05 sierpnia 2016

Od Lyry do Levi'a

Lyra trzymała się krawędzi rynny, aż do utraty sił. W momencie, gdy zaczęła spadać była strasznie przerażona. Nie chciała jeszcze umierać. Była bardzo młoda i zamierzała jeszcze tyle zrobić.
 No i Lex. On w końcu czekał na nią, aż wróci. Wiedziała, że ciężko byłoby się pozbierać młodemu tygrysowi. Przecież był z nią od zawsze. Dziewczynie zdawało się, że leci wieczność. Łzy napływały do oczu na myśl o tym, że niedługo może pożegnać się z tym światem.
Wtem wyczuła czyjeś dłonie. Ktoś ją złapał. Poczuła niesamowitą sympatię do swojego wybawcy. Już chciała się odezwać i podziękować mu, ale obrońca ją uprzedził. Zapytał się, czy nic jej nie jest. Elfka znała ten głos, ale dla pewności odwróciła głowę i spojrzała na pytającego. Nie było wątpliwości. Ten głos należał do mężczyzny, który pomagał królowi Liamowi ją schwytać. Przerażona odparła, że nie, jest z nią dobrze. Przez moment wpatrywał się w nią. Po chwili usłyszała następne pytanie.
- Czy ty jesteś Lyra? - Źrenice blondynki rozszerzyły się. Przerażała ją myśl powrotu do zamku. Nie podobało jej się bycie zamkniętą w ścianach pałacu. Najchętniej by wyskoczyła z objęcia mężczyzny i pognała przed siebie, ale przerażenie sparaliżowało jej kończyny. Mogła tylko tkwić w ramionach bruneta. Ledwo wydukała odpowiedź. Znowu niebieskie oczy wpatrywały się w nią. Lyra miała wrażenie, że ją hipnotyzuje. Zaraz po tym usłyszała, że zostanie zabrana do króla. To było pewne, że będzie musiała go spotkać. Natychmiast po usłyszeniu wypowiedzi dziewczyna chwyciła mocno za rękaw mężczyzny i z jej ust wydobył się potok słów, dlaczego to nie miała by tam wracać. Z jakiegoś powodu jeździec zatrzymał swego wierzchowca i powiedział strażniczce, że może iść. Zeskoczył z nią z konia i postawił na ziemi, po czym odjechał. Osłupiała dziewczyna nie mogła znaleźć odpowiedzi, dlaczego on tak postąpił. Serce waliło jej w piersi, a na policzku wyszedł lekki rumieniec. Również nie wiedziała od czego. W głowie miała mętlik, nie potrafiła zebrać myśli. Tylko tak stała na środku ulicy i trzymała się za policzek. Trwała w bezruchu tak długo, aż męska sylwetka na koniu nie znikła jej z oczu. Wtedy dopiero otrzeźwiała. Ruszyła do jednej z bram miasta.
Wychodząc z miasteczka usłyszała, słowa wartownika, który życzył jej bezpiecznej drogi. Odpowiedziała mu delikatnym uśmiechem i skinięciem głowy. Szybkim krokiem weszła w las. Gdy miała pewność, że nikt jej nie obserwuje zmieniła się z małego białego lisa i pobiegła przed siebie. Dokładnie tak jak nakazał jej niebieskooki. Miała już dosyć tego dnia. Jej jedynym marzeniem na dzisiaj było zatopienie się w miękkim futrze Lex'a. Przystanęła. Przecież Lex jest z Liamem. Musi jakoś dać mu znak, że ma wracać.
Elfka była akurat na odcinku łączącym to miasteczko ze stolicą. Czekała z nadzieją, że król wraz z całym orszakiem zaprzestaną pogoni za nią i wrócą do zamku.

<Levi, lub Liam?>

14 marca 2016

Od Levi'a do Lyry

Levi dostrzegł strażniczkę wyróżniająca się z tłumu. Była bardzo młoda i wyglądała na zaniepokojoną. Zauważył jak dziewczyna powoli zbliża się do uliczki w której juz niedługo znika. Zgłosił to królowi, a ten nakazał mu ją ścigać. Mężczyzna ruszył kłusem śladami dziewczyny. W końcu strażniczka stanęła przed drzwiami skromnego  budynku i weszła do jego wnętrza. W tym samym momencie Levi usłyszał jakiś hałas. Popędził do jego źródła i zauważył dziewczynę, która trzymała się krawędzi dachu. Blondynka puściła się i zaczął spadać, Levi złapał ją w ostatniej chwili.
-Nic ci nie jest?-zapytał z tym swoim stoickim spokojem.
-N-N-Nie, dziękuje- wyrzuciła z siebie dziewczyna drżąca z przerażenia. Levi przyjrzał się jej i rozpoznał jako poszukiwaną.
-Czy ty jesteś Lyra?-zapytał
-T-Tak-wydukała elfka.
-Zabieram cię do króla-powiedział i popędził konia, żeby ruszył.
-Nie proszę! Tam jest tak zimno. Nie ma roślin i zwierząt. Nie chce tam być. Proszę, nie zabieraj mnie do niego- ja te słowa Levi poczuł coś w swoim chłodnym sercu. Coś na kształt współczucia. Zatrzymał wierzchowca i kazał elfce uciekać, sam pojechał po króla. Poinformował go, że dziewczyny nie ma w mieście i mężczyźni ruszyli w drogę powrotną do królestwa.

<Lyra>

Od Liama do Sylfi

Siedziałem zdołowany w swojej komnacie, gdy nagle ktoś cicho zapukał do drzwi. To była Sylfi, powiedziała, że ktoś przyszedł się ze mną spotkać. Nie cichłem się z nikim widzieć, ale gdy usłyszałem, że to mój kuzyn czeka przed bramą bez namysłu wybiegłem przed zamek.
-Sorin!-zawołałem na powitanie.
-Cześć kuzynku- powitał mnie blondyn mierzwiąc moje włosy. -Przedstawiam ci moich, tymczasowych, towarzyszy. Ten co przeżywa żałobę to Ryan, a pocky-man to Hiro.
-Nie nazywaj mnie tak-powiedzieli oboje równocześnie. Zaśmiałem się w duchu. Tak, Sorin zawsze poprawiał mi humor w smutne dni. Do tej pory nie ogarniam w jaki sposób jesteśmy ze sobą spokrewnieni, ale co tam... Ważne, że jest ze mną.
-Nie stójcie tak na dworze. Chodźmy do środka-powiedziałem. Cała trójka poszła za mną. Zaprowadziłem ich do jadalni i kazałem przygotować dla nich jakiś ciepły posiłek. Sorin opowiadał mi o tym jak (znowu) zgubił się i trafił na Ryana i Hiro, którzy szli się ze mną spotkać.
Jakoś, zapomniałem o wszystkich smutkach. Czas skończyć się nad sobą użalać i zająć się krajem. Nie mogę przecież pozwolić by moi poddani zaczęli we mnie wątpić.

<KONIEC>

Od Ayato do Chrisa

-To co robimy, Ayato?-zapytał mnie Chris.
-Wiesz, ja bym wiał gdzie pieprz rośnie, bo jak ta laska znowu tu przyjdzie to będziemy udupieni, ale myślę, że ty masz lepszy pomysł- szepnąłem siadając na korzeniu wystającym z ziemi.
-Nie wiem... Nie spotkałem się jeszcze z czymś takim-westchnął mężczyzna.
-Patrz, to tylko ja wiem?-usłyszałem znajomy głos i razem z Chrisem spojrzałem w stronę jego źródła.
-CO TY TU ROBISZ IDIOTO!?-wrzasnął Night do chłopaka siedzącego na gałęzi.
-A myślisz, że zostawiłbym się sam na sam z tym chłopakiem-zapytał Sorin zeskakując z gałęzi i lądując z kocią gracją na ziemi.
-Dobra przestańcie. Sorin, wiesz co to jest?-przerwałem kłótnie.
-No przecież widać, że korzeń- powiedział oglądając wybryk natury.
-Idioto, to już wiemy-stwierdził zdenerwowany niebieskooki.
-Weź mnie tak nie nazywaj! Ja przynajmniej wiem kto to zrobił- Sorin zaczął opowiadać o jakimś czarnym magu, Isabell, która jest strażniczką Mrocznego Boru. Podobno jest bardzo silna i nie lubi towarzystwa ludzi. Razem doszliśmy do wniosku, że albo do Chrisa musiała się przyzwyczaić, albo toleruje go ze względu na to, że władają takim samym żywiołem. Wtrąciłem, że przecież ja nie jestem człowiekiem, ale Sorin powiedział, że przybieram formę człowiekopodobną i dlatego mnie zaatakowała.
-A ty skąd to wszystko wiesz?-zapytał niedowierzający Chris.
-Się mieszka ze strażnikiem to się wie- wytłumaczył. Tak, ten idiota jest zaiście pełen tajemnic.. Ciekawa z niego osoba, tak samo jak z Chrisa. Już dawno nic tak ciekawego nie działo się w moim "życiu"

<Chris?>

01 lutego 2016

Od Chrisa do Ayato

Byłem w trakcie czytania książki, gdy ktoś zapukał do drzwi. Sorin pośpieszył do drzwi, w końcu robił za gosposię. Westchnąłem i odłożyłem lekturę. Już miałem iść sprawdzić kto przyszedł, ale w tym momencie szedł syren i Ayato.  Zielonooki zaraz zaczął się do mnie kleić, jak zawsze. Na serio, kiedyś go ukatrupię. Niebieskooki usiadł na kanapie. Ten błazen zaraz poszedł go zrzucić. Dzięki Ci młody, że uwolniłeś mnie od niego. Ruszyłem do kuchni, by zrobić kawy dla gościa, bo przecież ten szczeniak jest zbyt leniwy by to zrobić. W ten sposób to on nigdy nie spłaci tego długu. Mój towarzysz usiadł przy stole, a ja podałem mu filiżankę z brunatnym naparem i usiadłem naprzeciwko niego.
- No, to co sprowadza Cię do mojego domu? - Zapytałem.
- Czy w lesie mieszka ktoś oprócz ciebie? - Również zapytał. Chwilę musiałem się zastanowić. Jakoś nie przypominałem sobie, by ktoś mieszkał w pobliżu mojego domostwa. Wybierałem tak lokalizację, by mieć spokój. Ale niestety go nie mam, bo jakiś dureń się przypałętał, a teraz śpi na mojej kanapie. Dowiedziałem się, że Ayato widział gdzieś w pobliżu kobietę o różowych włosach i była jakaś agresywna. Do tego używała mrocznej magii. Zaniepokoiłem się. Dlaczego ktoś siał zamęt w lesie? Gwałtownie wstałem z krzesła. Ruszyłem do przedpokoju i wziąłem płaszcz z wieszaka. Zahaczyłem jeszcze o salon i nakazałem Sorinowi pilnować posesji. Następnie wyszliśmy. Dla bezpieczeństwa stworzyłem jeszcze ghula, który miał pilnować. Podążałem za niebieskookim. Prowadził mnie w miejsce, gdzie spotkał ową kobietę. W miejscu, gdzie chłopak widział maga. Rzeczywiście, były tam wielkie korzenie wystające nienaturalnie z ziemi. Widać było, że ktoś używał magi, by zrobić to.
- To co robimy, Ayato? - Zapytałem, oglądając korzenie.

<Ayato?>

29 stycznia 2016

Od Legolasa do Maki

Elf wylegiwał się spokojnie w słońcu gdy nagle poczuł ból w okolicach żołądka. Po dłuższych kontemplacjach stwierdził iż jest to ból spowodowany niedoborem pożywienia. Blondyn wstał i udał sie na polowanie ( czyt. Zakupy )  Niestety, pojawił się kolejny problem. Nie wiedział gdzie jest.
Wykorzystując pozycje słońca ( chylącej się ku zachodowi) poszedł na północ i po niedługim czasie dotarł do Lasu Wiecznej Jesieni. Tym samym zrozumiał, że pomylił kierunki, lecz nie miał juz sił by wracać. Tym bardziej, że dostrzegł mnóstwo kasztanów zdatnych do zjedzenia. Ostatkiem sił doczłapał się do kasztanowca i padł przed nim na ziemie. Następnie sięgnął po leżące niedaleko kasztany i zjadł je w całości. Dopiero po chwili zorientował się, że całej tej scenie przyglądał się blond włosy chłopak z koszykiem przepełnionym kasztanami. No właśnie, to jak wyglądał tamten chłopak nie liczyło sie dla elfa. Ważne było, że miał kasztany, a Legolas był głodny. Elf rzucił się na kosz, zaskoczony chłopak odskoczył kawałek dalej.
-Co ty robisz głupi elfie?- zapytał chłopak zabierając kosz z zasięgu Legolasa. Ten zrobił minę zbitego psa i runął na ziemie.
-Jestem glodnyyy- jęknął szpiczasto uchy.
-Ale żeby jeść kasztany?- zdziwił się blondyn.
-Kasztany są pyszne... Właśnie, oddawaj- elf spojrzał na kosz i skoczył w jego stronę w wyniku czego obaj wyładowali na ziemi, a kasztany się rozsypały.
-Zejdź ze mnie zboczeńcu!-warknął chłopak. Elf usłuchał, ale nie było to spowodowane komendą blondyna tylko kasztanami znajdującymi się w zasięgu Legolasa.
-Hej przestań! Potrzebuje ich do zlecenia!
-Co?-zapytał elf zapychając sobie policzki brązowymi kulkami.

<Maki, nie przeszkadzaj mi w jedzeniu>

23 stycznia 2016

Od Chrisa do Sorina

Po długiej pracy w stajni byłem wykończony. Słońce chyliło się już ku zachodowi. Miałem nadzieję, że ten leń wstał i zrobił coś do jedzenia, bo byłem cały dzień na małym śniadaniu. Poklepałem jeszcze mojego wierzchowca po grzbiecie i ruszyłem do domu.
Po przekroczeniu progu, dotarły do mnie dźwięki rozmowy. Z myślą, że dostanę ciepły posiłek skierowałem się do kuchni. Jednak to co zobaczyłem w salonie... no cóż, trochę mnie to zdziwiło, żeby nie powiedzieć, że zszokowało. Otóż tej rybie poprzewracało się w głowie. Z jakiegoś powodu kucał na krześle i miałem okazję zobaczyć jak wybił się, a następnie wylądował plackiem na ziemi. Widać, że jakiś nie normalny. Nie miałem zamiaru pokazywać jak mnie zaskoczył, dlatego przybrałem groźny wyraz twarzy i skrzyczałem go. Jak zawsze wyzwałem go od durniów. Na szczęście zrobił jedzenie. Gdyby nie to, to zapewne bym nie wytrzymał i się go pozbył. Tak na stałe. Spojrzałem jeszcze na niego z pogardą i poszedłem zjeść to co zrobił. Zastanawiałem się, czy to co ugotował będzie jadalne.
Gdy jadłem obiad, do kuchni wpadł mój dłużnik. Wyraz jego twarzy zdradzał, że ledwo powstrzymuje się przed wybuchnięciem płaczem. Zabawna buźka. Poprawiła mi humor. Jednak jemu nie było do śmiechu. Oświadczył jedynie, że ma dość i wybiegł z domu, trzaskając drzwiami. Jeszcze mi je zepsuje. Mimo to ucieszyłem się, że pozbyłem się problemu o nazwie Sorin.
Zaproponowałem Ayato by został na noc, a ten się zgodził. Wieczorem usiadłem w salonie i otworzyłem butelkę wina. Powoli sączyłem napój z kieliszka. Niestety nie mogłem nim poczęstować mojego towarzysza, ponieważ widać było, że jest niepełnoletni. Reszta dnia upłynęła w miłe atmosferze, bez Sorina. Również noc. Pierwszy raz odkąd poznałem tego szczeniaka wyspałem się.
Rano przygotowałem śniadanie dla siebie i dla niebieskookiego. Zjedliśmy je wspólnie. Następnie musiałem iść nakarmić konia. Pokazałem jeszcze Ayato półkę, na której znajdowały się różne książki, a sam ruszyłem do stajni. Miałem dzisiaj jechać do miasta, ale skoro już nie ma ryby to nie ma powodu by tam jechać.
Wróciłem do domu i po chwili ktoś zapukał do drzwi. Mój gość otworzył drzwi i zawołał mnie. Niechętnie przyjmowałem gości, dlatego zmarszczyłem brwi i spytałem co tu robi. W progu stała śliczna dziewczyna. Jej rude włosy okalały twarz. Wyglądała na zmartwioną. Powiedziała, że szła do miasta, ale się zgubiła. Jak to jest, że wszyscy się gubią i natrafiają na mój dom? Ostatecznie powiedziałem, że odprowadzę ją. Miała na imię Sori. Umówiłem się z nią, że ugotuje mi obiad, a ja ją odprowadzę. Bardzo się ucieszyła. Weszła do środka. Przeszła koło mnie, a ja poczułem cudowny zapach. Usiadła na sofie w salonie i ziewnęła. Usiadłem obok niej i spytałem się czy jest niewyspana. Odpowiedziała, że wcześnie wstała, jąkając trochę. Trochę kiepsko, że taka nieśmiała. Wolę śmielsze kobiety, ale no cóż. Objąłem ją ramieniem. Zaskoczyło ją to i podskoczyła lekko. Zbliżyłem się do niej, szeptem spytałem, czy chce odpocząć w moim łóżku, bo zanim odwiozę ją do miasta minie trochę czasu.


<Sorin, albo Ayato?>

21 stycznia 2016

Od Sorina do Chrisa

Chłopak przyssał się do mojej szyi. Nie bolało tak bardzo, ale po krótkiej chwili poczułem jak w moim ciele zaczyna brakować płynów. 
-Hej, młody. Starczy...-powiedziałem, ale ten nie słuchał. "Jak tak dalej pójdzie to zamienię się w rybę!"  pomyślałem spoglądając na wyrastające na moim ciele łuski. Odepchnąłem blondyn za pomocą stopy i spojrzałem na niego zirytowany.-Chciałeś mnie zabić czy co?
-W twoim ciele jest jeszcze dużo krwi, wiec spokojnie mogłem dalej...
-To nie o to chodzi-warknąłem przerywając wampirowi. Poszedłem do kuchni, wypiłem pół litra wody i wziąłem sie za obiad. Nie chciało mi sie cokolwiek robić wiec były to naleśniki. Gdy skończyłem zobaczyłem Ayato stojącego w progu.
-Wiesz chciałem przeprosić...-mruknął chłopak pod nosem marszcząc przy tym brwi.
-Tak, spoko. Sorki, że na ciebie się wydałem. Po prostu kiedy za bardzo "wyschnę" to zmieniam formę i... My nie lubimy się z tym drugim- westchnąłem myjąc ręce i blat. -Hej właśnie! Jesteś wampirem nie, to znaczy, ze umiesz zmieniać formę prawda?-podekscytowałem się.
-N-No tak...
-Super! Nauczysz mnie?
-Ale do tego trzeba być dojrzałym. Ja żyje na ziemi już długo, a ty...-zaczął Aya-chan, lecz nie pozwoliłem mu skończyć sugerując, że jestem o W I E L E starszy niż wyglądam. Niebieskooki nie był co do tego zbyt przekonany, ale po chwili rozmowy się zgodził. 
Po niedługim czasie umiałem już zmienić się w dowolnego ssaka, nie licząc nietoperza, którego właśnie starałem się opanować.
Ayato kazał stanąć mi na krześle, podkurczając nogi i wyobrazić sobie, że jest nietoperzom, a następnie zeskoczyć z krzesła. Zrobiłem jak kazał i... Przywaliłem głową w podłogę. Na moje nieszczęście w tym samym momencie do pokoju wszedł Chris... Boże jak ja się zbłaźniłem.
-Co ty robisz durniu?-zapytał mężczyzna marszcząc brwi.
-N-Nic takiego...-wymruczałem pod nosem.
-Mniejsza z tym, gdzie obiad?
-W kuchni wiec nie marudź-warknąłem, a w tym samym czasie Ayato śmiał się za moimi plecami. Gdy tylko Chris opuścił pokój złapałem wampira za kołnierz.-Jaja se ze mnie robisz?-sygnałem.
-No tak jakoś wyszło...-zaśmiał się Ayato. Świetnie, nikt mnie tu nie traktuje poważnie. Już ja pokaże temu idiocie ( czyt. Chrisowi ), że nie jestem taki głupi za jakiego mnie bierze. Tak, będzie mnie przepraszał na kolanach za to że był dla mnie taki niemiły.
Wpadłem do kuchni i oznajmiając, ze mam go dość opuściłem dom i udałem się miasteczka. Tak wynająłem pokój na jedną noc, przespałem się i ruszyłem w drogę powrotną ( oczywiście po małej metamorfozie XP )
Stanąłem przed drzwiami Chrisa ubrany w ciemne jeansy, białe buty do połowy łydki i różową koszulkę. Przybrałem zmartwiony wyraz twarzy i delikatnie zapukałem w drzwi. 
Otworzył mi Ayato i nie ukrywając zdziwienia na mój widok zawołał Chrisa. Ten stanął na progu i zmierzył mnie wzrokiem.
-Co tu robisz dzieciaku?-zapytał marszcząc brwi.
-J-Ja... - udawałem, że się jąkam. -Bo ten chłopak mi powiedział, że jak tu skręcę to dotrę do miasteczka, a-ale się zgubiłam...-zaszlochałem.
-Ehh... Możesz tu zostać, później cię odprowadzę-westchnął Chris drapiąc sie po karku.-Jak masz na imię?
-Sori...-w ostatniej chwili ugryzłeś się w język.
-Sori?-zapytał Ayato.
-T-Tak mam na imię Sori- uśmiechnąłem się przekraczając próg.
-W takim zazie, mogła byś cos ugotować jako rekompensatę za moja pomoc?-zapytał kolorowowołosy.
-Jasne!

<panowie? XD>

Od Matta do Sylvii

Chłopak ruszył w swoją drogę. Uznał, że potrzebuje odpoczynku, dlatego też skierował się w stronę swojej chatki. Zaraz po tym zobaczył jak nowo poznana dziewczyna leży. Jego osobowość nie pozwalała mu przejść obok tego obojętnie. Wrócił się do blondynki. Spojrzał na jej krwawiącą łydkę. Pokręcił głową i zaoferował jej pomoc. Niebieskooka była wyraźnie uradowana na jego widok. Anioł podszedł do niej i przyjrzał się jej nodze. Nie miał już przy sobie żadnych bandaży. Wszystkie wykorzystał w pałacu. Wyciągnął jedynie maść, która powodowała krzepnięcie krwi i posmarował nią ranę. Następnie wziął ją na barana. Sylvia trochę się buntowała, jednak po utracie krwi była osłabiona. Nie mógł jej puścić samej. Sumienie by mu nie pozwoliło.
Z początku dziewczyna starała się siedzieć prosto, zapewne po to by ograniczać kontakt fizyczny. Każda dziewczyna, którą niósł tak robiła. A gdy się pytał, to mówiły, że nie chcą mu przygnieść skrzydeł. Cóż i tak nie mógł miał problem ze skrzydłami i dziennym limitem było kilka minut lotu. W połowie drogi opadła z sił i oparła się o plecy bruneta. Wręcz leżała na nim, ciężko dysząc.
- Już nie daleko.Wytrzymaj - powiedział uzdrowiciel. W odpowiedzi dziewczyna lekko skinęła głową. Spróbował przyspieszyć. Było to ciężkie do zrealizowania, gdyż dziewczyna stanowiła duże obciążenie dla jego słabych ramion. Nie doszedł do swojego domu, a już zaczął dyszeć.
Budynek w którym mieszkał Matt był dwu piętrowy. Miał niewielki balon. Dachówka była niebieska, a ściany w jasnożółtym kolorze. W oknach stały doniczki z ziołami. Z tyłu znajdował się mały ogródek w którym rosły większe odmiany roślin, potrzebnych do zrobienia lekarstw.
W domu Matt położył dziewczynę na łóżku. Przyniósł misę z wodą i oczyścił jej ranę, a następnie założył jej opatrunek. Na czoło położył jej okład, a następnie przykrył kołdrą. Chciał zostać w pokoju na wypadek, gdyby gdyby coś się stało, lecz jego kot, Danny kazał mu iść się położyć. Skierował się w stronę swojej sypialni, a  od drzwi dobiegł odgłos pukania.

<Ktoś?>

20 stycznia 2016

Od Chrisa do Sorina

Gdy Sorin opuścił mój dom, poczułem przyjemną ciszę i spokój. Nie było mi tego zaznać odkąd go poznałem. Zaparzyłem sobie kawę i rozsiadłem się na krześle. Popijając czarny napój, rozkoszowałem się samotnością. Po wypiciu kawy wstałem i już chciałem umyć kubek, kiedy zorientowałem się, że przecież Sorin zrobi to za mnie. Odłożyłem tylko naczynie do zlewu i skierowałem się w stronę ukrytych drzwi w moim domu. Owe drzwi ukrywały się przed wzrokiem innych. Nawet ja ich nie widzę, ale wiem gdzie się znajdują. Wyszeptałem zaklęcie i złapałem w miejscu, gdzie powinna znajdować się klamka. Następnie wszedłem do ukrytego pomieszczenia i zamknąłem za sobą. W pokoju były zasłonięte okna, co dawało dosyć mroczny efekt. Osoba nieznająca ułożenia w pomieszczeniu, mogła łatwo na coś wpaść. Stworzyłem kulę światła i podszedłem do mojej księgi z zaklęciami. Miałem nadzieję, że znajdę w niej zaklęcie, dzięki któremu będę mógł się pozbyć Sorina. Przez jakiś czas przewracałem strony w milczeniu, lecz nic nie znalazłem, a następnie wyszedłem. Zapewne spędziłbym więcej czasu szukając czegoś co uwolniło by mnie od Syrena, ale mógł wrócić w każdej chwili. Dlatego opuściłem pokój i z powrotem zamknąłem drzwi za pomocą zaklęcia. Niedługo potem usłyszałem wracającego Sorina. Krzyknął coś tam, a następnie było słychać huk. Przerażony poszedłem do pokoju sprawdzić, co gnojek tym razem zniszczył. Ruszyłem do holu. Na szczęście to tylko ten błazen się wywrócił, a jedyne co ucierpiało to jego nic niewarta głowa. Obok syrena stał chłopak z jasnymi włosami i błękitnymi oczami. Kim on u licha był?
- Kim jesteś? - Zapytałem ja i ten szczeniak jednocześnie. To mnie zbiło z tropu, bo przecież Sorin go przyprowadził. Zaraz potem zaczął mnie oskarżać o to, że sprowadzam sobie chłopców do domu. O czym on myśli? Z nim jest na prawdę coś nie tak. Może za mocno walnął się w tą głowę. Jak się okazało zielonookiemu znowu zmieniły się osobowości. Nie pamiętał niczego. Dowiedziałem się, że niebieskooki został zaproszony do mojego domu, MOJEGO. Poważnie, co za człowiek zaprasza obcych do nie swojego domu. Sorin złapał zakupy i pobiegł do kuchni. Natomiast nieznajomy wyglądał na rozkojarzonego. Zacząłem rozmowę z nim. Powiedziałem mu, z jakiego powodu ta ryba nic nie pamięta. Jak się później dowiedziałem, mój rozmówca nazywa się Ayato. Rozsiedliśmy się na kanapie w salonie i zaczęliśmy rozmawiać z ożywieniem. Następnie przyszedł z kuchni Sorin. Był trochę niezadowolony, że siedzieliśmy na jego kanapie, choć to tak na prawdę moja kanapa. Nie chciałem mu zejść z kanapy. Ostatecznie klejnot, którym machał mi przed twarzą, wystarczająco mnie przekonał. Co dziwniejsze, zamiast iść do kuchni, by zrobić obiad, to on położył się na kanapie i zrobił drzemkę. Przeprosiłem za tego głupka Ayato. Niestety nie mogłem z nim zostać, gdyż miałem zaplanowany dzień. Trochę wstyd mi było zostawić gościa samego w domu, ale praca się sama nie wykona. Miałem dzisiaj popracować w stajni. Musiałem podkuć mojego konia, gdyż jutro miałem zaplanowany wyjazd do miasta. Musiałem zmienić towarzystwo, bo zbyt długie przebywanie z syrenem jest niebezpieczne dla zdrowia.

<Ayato lub dureń :P>

16 stycznia 2016

Od Ayato do Sylfii

Drzemałem sobie na gałęzi gdy nagle obudził mnie kobiecy krzyk. Otworzyłem ocze i rozejrzałem sie dookoła. Bardzo szybko dostrzegłem długowłosą blondynkę wciąganą przez ruchome piaski.  W błyskawicznym tempie zszedłem z drzewa i ściągnąłem rękę do dziewczyny. Ta mocno chwyciła moją dłoń i juz po chwili była bezpieczna.
-Skąd sie tu wzięłaś?-zapytałem otrzepując sie z ziemi.
-J-Jestem słóżką króla-wytłumaczyła. -A ty skąd sie tu wziąłeś chłopczyku?-zapytała pochylając sie w moja strone. Była odemnie o głowę wyższa!
-Mam 16 lat panienko-powiedziałem lekko zirytowany. Słóżka przeprosiła mnie. Musze przyznać, ze pachniała smakowicie, ale w domu czekał na mnie lepszy kąsek... Odprowadziłem dziewczynę do ścieżki i zacząłem wlec sie do domu.
W połowie drogi dostrzegłem kobietę o różowych włosach. Wydzielała woń podobną do Chrisa-dono, woń przepełnioną mrokiem. Kobieta odwróciła sie w moja strone i spiorunowała mnie wzrokiem.
-Co robisz w Mrocznym Borze wampirze?-warknęła. "S-Skąd wie, ze ja...?"
-Ach... Ja tylko... Idę do znajomego...
-Nie przepadam za potworami. Odejdź z tąd!
-Co proszę?! Nie mam zamiaru słuchać jakiejś dziuni, zrobię co mi sie bedzie podobać!- w momencie gdy wo powiedziałem korzenie zaczęły wyrastać ku moim stopą. Zmieniłem sie w nietoperza i wyniosłem sie nad las. "C...Co to było?" Zastanawiałem sie lecąc do domu Chrisa.
Gdy tak doleciałem zastałem Sorina klejącego sie do gospodarza. "Hej... Jakby sie tak zastanowić to w tym domu jest trzech blondynów, a ja niedawno uratowałem blondynkę... CZY NA TYM ŚWIECIE ISTNIEJĄ SAMI BLONDYNI?!?!" rozmyślałem siadając na sofie w salonie. Syren automatycznie odkleił sie od mężczyzny i podszedł do mnie mówiąc.
-Zejdź z mojej sofy. Ona jest m o j a!- następnie zepchnął mnie i położył sie spać.
-Tak właściwie to jest moja-wtrącił sie Chris i cieżko wzdychając poszedł do kuchni. Podazylam za nim i usiadłem przy stole.
-Hej, Chris. Czy w lesie mieszka ktoś oprócz ciebie?-zapytałem.
-Chyba nie, dlaczego pytasz?
-Spotkałem dzisiaj kobietę o różowych włosach. Zaatakowała mnie jakaś mroczną magią-wytłumaczyłem. Blondyn spojrzał na mnie zaskoczony.
-...Co?

<chlopaki?>

06 stycznia 2016

Od Lyry do Sofi

Dziewczyna zaprowadziła Lyrę do swojego domu. Była to pobliska kamienica. Mieszkanie Sofi było niewielkie i skromnie umeblowane.Obie weszły do salonu. Podłoga tam była wykonana z kamienia, a na niej leżał dość stary dywan. W rogu stał stoliczek do kawy, a po bokach znajdowały się dwa fotele. Elfka z zaciekawieniem rozglądała się po pomieszczeniu. Dziewczyna w czerwonym płaszczu powiedziała, co gdzie się znajduje. Niestety nie mogła zostać, bo miała wartę. Zostawiła blondynkę samą w domu i wyszła. Gdy tylko drzwi się zamknęły, Lyra głośno westchnęła.
- W co ja się wpakowałam? - Mówiła do siebie. Nerwowo zaczęła chodzić po pokoju. - Co mam zrobić, Liam na pewno jest już w mieście. Wyda rozkaz by mnie szukano. Sofi będzie musiała wykonać rozkaz - elfka zaczynała coraz bardziej panikować. Usiadła na fotelu i skuliła się, zakrywając dłońmi twarz. W jej głowie panował istny chaos. Jakiś głos w głowie krzyczał, że musi się stąd wydostać.
Po chwili wstała. Ciężko było jej usiedzieć w miejscu. Wyjrzała przez okno. Za oknem było widać dach mniejszego budynku. Ten sam głosik, co krzyczał by uciekać, teraz podpowiadał by wyjść przez okno. Lyra otworzyła okno. Dach sąsiedniego budynku znajdował się blisko.  Dziewczyna bez zastanowienia zdjęła buty i chwyciła je w dłoń. Następnie weszła na parapet i skoczyła. Dach był lekko spadzisty, przez co elfka się poślizgnęła. Zaczęła zsuwać się z dachówek. W ostatniej chwili złapała się rynny. Dopiero teraz blondynka zdała sobie sprawę z tego co zrobiła, a także, że wisi wysoko nad ziemią i jeżeli nic nie zrobi to może spaść.

<Ktoś?>