Lyra wsiadła na swojego wierzchowca - tygrysa. Spojrzała za siebie i zobaczyła idącego w jej stronę Augustina. Dała znać swojemu pupilowi by ruszył i popędzili przez las. Dzisiejsze niebo było bezchmurne. Słońce było w zenicie. Augustin miał przewagę nad Lyrą, więc ta nie miała zamiaru przemawiać mu do rozsądku. No może nie dzisiaj. Popędziła Lex'a. Odwróciła się. W oddali widać było jeszcze Augustina. Z każdą sekundą był dalej od niej. Zamyśliła się i poluzowała uchwyt. Niespodziewanie przed nią pojawiła się gałąź. Nim zdążyła się pochylić uderzyła w nią głową. Spadła z tygrysa. Ten wyczuł, że nie ma na sobie jeźdźca i rozejrzał się wokół. Spostrzegł leżącą dziewczynę i podbiegł do niej. Leżała nieprzytomnie na ziemi. Potarł jej dłoń swoim nosem. Nie zareagowała. Wsadził ją na swój grzbiet, wziął jej laskę w pysk i wolnym krokiem ruszył dalej. Przeskoczył przez pieniek. Dziewczyna zaraz zsunęła mu się z grzbietu. Mruknął niezrozumiale. Odłożył laskę i ponownie wsadził ją na grzbiet. Teraz musiał omijać każdą przeszkodę, a w dodatku iść na tyle wolno by Lyra nie zjeżdżała mu z pleców. Łatwiej by było położyć dziewczynę na ziemi i poczekać, aż się obudzi. Jednak nie mógł tego zrobić. Nie teraz kiedy największy wróg jego pani - a zarazem przyjaciółki - może ich znaleźć. Powstrzymał chęć obejrzenia się za siebie. W buzi wciąż miał laskę Lyry, przez co z każdą chwilą chciało mu się bardziej pić. Nagle usłyszał kroki. Były niedaleko. Lex jak sparaliżowany zatrzymał się. Po chwili w polu widzenia pojawiła się postać. Był to mężczyzna. Ciemnowłosy mężczyzna. Kawałek dalej stał jego koń. Popatrzył na młodzieńca. Powolnym ruchem podchodził do nich. Miał wyciągniętą rękę.
<Liam?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz