01 sierpnia 2018

Od Legolasa do Matta

Wysoki, przystojny elf rytmicznie uderzał pięścią w drewniane drzwi. I możliwe, że robił to zbyt mocno, lub zbyt szybko ale nie interesowało go to. Chciał  sie szybko dostać do środka i dostać od lekarza... Kilka... Fajnych rzeczy.
Po chwili, która trwała zdecydowanie zbyt długo, drzwi uchyliły sie lekko, a blondyn wparował do środka jak gdyby był u siebie.
-Poszukuje lekarza o imieniu Matt-powiedział odrzucając włosy do tylu. Za drzwiami stał anioł patrzący na Legolasa w zdumieniu, lub ogarnięty przez inną emocje które nie miały znaczenia dla elfa. - A więc? Wiesz gdzie on jest aniele?
-Ah.. Tak.. To ja. Czego ci potrzeba?- odezwał sie brunet odzyskując spokój.
-Słyszałem, że wiesz dużo rzeczy- zaczął Legolas opierając dłnie na swoich, jak uważał, seksownych bioderkach.
-Tak to pra..-nim uzdrowiciel zdążył dokończyć blondyn przerwał mu.
-Chciałbym sie dowiedzieć więcej o kobiecym ciele. Możesz mi powiedzieć cos na ten temat?
Anioł westchnął w odpowiedzi i uśmiechnął sie lekko.
-Niestety jestem teraz trochę zajęty, ale  mogę ci dać jedną z moich ksiąg. Oczywiście nie na zawsze-zaproponował na co elf klasnął radośnie.
-Cudownie!-zawołał blondwłosy i podziękował z wielkim uśmiechem  kiedy lekarz wręczył mu grubą księgę. Elf przyglądał sie jej lekko sie śliniąc. Przycupnął na ziemi i otworzył książkę. W końcu. Wszystkie tajniki kobiecego ciała. Już nic nie będzie dla niego tajwmnicą! ... Zaraz... Elficki samiec zmarszczył swoje królewskie brwi. Ciąża? Owulacja? Co to jest? Nie tego szukał!
-MAAAAT, CO TO JEEEST?!

<no panie lekarzu?>

Od Maki do Legolasa

Zbierałam kasztany w lesie wiecznej jesieni, gdyż pewna kobieta potrzebowała ich. Nie wnikałam do czego. Była kasa. A przecież tylko tyle się liczyło. Wracając do tematu. Zbierałam te kasztany i nagle wyskoczył jakiś długowłosy mężczyzna i padł na ziemię. W pierwszej chwili chciałam mu serio pomóc. Jednak widząc, że koleś zaczął jeść kasztany, to odechciało mi się. Dziwaaaaak. Postanowiłam się wycofać. Jednak ten osobnik wyczuł mnie i w jednej chwili był już na mnie. Spanikowałam. To chyba normalna reakcja dziewczyn. Może ukrywałam swoją płeć by móc pracować, ale wciąż byłam kobietą. Próbowałam go z siebie zepchnąć, chociaż był ciężki. Jednak sam zszedł i zaczął wyjadać moje kasztany. Hej! One były mi potrzebne. Zbierałam je, a on mi teraz je bezczelnie wyjadał.
- Oddawaj je, koleś - krzyknęłam bez namysłu. Na to elf szybko uciekł z moim koszykiem. Zaczęłam go gonić.
- Stary, daj mi się najeść. Jestem głodny - usłyszałam w odpowiedzi.
- Nie obchodzi mnie to. Zbierałem je i są moje. Wisisz mi kasztany - warknęłam.
- Oj nie spijaj się koleś. Oddam Ci, tylko zjem - odparł i zatrzymał się. Zrobiłam to samo. Patrzyłam jak je kasztany i czekałam aż skończy, nadal będąc wściekła. Ale teraz on pozbiera je za mnie. Mimo, że to i tak marnowanie czasu. Po chwili blondyn oddał mi koszyk. - Dzięki, było pyszne - po czym posłał mi czarujący uśmiech. Czyli on jednak potrafił się zachować? Ale zaraz po tym w radosnych krzykach pobiegł przed siebie podskakując z nogi na nogę.
- Ej wracaj tu - zawołałam. Mężczyzna z dziwnym uśmieszkiem odwrócił się do mnie i podbiegł szybko.
- Czyżbyś mnie polubił, chłopcze? - Mówiąc to oczy mu skrzyły. Czy mówiłam już, że to dziwak? Jeśli tak to powiem to drugi raz. Dziwak.
- Nie - krzyczę. On podchodzi do mnie bliżej, zdecydowanie za blisko. Narusza moją strefę komfortu. Odpycham go więc.
- Ładnie pachniesz. Jak na chłopaka. Oni zazwyczaj się nie myją. Podobasz mi się - Powiedział to z takim uśmiechem, że mi ciarki po plecach przeszły. Co za idiota. Jak można tak mówić do nieznajomych.
- Ej, zjadłeś te kasztany to teraz nazbieraj je - mruknęłam.

<Idioto?>

Od Lyry do Liama

Po tym jak mężczyźni wyszli z komnaty, Lyra szybko dokończyła posiłek. Uważała że po tym jak zniszczyła komnatę Liam będzie na nią bardzo zły. Bała się tego. Dlatego postanowiła jak najszybciej ulotnić się z tego miejsca. Podziękowała Sylfii za śniadanie. Poprosiła ją również, by spakowała jej trochę prowiantu. A sama skierowała się w stronę komnat. Chciała zabrać swoje rzeczy. Miała ich mało, ale zawsze coś. Z resztą, kto nie potrzebowałby plecaka. W połowie drogi zaczęła biec korytarzem. Nie miała dużo czasu. Władca mógł w każdej chwili zorientować się, że jej nie ma i rozkazać szukać jej. Po chwili zmachana dotarła do owej, spalonej komnaty. Kilka ludzi pracowało przy niej. wynosili zgliszcza. Jeden mężczyzna oceniał stan zniszczeń i nadzorował pozostałych. Był to starszy, już brodaty człowiek. Siwizna opanowała jego włosy. Na nosie natomiast miał duże i grube okulary, a w dłoni plik kartek. Kiedy zobaczył on dziewczynę od razu do niej podszedł.
- Panienko, proszę się oddalić z tego miejsca. Jest tymczasowo niezdatne do mieszkania - powiedział
- Wiem, że jest, ale i tak muszę tam wejść - odparła Lyra w miarę spokojnym tonem głosu na ile pozwalała jej zadyszka.
- Czy Jej Wysokość nie wyznaczył pokoju, dla panienki? - Dopytywał cały czas pracownik.
- Mam nową komnatę, ale i tak muszę wejść - rzekła blondynka i szybko ruszyła, kończąc tym samym rozmowę.
Komnata miała rozwalone drzwi. Większość tego co było kiedyś meblami było zwęglone. Ściany zrobiły się czarne od sadzy. Patrząc w stronę balkonu nie było widać już pięknych szklanych drzwi, przysłoniętych jedynie zwiewną firanką. Teraz to były tylko kawałki szkła na posadzce. Dziewczyna była przerażona ogromem zniszczeń. Teraz była już pewna, że Król jej nienawidzi. Czym prędzej otrząsnęła się z amoku i podeszła w stronę garderoby. Wejście do tego pomieszczenia oddzielały drzwi, które jakoś mocno nie ucierpiały w pożarze i były tylko jedynie lekko czarne. Elfka pchnęła drzwi. Weszła do garderoby i odszukała swój plecak. Zabrała go i czym prędzej opuściła miejsce. Skierowała się do wyjścia z zamku. Czekał tam na nią Lex, a także miała tam być pokojówka z uszykowanym prowiantem. Kilka minut zajęło zejście z górnego poziomu pałacu. Gdy była już blisko bramy zobaczyła, że drobna dziewczyna już czekała z jedzeniem. Strażniczka zaczęła iśc spokojnym krokiem, by nikt nie nabrał podejrzeń, że coś jest nie tak. Zaledwie parę kroków dzieliło ją od bramy, gdy usłyszała za sobą głos.
- Lyra? - zawołał Liam idąc w jej kierunku. Elfica w tym momencie spanikowała. Zerwała się na równe nogi i zaczęła biec do bramy. Jednak młody mężczyzna był szybszy i pochwycił ją, zamykając tym samym w mocnym uścisku.

<Liam, możesz?>

31 lipca 2018

Od Lyry Do Liama

Lyra zmierzała do Ciepłych Wód, gdyż było jej po drodze do rodziny Lexa. Pragnęła zażyć ciepłej kąpieli i zrelaksować się przed dalszą podróżą. Na poczekaniu zmyśliła towarzyszce, że udaje się tam by spotkać króla Liama. Planowała rozejść się z nią w najbliższym czasie, gdyż nie chciała by w najgorszym wypadku poszła za nią, aż do kryjówki tygrysów. Młoda elfka widziała już piękną i błękitną wodę, a po chwili znalazła się na plaży razem z wielkim kotem i nowo przybyłą kobietą. Blondwłosa była już marzeniami w ciepłej wodzie, gdy nagle poczuła ból w klatce piersiowej. Była pewna, że to sprawka Augustina. Czuła, że to jego magia. Paliła ją od środka. A pulsujący ból nie zelżał ani na moment. Przyjaciel blondynki podpierał ją, by ta się nie przewróciła. W międzyczasie strażnik słońca wyłonił się i zaszarżował. Z trudem jego atak odparła Ceria. Poleciła w tym samym momencie by Liam pomógł rannej dziewczynie. Natomiast sama zaczęła walkę z przeciwnikiem. Z wszystkich sił starała się by blondyn nie dostał się do pozostałych osób na plaży.
Władca krainy z początku trzymał drobną istotkę za ramiona i prowadził ją jak najdalej od zagrożenia. Widząc problemy z poruszaniem się u strażniczki, nie myślał długo i wziął ją na ręce. Jej towarzysz warknął na widok swojej towarzyszki w objęciach mężczyzny. Młody chłopak biegł w stronę swojego powozu. Ułożył swą piękność na siedzeniu karocy, wielki kot zmniejszył się do rozmiarów kota domowego i również wskoczył do pojazdu. Na rozkaz bruneta woźnica popędził konie i w pełnym galopie zmierzał do pałacu. Mężczyzna siedział obok Lyry i podpierał ją delikatnie. Cichy szept wydobył się z jego ust.
-Co się dzieje? Wyglądasz bardzo źle. Jesteś taka blada. - Patrzył z przestrachem na nią. Jednak nie doczekał się odpowiedzi. Elfica trzymała się ręką klatki piersiowej. Oddychała gwałtownie i bardzo płytko. Widać było, że ma problemy z zaczerpnięciem powietrza. Oczy miała na wpół zamknięte. Cały czas mocno bolało. Ból był nadal nie do zniesienia.
Dopiero gdy powóz był daleko od plaży ból zaczął stopniowo zanikać. Gdy był już bardzo słaby elfka omdlała. Nie miała już siły i po prostu odpłynęła. Augustin musiał być za daleko od niej, albo musiało mu się coś stać. Ale Lyra już o tym nie myślała. Pozwoliła by ciemność zawitała jej przed oczami.

<może Liam?>

12 lipca 2018

Od Hiro do Lyry

Hiro zauważył, że elfka co chwilę z niepokojem spogląda w niebo.
-Czy coś cię niepokoi?-zapytał marszcząc brwi. Dziewczyna zatrzymała na nim wzrok przepełniony strachem.
-Czy.. Mógłbyś zawieźć mnie do króla?- zapytała cicho, a jej głos lekko drżał. Szatyn skrzywił się lekko na myśl o zamku. Wolał trzymać się na uboczu. Poza tym na północy jest strasznie zimno.
-Wiesz... Mogę ci pokazać drogę, ale nie chciał bym tam iść-powiedział w końcu. Lyra podeszła do niego i chwyciła za ramiona.
-Nic nie rozumiesz, ja muszę się tam znaleźć. Grozi mi niebezpieczeństwo i tylko tam będę bezpieczna- powiedziała szybko naprawdę przestraszona. Hiro nie rozumiał jej zachowania, ale sądząc po stanie w jakim ją znalazł stwierdził, że może mówić prawdę.
Chłopak westchnął ciężko i oparł ręce na biodrach zastanawiając się. Jeśli nie będzie wchodzić do zamku nic nie powinno się stać, prawda? Może zostawić ją niedaleko, nawet w mieście i resztę zostawić strażnikom.
-Dobrze- powiedział w końcu. -Kiedy ruszamy?
-Najlepiej jak najszybciej- powiedziała elfka przenosząc dłonie z ramion chłopaka na swoją sukienkę i zaczęła nerwowo ściskać materiał. - On może być niedaleko...-dodała dużo ciszej, zapewne sama do siebie, lecz szatyn i tak ją usłyszał. Domyślił się że ktoś musi ją ścigać.
Sprzątanie obozu nie zajęło długo. Lyra nawet pomogła mu aby szybciej ruszyli w drogę. Podróż nie była długa. Ledwo godzina jazdy konnej, ale spędzili ją w ciszy.
Dopiero kiedy przekroczyli granicę miasta Hiro zapytał przed kim tak właściwie ucieka dziewczyna.
-Oh to.. Po prostu ta osoba pragnie mojej śmierci- powiedziała smutno blondynka.
-Dlaczego ktoś chciałby zabić taką bezbronną i...- zmierzył Lyrę wzrokiem. -Drobną elfkę jak ty?
Dziewczyna nie odpowiedziała więc Hiro postanowił odpuścić. On sam nie lubił ludziom mówić o swoich problemach, których ostatnio o dziwo miał mniej.

<Lyra>

Od Liama do Lyry

Liam zareagował natychmiast kiedy zobaczył jak Chris składa pocałunek na małej dłoni JEGO ukochanej. Podobnie jak Sorin chwycił mężczyznę za ucho i wyprowadził z sali. Nie tolerował żadnych zalotników który mogliby ubiegać się o uczucia Lyry. Młody władca liczył na to że w niedalekiej przyszłości dziewczyna poczuje do niego to samo co on czuje do niej. Uważał ją za śliczny, rzadki i delikatny kwiat który chciał pielęgnować swoją miłością.
Gdy drzwi zamknęły się za mężczyznami Liam puścił nekromantę i skrzyżował ręce na piersi. Chciał coś powiedzieć ale dał najpierw Sorinowi zwyzywać blondyna. Nie miał ochoty wnikać w temat ich pseudo związku. Szanował wcześniejsze związki kuzyna, ale one były z kobietami. Mężczyzna to było za dużo zdaniem Liama i naprawdę nie rozumiał, dlaczego Sorin z nim jest... Lub tylko mówi że jest.
Poczekał chwilę aż skończyli się ze sobą sprzeczać tupiąc przy tym nogą w zniecierpliwieniu.|
-Christopherze Night- odezwał się nieco poirytowany władca. -Wyjaśnij swoje postępowanie- spojrzał na blondyna z kolorowymi włosami mrużąc oczy.
-Nie rozumiem?- odparł czarnoksiężnik odwzajemniając spojrzenie Liama. Zielonooki w tym czasie stał ze skrzyżowanymi rękami i mamrotał coś pod nosem wyraźnie niezadowolony.
-Jak śmiesz zalecać się do mojej ukochanej w MOJEJ obecności?- zapytał oburzony król. Teraz i Sorin spojrzał na niego i zamrugał kilkukrotnie.
-Kuzyn... to twoja dziewczyna?-zapytał syren. Chris również patrzył na bruneta jakby nie dowierzając.
-T-tak- Liam starał się brzmieć stanowczo ale głos lekko mu zadrżał.
-A czy ona o tym wie?- dopytywał Sorin. Nekromanta stwierdził w międzyczasie że ma dosyć przebywania z czepialską rodziną królewską i zaczął dyskretnie się ulatniać.
-No...No jeszcze nie...- odparł władca. -Ale jestem dobrej myśli!
Sorin westchnął i pokręcił głową. Już chciał dać kuzynowi jakąś radę odnoście wyrywania panienek kiedy spostrzegł że jego Chrisiu ucieka.
-Hej! Stój!- zawołał i zaczął biec w stronę nekromanty. w międzyczasie rzucił jeszcze Liamowi szybkie "nie podawaj się" i pobiegł w stronę wrót zamku.
Władca westchnął ciężko i przeczesał palcami swoje ciemne włosy. Oczywiście że się nie podda, nie ma zamiaru stracić Lyry. Właśnie Lyra, zostawił ją na sali bankietowej. Nie zdążył jej o nic wypytać. Była chora, powinien się ją zając!
-Wybacz że tyle mi to zajęło! - zawołał Liam otwierając drzwi i wchodząc do sali, ale nikogo tam nie było.

<Lyra?>