Szedłem przez las i nagle do moich nozdrzy dostał się słodki zapach. Ruszyłem w jego stronę. Zapach do chodził z Mrocznego Boru. Poczułem niesamowitą żądzy krwi, która z każdą chwilą stawała się coraz silniejsza. Czułem jak tracę nad sobą panowanie. Moje kły sie pokazały, a oczy stały sie czerwone.
Zapach stawał sie coraz bardziej intensywny. W dodatku był taki smakowity. Kilkoma szybkimi szusami ominalem drzewa ale i tak z czymś sie zderzyłem, a raczej z kimś.
-Hej, uważaj co robisz!-zbulwersował się blondyn. Tak, to on tak pysznie pachnie. Tak myśląc zacząłem wdychać słodki zapach coraz bardziej sie do niego zbliżając.
-H-Hej co ty robisz?-zajakalsie chłopak odsuwając mnie. Był wielki! Prawie raz wyższy odemnie! Po raz kolejny poczułem złość spowodowaną moim wyglądem.
Po chwili z mojego żołądka wydobylo sie głośne burknięcia.
-J-jesteś może głodny?-zapytał ostrożnie zielonooki.
-Tak...-odpowiedziałem ostrożnie. Chłopak zaprosił mnie do domu na śniadanie... Zapewne nie dostanę tam nic co mógłbym zjeść, albo raczej nic czym bym sie najadł. Przyjąłem zaproszenie i powędrowałem z blondynem. Okazało sie, że ma na imię Sorin, a dom do którego zmierzamy tak właściwie nie jest jego. Mieszka tam mężczyzna u którego Sorin sie zadłużył i teraz to odpracowuje.
W końcu stanęliśmy przed domem o czarnych dachówkach, ścianach z ciemnego drewna i dwóch wierzący. Altana była lekko podniszczona i brakowało kilku dachówek.
-Wróciłem!-zawołał blondyn wchodząc do domu i potykając sie o prug przewrócił sie.
-Nic ci nie jest?!- zawołałem podchodząc do chłopaka.
-Co sie dzieje?!- krzyknął pojawiający sie znikąd mężczyzna. Był wysoki, a jego ramiona okrywał płaszcz z kapturem. Miał niebliskieoczy i... BLOND WŁOSY!!! Kolejny bladyn!? Toż to patologia! Niedługo bedzie można założyć społeczeństwo blondynów!
-Kim jesteś!?-zapytali oboje spoglądając na mnie.
-Chrisiek, sprowadzileś sobie towarzystwo jak mnie nie było. Jesteś podły... -zaczął marudzić Sorin.
-To ty gotu przywlokleś!- oburzył sie zakapturzony mężczyzna.
-Serio..? Jak to sie stało?-zapytał zielonooki.
-Ehh... Zaprosiłeś mnie na posiłek...-westchnałem wstając. Ten natychmiast zerwał sie z podłogi i łapiąc kosz z pieczywem i innego rodzaju jedzeniem pobiegł gdzieś w podskokach.
- Czy on ma rozdwojenie jaźni?-zapytałem czarnego kapturka.
-To troche bardziej skomplikowane...
<Chris, lub Sorin>
22 października 2015
21 października 2015
Od Sylfi do Izabelli
Strasznie boję się nowo poznanych ludzi, dlatego przy pierwszej okazji uciekłam. Gdy miałam pewność, że dziewczyna mnie nie widzi, oparłam się o pień drzewa i westchnęłam. Miałam pracować nad swoją nieśmiałością, a zamiast tego uciekłam przy pierwszej nadarzającej się okazji. Pewnie wkurzyłam ją tym moim ciągłym "proszę pani". A co jeśli po tym spotkaniu będzie czuła do mnie niechęć? Nie mogę tego tak zostawić. Potrząsnęłam głową, by pozbyć się niepotrzebnych myśli i ruszyłam za Izabell. Wróciłam w to samo miejsce, gdzie przed chwilą rozmawiałam z ową kobietą. Rozejrzałam się wokół. Gdzieś dalej, w mrocznym borze dostrzegłam ruch. Przyjrzałam się dokładniej. Nie chciałam podejmować spontanicznych decyzji, gdyż takowe często źle się kończą. Wpatrywałam się w punkt, gdzie dostrzegłam ruch. Gdy zobaczyłam ludzką sylwetkę, ruszyłam bez zastanowienia. Widziałam oddalającą się postać, więc instynktownie zaczęłam za nią biec. Przekroczyłam granicę lasów. Niespodziewanie zapadłam się. Przez moment nie wiedziałam co się dzieje. Dopiero gdy spojrzałam pod nogi, zorientowałam się, że zapadam się w błocie. Nie miałam pojęcia co robić. Patrzyłam jedynie jak moje śliczne buciki zapadają się pod ziemię. Starałam się wydostać, jednak moja próba skończyła się tym, że jeszcze głębiej ugrzęzłam.
<Izabell, albo ktoś inny?>
<Izabell, albo ktoś inny?>
20 października 2015
Od Lyry do Liama
Jakoś tak wyszło, że Lyra zasnęła na balkonie. Leżała opatulona futrem Lex'a. Tygrys owinął się wokół dziewczyny, co skutecznie chroniło ją przed zimnem i wiatrem. Gdy elfka się obudziła, był już ranek. Wstała i przeciągnęła się. Jednak spanie na ziemi nie było zbyt wygodne. Przeszła przez sypialnię Liama i wyszła na korytarz. Pupil dziewczyny zmienił się w kota i ruszył za nią. Przez krótką chwilę dziewczyna szła korytarzem, lecz zaraz natknęła się na Sylfi. Służąca podeszła do dwójki. Nieśmiało zaproponowała elfce zmianę szat. Lyra zamierzała po prostu opuścić już zamek, jednak wiedziała, że nawet jeśli by mogła wyjść, to król nie wypuścił by jej bez śniadania. A jak się idzie na śniadanie, to należy wyglądać schludnie. Dlatego też przyjęła ofertę służki. Cała trójka ruszyła do garderoby. Gdy strażniczka była już przebrana w nową sukienkę, usiadła na stołku, a pokojówka zaczęła rozczesywać jej włosy. Podczas układania włosów Lyra dowiedziała się, że króla nie ma aktualnie w zamku. W myślach odetchnęła z ulgą i pomyślała "Tak będzie łatwej wyjść". Następnie udała się do jadalni. Usiadła na końcu stołu. Sylfi podała jej śniadanie i gdzieś poszła. Na śniadanie dostała grzanki przyrumienione na złocisty kolor z miodem i filiżankę z herbatą. Była w trakcie, gdy drzwi otworzyły się z hukiem. Do sali wszedł król Liam ze swoim feniksem na ramieniu, a za nim podążało dwóch blondynów. Władca podszedł do dziewczyny i złapał ją za ramiona:
- Lyra, wszystko w porządku? Nic Ci nie jest? - Zapytał Liam. Sprawdzając, czy żadna część ciała dziewczyny nie uległa uszkodzeniu. tym samym nie dawał dziewczynie czasu na odpowiedź. Gdy chłopak przyglądał się ręce strażniczki, ta kątem oka spojrzała na stojących kawałek dalej mężczyzn. Król dostrzegł spojrzenie blondynki i puścił jej przedramię.
- Kto to? - zapytała.
- Ach - mag lodu podszedł do zielonookiego. - To jest Sorin, mój kuzyn - powiedział brunet.
- Miło mi Cię poznać. Jestem Sorin - chłopak zrobił krok do przodu i ukłonił się. Dziewczyna od razu zauważyła, że jest z wysoko postawionej rodziny. Syren następnie podszedł do towarzysza i przedstawił go. - A to jest Chisuś, mój... - Nie dokończył, gdyż przerwała mu owa osoba.
- Ile razy mam Ci to mówić? Jestem Chis, a nie Chrisuś, głąbie - Obrzucił jeszcze kuzyna króla chłodnym spojrzeniem i podszedł do elfki i złapał delikatnie jej dłoń. - Chis Night, to twoich usług - rzekł i delikatnie pocałował dłoń dziewczyny. Blond włosa zarumieniła się, na co zareagowali pozostali panowie. Każdy z nich złapał nekromantę za jedno ucho i odciągnął od niebieskookiej.
- Chrisiu jak śmiesz flirtować z dziewczynami, gdy jestem w pobliżu? Nie podoba mi się to - skarcił go syren.
- Chris, możemy porozmawiać na osobności? - Spytał król. Chwycił maga za rękaw i wyprowadził z sali. Dziewczyna tylko patrzyła jak panowie wychodzą z sali. Jeszcze nie poznała wszystkich panujących zasad na dworze królewskim, dlatego nie wiedziała z jakiego powodu Liam się tak wściekł.
<Liam, albo Sorin?>
- Lyra, wszystko w porządku? Nic Ci nie jest? - Zapytał Liam. Sprawdzając, czy żadna część ciała dziewczyny nie uległa uszkodzeniu. tym samym nie dawał dziewczynie czasu na odpowiedź. Gdy chłopak przyglądał się ręce strażniczki, ta kątem oka spojrzała na stojących kawałek dalej mężczyzn. Król dostrzegł spojrzenie blondynki i puścił jej przedramię.
- Kto to? - zapytała.
- Ach - mag lodu podszedł do zielonookiego. - To jest Sorin, mój kuzyn - powiedział brunet.
- Miło mi Cię poznać. Jestem Sorin - chłopak zrobił krok do przodu i ukłonił się. Dziewczyna od razu zauważyła, że jest z wysoko postawionej rodziny. Syren następnie podszedł do towarzysza i przedstawił go. - A to jest Chisuś, mój... - Nie dokończył, gdyż przerwała mu owa osoba.
- Ile razy mam Ci to mówić? Jestem Chis, a nie Chrisuś, głąbie - Obrzucił jeszcze kuzyna króla chłodnym spojrzeniem i podszedł do elfki i złapał delikatnie jej dłoń. - Chis Night, to twoich usług - rzekł i delikatnie pocałował dłoń dziewczyny. Blond włosa zarumieniła się, na co zareagowali pozostali panowie. Każdy z nich złapał nekromantę za jedno ucho i odciągnął od niebieskookiej.
- Chrisiu jak śmiesz flirtować z dziewczynami, gdy jestem w pobliżu? Nie podoba mi się to - skarcił go syren.
- Chris, możemy porozmawiać na osobności? - Spytał król. Chwycił maga za rękaw i wyprowadził z sali. Dziewczyna tylko patrzyła jak panowie wychodzą z sali. Jeszcze nie poznała wszystkich panujących zasad na dworze królewskim, dlatego nie wiedziała z jakiego powodu Liam się tak wściekł.
<Liam, albo Sorin?>
18 października 2015
Od Sorina do Chrisa.
Chris wyszedł z łazienki i spojrzał na mnie z obrzydzeniem.
-Twoja kolej, idioto-powiedział idąc do swojej sypialni. "Sam jesteś idiotą, nawet nie zauważyłeś mojego naszyjnika..."pomyślałem wchodząc pod prysznic. Strumień wody delikatnie uderzył w moja głowę i zaczął spływać przez moja twarz i szyje na ramiona. "I tak odpłacę mu się za to, że nazwał mnie idiotą" postanowiłem wkładając stworzone przeze mnie trzy-czwarte spodnie i koszulę.
-Szykuj się Chrisiu, idę do ciebie <3- zachichotałem cicho i zacząłem poszukiwania sypialni Night'a. W końcu po bardzo długich poszukiwaniach, trwających mniej niż 30 sekund, znalazłem jego sypialnie. Powoli otworzyłem drzwi, i mając nadzieje, ze mężczyzna śpi wdarłem sie do jego sypialni. Była ciemna i dosyć pusta... Tak jak się spodziewałem.
Moje Chrisiątko spało sobie smacznie w łóżku, a ja miałem zamiar to wykorzystać. Zbliżyłem się do śpiącego mężczyzny i delikatnie go odkryłem; i tak musiało mu być ciepło bo się pocił. Uklęknąłem nad nim i zacząłem wpajać się w jego usta. "Śpi jak kamień... W takim razie, kontynuujemy" stwierdziłem rozpinając jego koszulę. Już chciałem iść dalej ale mężczyzna nagle zerwał się ze snu i zrzucił mnie tym z łóżka pod które odruchowo sie schowałem.
Usłyszałem jak Chris ciężko dyszy i po chwili znów się kładzie."Chyba mnie nie zauważył.." westchnąłem z ulgą i gdy byłem pewny, że Night śpi wymknąłem się z jego sypialni i wróciłem na moją kanapę. Wpatrywałem się w sufit i zastanawiałem z jakiego powodu blond włosy mężczyzna zerwał się ze snu jak oparzony. Doszłem do wniosku że to chyba jednak nie przez moje czyny, a przez to co mi się przyśniło. "Ciekawe o czym śnił ten głupi zboczeniec... " pomyślałem zasypiając.
Rano zerwałam się szczęśliwy z łóżka i udałem się do kuchni. Gdy wszedłem do pomieszczenia zakręciło mi się w głowie i upadłem na podłogę uderzając głową o kant ściany. Nie wiem jak długo leżałem nieprzytomny na ziemi...
Gdy się odkryłem nie wiedziałem co się dzieje dookoła. Spojrzałem na swojej nogi, NOGI! Właśnie ja mam nogi! Dlaczego ja mam nogi? I dlaczego leże na podłodze? W tym momencie rozległ się dźwięk skrzypiących drzwi. " To Chris... " myślałem idąc do kuchni, przecież miałem robić za jego służącego, więc chyba śniadanie też mam robić, no nie?
Udałem się do kuchni i zajrzałem do lodówki, ale były w niej tylko dwie marchewki i trzy jajka. Przejrzałem dokładnie wszystkie szuflady, były puste.
-I co ja mam zrobić kiedy nic nie ma?- Zapytałem sam siebie.
- Kiedy śniadanie ?- Zapytał zdenerwowany gospodarz siadając przy stole. Skamieniałem na jego widok.
- Eee... Wybacz a-ale będę musiał iść do miasta kupić coś do jedzenia bo nic nie ma... - Jęknąłem przerażony.
- To idź powiedział mężczyzna i kup jakiś alkohol... Ach i masz to kupić za swoje pieniądze- powiedzial oschle blondwłosy mężczyzna.
-Ale jak ja mam to niby zrobić? Przecież nie mam pieniędzy.
-Narobiłeś szkód w moim domu i wypiłeś cały mój alkohol...
-Dobrze pójdę- westchnąłem ubierając bluzę i wychodząc. "Za co ja mam mu kupić jedzenie skoro nawet nie mam pieniędzy?" wtedy coś zaszczękotało na mojej szyi. Był to sznur diamentów...
<Ktokolwiek?>
-Twoja kolej, idioto-powiedział idąc do swojej sypialni. "Sam jesteś idiotą, nawet nie zauważyłeś mojego naszyjnika..."pomyślałem wchodząc pod prysznic. Strumień wody delikatnie uderzył w moja głowę i zaczął spływać przez moja twarz i szyje na ramiona. "I tak odpłacę mu się za to, że nazwał mnie idiotą" postanowiłem wkładając stworzone przeze mnie trzy-czwarte spodnie i koszulę.
-Szykuj się Chrisiu, idę do ciebie <3- zachichotałem cicho i zacząłem poszukiwania sypialni Night'a. W końcu po bardzo długich poszukiwaniach, trwających mniej niż 30 sekund, znalazłem jego sypialnie. Powoli otworzyłem drzwi, i mając nadzieje, ze mężczyzna śpi wdarłem sie do jego sypialni. Była ciemna i dosyć pusta... Tak jak się spodziewałem.
Moje Chrisiątko spało sobie smacznie w łóżku, a ja miałem zamiar to wykorzystać. Zbliżyłem się do śpiącego mężczyzny i delikatnie go odkryłem; i tak musiało mu być ciepło bo się pocił. Uklęknąłem nad nim i zacząłem wpajać się w jego usta. "Śpi jak kamień... W takim razie, kontynuujemy" stwierdziłem rozpinając jego koszulę. Już chciałem iść dalej ale mężczyzna nagle zerwał się ze snu i zrzucił mnie tym z łóżka pod które odruchowo sie schowałem.
Usłyszałem jak Chris ciężko dyszy i po chwili znów się kładzie."Chyba mnie nie zauważył.." westchnąłem z ulgą i gdy byłem pewny, że Night śpi wymknąłem się z jego sypialni i wróciłem na moją kanapę. Wpatrywałem się w sufit i zastanawiałem z jakiego powodu blond włosy mężczyzna zerwał się ze snu jak oparzony. Doszłem do wniosku że to chyba jednak nie przez moje czyny, a przez to co mi się przyśniło. "Ciekawe o czym śnił ten głupi zboczeniec... " pomyślałem zasypiając.
Rano zerwałam się szczęśliwy z łóżka i udałem się do kuchni. Gdy wszedłem do pomieszczenia zakręciło mi się w głowie i upadłem na podłogę uderzając głową o kant ściany. Nie wiem jak długo leżałem nieprzytomny na ziemi...
Gdy się odkryłem nie wiedziałem co się dzieje dookoła. Spojrzałem na swojej nogi, NOGI! Właśnie ja mam nogi! Dlaczego ja mam nogi? I dlaczego leże na podłodze? W tym momencie rozległ się dźwięk skrzypiących drzwi. " To Chris... " myślałem idąc do kuchni, przecież miałem robić za jego służącego, więc chyba śniadanie też mam robić, no nie?
Udałem się do kuchni i zajrzałem do lodówki, ale były w niej tylko dwie marchewki i trzy jajka. Przejrzałem dokładnie wszystkie szuflady, były puste.
-I co ja mam zrobić kiedy nic nie ma?- Zapytałem sam siebie.
- Kiedy śniadanie ?- Zapytał zdenerwowany gospodarz siadając przy stole. Skamieniałem na jego widok.
- Eee... Wybacz a-ale będę musiał iść do miasta kupić coś do jedzenia bo nic nie ma... - Jęknąłem przerażony.
- To idź powiedział mężczyzna i kup jakiś alkohol... Ach i masz to kupić za swoje pieniądze- powiedzial oschle blondwłosy mężczyzna.
-Ale jak ja mam to niby zrobić? Przecież nie mam pieniędzy.
-Narobiłeś szkód w moim domu i wypiłeś cały mój alkohol...
-Dobrze pójdę- westchnąłem ubierając bluzę i wychodząc. "Za co ja mam mu kupić jedzenie skoro nawet nie mam pieniędzy?" wtedy coś zaszczękotało na mojej szyi. Był to sznur diamentów...
<Ktokolwiek?>
Od Chrisa do Sorina
Tak jak sądziłem ta kobieta przemówiła do rozsądku smarkacza. Wyleczyła go, następnie ten poszedł do swojego domu, jeśli to coś pod wodą było domem i po chwili wrócił z woreczkiem. Wydawał mi się mały, ale może były tam kosztowności. Wziąłem sakiewkę od syrena i zajrzałem do niej. Ku memu zdziwieniu znajdowało się tam tylko kilka monet. Zacząłem je liczyć. Było ich trzydzieści. TRZYDZIEŚCI! Czy on sobie ze mnie żartuje? Zirytowany popatrzyłem na niego. Sorin zaczął się wykręcać, że nie ma więcej. A co mnie to obchodzi. Jakoś miał czelność upić się i zniszczyć moje mienie, pomimo tego, że wiedział o swojej sytuacji gospodarczej. Albo nie zna się na zarządzaniu swoimi zasobami, albo jest po prostu głupi. Przez przypadek napomknął, że jest spokrewniony z królem. Na rękę mi ta wiadomość, może się przydać. Uznałem, że przecież mogę iść do króla. Dostałbym to czego chcę i załatwione. Nie musiałbym się z nim dalej użerać. Nie chcąc dłużej zwlekać, podniosłem rybo-człowieka i przerzuciłem go sobie przez ramię. Chłoptaś odpowiedział, że nie chce mieszać w to króla. I ruszył na mnie z mieczem. Nie mając wielkiego wyboru przyzwałem umarlaka. Ten z łatwością go pokonał. Przyzwałem jeszcze kilku i cofnąłem się w bezpieczne miejsce z dala od pola walki. Nagle poczułem ogromne zmęczenie. No tak. Przecież niewiele spałem ostatniej nocy. Wszystko przez tego szczeniaka. Nawet nie zauważyłem, kiedy Sorin pokonał moich sługusów i podszedł do mnie. Ocknąłem się dopiero, gdy wokół mnie pojawił się krąg ognia. Rozejrzałem się. Widząc zbliżającą się do mnie postać upadłem na ziemie. Chłopak przyłożył miecz do mojej szyi. Jak mogłem dopuścić by do mnie podszedł? Czułem się z tym okropnie. Opuściłem gardę. Nie miałem wyboru, musiałem się poddać. Myślałem, że mnie zabije, lub pójdę do niewoli. Jednak ten klasnął tylko w dłonie i z uśmiechem na twarzy powiedział, że wracamy do domu. Przez chwilę nie wiedziałem o co chodzi. On tylko odparł, że musi odpokutować za szkody i będzie zajmował się moim domem. Czy go do reszty pogięło? Co on, chce zostać kurą domową? Wyczarował sobie nawet konia za pomocą ognia. Ten dzieciak jest nienormalny. Zamiast od razu wyczarować rumaka, to on na boso szedł po igliwiu. Blondyn zaprosił mnie na swojego wierzchowca. Chciałem odpuścić, ale byłem zbyt zmęczony, by przywołać swojego rumaka. Wsiadłem za nim i chwyciłem za wodze. Młody chciał prowadzić, jednak przez jego orientacja pozostawia wiele do życzenia, przez co nie pozwoliłem mu prowadzić.
Gdy dojechaliśmy do domu, poszedłem do łazienki wziąć prysznic. Puściłem sobie wodę i stałem bez ruchu. Woda spływała po moich włosach. Zanim zacząłem się myć, musiałem uporządkować myśli. Z sekundy na sekundę miałem w głowie co raz większy mętlik. Walnąłem z pięści w ścianę, by pozbyć się tych nieprzyjemnych wspomnień. Uznałem, że już dosyć i zacząłem się myć. Skończyłem i wyszedłem z łazienki. Skierowałem się w stronę sypialni. Byłem naprawdę zmęczony i myślałem o łóżku. Wszedłem do salonu. Wystarczyło spojrzeć na nic nierobiącego szczeniaka. Zemdliło mnie na jego widok.
- Twoja kolej, idioto - warknąłem i poszedłem dalej. Nie zwracałem na niego uwagi. Poczłapałem do pokoju i zamknąłem za sobą drzwi. Położyłem się spać. Przez jakiś czas leżałem niespokojnie, dopóki nie zasnąłem. Następnego dnia obudziłem się zalany potem. Miałem wrażenie, że śniły mi się koszmary i Sorin tam chyba występował.
<Sorin? nie kombinujesz nic, prawda?>
Gdy dojechaliśmy do domu, poszedłem do łazienki wziąć prysznic. Puściłem sobie wodę i stałem bez ruchu. Woda spływała po moich włosach. Zanim zacząłem się myć, musiałem uporządkować myśli. Z sekundy na sekundę miałem w głowie co raz większy mętlik. Walnąłem z pięści w ścianę, by pozbyć się tych nieprzyjemnych wspomnień. Uznałem, że już dosyć i zacząłem się myć. Skończyłem i wyszedłem z łazienki. Skierowałem się w stronę sypialni. Byłem naprawdę zmęczony i myślałem o łóżku. Wszedłem do salonu. Wystarczyło spojrzeć na nic nierobiącego szczeniaka. Zemdliło mnie na jego widok.
- Twoja kolej, idioto - warknąłem i poszedłem dalej. Nie zwracałem na niego uwagi. Poczłapałem do pokoju i zamknąłem za sobą drzwi. Położyłem się spać. Przez jakiś czas leżałem niespokojnie, dopóki nie zasnąłem. Następnego dnia obudziłem się zalany potem. Miałem wrażenie, że śniły mi się koszmary i Sorin tam chyba występował.
<Sorin? nie kombinujesz nic, prawda?>
17 października 2015
Od Liama do Lyry.
Obudziłem się przed wschodem słońca i marudząc na obolałe plecy wstałem z fotela rozglądając po pokoju. Był pusty. Łóżko w nieładzie, a drzwi na balkon uchylone. "Czyżby ją porwano? Ale przecież ma tygrysa, nie mogło jej się nic stać. Czyli... Po prostu odeszła..." poczułem dziwny ból w klatce piersiowej. Chciało mi się płakać, ale nie mogłem sobie na to pozwolić. Usiadłem w fotelu chowając twarz w dłoniach "Możliwe że już nigdy jej nie zobaczę..."
-Przyjacielu ,co się stało?-usłyszałem znajomy głos za plecami. Spojrzałem w stronę Colden'a smutno się uśmiechając.
-Nic takiego... Po prostu się zakochałem-wytłumaczyłem.
-Chodzi o tą elfkę?
-Tak...-westchnąłem smutno.
-Mogę ją dla ciebie poszukać-powiedział fenix opierając głowę na moim ramieniu.
-Naprawdę!? Dziękuje ci!- uścisnąłem pupila, poczułem przyjemny chłód bijący od niego. -Leć-puściłem zwierze i udałem sie do garderoby, ubrałem sie nieco mniej wytwornie niż zwykle. Moje zwyczajowe królewskie szaty zastapiły spodnie moro, granatowy T-shirt, czarna kurtka wykładana futrem i tego samego koloru trapery, a przez szyje przewiesiłem mój srebrny medalion. Miałem odwiedzić kuzyna i przedstawić mu Lyrę, ale bede musiał zrezygnować z drugiej opcji. Może troche popływamy, lub poprzechadzam sie po brzegu....
Wyszedłem z mojej komnaty i ruszyłem w stronę stajni. Miałem zamiar już wyjeżdżać, gdy podbiegła do mnie pokojówka z zawiniątkiem w ręku.
-Panie-zaczęła zdyszana. -Mam dla pana prowiant na podróż-powiedziała.
-Dziękuje Sylfi, włóż to do mojej sakwy-dziewczyna potaknęła i wykonała polecenie po czym pobiegła do pałacu, a ja ruszyłem w drogę.
Dotarłem na miejsce przed południem. Zostawiłem konia na pobliskiej łące, a sam udałem sie nad brzeg; zdejmując kurtkę i koszulkę; usiadłem czekając na kuzyna.
Po chwili usłyszałem kroki i przy moim boku usiadł zielonooki blondyn.
-Cześć kuzyn- powiedział.
-Cześć Sorin.
-Co cię tu sprowadza?
-Aaa...Nic. Po prostu przyszłemu cię utopić-zaśmiałem sie łapiąc kuzyna, przerzucając go przez ramie i wskakując do wody. Wypłynelismy na powierzchnie. Wybuchałem śmiechem widziąc mokrego Sorina za co zostałem pochlapany. Rozpoczęła sie istna wodna wojna.
-Jak dzieci...-mruknął jakiś mężczyzna stojący na brzegu. Miał blond włosy z rzucającą sie w oczy grzywką, o niebieskich ochach, a przyodziany był w ciemny płaszcz z kapturem.
-Cześć Chrisiu! <3
-Kto to?-zapytałem rownocześnie z nieznajomym.
-To jest Chris-zaczął mój kuzyn. -Zmolestolał mnie kiedyś i wyłudził odemnie kasę...
-Idioto to nie prawda!-zbulwersował sie mężczyzna.
-A to jest Liam, mój kuzyn- dodał Sorin wskazując mnie.
-Miło mi cię poznać...-zacząłem, ale po chwili usłyszałem znajomy głos zza pleców.
-Panie! Panie!-zawołał Colden. -Znalazłem pannę Lyrę.
<Lyra!?>
-Przyjacielu ,co się stało?-usłyszałem znajomy głos za plecami. Spojrzałem w stronę Colden'a smutno się uśmiechając.
-Nic takiego... Po prostu się zakochałem-wytłumaczyłem.
-Chodzi o tą elfkę?
-Tak...-westchnąłem smutno.
-Mogę ją dla ciebie poszukać-powiedział fenix opierając głowę na moim ramieniu.
-Naprawdę!? Dziękuje ci!- uścisnąłem pupila, poczułem przyjemny chłód bijący od niego. -Leć-puściłem zwierze i udałem sie do garderoby, ubrałem sie nieco mniej wytwornie niż zwykle. Moje zwyczajowe królewskie szaty zastapiły spodnie moro, granatowy T-shirt, czarna kurtka wykładana futrem i tego samego koloru trapery, a przez szyje przewiesiłem mój srebrny medalion. Miałem odwiedzić kuzyna i przedstawić mu Lyrę, ale bede musiał zrezygnować z drugiej opcji. Może troche popływamy, lub poprzechadzam sie po brzegu....
Wyszedłem z mojej komnaty i ruszyłem w stronę stajni. Miałem zamiar już wyjeżdżać, gdy podbiegła do mnie pokojówka z zawiniątkiem w ręku.
-Panie-zaczęła zdyszana. -Mam dla pana prowiant na podróż-powiedziała.
-Dziękuje Sylfi, włóż to do mojej sakwy-dziewczyna potaknęła i wykonała polecenie po czym pobiegła do pałacu, a ja ruszyłem w drogę.
Dotarłem na miejsce przed południem. Zostawiłem konia na pobliskiej łące, a sam udałem sie nad brzeg; zdejmując kurtkę i koszulkę; usiadłem czekając na kuzyna.
Po chwili usłyszałem kroki i przy moim boku usiadł zielonooki blondyn.
-Cześć kuzyn- powiedział.
-Cześć Sorin.
-Co cię tu sprowadza?
-Aaa...Nic. Po prostu przyszłemu cię utopić-zaśmiałem sie łapiąc kuzyna, przerzucając go przez ramie i wskakując do wody. Wypłynelismy na powierzchnie. Wybuchałem śmiechem widziąc mokrego Sorina za co zostałem pochlapany. Rozpoczęła sie istna wodna wojna.
-Jak dzieci...-mruknął jakiś mężczyzna stojący na brzegu. Miał blond włosy z rzucającą sie w oczy grzywką, o niebieskich ochach, a przyodziany był w ciemny płaszcz z kapturem.
-Cześć Chrisiu! <3
-Kto to?-zapytałem rownocześnie z nieznajomym.
-To jest Chris-zaczął mój kuzyn. -Zmolestolał mnie kiedyś i wyłudził odemnie kasę...
-Idioto to nie prawda!-zbulwersował sie mężczyzna.
-A to jest Liam, mój kuzyn- dodał Sorin wskazując mnie.
-Miło mi cię poznać...-zacząłem, ale po chwili usłyszałem znajomy głos zza pleców.
-Panie! Panie!-zawołał Colden. -Znalazłem pannę Lyrę.
<Lyra!?>
16 października 2015
Od Sorina do Chrisa
Ulquiorra podeszła do mnie i wyleczyła moją kostkę. Byłem zdumione, ale czego innego miałem się spodziewać po największej władczyni. Po chwili oberwałem w tył głowy. Odwróciłem się w stronę oprawcy. Był to chłopak o niebieskich włosach i oczach, posiadający kocie uszy, ogon i pasury.
-Należało by coś powiedzieć-warknął w moją stronę dzieciak.
-A-Ah... Dziękuje- zwróciłem sie do kobiety uchylając głowę.
-Skoro jesteś już w pełni sprawny, oddaj temu człowiekowi to co mu się należy-odpowiedziała chłodnym tonem kobieta, po czym (chwytając kociaka za ucho) odeszła w swoją stronę.
-Ruszysz się wreście? Nie mam zamiaru spędzić tu całego dnia- mruknął zniecierpliwiony blondyn.
-Idę, idę... Nie marudź...- wymamrotałem wstając. Następnie z rozpędu wskakując do wody i przemieniając się. Szybko popłynąłem do domu i zajrzałem do kufra z pieniędzmi. "Został mi tylko jeden mieszek złota, to na pewno za mało... Trudno" Wziąłem woreczek z pieniędzmi i popłynąłem z nim do brzegu.
-No w końcu-westchnął zniecierpliwiony mężczyzna wyciągając dłoń po zapłatę. Podałem mu mieszek w którym było ok. 30 monet. -Żartujesz, to nie wystarczy- prychnął mężczyzna.
-A-Ale ja nie mam więcej...-szepnąłem.
-A twoja rodzina? Masz jakiś krewnych?-dopytywał blondyn.
-Tylko Liama...-zacząłem i od razu zasłoniłem sobie usta. "Co ty robisz!? Nie możesz kłopotać kuzyna, on na pewno jest zajęty!" skarciłem się.
-Czy ty powiedziałeś "Liama"? Chodzi ci o króla? Trzeba było tak od razu- powiedział Chris przerzucając mnie sobie przez ramie. strzeliłem mu z ogona i zmieniając się w człowieka zeskoczyłem z niego. "Zimno w stopy, zimno w stopy..." marudziłem stojąc na lodzie w samych spodniach.
-Miałeś oddać mi dług tak, w takim razie jazda!-warknął mężczyzna przywołując martwych sługusów.
-Oddam, ale nie mieszaj w to Li-kuna-odparowałem przywołując miecz z ognia.-Nie dasz mi rady Chris.
Zaczęła się walka pomiędzy mną a Chrisem. Ten nieustannie wzywał nowych sługów, których ja prędko niszczyłem. Co chwila bardziej zbliżałem się do mężczyzny. Lód stopił się pod moimi stopami, otoczył nas ognisty krąg. Chris osłabł i upadł na kolana, a na jego twarzy pojawił się grymas niezadowolenie, gniewu i wstydu. Przyłożyłem mu miecz do szyji.
-Poddajesz się?-zapytałem władczym tonem.
-Tak...-wymamrotał blondyn.
-Dobra- uśmiechnąłem się klaszcząc w dłonie i wszystko 9oprucz moich spodni) zniknęło. -W takim razie jako pokutę zajmę się dla ciebie domem-powiedziałem skacząc z jednej nogi na drugą w stronę wody.
-Ze niby co?-warknął Chris podnosząc się z ziemi.
-Masz jakieś zastrzenia?-zapytałem przymykając oczy i wykrzywiając usta w uśmiechu.
-Nie-mruknął niezadowolony.
-W takim razie do domciu! <3-zawołałem. -Chisiu masz na tyle sił by zawołać konika, czy ja mam to zrobić?-zobaczyłem jak na czole mężczyzna gniewnie pulsuje żyłka.
-Skoro możesz to zrobić to czemu wtedy tego nie zrobiłeś?-warknął poirytowany.
-Oszczędność-westchnąłem i wezwałem mojego kasztanka (maść konia).-Wskakuj sadysto.
-Kto niby jest sadystą?!-zapytał Chris wskakując za mnie.
-Jedziemy do domciu! <3
W końcu dojechaliśmy do domu Chisa. Ten jak tylko przekroczyliśmy próg oznajmił, że śpie na kanapie i nie mam nawet myśleć o łóżku, po czym poszedł wziąć kąpiel. Położyłem się na mojej kanapie i wyciągnąłem z kieszeni naszyjnik z drogich kamieni. "Nawet nie zauważyła, że mam kolczyk z diamentem, a przecież do kolczyka musi być naszyjnik do zestawu..."zadumałem się i zawiesiłem sobie na szyi naszyjnik. Po czym przywołałem koszule, ale nie chciało mi się jej zapinać. "Nawet jak mi weźmie biżuterie to nie pójdę, za wygodnie mi tu..."
<Wyłaź z tej łazienki Chris>
-Należało by coś powiedzieć-warknął w moją stronę dzieciak.
-A-Ah... Dziękuje- zwróciłem sie do kobiety uchylając głowę.
-Skoro jesteś już w pełni sprawny, oddaj temu człowiekowi to co mu się należy-odpowiedziała chłodnym tonem kobieta, po czym (chwytając kociaka za ucho) odeszła w swoją stronę.
-Ruszysz się wreście? Nie mam zamiaru spędzić tu całego dnia- mruknął zniecierpliwiony blondyn.
-Idę, idę... Nie marudź...- wymamrotałem wstając. Następnie z rozpędu wskakując do wody i przemieniając się. Szybko popłynąłem do domu i zajrzałem do kufra z pieniędzmi. "Został mi tylko jeden mieszek złota, to na pewno za mało... Trudno" Wziąłem woreczek z pieniędzmi i popłynąłem z nim do brzegu.
-No w końcu-westchnął zniecierpliwiony mężczyzna wyciągając dłoń po zapłatę. Podałem mu mieszek w którym było ok. 30 monet. -Żartujesz, to nie wystarczy- prychnął mężczyzna.
-A-Ale ja nie mam więcej...-szepnąłem.
-A twoja rodzina? Masz jakiś krewnych?-dopytywał blondyn.
-Tylko Liama...-zacząłem i od razu zasłoniłem sobie usta. "Co ty robisz!? Nie możesz kłopotać kuzyna, on na pewno jest zajęty!" skarciłem się.
-Czy ty powiedziałeś "Liama"? Chodzi ci o króla? Trzeba było tak od razu- powiedział Chris przerzucając mnie sobie przez ramie. strzeliłem mu z ogona i zmieniając się w człowieka zeskoczyłem z niego. "Zimno w stopy, zimno w stopy..." marudziłem stojąc na lodzie w samych spodniach.
-Miałeś oddać mi dług tak, w takim razie jazda!-warknął mężczyzna przywołując martwych sługusów.
-Oddam, ale nie mieszaj w to Li-kuna-odparowałem przywołując miecz z ognia.-Nie dasz mi rady Chris.
Zaczęła się walka pomiędzy mną a Chrisem. Ten nieustannie wzywał nowych sługów, których ja prędko niszczyłem. Co chwila bardziej zbliżałem się do mężczyzny. Lód stopił się pod moimi stopami, otoczył nas ognisty krąg. Chris osłabł i upadł na kolana, a na jego twarzy pojawił się grymas niezadowolenie, gniewu i wstydu. Przyłożyłem mu miecz do szyji.
-Poddajesz się?-zapytałem władczym tonem.
-Tak...-wymamrotał blondyn.
-Dobra- uśmiechnąłem się klaszcząc w dłonie i wszystko 9oprucz moich spodni) zniknęło. -W takim razie jako pokutę zajmę się dla ciebie domem-powiedziałem skacząc z jednej nogi na drugą w stronę wody.
-Ze niby co?-warknął Chris podnosząc się z ziemi.
-Masz jakieś zastrzenia?-zapytałem przymykając oczy i wykrzywiając usta w uśmiechu.
-Nie-mruknął niezadowolony.
-W takim razie do domciu! <3-zawołałem. -Chisiu masz na tyle sił by zawołać konika, czy ja mam to zrobić?-zobaczyłem jak na czole mężczyzna gniewnie pulsuje żyłka.
-Skoro możesz to zrobić to czemu wtedy tego nie zrobiłeś?-warknął poirytowany.
-Oszczędność-westchnąłem i wezwałem mojego kasztanka (maść konia).-Wskakuj sadysto.
-Kto niby jest sadystą?!-zapytał Chris wskakując za mnie.
-Jedziemy do domciu! <3
W końcu dojechaliśmy do domu Chisa. Ten jak tylko przekroczyliśmy próg oznajmił, że śpie na kanapie i nie mam nawet myśleć o łóżku, po czym poszedł wziąć kąpiel. Położyłem się na mojej kanapie i wyciągnąłem z kieszeni naszyjnik z drogich kamieni. "Nawet nie zauważyła, że mam kolczyk z diamentem, a przecież do kolczyka musi być naszyjnik do zestawu..."zadumałem się i zawiesiłem sobie na szyi naszyjnik. Po czym przywołałem koszule, ale nie chciało mi się jej zapinać. "Nawet jak mi weźmie biżuterie to nie pójdę, za wygodnie mi tu..."
<Wyłaź z tej łazienki Chris>
Od Lyry do Sofi
Gdy dzień chylił się ku końcowi, Lyra opuściła mroźne miasto. Cały dzień starała się unikać Liama i królewskiej straży. Miała wrażenie, że król przystawia się do niej. Skierowała się do drugiego miasta, które było w cieplejszej części krainy. Ponieważ zależało jej, by jak najszybciej udać się do miejscowości, zmieniła się w młodego liska z białą sierścią i pobiegła przez las. Tym razem Lex nie mógł jej towarzyszyć, pilnował by król Liam nie znalazł elfki za szybko. Więc była zdana tylko na siebie. Starała się zbytnio nie oddalać od ścieżki, ponieważ nie znała tego lasu wystarczająco dobrze i mogła by gdzieś w złą stronę skręcić. Dziewczyna celowo jednak nie biegła ścieżką. Wiedziała, że po zmianie w białego lisa jest znakomitym celem dla łowców i tropicieli. No przecież nie codziennie pojawia się okazja by zdobyć białe futro, a nie jedna kobieta by się o takie pobiła, byle mieć choćby rękawiczki. Lyra była już nie daleko miasteczka. Ucieszyła by się, że już nie daleko gdyby nie odgłos kopyt uderzających w podłoże. Odwróciła głowę. Było dwóch jeźdźców, Liam i jeszcze jeden ciemno włosy mężczyzna. Widziała go kiedyś w zamku, gdy król dawał mu jakieś zlecenie. Dziewczyna pomyślała przez chwilę, by przypomnieć sobie jego imię. Nastąpiła chwila zadumy. Lyra przypomniała sobie jego imię, Levi. Jednak nie dane było jej się nacieszyć sukcesem, gdyż drzewo jakby wyrosło tuż przednią i musiała się skupić by nie zderzyć się z nim. Jakimś cudem minęła do drzewo, i przyspieszyła na ile pozwoliły jej przykrótkie łapki. Tuż przed miastem zmieniła się w swoją ludzką postać. Zdyszana powlokła się w stronę głównej bramy. Uspokoiła się i przeszła przez bramę. Gdy tylko skręciła w uliczkę ruszyła biegiem. Pech chciał, że wpadła na jakąś osobę. Popatrzyła na tą osobę, a na twarzy elfki pojawiło się przerażenie. Wpadła na dziewczynę, a po jej stroju można było wywnioskować, że była tutejszą strażą. Z zakłopotaniem spojrzała na dziewczynę odzianą w czerwony płaszcz. Wiedziała, że zacznie ją zaraz przepytywać, a przecież nie miała czasu by się zatrzymywać. Nim tamta zdążyła cokolwiek powiedzieć, odezwała się:
- Możesz mnie gdzieś ukryć?
- Co? Ale dlaczego? - Szatynka patrzyła na Lyrę, po czym dodała - A ty jesteś?
- Lyra, to pomożesz mi się ukryć? Goni mnie jakaś zgraja mężczyzn. Są uzbrojeni. Strasznie się boję - oczywiście musiała lekko podkoloryzować historię, no bo nie powie, że ściga ją król. - To jak? pomożesz?
<Sofi, pomocy>
- Możesz mnie gdzieś ukryć?
- Co? Ale dlaczego? - Szatynka patrzyła na Lyrę, po czym dodała - A ty jesteś?
- Lyra, to pomożesz mi się ukryć? Goni mnie jakaś zgraja mężczyzn. Są uzbrojeni. Strasznie się boję - oczywiście musiała lekko podkoloryzować historię, no bo nie powie, że ściga ją król. - To jak? pomożesz?
<Sofi, pomocy>
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)