22 września 2014

Od Augustina do Lyry.

Był wieczór. Siedziałem na drzewie i śledziłem poczynania Lyry. W nocy moja moc słabła więc unikałem jej wzroku (dla bezpieczeństwa). Może i nie położyła się spać, ale rozbiła obóz. Czasami zastanawiałem się dlaczego muszę się jej pozbyć, przecież w niczym mi nie przeszkadzała. Mimo to nienawidziłem jej. Miałem nadzieje, że położy się spać a w tedy ukradnę jej kryształ dzięki któremu naradza się nowa strażniczka księżyca. Jedynym problemem był jej tygrys. Strzegł jej dwadzieścia cztery na dobę. W pewnej chwili dostrzegłem jakiś ruch w pobliżu i  z krzaków wyskoczyła łania. Zwierzak Lyry chciał atakować ale powstrzymała go. Łania wyglądała jak sparaliżowana ze strachu. Bez ruchu wpatrywała się w Lyre. Było w niej coś znajomego, tylko co?
-Nie bój się, choć- powiedziała Lyra. Gdy wyciągnęła rękę na której miała okruszki chleba łania zawachała się, ale po chwili podeszła do dziewczyny. Gdy łania stanęła w świetle ogniska rozpoznałem ją. To była Ceria, pracowała jako szpieg. Pytanie, dla kogo? Nigdy nie widziłem Ceri w towarzystwie Lyry, więc chyba się nie znają.


<Lyra dokończysz?>

20 września 2014

Od Kasandry Do Sylfi

Od Kasandry do Sylfi.

Służąca otworzyła mi bramę.
-Witaj w zamku - powiedziała służąca. - Król chce się z tobą widzieć.
- Dobrze, zaprowadź mnie więc do niego - dziewczyna wykonała obrót na pięcie i ruszyła w stronę komnat. Prowadziła mnie krętymi korytarzami, aż w końcu stanęła przed dużymi, ozdobnymi drzwiami. Zapukała delikatnie i weszła, mówiąc.
- Przybyła pani Kasandra - w pokoju stał mężczyzna. Był wysoki, szczupły i całkiem nieźle umięśniony.
- Witaj Kasandro, miło cię widzieć-powiedział król Liam. Jak zawsze przez jego ,,królewskie'' maniery prawie się nie roześmiałam.
-Witaj królu Liamie, prawowity władco naszej krainy- powiedziałam. Zawsze kiedy tak mówiłam na jego twarzy pojawiał się grymas poirytowania. Myślę, że nie lubił gdy tak do niego się zwracałam.
-Czy mogłabyś mówić mi... a nie ważne. Jak minęła ci podróż?- przewróciłam oczami.
-Była bardzo męcząca, jak zawsze. Zapomniałeś, że do Mrocznego Boru nie ma drogi?-Liam wydał mi się zakłopotany. Zawsze tak się zachowywał w... w dzień... w dzień śmierci swoich rodziców. To byli moi najlepsi przyjaciele, pomyślałam, a teraz już ich nie ma, został mi tylko Liam. To mój jedyny przyjaciel. 
-A więc... jak ci się żyje?-spojrzałam na Liama i uśmiechnęłam się, opowiedziałam mu o tym gdzie teraz mieszkam i jak ciężko żyć w samotności. W końcu dotarliśmy do sali jadalnej i zaśedliśmy do stołu czekając na posiłek.

08 września 2014

Od Lyry Do Liama

Chłopak wyszedł, a Lyra została z pokojówką. Nie miała pojęcia co ma zrobić. Splotła ręce za plecami i udała, że podziwia wystrój pokoju. Po chwili odezwała się służąca Liama.
- Czy zamierza, pani, iść na kolację? - Wydawała się przytłoczona sytuacją. Nawet bardziej niż Lyra.
- Myślę, że pójdę - odparła Lyra. Uśpi czujność Króla i ucieknie z zamku. Plan idealny. Uśmiechnęła się delikatnie i dodała - My się jeszcze nie znamy. Mam na imię Lyra. A ty?
- Sylfi.
- Gdzie jest kolacja? - Dziewczyna skierowała się do drzwi.
- Czekaj! Nie możesz iść tak ubrana! Będziesz jadła kolację z samym królem. Choć - złapała Lyrę za przedramię i pociągnęła w stronę innych drzwi. - Najpierw cię wyszyuję.
Niedługo potem strażniczka była gotowa  do wyjścia. Miała na sobie ładną i zwiewną sukienkę. Sylfi odradziła jej by nie przesadzała z dodatkami i uparła się by zostawić tylko naszyjnik. Gdy była gotowa powiedziała służącej, by powiedziała Królowi, że zaraz będzie. Podeszła do Lex'a.
- Lex, kiedy nikogo nie będzie w pokoju zmienisz się w kota i schowasz się gdzieś - tygrys wydał mruk sprzeciwu. - Mnie też się to nie podoba... Posłuchaj. Dziś w nocy, po kolacji przyjdę tu i uciekniemy stąd. Jako kot nie będziesz zwracał uwagi. W każdym razie nie tak bardzo.
Wyjrzałam przez okno. Dzień chyli się ku końcowi. Niedługo zajdzie słońce. Augustin zazwyczaj nie wychodzi po zmroku. W końcu czerpie energię ze słońca. W przeciwieństwie do mnie. Mam nad nim przewagę w nocy. O ile nie ma nowiu.
Stanęła przy drzwiach. Uśmiechnęła się jeszcze do przyjaciela i wyszła. Sylfi dała jej wskazówki jak dojść do sali, w której odbędzie się kolacja. Zeszła po schodach na dół. Przed drzwiami przystanęła. Wzięła głęboki oddech, wygładziła sukienkę i nacisnęła na klamkę. Może nie ma złych intencji, pomyślała.

<Liam?>

05 września 2014

Od Liama do Sylfi

Gdy zobaczyłem zbliżającego się młodzieńca rozpromieniłem się w duchu. Chciałem by grajek grał koncerty w zamku, koncerty dla Lyry.
- Jestem Jack Smith - powiedział chłopak i dziarskim krokiem ruszył w moją stronę. Gdy zbliżył się do Kasandry ukłonił się i pocałował ją w rękę. Oby nie pocałował także Lyry. Pomyślałem, lecz on stanął przed dziewczyną, ukłonił się i... pocałował ją w dłoń. Czułem, że pożera mnie zazdrość. Starałem się zachować obojętny wyraz twarzy. Jack stanął przede mną i ukłonił się nisko.
- Jacku Smith’sie chciałbym abyś pracował w moim zamku jako królewski grajek - młody grajek był zaskoczony moją propozycją ale jego wyraz twarzy natychmiast zamienił się w radosną.
- Panie - rzekł po chwili - z chęcią będę grał w... - wypowiedź przerwało mu pukanie do drzwi. Po chwili stanął w nich strażnik. Kłaniając się rzekł:
- Królu, pewien mężczyzna prosi o audiencje.
- W jakiej sprawie? - spytałem.
- Mówi, że szuka siostry - zauważyłem, ze w oczach Lyry pojawił się wyraz podobny do niepokoju.
- Jak ma na imię?
- Augustin panie - gdy te słowa zabrzmiały Lyra się zachwiała.
- Nic ci nie jest Lyro? - dziewczyna pokiwała przecząco głową. Odwróciłem się do strażnika i powiedziałem.
- Wpuść go - Lyra ponownie się zachwiała.


<Sylfi dokończysz?>

03 września 2014

Od Sylfi Do Liama

Przy śniadaniu król Liam powiedział mi, że tego dnia do zamku przybędzie elfka. Kasandra. Mam ją wpuścić do środka, a następnie powiadomić go o przybyciu dziewczyny. Zaraz potem wstał od stołu i wyszedł. Z jakiegoś powodu był przygnębiony. Pracowałam już od trzech miesięcy jako osobista służąca, ale nigdy nie widziałam by był tak ponury. Może brakowało mu Lyry. Pozbierałam ze stołu półmiski i kielichy, a następnie zaniosłam je do kuchni. Jak zawsze kręciła się tam kucharka, tym razem nie była przy garnkach. Wyglądała jak król, także była przygnębiona. Tylko w jednym garnku się gotowało, zupa. Taką zupę jedzą zazwyczaj pracownicy. Nic innego się nie gotowało,a stara kucharka prała właśnie ścierki kuchenne. Powinna teraz pichcić obiad dla króla. Zostawiłam naczynia i uprzedziłam kobietę, że mnie nie będzie. Następnie pospieszyłam do głównego wyjścia. Przed drzwiami wyjściowymi się zatrzymałam. Przez jakiś czas czekałam na Kasandrę. Myślałam nad zachowaniem króla i kucharki. Oboje mieli ponure miny. To chyba jednak nie przez Lyrę, choć po części może to być jej sprawa. Pamiętam jak król pożerał ją wzrokiem. Z zamyśleń wyrwał mnie dźwięk pukania w drzwi. Otworzyłam je. Na progu stała dziewczyna, Kasandra. Wpuściłam ją do środka.

<Kas?>

Od Liama Do Lyry

 Gdy pojawiła się pokojówka Lyry, Liam szepnął jej na ucho, by dobrze zajęła się gościem, po czym zwrócił się do elficy:
-Lyro. Życzę ci miłego pobytu w moim zamku. Zapraszam cię również na kolacje.
-Dziękuję - odpowiedziała pospiesznie. Młody król skinął głową i wyszedł z komnaty.
~Ta dziewczyna jest... przepiękna. I wydaje się być mila, ale chyba przytłoczyła ja cala ta sytuacja z tym sprowadzeniem jej do zamku ~ pomyślał młodzieniec. Panna Lyra wyraźnie go oczarowała, tylko nie był pewny, czy to miłość, czy tylko zadurzenie. Postanowił nie wyznawać jej swoich uczuć. ~ Nie będę na nią naciskał. Jeśli będzie chciała odjechać to puszczę ja wolno ~ pomyślał. ~ Ale czy dam radę się z tym pogodzić. ~ Gdy Liam znalazł się w swojej komnacie rozmyślał nad tym, jak oczarować młodą pannę, ale nic nie przychodziło mu do głowy. W końcu poddał się i poszedł na kolacje.


<Lyra dokończysz?>

01 września 2014

Od Liama Do Sylfi

Nastał świt, gdy młody król Liam się obudził. Dzień zapowiadał się normalnie. Jak co dnia Liam wstał i wyjrzał przez okno spoglądając na swoje królestwo. Lecz ten dzień nie był taki zwyczajny, to była trzecia rocznica śmierci rodziców Liama. Dzień śmierci króla i królowej. Król wiedział, że jego lud bardzo przeżywa ten czas, podobnie jak on sam. Postanowił zaprosić do zamku starą znajomą i najbliższą przyjaciółkę rodziny. Kasandre. Mieszkala ona jednak w Mrocznym Borze, zaczął rozważać jak ją sprowadzić do zamku. Przypomniał sobie, że zanim Kas wyjechała powiedziała, że gdyby chciał ją wezwać. Niech to zrobi za pomocą sygnałów na niebie. Liam pobiegł na wierze, a gdy dotarł na jej szczyt, zebrał większość swojej mocy i wysłał ją nad las. Tworząc w ten sposób napis z lodu i śniegu w języku elfów. Który oznaczał ,,Ja król Liam, zapraszam elfke Kasandrę do mojego zamku.’’ Mając nadzieje, że odpowiednia osoba zobaczyła tę informację, ruszył spożyć poranny posiłek.

Gdy Kasandra zobaczyła znak na niebie bardzo się zaskoczyła.
- Czego on możne ode mnie chcieć? - Zamyśliła się.
- To przecież dzisiaj - powiedziała do siebie. - Trzecia rocznica śmierci rodziców Liama - po tych słowach zmieniła się w wilka i pobiegła w stronę zamku.

<Sylfi, dokończysz?>