Gdy zobaczyłem zbliżającego się młodzieńca rozpromieniłem się w duchu. Chciałem by grajek grał
koncerty w zamku, koncerty dla Lyry.
- Jestem Jack
Smith - powiedział chłopak i dziarskim krokiem ruszył w moją stronę. Gdy zbliżył
się do Kasandry ukłonił się i pocałował ją w rękę. Oby nie pocałował także Lyry. Pomyślałem,
lecz on stanął przed dziewczyną, ukłonił się i... pocałował ją w dłoń. Czułem,
że pożera mnie zazdrość. Starałem się zachować obojętny wyraz twarzy. Jack
stanął przede mną i ukłonił się nisko.
- Jacku Smith’sie chciałbym abyś pracował w moim zamku jako królewski grajek - młody grajek był zaskoczony
moją propozycją ale jego wyraz twarzy natychmiast zamienił się w radosną.
- Panie - rzekł po
chwili - z chęcią będę grał w... - wypowiedź przerwało mu pukanie do drzwi. Po
chwili stanął w nich strażnik. Kłaniając się rzekł:
- Królu, pewien mężczyzna prosi o audiencje.
- W jakiej
sprawie? - spytałem.
- Mówi, że szuka
siostry - zauważyłem, ze w oczach Lyry pojawił się wyraz podobny do niepokoju.
- Jak ma na imię?
- Augustin panie -
gdy te słowa zabrzmiały Lyra się zachwiała.
- Nic ci nie jest
Lyro? - dziewczyna pokiwała przecząco głową. Odwróciłem się do strażnika i
powiedziałem.
- Wpuść
go - Lyra ponownie się zachwiała.
<Sylfi dokończysz?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz