Augustinem. A potem ta gałąź.
Rozejrzała się po pomieszczeniu. Była to wytworna komnata. Centralne miejsce zajmowało wielkie łoże z baldachimem. Były dwa duże okna, teraz zasłonięte czerwono-fioletową zasłoną. Naprzeciwko łóżka stały drzwi, a pod ścianą mały stoliczek i krzesło. W pierwszej chwili myślała, że dopadł ją Augustin. Z jej ust wydostał się stłumiony krzyk. Serce waliło jej jak oszalałe. Zaraz potem zobaczyła swojego tygrysa. Zaczęła się uspokajać. Nie było jej dane wyrównać oddechu, gdyż ktoś nacisnął na klamkę. Przyłożyła dłonie do ust by nie krzyknąć. Do pokoju wszedł brunet. Lex stanął między dziewczyną, a nieznajomym. Przeniósł ciężar na tylne nogi i stanął tylko na dwóch łapach. Zasłonił Lyrę przed nieznajomym. Lyra odetchnęła. To nie był Augustin. Spojrzała w stronę łóżka. Leżała tam jej laska. Może nie ma złych zamiarów, pomyślała. Dała znać przyjacielowi, że może przestać. Ten posłusznie opadł na cztery łapy i usiadł koło niej. Dziewczyna spojrzała na mężczyznę, Puki miała odwagę odezwała się:
-Jestem Lyra. A ty jesteś...
-Liam. Król Liam - widząc zdezorientowaną dziewczynę, dodał - Znalazłem Cię nieprzytomną w lesie. Uznałem, że jako król powinienem dbać o swoich poddanych.
Lyra szybko odwróciła się do okna. Nie chciała, żeby zobaczył jakie wrażenie zrobiły na niej jego słowa. Odsłoniła lekko zasłonę. Patrząc na położenie słońca było późne popołudnie. Chciała powiedzieć, że zaraz musi iść, ale w tej chwili usłyszała ciche pukanie do drzwi. Odwróciła się. Lex wstał. Do pokoju weszła dziewczyna w czarno-białym stroju i blond włosach.

<Królu?>

Od Liama Do Lyry

Liam zbliżył się do tygrysa który niósł na grzbiecie kobietę, dziewczynę. Nie był pewny jej wieku. Gdy się zbliżył tygrys warknął na niego.
–Nie martw się, chce jej pomóc. Wezmę ją do mojego zamku - zwierzak ponownie warknął.
–Oczywiście ty też z nami pójdziesz, zgadzasz się na taki plan? –Tym razem zwierz pozwolił zbliżyć się Liamowi do dziewczyny, ten zaś wziął ją i położył na swoim koniu po czym ruszyli w drogę. Po chwili wyrósł przed nimi wielki mur. Okrążyli go i dojechali do bramy.
– Podejrzewam, że nie dam rady przeprowadzić Cię bez wzbudzania podejrzeń. Hm... Już wiem! - Mężczyzna wyciągnął line, a na jej końcu związał pętlę.
-Wiem, że ci się to nie spodoba, ale nie ma innego wyjścia. Założę Ci pętlę na szyje i wezmę ten kij - tygrys wydał się niezadowolony ale po chwili namysłu zgodził się oddać Liamowi laskę. Przejeżdżając przez miasto Liam napotykał wpatrujące się w nich twarze, ale szybko odwracające wzrok. Gdy dotarli do zamku Liam kazał umieścić tygrysa i pannę w jednej z najlepszych komnat, a sam poszedł oporządzić konia. Gdy wychodził ze stajni podleciał do niego Colden, jego najlepszy przyjaciel, był to mroźny fenix.Młody król niezmiernie ucieszył się na widok kompana.Idąc w stronę swojej komnaty zaczął opowiadać o tym, jak w czasie polowania dostrzegł tygrysa niosącego jakąś pannę na grzbiecie. Przechodząc obok jednej z komnat usłyszał dobiegający z niej głos. Kobiecy głos. Zapukał do drzwi i wszedł do komnaty w której znajdowała się panna z tygrysem.

<Lyra twoja kolej>

26 sierpnia 2014

Od Lyry Do Liama

Lyra wsiadła na swojego wierzchowca - tygrysa. Spojrzała za siebie i zobaczyła idącego w jej stronę Augustina. Dała znać swojemu pupilowi by ruszył i popędzili przez las. Dzisiejsze niebo było bezchmurne. Słońce było w zenicie. Augustin miał przewagę nad Lyrą, więc ta nie miała zamiaru przemawiać mu do rozsądku. No może nie dzisiaj. Popędziła Lex'a. Odwróciła się. W oddali widać było jeszcze Augustina. Z każdą sekundą był dalej od niej. Zamyśliła się i poluzowała uchwyt. Niespodziewanie przed nią pojawiła się gałąź. Nim zdążyła się pochylić uderzyła w nią głową. Spadła z tygrysa. Ten wyczuł, że nie ma na sobie jeźdźca i rozejrzał się wokół. Spostrzegł leżącą dziewczynę i podbiegł do niej. Leżała nieprzytomnie na ziemi. Potarł jej dłoń swoim nosem. Nie zareagowała. Wsadził ją na swój grzbiet, wziął jej laskę w pysk i wolnym krokiem ruszył dalej. Przeskoczył przez pieniek. Dziewczyna zaraz zsunęła mu się z grzbietu. Mruknął niezrozumiale. Odłożył laskę i ponownie wsadził ją na grzbiet. Teraz musiał omijać każdą przeszkodę, a w dodatku iść na tyle wolno by Lyra nie zjeżdżała mu z pleców. Łatwiej by było położyć dziewczynę na ziemi i poczekać, aż się obudzi. Jednak nie mógł tego zrobić. Nie teraz kiedy największy wróg jego pani - a zarazem przyjaciółki - może ich znaleźć. Powstrzymał chęć obejrzenia się za siebie. W buzi wciąż miał laskę Lyry, przez co z każdą chwilą chciało mu się bardziej pić. Nagle usłyszał kroki. Były niedaleko. Lex jak sparaliżowany zatrzymał się. Po chwili w polu widzenia pojawiła się postać. Był to mężczyzna. Ciemnowłosy mężczyzna. Kawałek dalej stał jego koń. Popatrzył na młodzieńca. Powolnym ruchem podchodził do nich. Miał wyciągniętą rękę.

<Liam?>