-A więc, Sylvio, co sprowadza cię w tak chłodne strony krainy?-zapytał Matt. Właśnie, co ja tu robię? Miałam kupić owoce, a tymczasem jestem w mroźnych stronach krainy.
-Ja, zamyśliłam się i pomyliłam drogę-wytłumaczyłam, a anioł posłał mi kolejny czarujący uśmiech i zapytał.
-Może ci pomóc?- Boże jaki on cudny, aż chciałam przyjąć pomoc, ale muszę być samowystarczalna. Inaczej Augustin wyrzuci mnie z zamku, a tego bym nie chciała. Chociaż prawda jest że chyba się zgubiłam...
-Z chęcią przyjęłabym twoja pomoc, ale poradzę sobie sama-powiedziałam odwracając się na pięcie. -Do zobaczenia-dodałam machając do anioła po czym pędem ruszyłam do miasteczka. "Jeśli się nie pospieszę nie zdążę z obiadem dla pana Augustina..." Rozmyślałam przyspieszając. Chwili przewróciła się uderzając twarzą o ziemię.
-To naprawdę jest mój pechowy dzień - westchnęła dziewczyna podzielając obolałe czoło. "Musze się pośpieszyć..." powtarzałam w kółko wstając, ale ból w nodze sprawił iż ponownie upadłam.
-Kurcze...-syknęłam spoglądając na krwawiącą łydkę. -Teraz na pewno zdążę...-warknęłam uciskając ranę.
-Czyli jednak przyda ci się moja pomoc?-usłyszałam znajomy głos.
-Matt!-zawołałam radośnie.
<Matt, pomocy...>
Gdy go nie potrzebujesz to olewasz.
OdpowiedzUsuńZranisz się to szczęśliwa, że jest.
Typowa kobieta.
:p
Hehehee.... :D
OdpowiedzUsuń