Dziewczyna popatrzyła na Hiro. Zaraz potem przeniosła wzrok na suknię. Nie miała pojęcia dlaczego ten szatyn jej pomagał. Nie miała także pojęcia, czy ma wobec niej przyjazne zamiary. Przecież chciał sprzedać tę sukienkę. Równie dobrze nadal może chcieć sprzedać to odzienie, razem z Lyrą. Z obawami poszła do namiotu. Zmieniła sukienkę i dłońmi przygładziła włosy, wtedy też poczuła bandaż, który miała na głowie. Dziewczyna zaczęła oglądać swoje ciało i odetchnęła z ulgą. Prócz wielu drobnych zadrapań nie było nic poważniejszego. Jedynie głowę miała dość mocno uszkodzoną. Dotykając bandażu na głowie, Lyra wyczuła zaschniętą krew. Skończyła sprawdzać rany na swoim ciele i wyszła z namiotu. Nie chciała w nim siedzieć za długo, gdyż jej towarzysz mógłby zacząć się niecierpliwić. Gdy wyszła, to zobaczyła jak chłopak głaszcze Lex'a po brzuchu. Patrząc na wielkiego kota domyśliła się, że ten powstrzymuje się przed zrobieniem krzywdy szatynowi. On na prawdę nie lubi gdy ktoś po za nią go dotyka. Stała tak przez chwilę, puki nie zauważył jej Hiro. Podszedł do strażniczki i z uśmiechem na twarzy rzekł:
- Wiedziałem, że będziesz w tym dobrze wyglądać.
- Dziękuję - odpowiedziała Lyra. - Ach, jeszcze się nie przedstawiłam. Jestem Lyra.
- Miło mi cię poznać, Lyra - powiedział szatyn i mocno uściskał dłoń dziewczyny.
<Hiro?>
31 sierpnia 2015
Od Sylvii do Matta
-A więc, Sylvio, co sprowadza cię w tak chłodne strony krainy?-zapytał Matt. Właśnie, co ja tu robię? Miałam kupić owoce, a tymczasem jestem w mroźnych stronach krainy.
-Ja, zamyśliłam się i pomyliłam drogę-wytłumaczyłam, a anioł posłał mi kolejny czarujący uśmiech i zapytał.
-Może ci pomóc?- Boże jaki on cudny, aż chciałam przyjąć pomoc, ale muszę być samowystarczalna. Inaczej Augustin wyrzuci mnie z zamku, a tego bym nie chciała. Chociaż prawda jest że chyba się zgubiłam...
-Z chęcią przyjęłabym twoja pomoc, ale poradzę sobie sama-powiedziałam odwracając się na pięcie. -Do zobaczenia-dodałam machając do anioła po czym pędem ruszyłam do miasteczka. "Jeśli się nie pospieszę nie zdążę z obiadem dla pana Augustina..." Rozmyślałam przyspieszając. Chwili przewróciła się uderzając twarzą o ziemię.
-To naprawdę jest mój pechowy dzień - westchnęła dziewczyna podzielając obolałe czoło. "Musze się pośpieszyć..." powtarzałam w kółko wstając, ale ból w nodze sprawił iż ponownie upadłam.
-Kurcze...-syknęłam spoglądając na krwawiącą łydkę. -Teraz na pewno zdążę...-warknęłam uciskając ranę.
-Czyli jednak przyda ci się moja pomoc?-usłyszałam znajomy głos.
-Matt!-zawołałam radośnie.
<Matt, pomocy...>
-Ja, zamyśliłam się i pomyliłam drogę-wytłumaczyłam, a anioł posłał mi kolejny czarujący uśmiech i zapytał.
-Może ci pomóc?- Boże jaki on cudny, aż chciałam przyjąć pomoc, ale muszę być samowystarczalna. Inaczej Augustin wyrzuci mnie z zamku, a tego bym nie chciała. Chociaż prawda jest że chyba się zgubiłam...
-Z chęcią przyjęłabym twoja pomoc, ale poradzę sobie sama-powiedziałam odwracając się na pięcie. -Do zobaczenia-dodałam machając do anioła po czym pędem ruszyłam do miasteczka. "Jeśli się nie pospieszę nie zdążę z obiadem dla pana Augustina..." Rozmyślałam przyspieszając. Chwili przewróciła się uderzając twarzą o ziemię.
-To naprawdę jest mój pechowy dzień - westchnęła dziewczyna podzielając obolałe czoło. "Musze się pośpieszyć..." powtarzałam w kółko wstając, ale ból w nodze sprawił iż ponownie upadłam.
-Kurcze...-syknęłam spoglądając na krwawiącą łydkę. -Teraz na pewno zdążę...-warknęłam uciskając ranę.
-Czyli jednak przyda ci się moja pomoc?-usłyszałam znajomy głos.
-Matt!-zawołałam radośnie.
<Matt, pomocy...>
Od Sorina do Chrisa.
-Dam ci tę szklankę wody jeśli powiesz mi gdzie mieszka jakiś twój krewny, do którego mógłbym cię zabrać- powiedział blondwłosy mężczyzna po chwili odpływając gdzieś myślami."Straszny..."pomyślałem. Podkurczyłem ogon, a na moim ciele pojawiło się więcej łusek (reakcja obronna).
-Ale mnie pan nie sprzeda, ani nic z tych rzeczy?-zapytałem, a mężczyzna spojrzał na mi w oczy, jego mina sugerowała "Czytasz mi w myślach?" ale powiedział tylko zniecierpliwionym tonem...
-Chcesz tę wodę czy nie?- Położyłem się skulony plecami do niego.
-Nie-powiedziałem.
-A czy przypadkiem nie wysychasz? Co ci szkodzi powiedzieć?-Spojrzałem na mężczyznę z ukosa.
-Jesteś podejrzany- zacząłem.-Nie wiem w co się wpakowałem jako człowiek, ale ze mnie nie ma żadnego pożytku na lądzie. Poza tym jeśli się odwodnię i umrę to odrodzę się w Ci... w moim domu-wytłumaczyłem wszystko mężczyźnie i na koniec dodałem.
-Nawet cie nie znam.
-Ahh...-westchnął mężczyzna i zakrył oczy dłonią.-Wygląda na to, że nie jesteś taki głupi jak jako człowiek.
-A-A coś się stało? Coś zrobiłem?-zapytałem.
-Nie pamiętasz?-odpowiedział pytaniem na pytanie blondyn."Wiesz, gdybym pamiętał to bym nie pytał. Wczoraj wypiłem cały jego alkohol, ale przecież przeprosiłem"
-Nie, jeśli chodzi o alkohol to oddam panu pieniądze muszę tylko wrócić do Cie... do domu.
-Gdzie musisz wrócić- zapytał mężczyzna podnosząc wzrok, a na jego ustach zagościł podstępny uśmieszek. Klepnąłem się ręką w czoło poirytowany swoją bezmyślnością. "Muszę później wytłumaczyc Liamowi moją nieobecność na potkaniu...Zaraz, spotkanie!"
-Przepraszam, ale jak długo tutaj jestem?
-Hmm... Jakieś osiem dni.
-Cooo?- jęknąłem.-M-Muszę szybko wracać. Proszę zaprowadź mnie do Ciepłych Wód.
-Ciepłe Wody, ale przecież tam mieszka tylko strażnik...
-Jak widać nie tylko, powiedziałem ci gdzie mieszkam więc dotrzymaj umowy i daj mi szklankę. Pójdę sam-powiedziałem odbierając mężczyźnie naczynie i opróżniając. Następnie z wielką niechęcią dokonałem przemiany i szybko wyczarowałem sobie spodnie. Po czym wstałem i podbiegłem do drzwi.
-I co zrobisz? Z twoją orientacją w terenie...
-Nie mów o mnie jak o człowieku, ja jestem inny -powiedziałem i pobiegłem w las. Igliwie kuło mnie w bose stopy. W pewnym momencie potknąłem się o wystający konar i upadłem.-Ałł... Boliii-jęknąłem oglądając obtartą nogę. Biegłem długo i bolały mnie stopy, na dodatek jeszcze to otarcie! Jak ja dojdę do domu?! W tym momencie coś mnie olśniło. "Przemieniłem się w człowieka, ale pozostałem sobą... Jak to się..." ale to nie było teraz ważne. Już prawie wyszedłem z Mrocznego Boru. Zostało mi pięć minut biegiem, lecz teraz nie mogłem biec. Wstałem i chwiejnym krokiem ruszyłem przed siebie. W pewnym momencie coś zaszeleściło koło mnie. Przywarłem plecami do drzewa i zacząłem się rozglądać. Po chwili z krzaków wybiegł dzik, dwa, trzy! Otoczyły mnie i już miały zaatakować, gdy same zostały zaatakowane przez znajome mi truposze. Podczas gdy dziki walczyły z martwymi, ktoś podjechał do mnie na wielkim czarnym koniu.
-Nie uciekaj mi, miałem cię odprowadzić tak-warknął mężczyzna wciągając mnie na konia.
-A-Ale, przeciez pan nie musi...
-A co z moim wynagrodzeniem?-zapytał niebieskooki patrząc mi w oczy.
-Aha...-mruknąłem. Koń ruszył galopem, więc mocno chwyciłem się mężczyzny żeby nie spaść.
<Dzięki, Chris>
-Ale mnie pan nie sprzeda, ani nic z tych rzeczy?-zapytałem, a mężczyzna spojrzał na mi w oczy, jego mina sugerowała "Czytasz mi w myślach?" ale powiedział tylko zniecierpliwionym tonem...
-Chcesz tę wodę czy nie?- Położyłem się skulony plecami do niego.
-Nie-powiedziałem.
-A czy przypadkiem nie wysychasz? Co ci szkodzi powiedzieć?-Spojrzałem na mężczyznę z ukosa.
-Jesteś podejrzany- zacząłem.-Nie wiem w co się wpakowałem jako człowiek, ale ze mnie nie ma żadnego pożytku na lądzie. Poza tym jeśli się odwodnię i umrę to odrodzę się w Ci... w moim domu-wytłumaczyłem wszystko mężczyźnie i na koniec dodałem.
-Nawet cie nie znam.
-Ahh...-westchnął mężczyzna i zakrył oczy dłonią.-Wygląda na to, że nie jesteś taki głupi jak jako człowiek.
-A-A coś się stało? Coś zrobiłem?-zapytałem.
-Nie pamiętasz?-odpowiedział pytaniem na pytanie blondyn."Wiesz, gdybym pamiętał to bym nie pytał. Wczoraj wypiłem cały jego alkohol, ale przecież przeprosiłem"
-Nie, jeśli chodzi o alkohol to oddam panu pieniądze muszę tylko wrócić do Cie... do domu.
-Gdzie musisz wrócić- zapytał mężczyzna podnosząc wzrok, a na jego ustach zagościł podstępny uśmieszek. Klepnąłem się ręką w czoło poirytowany swoją bezmyślnością. "Muszę później wytłumaczyc Liamowi moją nieobecność na potkaniu...Zaraz, spotkanie!"
-Przepraszam, ale jak długo tutaj jestem?
-Hmm... Jakieś osiem dni.
-Cooo?- jęknąłem.-M-Muszę szybko wracać. Proszę zaprowadź mnie do Ciepłych Wód.
-Ciepłe Wody, ale przecież tam mieszka tylko strażnik...
-Jak widać nie tylko, powiedziałem ci gdzie mieszkam więc dotrzymaj umowy i daj mi szklankę. Pójdę sam-powiedziałem odbierając mężczyźnie naczynie i opróżniając. Następnie z wielką niechęcią dokonałem przemiany i szybko wyczarowałem sobie spodnie. Po czym wstałem i podbiegłem do drzwi.
-I co zrobisz? Z twoją orientacją w terenie...
-Nie mów o mnie jak o człowieku, ja jestem inny -powiedziałem i pobiegłem w las. Igliwie kuło mnie w bose stopy. W pewnym momencie potknąłem się o wystający konar i upadłem.-Ałł... Boliii-jęknąłem oglądając obtartą nogę. Biegłem długo i bolały mnie stopy, na dodatek jeszcze to otarcie! Jak ja dojdę do domu?! W tym momencie coś mnie olśniło. "Przemieniłem się w człowieka, ale pozostałem sobą... Jak to się..." ale to nie było teraz ważne. Już prawie wyszedłem z Mrocznego Boru. Zostało mi pięć minut biegiem, lecz teraz nie mogłem biec. Wstałem i chwiejnym krokiem ruszyłem przed siebie. W pewnym momencie coś zaszeleściło koło mnie. Przywarłem plecami do drzewa i zacząłem się rozglądać. Po chwili z krzaków wybiegł dzik, dwa, trzy! Otoczyły mnie i już miały zaatakować, gdy same zostały zaatakowane przez znajome mi truposze. Podczas gdy dziki walczyły z martwymi, ktoś podjechał do mnie na wielkim czarnym koniu.
-Nie uciekaj mi, miałem cię odprowadzić tak-warknął mężczyzna wciągając mnie na konia.
-A-Ale, przeciez pan nie musi...
-A co z moim wynagrodzeniem?-zapytał niebieskooki patrząc mi w oczy.
-Aha...-mruknąłem. Koń ruszył galopem, więc mocno chwyciłem się mężczyzny żeby nie spaść.
<Dzięki, Chris>
30 sierpnia 2015
Od Chrisa do Sorina
Wracałem właśnie do domu. Zdziwiłem się, że nie było tego dzieciaka na progu mojego domu. To nawet lepiej, że sobie poszedł. Nacisnąłem na klamkę. Drzwi nie były zamknięte, a na pewno je zakluczyłem. Od razu domyśliłem się, że on był w moim domu. W domu zastałem chłopaka leżącego na ziemi. Od razu pomyślałem, że sobie uciął drzemkę. Złapałem go za ciuchy. Potrząsnąłem nim i spytałem się go, co tu robi. Usłyszałem jedynie niewyraźny bełkot. Był pijany. Spojrzałem w stronę mojego barka. Barek był otwarty, a wszystkie butelki po winie i nalewkach były puste.
- Ty... Wypiłeś wszystko? - Jednak nie dostałem odpowiedzi.
Chłopak popatrzył przez chwilę na mnie, a następnie przywarł ustami do moich. Odrzuciłem go kawałek dalej, by mnie już nie pocałował. Oburzony zacząłem pytać się dlaczego to zrobił. O jedynie odpowiedział, że wyglądałem seksownie. Co za nienormalna osoba. Żeby całować osobę tej samej płci. Następnie zasnął leżąc pod ścianą. Stanąłem nad chłopakiem i zacząłem zastanawiać się co z nim zrobić. Jako, że param się czarną magią, mogłem go zmienić w swojego sługusa. Jednak jeśli bym to zrobił, to ciągle bym miał go przy sobie i szanse na zapomnienie o dzisiejszym dniu będą nikłe. Mógłbym porzucić go w lesie i czekać aż zjedzą go wilki, ale pewnie nie ruszyły by osoby, która tak cuchnie alkoholem. Zastanawiałem się co zrobić z tym dzieciakiem. Za każdym razem jak wymyśliłem pomysł na pozbycie, jakiś głos w głowie mówił mi, że to się nie uda. Postanowiłem zaczekać z decyzją do rana. Przy okazji zapisywałem wszystkie pomysły jak go spławić.
Nie mogłem znieść widoku śpiącego pod ścianą chłopaczka. Wziąłem go na ręce i zaniosłem na kanapę. Nie wiem skąd u mnie tyle dobroci, ale przykryłem go kocem. Sam poszedłem do swojego pokoju się przespać. Jednak nie mogłem zasnąć. Ciągle myślałem o Sorinie. Czułem się okropnie gdy wstałem rano z łóżka. Gdy wyszedłem z pokoju zobaczyłem ruch pod kocem. Podszedłem do kanapy i powiedziałem:
-Hej, dzieciaku. Jeśli się obudziłeś to wypad z domu - jednak osoba pod kocem nie chciała sobie iść. Z impotentem złapałem za koc i ściągnąłem go z chłopaka.
Z niedowierzaniem patrzyłem na ogon i łuski chłopaka. Ten wpatrywał się we mnie ze strachem.
- To jest prawdziwy ogon? - Wciąż patrzyłem na niego z niedowierzaniem. Uważałem, że używa jakiejś sztuczki byle nie opuścić mojego domu.
- T-tak. - odpowiedział cicho.
- Czemu masz go teraz? Przecież nie ma tu gdzie pływać.
- No bo się odwodniłem, dlatego wypiłem twój alkohol. Wybacz.
- No to czemu nie wróciłeś do domu? - Ciągle zadawałem mu pytania. Jakoś z syrenom łatwiej się rozmawiało. Syren nie bardzo chciał odpowiedzieć na to pytanie. Postanowiłem przynieść wodę i go trochę po szantażować. Gdy przyniosłem wody odezwałem się do chłopaka. - Dam ci tę szklankę wody jeśli powiesz mi gdzie mieszka jakiś twój krewny, do którego mógłbym cię zabrać - w głowie krążyły mi oczywiście już myśli, ile mógłbym zdobyć kasy za syrena.
<Sorin, bądź grzeczny to dostaniesz wody>
- Ty... Wypiłeś wszystko? - Jednak nie dostałem odpowiedzi.
Chłopak popatrzył przez chwilę na mnie, a następnie przywarł ustami do moich. Odrzuciłem go kawałek dalej, by mnie już nie pocałował. Oburzony zacząłem pytać się dlaczego to zrobił. O jedynie odpowiedział, że wyglądałem seksownie. Co za nienormalna osoba. Żeby całować osobę tej samej płci. Następnie zasnął leżąc pod ścianą. Stanąłem nad chłopakiem i zacząłem zastanawiać się co z nim zrobić. Jako, że param się czarną magią, mogłem go zmienić w swojego sługusa. Jednak jeśli bym to zrobił, to ciągle bym miał go przy sobie i szanse na zapomnienie o dzisiejszym dniu będą nikłe. Mógłbym porzucić go w lesie i czekać aż zjedzą go wilki, ale pewnie nie ruszyły by osoby, która tak cuchnie alkoholem. Zastanawiałem się co zrobić z tym dzieciakiem. Za każdym razem jak wymyśliłem pomysł na pozbycie, jakiś głos w głowie mówił mi, że to się nie uda. Postanowiłem zaczekać z decyzją do rana. Przy okazji zapisywałem wszystkie pomysły jak go spławić.
Nie mogłem znieść widoku śpiącego pod ścianą chłopaczka. Wziąłem go na ręce i zaniosłem na kanapę. Nie wiem skąd u mnie tyle dobroci, ale przykryłem go kocem. Sam poszedłem do swojego pokoju się przespać. Jednak nie mogłem zasnąć. Ciągle myślałem o Sorinie. Czułem się okropnie gdy wstałem rano z łóżka. Gdy wyszedłem z pokoju zobaczyłem ruch pod kocem. Podszedłem do kanapy i powiedziałem:
-Hej, dzieciaku. Jeśli się obudziłeś to wypad z domu - jednak osoba pod kocem nie chciała sobie iść. Z impotentem złapałem za koc i ściągnąłem go z chłopaka.
Z niedowierzaniem patrzyłem na ogon i łuski chłopaka. Ten wpatrywał się we mnie ze strachem.
- To jest prawdziwy ogon? - Wciąż patrzyłem na niego z niedowierzaniem. Uważałem, że używa jakiejś sztuczki byle nie opuścić mojego domu.
- T-tak. - odpowiedział cicho.
- Czemu masz go teraz? Przecież nie ma tu gdzie pływać.
- No bo się odwodniłem, dlatego wypiłem twój alkohol. Wybacz.
- No to czemu nie wróciłeś do domu? - Ciągle zadawałem mu pytania. Jakoś z syrenom łatwiej się rozmawiało. Syren nie bardzo chciał odpowiedzieć na to pytanie. Postanowiłem przynieść wodę i go trochę po szantażować. Gdy przyniosłem wody odezwałem się do chłopaka. - Dam ci tę szklankę wody jeśli powiesz mi gdzie mieszka jakiś twój krewny, do którego mógłbym cię zabrać - w głowie krążyły mi oczywiście już myśli, ile mógłbym zdobyć kasy za syrena.
<Sorin, bądź grzeczny to dostaniesz wody>
28 sierpnia 2015
Od Sorina do Chrisa.
Okazało się, że nawiedzony dom należy do tego gbura, ale nie miałem zamiaru ruszać się stamtąd. Byłem głodny i zmęczony więc postanowiłem przespać się na ganku. Mężczyzna kilka razy mnie przepędzał, a nawet nasłał na mnie swoich martwych sługusów. Bądź co bądź i tak wracałem, nie żebym chciał zrobić mu nazłość, po prostu nie miałem gdzie iść, albo nie chciało mi się szukać innego schronienia.
Okupowałem jego ganek przez jakiś tydzień (nie, nie głodowałem, upolowałem sobie dzika, upiekłem i miałem jedzenia na kilka dni), w końcu drzwi domu się otworzyły i stanął w nich niebieskooki. Lecz całkowicie mnie zignorował, zakluczył dom i gdzieś poszedł.
-A co ze mną?!-zawołałem gdy odchodził.
-Rób co chcesz, mnie w to mnie mieszaj!-krzyknął zdenerwowany i poszedł sobie.
-"Rób co chcesz" tak?-pomyślałem na głos. Złapałem za klamkę, zamknięte. Po męczących zmaganiach, przy pomocy magii udało mi się otworzyć drzwi, lecz na moich ramionach pojawiły się łuski."Nie, tylko nie teraz. Woda, muszę się czegoś napić i odzyskać siły" pomyślałem. Byłem w ludzkiej formie dość długo. "Zużyłem za dużo energii, jeśli się teraz wyczerpie, znowu zamienię się w syrena" z taka myślą szukałem czegoś do picia. Niestety nie znalazłem ani kropli wody, tylko alkohol różnego rodzaju.
-To musi starczyć...-westchnąłem otwierając butelkę wina. Alkohol co prawda uzupełniał moje siły, ale jego działanie jest słabsze i działa krótko, dlatego potrzeba go więcej. Opróżniłem butelkę wina, łuski nadal nie zniknęły. Dopiero kiedy opróżniłem całą szafkę łuski zniknęły całkowicie, ale byłem też nieźle spity. Wstałem i zrobiłem kilka chwiejnych kroków, a gdy mijałem drzwi te otworzyły się z impetem i do domu wpadł blond włosy mężczyzna.
-Kto ci kazał wejść do domu?!-wrzasnął, a ja w tym samym momencie upadłem na podłogę. -Tłumacz się bachorze!-krzyknął podnosząc mnie za koszulkę.
-Ej, fuść mnje bo popfujess mi bluske- wybełkotałem.
-Hej, co ci się stało?-warknął niebieskooki rozglądając się dokoła. Jego wzrok powędrował ku pustym butelkom po alkoholu.-Ty... Wypiłeś wszystko?!-krzyknął przyciągając mnie do siebie. Jego oczy lśniły ze złości, ale w jakiś sposób były piękne. Jasne kosmyki włosów opadały mu na twarz, a usta odsłaniały część jego śnieżno białych zębów. Wtedy przez głowę przeszła mi dość dziwna myśl myśl. Wyciągnąłem ramiona i przyciągnąłem do siebie mężczyznę.
-Co ty...-warknął zanim przywarłem do jego ust. Mężczyzna z początku zaskoczony oderwał mnie od siebie i odrzucił kawałek dalej. -Odbiło ci?! Czemu to zrobiłeś? Myślisz że kim jesteś dzieciaku?!-krzyknął mężczyzna. Podniosłem się do pozycji siedzącej i oparłem o ścianę wpatrując w podłogę.
-Wyglądałeś tak seksownie i tak jakoś...-wymamrotałem.
-Myślisz, że możesz sobie całować kogo popadnie bo tak ci się podoba?!-wyzwał mnie blondyn.
-Przepraszam...-powiedziałem osuwając się na podłogę i zasypiając.
Rano obudził mnie okropny ból głowy. Przewróciłem się na drugi bok i zakryłem głowie kocem. Zaraz, koc? Co ja robię pod kocem? Czemu leżę na kanapie? Zaraz, mam ogon, przemieniłem się. Jest źle, jeśli on zobaczy syrena w swoim domu na pewno mnie wyrzuci. Po chwili usłyszałem kroki, więc schowałem się pod koc.
-Hej, dzieciaku. Jeśli się obudziłeś to wypad z domu-powiedział mężczyzna.
-Z-Za chwilę- szepnąłem przerażony.
-Nie. Teraz- powiedział mężczyzna łapiąc za koc i ściągając go ze mnie. Oniemiał gdy tylko ujrzał moje uszy, łuski i ogon, a ja wpatrywałem się w niego ze strachem.
<P-Prosze pana?>
Okupowałem jego ganek przez jakiś tydzień (nie, nie głodowałem, upolowałem sobie dzika, upiekłem i miałem jedzenia na kilka dni), w końcu drzwi domu się otworzyły i stanął w nich niebieskooki. Lecz całkowicie mnie zignorował, zakluczył dom i gdzieś poszedł.
-A co ze mną?!-zawołałem gdy odchodził.
-Rób co chcesz, mnie w to mnie mieszaj!-krzyknął zdenerwowany i poszedł sobie.
-"Rób co chcesz" tak?-pomyślałem na głos. Złapałem za klamkę, zamknięte. Po męczących zmaganiach, przy pomocy magii udało mi się otworzyć drzwi, lecz na moich ramionach pojawiły się łuski."Nie, tylko nie teraz. Woda, muszę się czegoś napić i odzyskać siły" pomyślałem. Byłem w ludzkiej formie dość długo. "Zużyłem za dużo energii, jeśli się teraz wyczerpie, znowu zamienię się w syrena" z taka myślą szukałem czegoś do picia. Niestety nie znalazłem ani kropli wody, tylko alkohol różnego rodzaju.
-To musi starczyć...-westchnąłem otwierając butelkę wina. Alkohol co prawda uzupełniał moje siły, ale jego działanie jest słabsze i działa krótko, dlatego potrzeba go więcej. Opróżniłem butelkę wina, łuski nadal nie zniknęły. Dopiero kiedy opróżniłem całą szafkę łuski zniknęły całkowicie, ale byłem też nieźle spity. Wstałem i zrobiłem kilka chwiejnych kroków, a gdy mijałem drzwi te otworzyły się z impetem i do domu wpadł blond włosy mężczyzna.
-Kto ci kazał wejść do domu?!-wrzasnął, a ja w tym samym momencie upadłem na podłogę. -Tłumacz się bachorze!-krzyknął podnosząc mnie za koszulkę.
-Ej, fuść mnje bo popfujess mi bluske- wybełkotałem.
-Hej, co ci się stało?-warknął niebieskooki rozglądając się dokoła. Jego wzrok powędrował ku pustym butelkom po alkoholu.-Ty... Wypiłeś wszystko?!-krzyknął przyciągając mnie do siebie. Jego oczy lśniły ze złości, ale w jakiś sposób były piękne. Jasne kosmyki włosów opadały mu na twarz, a usta odsłaniały część jego śnieżno białych zębów. Wtedy przez głowę przeszła mi dość dziwna myśl myśl. Wyciągnąłem ramiona i przyciągnąłem do siebie mężczyznę.
-Co ty...-warknął zanim przywarłem do jego ust. Mężczyzna z początku zaskoczony oderwał mnie od siebie i odrzucił kawałek dalej. -Odbiło ci?! Czemu to zrobiłeś? Myślisz że kim jesteś dzieciaku?!-krzyknął mężczyzna. Podniosłem się do pozycji siedzącej i oparłem o ścianę wpatrując w podłogę.
-Wyglądałeś tak seksownie i tak jakoś...-wymamrotałem.
-Myślisz, że możesz sobie całować kogo popadnie bo tak ci się podoba?!-wyzwał mnie blondyn.
-Przepraszam...-powiedziałem osuwając się na podłogę i zasypiając.
Rano obudził mnie okropny ból głowy. Przewróciłem się na drugi bok i zakryłem głowie kocem. Zaraz, koc? Co ja robię pod kocem? Czemu leżę na kanapie? Zaraz, mam ogon, przemieniłem się. Jest źle, jeśli on zobaczy syrena w swoim domu na pewno mnie wyrzuci. Po chwili usłyszałem kroki, więc schowałem się pod koc.
-Hej, dzieciaku. Jeśli się obudziłeś to wypad z domu-powiedział mężczyzna.
-Z-Za chwilę- szepnąłem przerażony.
-Nie. Teraz- powiedział mężczyzna łapiąc za koc i ściągając go ze mnie. Oniemiał gdy tylko ujrzał moje uszy, łuski i ogon, a ja wpatrywałem się w niego ze strachem.
<P-Prosze pana?>
Od Matta do Sylvii
Matt właśnie szedł do domu. Wezwano go do zamku, ponieważ jedna ze służących się przeziębiła.
- Naprawdę, żeby wzywać lekarza dla takiej błahostki. No ale to przynajmniej to dobrze świadczy o królu. Widać, że dba o służbę - powiedział do siebie anioł.
Przeszedł kawałek gdy usłyszał z lasu podniesiony kobiecy głos:
- A... anioł, to jest anioł. Niesamowite, one naprawdę żyją.
Matt przystanął i spojrzał w stronę, z której dobiegał głos. Gdy dojrzał dziewczynę na skraju lasu posłał jej jeden ze swoich czarujących uśmiechów i skierował swoje kroki w jej stronę.
- Witaj, Jestem Matt, Matt John Ant. Miło mi cię poznać - przywitał się anioł.
- Ty naprawdę jesteś aniołem? - Oczy dziewczyny były szeroko otwarte.
- Tak
- Myślałam, że anioły to tylko postacie stworzone przez ludzką wyobraźnie. Mogę dotknąć twoich skrzydeł?
- Jasne - zaciekawiona dziewczyna wyciągnęła powoli rękę i przejechała nią po skrzydle chłopaka.
- Niesamowite, one są prawdziwe - powiedziała dziewczyna bardziej do siebie niż do mnie.
-Właśnie, nie poznałem jeszcze twojego imienia. Czy możesz mi je zdradzić, jeśli to nie tajemnica?
- Ach, wybacz. Jestem Sylvia.
- W takim razie, miło mi cię poznać, Sylvio - brunet skłonił się lekko i ucałował dłoń dziewczyny.Na twarzy dziewczyny pojawił się delikatny rumieniec. - A więc, Sylvio, co sprowadza cię w tak chłodne strony krainy?
<Sylvia?>
- Naprawdę, żeby wzywać lekarza dla takiej błahostki. No ale to przynajmniej to dobrze świadczy o królu. Widać, że dba o służbę - powiedział do siebie anioł.
Przeszedł kawałek gdy usłyszał z lasu podniesiony kobiecy głos:
- A... anioł, to jest anioł. Niesamowite, one naprawdę żyją.
Matt przystanął i spojrzał w stronę, z której dobiegał głos. Gdy dojrzał dziewczynę na skraju lasu posłał jej jeden ze swoich czarujących uśmiechów i skierował swoje kroki w jej stronę.
- Witaj, Jestem Matt, Matt John Ant. Miło mi cię poznać - przywitał się anioł.
- Ty naprawdę jesteś aniołem? - Oczy dziewczyny były szeroko otwarte.
- Tak
- Myślałam, że anioły to tylko postacie stworzone przez ludzką wyobraźnie. Mogę dotknąć twoich skrzydeł?
- Jasne - zaciekawiona dziewczyna wyciągnęła powoli rękę i przejechała nią po skrzydle chłopaka.
- Niesamowite, one są prawdziwe - powiedziała dziewczyna bardziej do siebie niż do mnie.
-Właśnie, nie poznałem jeszcze twojego imienia. Czy możesz mi je zdradzić, jeśli to nie tajemnica?
- Ach, wybacz. Jestem Sylvia.
- W takim razie, miło mi cię poznać, Sylvio - brunet skłonił się lekko i ucałował dłoń dziewczyny.Na twarzy dziewczyny pojawił się delikatny rumieniec. - A więc, Sylvio, co sprowadza cię w tak chłodne strony krainy?
<Sylvia?>
Od Chisa do Sorina
Ucieszyłem się, gdy ten małolat sobie poszedł. Osobiście uważam, że takie dzieci są strasznie denerwujące. W karczmie nie było nowych plotek i właściwie niepotrzebnie przyszedłem, bo nawet na żadną bijatykę pijaków się nie natknąłem i nie miałem na co popatrzeć. Postanowiłem wrócić do domu. Tam sobie odpocznę. Ruszyłem w stronę powrotną. Słońce chyliło się ku ziemi, przez co niebo zabarwiło się na pomarańczowo. Gdyby były jakieś ciekawe zajęcia w karczmie, to zapewne nie musiałbym oglądać tego zachodu i po prostu szedłbym po zmroku. Ale nie! Dziś nie było potrzeby iść taki kawał do miasteczka. No i jeszcze ten małolat. Jak mu było? Soran? Nieważne, pewnie i tak go nie spotkam i nie będę musieć oglądać jego twarzy. Rozpuszczony bachor.
Gdy dochodziłem do domu zastała mnie cisza. Nigdzie nie widziałem mojego truposza. Przecież powinien krążyć wokół domu i odstraszać ciekawskich. Gdzie go wcięło? Eh, martwi są tacy bezużyteczni. Podszedłem do drzwi. Zdziwiło mnie, że były uchylone. Ja je przecież zamykałem, a moje marionetki także zamykają za sobą. Ktoś tu musi być. Powoli otworzyłem drzwi, a te zaskrzypiały. Pierwszy raz żałowałem, że drzwi w moim domu skrzypią. Gdy wszedłem do mojego salonu, zauważyłem śpiącą osobę. Na moje nieszczęście to był ten dzieciak, który zabrał mi kanapkę. Poczułem przypływ złości. Miałem ochotę przerobić go na mojego sługusa. Przez myśl przeszło mi jeszcze pytanie, czy to ma być zombie, czy ghul. Potrząsłem głową. Nie, nie mogę tego zrobić, będę miał kłopoty. Gdyby to był jakiś nic nieznaczący żebrak, ale on wygląda jak z bogatej rodziny. Nie wiadomo co mi zrobią, jeśli go zabiję. Zamiast tego, donośnym głosem powiedziałem:
- Co ty robisz w moim domu? - chłopak obudził się i popatrzał na mnie.
- Ja tylko śpię - odpowiedział zaspanym głosem i przewrócił się na drugi bok.
- Wynocha z mojego domu, Soran! - Krzyknąłem i chwyciłem chłopaczka za bluzkę. Przerzuciłem go sobie przez ramię i ruszyłem z nim w stronę drzwi wyjściowych.
- Hej, jestem Sroin, a nie Soran. Postaw mnie na ziemie! - Chłopak próbował się wyrwać z mojego uścisku. Jednak to był daremny wysiłek. Otworzyłem drzwi i wyrzuciłem z domu natrętnego dzieciaka. Następnie zamknąłem drzwi i przekręciłem zamek, by mieć pewność, że nie wejdzie mi do mojego domu. Wróciłem do salonu. Spojrzałem na kanapę, na której spał Sorin. Uznałem, że później ją wyrzucę. Nie chce mieć nic co by mi przypominało o tym chłopczyku.
<Wynocha z mojego terenu, Sorin!>
Gdy dochodziłem do domu zastała mnie cisza. Nigdzie nie widziałem mojego truposza. Przecież powinien krążyć wokół domu i odstraszać ciekawskich. Gdzie go wcięło? Eh, martwi są tacy bezużyteczni. Podszedłem do drzwi. Zdziwiło mnie, że były uchylone. Ja je przecież zamykałem, a moje marionetki także zamykają za sobą. Ktoś tu musi być. Powoli otworzyłem drzwi, a te zaskrzypiały. Pierwszy raz żałowałem, że drzwi w moim domu skrzypią. Gdy wszedłem do mojego salonu, zauważyłem śpiącą osobę. Na moje nieszczęście to był ten dzieciak, który zabrał mi kanapkę. Poczułem przypływ złości. Miałem ochotę przerobić go na mojego sługusa. Przez myśl przeszło mi jeszcze pytanie, czy to ma być zombie, czy ghul. Potrząsłem głową. Nie, nie mogę tego zrobić, będę miał kłopoty. Gdyby to był jakiś nic nieznaczący żebrak, ale on wygląda jak z bogatej rodziny. Nie wiadomo co mi zrobią, jeśli go zabiję. Zamiast tego, donośnym głosem powiedziałem:
- Co ty robisz w moim domu? - chłopak obudził się i popatrzał na mnie.
- Ja tylko śpię - odpowiedział zaspanym głosem i przewrócił się na drugi bok.
- Wynocha z mojego domu, Soran! - Krzyknąłem i chwyciłem chłopaczka za bluzkę. Przerzuciłem go sobie przez ramię i ruszyłem z nim w stronę drzwi wyjściowych.
- Hej, jestem Sroin, a nie Soran. Postaw mnie na ziemie! - Chłopak próbował się wyrwać z mojego uścisku. Jednak to był daremny wysiłek. Otworzyłem drzwi i wyrzuciłem z domu natrętnego dzieciaka. Następnie zamknąłem drzwi i przekręciłem zamek, by mieć pewność, że nie wejdzie mi do mojego domu. Wróciłem do salonu. Spojrzałem na kanapę, na której spał Sorin. Uznałem, że później ją wyrzucę. Nie chce mieć nic co by mi przypominało o tym chłopczyku.
<Wynocha z mojego terenu, Sorin!>
27 sierpnia 2015
Od Sorina do Chrisa
-C-C-Co? Przecież... Ja byłem... szedłem ścieżką i... byłem-dość skołowany. Nie dość, że zmarnowałem kilka dni, to jeszcze pomyliłem drogi i muszę zawrócić.
-Tłumacz się-warknął zniecierpliwiony mężczyzna. Totalnie go zignorowałem starając się ogarnąć. "Ale jak do tego doszło? Wiem to na pewno było na tym skrzyżowaniu. Musiałem źle odczytac znaki... Jaki za mnie idiota!" złapałem się za głowę i pewnie dalej bym sie nad sobą użalał gdyby nie ten kopniak w plecy.
-Ał, ał, ał.... Wybacz zapomniałem o tobie-przeprosiłem mężczyznę.- Wiesz jestem kiepski z orientacją w terenie. Dla mnie to nic nowego-wytłumaczyłem, ale mężczyzna nie wyglądał na przekonanego. Wstałem i otrzepałem się z ziemi. -W każdym bądź razie, pomogłeś mi więc muszę się odwdzięczyć.
-Nie chcę nic od ciebie-powiedział blondyn.
-Spoko, to narka- rzuciłem na pożegnanie i ruszyłem w drogę powrotną. "Na pewno jestem już spóźniony na spotkanie, więc mogę je sobie odpuścić. Wrócę do domu. Hmm... Z tego co pamiętam to przez Mroczny Bór będzie krócej..." pomyślałem i skierowałem się w tamtą stronę. Na moje nieszczęście nie było tam żadnych ścieżek więc jak zwykle się zgubiłem.
-Pff... co to dla mnie? Jak będę szedł przed siebie to w końcu gdzieś dojdę...- tak sobie mówiłem i tak też się stało. Po jakimś czasie doszedłem do jakiegoś domu. Sprawiał wrażenie opuszczonego, lub nawiedzonego, ale że byłem zmęczony postanowiłem tam zostać.
Ledwo zbliżyłem się do drzwi, a z domu wybiegł jakiś nieboszczyk. Odskoczyłem od drzwi jak poparzony, a truposz zaczął mnie atakować. Musiałem się z nim nieźle namęczyć. Najpierw rzuciłem w niego kilkoma gałęziami i kamieniami, a gdy to nic nie dawało to po prostu go spaliłem. Po dokładnym przeszukaniu domu stwierdziłem, że to był jedyny jego mieszkanie. Znalazłem wodę więc napiłem się by odzyskać siły (gdybym tego nie zrobił, prawdopodobnie zamienił bym się w syrena co na szczęście nie nastąpiło) i położyłem się na kanapie w salonie od razu zasypiając. Nawet nie zdawałem sobie sprawy na jakie niebezpieczeństwo naraziłem własne życie...
<Eh...daruj mi Chris>
-Tłumacz się-warknął zniecierpliwiony mężczyzna. Totalnie go zignorowałem starając się ogarnąć. "Ale jak do tego doszło? Wiem to na pewno było na tym skrzyżowaniu. Musiałem źle odczytac znaki... Jaki za mnie idiota!" złapałem się za głowę i pewnie dalej bym sie nad sobą użalał gdyby nie ten kopniak w plecy.
-Ał, ał, ał.... Wybacz zapomniałem o tobie-przeprosiłem mężczyznę.- Wiesz jestem kiepski z orientacją w terenie. Dla mnie to nic nowego-wytłumaczyłem, ale mężczyzna nie wyglądał na przekonanego. Wstałem i otrzepałem się z ziemi. -W każdym bądź razie, pomogłeś mi więc muszę się odwdzięczyć.
-Nie chcę nic od ciebie-powiedział blondyn.
-Spoko, to narka- rzuciłem na pożegnanie i ruszyłem w drogę powrotną. "Na pewno jestem już spóźniony na spotkanie, więc mogę je sobie odpuścić. Wrócę do domu. Hmm... Z tego co pamiętam to przez Mroczny Bór będzie krócej..." pomyślałem i skierowałem się w tamtą stronę. Na moje nieszczęście nie było tam żadnych ścieżek więc jak zwykle się zgubiłem.
-Pff... co to dla mnie? Jak będę szedł przed siebie to w końcu gdzieś dojdę...- tak sobie mówiłem i tak też się stało. Po jakimś czasie doszedłem do jakiegoś domu. Sprawiał wrażenie opuszczonego, lub nawiedzonego, ale że byłem zmęczony postanowiłem tam zostać.
Ledwo zbliżyłem się do drzwi, a z domu wybiegł jakiś nieboszczyk. Odskoczyłem od drzwi jak poparzony, a truposz zaczął mnie atakować. Musiałem się z nim nieźle namęczyć. Najpierw rzuciłem w niego kilkoma gałęziami i kamieniami, a gdy to nic nie dawało to po prostu go spaliłem. Po dokładnym przeszukaniu domu stwierdziłem, że to był jedyny jego mieszkanie. Znalazłem wodę więc napiłem się by odzyskać siły (gdybym tego nie zrobił, prawdopodobnie zamienił bym się w syrena co na szczęście nie nastąpiło) i położyłem się na kanapie w salonie od razu zasypiając. Nawet nie zdawałem sobie sprawy na jakie niebezpieczeństwo naraziłem własne życie...
<Eh...daruj mi Chris>
Od Chrisa do Sorina
Ostatnio strasznie nudziło mi się w domu. Nie miałem co robić w domu. Jedynie chodziłem z jednego pokoju do drugiego. MAM DOŚĆ! wziąłem płaszcz z wieszaka i wyszedłem z domu. Pilnowanie domu powierzyłem jednemu z moich martwych sługusów. Udałem się w stronę miasta w nadziei, że w karczmie znajdę coś ciekawego, co by zabiło moją nudę.
Byłem już w głównym lesie. Nie lubię tego miejsca. Jest tu za zielono, a słońce za jasno świeci. O wiele bardziej lubię mroczne miejsca. No, połowa za mną. Serio, muszę zainwestować w jakiegoś konia, albo stworzyć jakiegoś, bo mam już dosyć chodzenia na piechotę. Przystanąłem na chwilę na ścieżce by wyjąć z torby kanapkę. Jednak nie zdążyłem jej zjeść, bo ktoś na mnie wpadł. A tym kimś był jakiś bachor. Miał blond włosy i zielone oczy. Był wyraźnie zmęczony.
- Kim ty jesteś? - Zapytałem się z grymasem na twarzy. Bardzo mnie denerwuje gdy ktoś mnie dotyka.
- Jestem Sorin, a co? - Powiedział to wpatrując się w moją kanapkę. - Będziesz to jadł, bo jak nie to ja chętnie ją zjem. Jestem taaaaki głodny.
- Właśnie miałem to zjeść, ale nie chcę mieć kłopotów jak zemdlejesz - rzekłem i podałem mu moją kanapkę, której smakiem musiałem się obejść. Chłopak pochłonął ją błyskawicznie. - Idziesz do tego miasta niedaleko? - Spytałem od niechcenia. Zamierzałem odprowadzić tego dzieciaka do domu. Może bym dostał jakąś rekompensatę za tą kanapkę. Naprawdę chciałem ją zjeść.
- Chodzi ci o to mroźne miasto? Tak idę tam, a co?
- Zaraz, przecież mroźne miasto jest daleko stąd, a ty idziesz w złym kierunku - przez chwilę byłem zdziwiony, zaraz potem dodałem. - Czy ty próbujesz mnie oszukać?
<Sorin, nie próbuj oszukiwać starszych :P>
Byłem już w głównym lesie. Nie lubię tego miejsca. Jest tu za zielono, a słońce za jasno świeci. O wiele bardziej lubię mroczne miejsca. No, połowa za mną. Serio, muszę zainwestować w jakiegoś konia, albo stworzyć jakiegoś, bo mam już dosyć chodzenia na piechotę. Przystanąłem na chwilę na ścieżce by wyjąć z torby kanapkę. Jednak nie zdążyłem jej zjeść, bo ktoś na mnie wpadł. A tym kimś był jakiś bachor. Miał blond włosy i zielone oczy. Był wyraźnie zmęczony.
- Kim ty jesteś? - Zapytałem się z grymasem na twarzy. Bardzo mnie denerwuje gdy ktoś mnie dotyka.
- Jestem Sorin, a co? - Powiedział to wpatrując się w moją kanapkę. - Będziesz to jadł, bo jak nie to ja chętnie ją zjem. Jestem taaaaki głodny.
- Właśnie miałem to zjeść, ale nie chcę mieć kłopotów jak zemdlejesz - rzekłem i podałem mu moją kanapkę, której smakiem musiałem się obejść. Chłopak pochłonął ją błyskawicznie. - Idziesz do tego miasta niedaleko? - Spytałem od niechcenia. Zamierzałem odprowadzić tego dzieciaka do domu. Może bym dostał jakąś rekompensatę za tą kanapkę. Naprawdę chciałem ją zjeść.
- Chodzi ci o to mroźne miasto? Tak idę tam, a co?
- Zaraz, przecież mroźne miasto jest daleko stąd, a ty idziesz w złym kierunku - przez chwilę byłem zdziwiony, zaraz potem dodałem. - Czy ty próbujesz mnie oszukać?
<Sorin, nie próbuj oszukiwać starszych :P>
Od Lyry do Liama
Gdy Liam zamknął drzwi, Lyra odetchnęła z ulgą. W głowie miała mętlik. Miała wrażenie, że ciągle jest ciężarem dla króla. Bała się, że pewnego dnia Liam będzie miał dość i wyrzuci ją z pałacu, albo coś. Uspokojenie się, zajęło jej chwilę. Wszystkie poprzednie wydarzenia sprawiły, że nie miała siły na nic i bardzo szybko zasnęła. Lex leżał obok dziewczyny i grzał jej plecy. Gdy władca wrócił do komnaty strażniczka księżyca już dawno spała. Jedynie kot podniósł głowę. Chłopak przyniósł posiłek dla dziewczyny, ale widząc, że śpi postawił tacę na komodzie.Popatrzył przez chwilę na śpiącą dziewczynę, następnie podszedł do łóżka, w którym spała. Wyciągnął rękę i musnął nią policzek dziewczyny. Lex podniósł głowę i zaczął uważnie obserwować króla. Liam przybliżył twarz do twarzy Lyry. Wsłuchiwał się w jej oddech. Popatrzył na delikatne, różowe usta dziewczyny. Powstrzymał się przed zrobieniem czegoś po usłyszeniu syknięcia jej kota. Młody władca odsunął się od śpiącej elfki. Spojrzał się raz jeszcze na nią. Następnie poszedł do łazienki się umyć. Po powrocie położył się na rozkładanym fotelu i przykrył kocem. Nie trzeba było długo czekać by zasnął.
Jakiś czas później, gdy księżyc był wysoko na niebie, kot obudził Lyrę. Następnie Lex zeskoczył na podłogę i zmienił się w tygrysa.
- Lyra, obudź się! - Powiedział tygrys do strażniczki. Dziewczyna poruszyła się niemrawo. - Dobra, zaniosę cię - rzekł, po czym odsunął kołdrę, chwycił za sukienkę blondynki i położył ją sobie na grzbiecie.
Lex podszedł do drzwi balkonowych i po kilku próbach w końcu udało mu się nacisnąć na klamkę i otworzyć drzwi. Nosem otworzył drzwi, tak by był w stanie prze nie przejść. Wyprowadził chorą dziewczynę na balkon. Zaraz padło na nią światło księżyca. Powoli strażniczka zaczęła zdrowieć. Po chwili była w stanie podnieść się do pozycji siedzącej na tygrysie. Gdy już mogła kontrolować swoją magię, sprawiła, że jej lisie uszy zniknęły. Pochyliła się jeszcze nad głową dzikiego kota i szepnęła:
- Dziękuję ci, że się tak mną opiekujesz.
- Nie ma za co, przecież wiesz, że cię kocham, siostrzyczko.
Zaraz potem zeszła z Lex'a i skierowała się z powrotem do sypialni, z nadzieją, że król Liam się nie obudził.
<Liam, śpisz prawda?>
Jakiś czas później, gdy księżyc był wysoko na niebie, kot obudził Lyrę. Następnie Lex zeskoczył na podłogę i zmienił się w tygrysa.
- Lyra, obudź się! - Powiedział tygrys do strażniczki. Dziewczyna poruszyła się niemrawo. - Dobra, zaniosę cię - rzekł, po czym odsunął kołdrę, chwycił za sukienkę blondynki i położył ją sobie na grzbiecie.
Lex podszedł do drzwi balkonowych i po kilku próbach w końcu udało mu się nacisnąć na klamkę i otworzyć drzwi. Nosem otworzył drzwi, tak by był w stanie prze nie przejść. Wyprowadził chorą dziewczynę na balkon. Zaraz padło na nią światło księżyca. Powoli strażniczka zaczęła zdrowieć. Po chwili była w stanie podnieść się do pozycji siedzącej na tygrysie. Gdy już mogła kontrolować swoją magię, sprawiła, że jej lisie uszy zniknęły. Pochyliła się jeszcze nad głową dzikiego kota i szepnęła:
- Dziękuję ci, że się tak mną opiekujesz.
- Nie ma za co, przecież wiesz, że cię kocham, siostrzyczko.
Zaraz potem zeszła z Lex'a i skierowała się z powrotem do sypialni, z nadzieją, że król Liam się nie obudził.
<Liam, śpisz prawda?>
26 sierpnia 2015
Od Cerii do Lyry
Szliśmy dwa dni, a ja nadal nie wiedziałam gdzie. Niby wędrowaliśmy w stronę królestwa króla, ale niedawno elfka zmieniła kurs i trafiliśmy do Ciepłych Wód. Tu było zdecydowanie mniej drzew niż w lesie, ale było cieplej i Augustinowi było ciężej się ukrywać.
-Przepraszam, ale dlaczego nie idziemy do zamku?-zapytałam zajadając kanapkę.
-Podobno król jest w odwiedzinach u kuzyna, który tutaj mieszka- wyjaśniła krótko elfka wgryzając się w jabłko. Tymczasem tygrys cały czas się we mnie wpatrywał. Spojrzałam na niego pytająco?
-Coś się stało kotku?-zapytałam. Wcale nie spodziewałam się odpowiedzi i też jej nie otrzymałam. Zwierze tylko odwróciło wzrok w inną stronę. Wzruszyłam ramionami kontynuując posiłek, w międzyczasie rozejrzałam się za Augustinem. Nie było go w okolicy, ale to nie znaczy, że nie wykona swojego ruchu.
Po posiłku ruszyliśmy wzdłuż brzegu wypatrując członków królewskiego rodu. Dostrzegłam ich po jakiś czasie, ale byli dość daleko, a słońce zaczęło niewiarygodnie mocno grzać. Dostrzegłam jak Lyra chwieje się na boki i za zasługą Lex'a ledwo unika upadku. Podbiegłam do blondynki podając jej wodę. Elfka przyjęła ją i zaczęła pić.
W pewnym momencie usłyszałam świst za plecami i ledwo zablokowałam atak białowłosego mężczyzny.
-Przeszkadzasz mi-warknął Augustin naciskając na miecz. Jego siła była tak wielka, że musiałam klęknąć. Byłam już gotowa na koniec gdy Auguś został odepchnięty przez lodowy pocisk.
-Królu!-zawołałam.
-Zajmę się nim, ty pomóż Lyrze!
<Lyra?>
-Przepraszam, ale dlaczego nie idziemy do zamku?-zapytałam zajadając kanapkę.
-Podobno król jest w odwiedzinach u kuzyna, który tutaj mieszka- wyjaśniła krótko elfka wgryzając się w jabłko. Tymczasem tygrys cały czas się we mnie wpatrywał. Spojrzałam na niego pytająco?
-Coś się stało kotku?-zapytałam. Wcale nie spodziewałam się odpowiedzi i też jej nie otrzymałam. Zwierze tylko odwróciło wzrok w inną stronę. Wzruszyłam ramionami kontynuując posiłek, w międzyczasie rozejrzałam się za Augustinem. Nie było go w okolicy, ale to nie znaczy, że nie wykona swojego ruchu.
Po posiłku ruszyliśmy wzdłuż brzegu wypatrując członków królewskiego rodu. Dostrzegłam ich po jakiś czasie, ale byli dość daleko, a słońce zaczęło niewiarygodnie mocno grzać. Dostrzegłam jak Lyra chwieje się na boki i za zasługą Lex'a ledwo unika upadku. Podbiegłam do blondynki podając jej wodę. Elfka przyjęła ją i zaczęła pić.
W pewnym momencie usłyszałam świst za plecami i ledwo zablokowałam atak białowłosego mężczyzny.
-Przeszkadzasz mi-warknął Augustin naciskając na miecz. Jego siła była tak wielka, że musiałam klęknąć. Byłam już gotowa na koniec gdy Auguś został odepchnięty przez lodowy pocisk.
-Królu!-zawołałam.
-Zajmę się nim, ty pomóż Lyrze!
<Lyra?>
25 sierpnia 2015
Od Lyry do Cerii
Lyra i Lex byli bardzo zmęczeni po całym dniu wędrówki, dlatego bardzo szybko usnęli. Lyra spała pogrążona w głębokim śnie. Natomiast tygrys nie tracił czujności podczas snu i był gotowy zareagować w każdej chwili. Ceria właśnie trzymała wartę. Utkwiła wzrok w koronach drzew, uśmiechnęła się złośliwie, a następnie mruknęła coś pod nosem. Zaraz potem coś poruszyło się wśród gałęzi drzew. To był Augustin, widocznie zdał sobie sprawę, że nic nie wskóra tego wieczoru i zmył się. Elfica w dalszym ciągu się uśmiechała. Odprężyła się i spojrzała w niebo. Przez chwilę się nie ruszała i podziwiała gwiazdy na niebie. Następnie dorzuciła drewna do ogniska. Gdy zaczęło się przejaśniać Ceria została zastąpiona na warcie przez Lex'a.
Rano, gdy wszyscy wstali i zjedli Lyra odezwała się do dziewczyny:
- Będę musiała się zbierać. Miło było cię poznać - dodała z uśmiechem.
- W którą stronę idziesz? - zapytała brunetka.
- Ja zmierzam na wschód - odparła szybko strażniczka.
- Ja też zmierzam w tamtą stronę - po chwili przerwy dodała. - Jeśli nie masz nic przeciwko, to czy możemy iść tam razem?
- Jasne. Nie widzę problemu - powiedziała z uśmiechem blondynka, Lex natomiast wydał pełen oburzenia mruknięcie.
Dziewczyny spakowały resztę swoich rzeczy i udały się na wschód. Z powodu ukształtowania terenu nie można było rozmawiać. Drzewa w lesie rosły co raz gęściej. Trzeba było chodzić gęsiego, a w niektórych miejscach przeskakiwać korzenie drzew. Im dalej szli tym chłodniej się robiło i zaczynała pojawiać się mgła.
<Ceria?>
Rano, gdy wszyscy wstali i zjedli Lyra odezwała się do dziewczyny:
- Będę musiała się zbierać. Miło było cię poznać - dodała z uśmiechem.
- W którą stronę idziesz? - zapytała brunetka.
- Ja zmierzam na wschód - odparła szybko strażniczka.
- Ja też zmierzam w tamtą stronę - po chwili przerwy dodała. - Jeśli nie masz nic przeciwko, to czy możemy iść tam razem?
- Jasne. Nie widzę problemu - powiedziała z uśmiechem blondynka, Lex natomiast wydał pełen oburzenia mruknięcie.
Dziewczyny spakowały resztę swoich rzeczy i udały się na wschód. Z powodu ukształtowania terenu nie można było rozmawiać. Drzewa w lesie rosły co raz gęściej. Trzeba było chodzić gęsiego, a w niektórych miejscach przeskakiwać korzenie drzew. Im dalej szli tym chłodniej się robiło i zaczynała pojawiać się mgła.
<Ceria?>
Od Sorina do Sylfi
Blondynka stanęła.
- Um... dlaczego chcecie, e... spotkać się z królem Liamem?-zapytała odwrócona plecami do nas.
-Ty tak na serio?-zapytałem zaskoczony.-Nie wiesz co dzisiaj wypada?
-Um... Tak wiem, ale... wy wszyscy jesteście tu z tego powodu?
-Ja tak,, ten w czarnym ma jakiś interes do króla, a pockyman przyczepił się dla towarzystwa-wytłumaczyłem z lekka poirytowany zaistniałą sytuacją. Sylfi rzuciła na nas przelotne spojrzenie po czym ruszyła dalej.
-psst..-usłyszałem za plecami.
-Co jest Hiro?-szępnąłem w stronę szatyna.
-Kto jest niby pockyman'em?-zapytał oburzony, zielonooki wyciągając z sakiewki kolejne pocky. Zaśmiałem się potrząsając lekko głową.
"Mam ma nadzieję, że niedługo dojdziemy do zamku kuzyna. Tu jest piekielnie zimno" pomyślałem szczelniej okrywając się szalikiem. Równie dobrze mógł bym ogrzać się magią, ale podobno mieszkańcy Mroźnego Miasta za nią nie przepadają, więc postanowiłem wytrzymać.
-Ej, panie "królewski kuzynie".-zawołał Moon.
-Hmm?
-Ile ty w ogóle masz lat?
-Co cie to? Nie zdradzę mojego wieku takiemu śmiertelnikowi jak ty-zaśmiałem się pokazując brunetowi język i podbiegłem do Sylfi (a raczej schroniłem się przy niej) zdążyłem wysyczeć tylko złowieszcze "Ty..." wymówione przez czarnookiego. Zachichotałem pod nosem i zaczepiłem Sylfi.
-Ty na serio mnie nie pamiętasz?
-Um... Nie przypominam sobie pana...-wyjąkała dziewczyna.
-Czyli nadal jesteś taka nieśmiała... Jestem tym styrenem z ciepłych wód, kuzynem księcia.
-A-Ale jak ty...-wyjąkała dziewczyna spoglądając na moje nogi i z powrotem na mnie.
-Niedawno nauczyłem się przybierać formę człowieka-wytłumaczyłem uśmiechając się do blondynki.
<Ziemia do Sylfi, odbiór>
- Um... dlaczego chcecie, e... spotkać się z królem Liamem?-zapytała odwrócona plecami do nas.
-Ty tak na serio?-zapytałem zaskoczony.-Nie wiesz co dzisiaj wypada?
-Um... Tak wiem, ale... wy wszyscy jesteście tu z tego powodu?
-Ja tak,, ten w czarnym ma jakiś interes do króla, a pockyman przyczepił się dla towarzystwa-wytłumaczyłem z lekka poirytowany zaistniałą sytuacją. Sylfi rzuciła na nas przelotne spojrzenie po czym ruszyła dalej.
-psst..-usłyszałem za plecami.
-Co jest Hiro?-szępnąłem w stronę szatyna.
-Kto jest niby pockyman'em?-zapytał oburzony, zielonooki wyciągając z sakiewki kolejne pocky. Zaśmiałem się potrząsając lekko głową.
"Mam ma nadzieję, że niedługo dojdziemy do zamku kuzyna. Tu jest piekielnie zimno" pomyślałem szczelniej okrywając się szalikiem. Równie dobrze mógł bym ogrzać się magią, ale podobno mieszkańcy Mroźnego Miasta za nią nie przepadają, więc postanowiłem wytrzymać.
-Ej, panie "królewski kuzynie".-zawołał Moon.
-Hmm?
-Ile ty w ogóle masz lat?
-Co cie to? Nie zdradzę mojego wieku takiemu śmiertelnikowi jak ty-zaśmiałem się pokazując brunetowi język i podbiegłem do Sylfi (a raczej schroniłem się przy niej) zdążyłem wysyczeć tylko złowieszcze "Ty..." wymówione przez czarnookiego. Zachichotałem pod nosem i zaczepiłem Sylfi.
-Ty na serio mnie nie pamiętasz?
-Um... Nie przypominam sobie pana...-wyjąkała dziewczyna.
-Czyli nadal jesteś taka nieśmiała... Jestem tym styrenem z ciepłych wód, kuzynem księcia.
-A-Ale jak ty...-wyjąkała dziewczyna spoglądając na moje nogi i z powrotem na mnie.
-Niedawno nauczyłem się przybierać formę człowieka-wytłumaczyłem uśmiechając się do blondynki.
<Ziemia do Sylfi, odbiór>
24 sierpnia 2015
Od Sylfi do chłopaków
Zastanawiałam się dlaczego ci chłopcy chcieli się zobaczyć z królem. Nawet nie znam tych chłopaków. Ale przez moją nieśmiałość nie byłam w stanie odmówić, ba nawet nie zapytałam ich o powód dla którego miałam ich zaprowadzić do władcy tej krainy. Muszę zacząć nad sobą pracować. Nie mogę być ciągle nieśmiała bo sprawie swoją osobą wszystkim innym kłopot.
Szłam z przodu, a reszta podążała za mną, przy okazji zajmując całą szerokość chodnika. Cała trójka dosyć mocno zwracała na siebie uwagę przechodniów, czego mogła być powodem ich beztroska konwersacja. Czułam się bardzo nieswojo, gdy inni wpatrywali się we mnie swoimi oczami. Poczułam zimne dreszcze na plecach od ich spojrzeń. Udając, że zrobiło mi się zimno szczelniej okryłam się płaszczem. Spojrzałam za siebie, blondyn co chwila poprawiał sobie płaszcz i szalik. Widocznie był z cieplejszej części kraju i nie był przyzwyczajony do takich chłodów. Byliśmy już w połowie drogi. Jednak widok wcale się nie zmieniał. Po jednej stronie stały domy w szeregu. Wszystkie wykonane z kamienia, a na dachach lśnił śnieg. Po drugiej stronie była ulica, a za nią stały tak samo wyglądające budynki. W pewnym momencie brunet zwrócił się do mnie:
- Daleko jeszcze? Czy ty na pewno wiesz gdzie iść? - Wyraźnie było widać jego zniecierpliwienie.
- T... tak wiem. To... już niedaleko - tak właściwie to po co ja ich prowadzę do króla. On nie ma dziś ochoty na spotykanie się z ludźmi, bo przecież jest dziś rocznica śmierci jego rodziców. A... a co jeśli oni chcą to wykorzystać i chcą zrobić krzywdę królowi?
Może powinnam ich zaprowadzić w złe miejsce, a potem użyć moich mocy i zniknąć? Nie, nie. Oni nie muszą mieć złych intencji. Po prostu muszę to od nich wyciągnąć.
- Um... dlaczego chcecie, e... spotkać się z kólem Liamem?
<ktoś dokończy?
Szłam z przodu, a reszta podążała za mną, przy okazji zajmując całą szerokość chodnika. Cała trójka dosyć mocno zwracała na siebie uwagę przechodniów, czego mogła być powodem ich beztroska konwersacja. Czułam się bardzo nieswojo, gdy inni wpatrywali się we mnie swoimi oczami. Poczułam zimne dreszcze na plecach od ich spojrzeń. Udając, że zrobiło mi się zimno szczelniej okryłam się płaszczem. Spojrzałam za siebie, blondyn co chwila poprawiał sobie płaszcz i szalik. Widocznie był z cieplejszej części kraju i nie był przyzwyczajony do takich chłodów. Byliśmy już w połowie drogi. Jednak widok wcale się nie zmieniał. Po jednej stronie stały domy w szeregu. Wszystkie wykonane z kamienia, a na dachach lśnił śnieg. Po drugiej stronie była ulica, a za nią stały tak samo wyglądające budynki. W pewnym momencie brunet zwrócił się do mnie:
- Daleko jeszcze? Czy ty na pewno wiesz gdzie iść? - Wyraźnie było widać jego zniecierpliwienie.
- T... tak wiem. To... już niedaleko - tak właściwie to po co ja ich prowadzę do króla. On nie ma dziś ochoty na spotykanie się z ludźmi, bo przecież jest dziś rocznica śmierci jego rodziców. A... a co jeśli oni chcą to wykorzystać i chcą zrobić krzywdę królowi?
Może powinnam ich zaprowadzić w złe miejsce, a potem użyć moich mocy i zniknąć? Nie, nie. Oni nie muszą mieć złych intencji. Po prostu muszę to od nich wyciągnąć.
- Um... dlaczego chcecie, e... spotkać się z kólem Liamem?
<ktoś dokończy?
Od Hiro do Lyry
~Tygrys?!~ człowiek zerwał się z miejsca prosto w stronę zwierzęcia upuszczając przy tym swoje pocky. Zwierze przyjęło obronna postawę i już miało zaatakować chłopaka gdy ten kucnął przy nim i zaczął głaskać.
-Nigdy nie widziałem tak dużego i pięknego kota-powiedział Hiro nie ustając w głaskaniu, a tygrys powoli się rozluźnił. -Szukałeś czegoś mały?-zapytał po chwili szatyn. Zwierzak pokiwał łbem i ponownie zaczął węszyć.
-Lex!-usłyszał Hiro za plecami i razem z tygrysem odwrócił się w stronę z której dochodził głos. Okazało się ze to był głos elfki wychylonej z namiotu. Wielki kot natychmiast podbiegł do elficy i zaczął łasić się do jej nóg.
-O, w końcu się obudziłaś- uśmiechnął się zielonooki.
-K-Kim jesteś?-zapytała przestraszona blondynka.
-Nikim istotnym. jestem prostym wędrowcem. Mam na imię... Zack- wytłumaczył szatyn, a dokładniej skłamał. Jego praca tego wymagała ( :D ).
Dziewczyna nie wyglądała na zbyt przekonaną.
-A skąd ja się tu wzięłam?
-Znalazłem cię w lesie. byłaś cała poraniona wiec cię opatrzyłem- uspokoił elfice Hiro. Dziewczyna odetchnęła z wyraźna ulgą. Hiro wyjął pocky z sakiewki przy pasie i zaczął je podgryzać. -Jak taka ładna dziewczyna znalazła się w lesie, do tego cała zadrapana?-zapytał przerywając ciszę zielonooki.
-To... Dość długa historia-powiedziała blądynka oglądając swoją poszarpaną suknie.
~Aha... Jestem tak kiepski w kłamstwie, że nie ma do mnie zaufania...~pomyślał chłopak wchodząc do namiotu.-W mieście kupiłem suknie, co prawda miałem ją sprzedać, ale mogę dać ją tobie-powiedział szatyn podając elfce zawiniątko.
-Dziękuje, ale...
-Najpierw ją obejrzyj, a potem odmawiaj- powiedział władczym tonem Hiro.~Wcale jej nie kupiłem, to zasługa magicznej sakwy, która jest w namiocie. Ta sukienka powinna się jej spodobać. W końcu jest bardzo podobna~zadumał się chłopak.
<Elfko?>
-Nigdy nie widziałem tak dużego i pięknego kota-powiedział Hiro nie ustając w głaskaniu, a tygrys powoli się rozluźnił. -Szukałeś czegoś mały?-zapytał po chwili szatyn. Zwierzak pokiwał łbem i ponownie zaczął węszyć.
-Lex!-usłyszał Hiro za plecami i razem z tygrysem odwrócił się w stronę z której dochodził głos. Okazało się ze to był głos elfki wychylonej z namiotu. Wielki kot natychmiast podbiegł do elficy i zaczął łasić się do jej nóg.
-O, w końcu się obudziłaś- uśmiechnął się zielonooki.
-K-Kim jesteś?-zapytała przestraszona blondynka.
-Nikim istotnym. jestem prostym wędrowcem. Mam na imię... Zack- wytłumaczył szatyn, a dokładniej skłamał. Jego praca tego wymagała ( :D ).
Dziewczyna nie wyglądała na zbyt przekonaną.
-A skąd ja się tu wzięłam?
-Znalazłem cię w lesie. byłaś cała poraniona wiec cię opatrzyłem- uspokoił elfice Hiro. Dziewczyna odetchnęła z wyraźna ulgą. Hiro wyjął pocky z sakiewki przy pasie i zaczął je podgryzać. -Jak taka ładna dziewczyna znalazła się w lesie, do tego cała zadrapana?-zapytał przerywając ciszę zielonooki.
-To... Dość długa historia-powiedziała blądynka oglądając swoją poszarpaną suknie.
~Aha... Jestem tak kiepski w kłamstwie, że nie ma do mnie zaufania...~pomyślał chłopak wchodząc do namiotu.-W mieście kupiłem suknie, co prawda miałem ją sprzedać, ale mogę dać ją tobie-powiedział szatyn podając elfce zawiniątko.
-Dziękuje, ale...
-Najpierw ją obejrzyj, a potem odmawiaj- powiedział władczym tonem Hiro.~Wcale jej nie kupiłem, to zasługa magicznej sakwy, która jest w namiocie. Ta sukienka powinna się jej spodobać. W końcu jest bardzo podobna~zadumał się chłopak.
<Elfko?>
19 sierpnia 2015
Od Lyry do Hiro
Lyra pod wpływem emocji wyrwała, się z uścisku Augustina. Widząc oddalającego się pegaza i słysząc szum wiatru, dziewczyna zadała sobie sprawę co właśnie zrobiła. Odwróciła głowę. Z zawrotną prędkością zbliżała się do drzew. Nim elfka zdążyła cokolwiek zrobić, wpadła pomiędzy korony drzew. Miała mocno zaciśnięte oczy, a jedyne co czuła to gałęzie haczące o jej ciało.
Dziewczyna leżała nieprzytomna w lesie. Zapewne by dalej tam leżała gdyby nie przechodzący młodzieniec. Chłopak rozbił niedaleko obóz i poszedł nazbierać drewna na opał. Był bardzo zaskoczony gdy zobaczył dziewczynę pod drzewem. Zapewne by ją zostawił gdyby nie fakt, że była cała poobdzierana, a z głowy sączyła się stróżka krwi. Ponieważ nie mógł obojętnie na to patrzeć zdecydował się podejść do dziewczyny. Szatyn sprawdził jej tętno.Upewniwszy się, że żyje wziął ją i zaniósł na polane, gdzie rozbił swój namiot.
Ułożył ją na macie w namiocie, a następnie przyniósł miskę z wodą i zaczął oczyszczać rany elfki. Oparzył ją, a następnie wrócił do zbierania drewna na opał. Gdy wrócił dziewczyna wciąż leżała nieprzytomna w namiocie. Słońce zaszło już dawno za horyzontem. Hiro zastanawiał się gdzie sapać. Miał tylko jedną matę i właśnie elfka na niej spała. Spoglądał na zachodzące słońce, pogrążony w myślach. Nagle z zarośli wyskoczył szary tygrys. Przerażony chłopak sięgnął po swoją broń. Tygrys zaczął węszyć. Wciąż obserwował szatyna. Lex zbliżył się do namiotu.
<Hiro?>
Dziewczyna leżała nieprzytomna w lesie. Zapewne by dalej tam leżała gdyby nie przechodzący młodzieniec. Chłopak rozbił niedaleko obóz i poszedł nazbierać drewna na opał. Był bardzo zaskoczony gdy zobaczył dziewczynę pod drzewem. Zapewne by ją zostawił gdyby nie fakt, że była cała poobdzierana, a z głowy sączyła się stróżka krwi. Ponieważ nie mógł obojętnie na to patrzeć zdecydował się podejść do dziewczyny. Szatyn sprawdził jej tętno.Upewniwszy się, że żyje wziął ją i zaniósł na polane, gdzie rozbił swój namiot.
Ułożył ją na macie w namiocie, a następnie przyniósł miskę z wodą i zaczął oczyszczać rany elfki. Oparzył ją, a następnie wrócił do zbierania drewna na opał. Gdy wrócił dziewczyna wciąż leżała nieprzytomna w namiocie. Słońce zaszło już dawno za horyzontem. Hiro zastanawiał się gdzie sapać. Miał tylko jedną matę i właśnie elfka na niej spała. Spoglądał na zachodzące słońce, pogrążony w myślach. Nagle z zarośli wyskoczył szary tygrys. Przerażony chłopak sięgnął po swoją broń. Tygrys zaczął węszyć. Wciąż obserwował szatyna. Lex zbliżył się do namiotu.
<Hiro?>
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)