Od Kasandry do Sylfi.
Służąca otworzyła mi bramę.
-Witaj w zamku - powiedziała służąca. - Król chce się z tobą widzieć.
- Dobrze, zaprowadź mnie więc do niego - dziewczyna wykonała obrót na pięcie i ruszyła w stronę komnat. Prowadziła mnie krętymi korytarzami, aż w końcu stanęła przed dużymi, ozdobnymi drzwiami. Zapukała delikatnie i weszła, mówiąc.
- Przybyła pani Kasandra - w pokoju stał mężczyzna. Był wysoki, szczupły i całkiem nieźle umięśniony.
- Witaj Kasandro, miło cię widzieć-powiedział król Liam. Jak zawsze przez jego ,,królewskie'' maniery prawie się nie roześmiałam.
-Witaj królu Liamie, prawowity władco naszej krainy- powiedziałam. Zawsze kiedy tak mówiłam na jego twarzy pojawiał się grymas poirytowania. Myślę, że nie lubił gdy tak do niego się zwracałam.
-Czy mogłabyś mówić mi... a nie ważne. Jak minęła ci podróż?- przewróciłam oczami.
-Była bardzo męcząca, jak zawsze. Zapomniałeś, że do Mrocznego Boru nie ma drogi?-Liam wydał mi się zakłopotany. Zawsze tak się zachowywał w... w dzień... w dzień śmierci swoich rodziców. To byli moi najlepsi przyjaciele, pomyślałam, a teraz już ich nie ma, został mi tylko Liam. To mój jedyny przyjaciel.
-A więc... jak ci się żyje?-spojrzałam na Liama i uśmiechnęłam się, opowiedziałam mu o tym gdzie teraz mieszkam i jak ciężko żyć w samotności. W końcu dotarliśmy do sali jadalnej i zaśedliśmy do stołu czekając na posiłek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz