Usłyszałam opinię elfki. Królowi mogłoby się nie spodobać jej zdanie. Zbliżyłam się do Kas i powiedziałam jej do ucha:
- Lepiej nie wypowiadać swoich myśli na głos - dziewczyna miała zdziwioną minę, dodałam. - Masz szczęście, że król tego nie słyszał - elfka chciała coś powiedzieć, ale w tej chwili odezwał się Liam:
- Sylfi - odwróciłam się do niego, wyprostowałam, a wzrok wbiłam w ziemię. - Po skończeniu koncertu idź do tego chłopaka i sprowadź go do zamku. Widzisz tę blondynkę w pierwszym rzędzie? - Król Liam wskazał palcem miejsce, pokiwałam głową. - Ją też chcę widzieć w zamku.
- Oczywiście - odpowiedziałam.
Pospiesznie skinęłam głową i odsunęłam się. Elfka chciała kontynuować naszą rozmowę. Speszyło mnie to trochę, dlatego pospieszyłam ku scenie. Występ chłopaka dobiegł końca. Jak tylko skończyły się brawa i słuchacze zaczęli się rozchodzić, podeszłam do dziewczyny w cienkiej sukience.
- Witaj. Jestem Sylfi - ukłoniłam się. - Pracuję w zamku. Król chce bym zabrała Cię do jego zamku.
- Lyra. D-dlaczego mam zjawić się z zamku? - Dziewczyna zrobiła duże oczy.
- Nie wiem. Miałam tylko doprowadzić cię na miejsce.
- No dobrze. Ruszajmy - Lyra skierowała się ku zamku.
- Poczekaj. Jeszcze... muszę jeszcze iść po tego skrzypka - powiedziałam i szybko ruszyłam za scenę. Chłopak pakował instrument. Obok stał skrzat.
- Jestem Sylfi. Musisz ze mną iść - powiedziałam szybko.
- Cześć. Mam na imię Jack. Dokąd zamierzasz mnie zabrać?
- Król Liam oczekuje cię w swojej rezydencji.
- W takim razie pójdę z tobą. Choć Tent. Zabieraj rzeczy i idziemy. Chyba jednak zwiedzisz lodowy zamek - powiedział do przyjaciela.
- Zobacz dostałem płaszcz. Niestety jest tylko jeden, ale...
- Możesz go zatrzymać.
Jack wziął skrzypce, przesypał monety z pudełka do sakiewki i ruszył za mną.Po przejściu na widownię rozejrzałam się za Lyrą, lecz nigdzie jej nie widziałam. Mój pracodawca nie będzie zadowolony. Po drodze instruowałam Jack'a jak ma się zachowywać. Przed bramą czekała na nas Lyra. Weszliśmy do zamku. Ruszyliśmy drogą prowadzącą do zamku. Zapewne onieśmieleni. Zresztą nie codziennie można wejść do pałacu. Zaprowadziłam ich do sali audiencyjnej. Na końcu sali, na tronie siedział król Liam. Obok niego stała Kasandra. Minęliśmy strażników. Zapowiedziałam panienkę Lyrę i panicza Jack'a. Najpierw do króla podeszła Lyra. Lekko ukłoniła się i przywitała. Stanęła w pobliżu króla. Dałam znak Jack'owi, że teraz jego kolej przywitać króla.
- Jestem zaszczycony mogąc poznać Waszą królewską mość. Jestem Jack Smith. Zwykły grajek z dalekich stron - ukłonił się nisko.
Następnie podszedł do obu dziewczyn. Pocałował najpierw Kasandrę w dłoń, potem Lyrę. Tego nie było w planach. Nie mówiłam nic o całowaniu w rękę panienek. Na twarzy władcy malowała się dezaprobata i zazdrość.
<Liam bądź Kas?>
31 sierpnia 2014
28 sierpnia 2014
Od Kasandry Do Jack'a
Kasandra próbowała się przebić przez tłum, który zgromadził się na koncert pewnego młodzieńca. Gdy była w połowie drogi, drogę zastąpił jej skrzat.
–Mila pani, czy dałabyś skromny datek dla potrzebującego młodzieńca?-Kas była zaskoczona tą prośbą, ale sięgnęła do plecaka i wyjęła z niego kilka monet
i gruby, futrzarzy płaszcz
–Proszę przyjmij to ode mnie- mina skrzata wyrażała szczęście, po chwili jednak pomachał przecząco głową i spróbował oddać podarunek.
–Przepraszam ale to zbyt wiele, nie chce niczego, co zostaje ofiarowane z przymusu.
–Ależ to żaden problem-naciskała elfka- poza tym ja jestem odporna na ciepło, a ten chłopak cały drży. Przyjmij to i żadnej dyskusji- po tych słowach pobiegła w stronę króla. Gdy ich spojrzenia się spotkały uśmiechnął się do niej, czego można było się spodziewać była jego jedyną bliską osobą od czasu śmierci jego rodziny. Podbiegła do niego i ukłoniła się pospiesznie.
–Witaj wasza królewska mość, królu Liamie- powiedziała tłumiąc śmiech. Jej zdaniem korona i królewski płaszcz zdecydowanie do niego nie pasowały.
–Mów mi po prostu Liam, w ostateczności królu, dobrze. Strasznie krepuje mnie, gdy tak się do mnie zwracasz. Przecież jesteśmy przyjaciółmi.
–Dobrze, królu –Liam przewrócił oczami i oparł głowę o dłoń.
–Co słychać Kasandro, jak Ci się wiedzie na takim odludziu? Nie jesteś samotna?
-Czasami brakuje mi twojego poczucia humoru- król westchnął, a elfka zachichotała.
–Ale jest ze mną moja sokolica. A co u ciebie?
-Nic nadzwyczajnego. Tylko praca i królewskie obowiązki –Kas pogroziła mu palcem.
–Król w twoim wieku powinien szukać żony, a nie polować na dziki, chyba, że... Liamie, czy ty znalazłeś narzeczoną i mnie o tym nie poinformowałeś?- Młody król zaskoczony tym pytaniem odwrócił wzrok i kiwnął głową zaprzeczając. Przyglądając mu się, spostrzegła, że się rumieni. Zaczęła szukać miejsca, w które spoglądał. Na pierwszy rzut oka patrzył na młodego grajka, lecz Kas dostrzegła, że spogląda na pierwszy rząd, w którym stała lśniąca panna.
–Proszę przyjmij to ode mnie- mina skrzata wyrażała szczęście, po chwili jednak pomachał przecząco głową i spróbował oddać podarunek.
–Przepraszam ale to zbyt wiele, nie chce niczego, co zostaje ofiarowane z przymusu.
–Ależ to żaden problem-naciskała elfka- poza tym ja jestem odporna na ciepło, a ten chłopak cały drży. Przyjmij to i żadnej dyskusji- po tych słowach pobiegła w stronę króla. Gdy ich spojrzenia się spotkały uśmiechnął się do niej, czego można było się spodziewać była jego jedyną bliską osobą od czasu śmierci jego rodziny. Podbiegła do niego i ukłoniła się pospiesznie.
–Witaj wasza królewska mość, królu Liamie- powiedziała tłumiąc śmiech. Jej zdaniem korona i królewski płaszcz zdecydowanie do niego nie pasowały.
–Mów mi po prostu Liam, w ostateczności królu, dobrze. Strasznie krepuje mnie, gdy tak się do mnie zwracasz. Przecież jesteśmy przyjaciółmi.
–Dobrze, królu –Liam przewrócił oczami i oparł głowę o dłoń.
–Co słychać Kasandro, jak Ci się wiedzie na takim odludziu? Nie jesteś samotna?
-Czasami brakuje mi twojego poczucia humoru- król westchnął, a elfka zachichotała.
–Ale jest ze mną moja sokolica. A co u ciebie?
-Nic nadzwyczajnego. Tylko praca i królewskie obowiązki –Kas pogroziła mu palcem.
–Król w twoim wieku powinien szukać żony, a nie polować na dziki, chyba, że... Liamie, czy ty znalazłeś narzeczoną i mnie o tym nie poinformowałeś?- Młody król zaskoczony tym pytaniem odwrócił wzrok i kiwnął głową zaprzeczając. Przyglądając mu się, spostrzegła, że się rumieni. Zaczęła szukać miejsca, w które spoglądał. Na pierwszy rzut oka patrzył na młodego grajka, lecz Kas dostrzegła, że spogląda na pierwszy rząd, w którym stała lśniąca panna.
–Mam nadzieje,
ze nie zakochał się w Lyrze.
<Sylfi twoja
kolej>
Od Jacka
Jack spojrzał na swojego towarzysza i odpowiedział:
- Nie wiem, czy zostaniemy tu na dłużej. Zazwyczaj wyganiają nas po paru dniach - zobaczył, że jego przyjaciel ma skrzywioną minę. - Robi się chłodno. Wolę cieplejsze klimaty.
Chłopak poprawił kołnierz. Tent w tym czasie zaczął marudzić, że ma dość i chce się osiedlić.
Dzień zaczął chylić się ku końcowi, więc obaj przyspieszyli kroku. Smith dziwił się jak Tent może tak szybko chodzić, przecież ma dwa śpiwory. A do tego takie małe nóżki. Młody Smith niósł soje skrzypce i prowiant na kolację. Po jakimś czasie dotarli do miasta. Zrobiło się strasznie zimno. Jack popatrzył na zamek. Słońce zaszło. Znaleźli gospodę i wynajęli pokój na dwie noce. Ładna dziewczyna zaprowadziła ich do pokoiku na piętrze. Zmęczeni podróżnicy zamienili ze sobą perę zdań między kęsami kolacji i poszli spać.
Następnego dnia zwiedzili miasto. Znaleźli dobre miejsce na wysęp Jacka. Stara scena. Co prawda była na świeżym powietrzu, ale nie musieli za nią płacić. Rozpowiedzieli o koncercie wielu osobom. Chłopak chciał powiedzieć nawet władcy, ale straż go nie wpuściła.
Wieczorem Jack stanął za sceną. W ręce trzymał skrzypce. Był gotowy do występu. Jak tylko zaszło słońce wszedł na scenę i zaczął grać. Rozejrzał się po tłumie. Na samym końcu siedział król. Miał siedzenie na podwyższeniu, co dawało lepszy widok na scenę. Po obu jego stronach stali strażnicy, a obok stała dziewczyna z tacą, zapewne służąca. Byli poubierani w grube płaszcze. Było wiele kobiet i nawet paru mężczyzn. Niektóre panie miały szpiczaste uszy i były trochę skromniej ubrane. Były też damy w szykownych i drogich futrach,z pod których wystawały wytworne suknie. Zauważył, że król co chwilę zerka w stronę dziewczyny w pierwszym rzędzie. Jej sukienka skrzyła się w blasku księżyca. Lekko trzęsła się. Najpewniej z zimna. Zachwycona muzyką nie zwracała uwagi na otoczenie. Jack zastanawiał się czy między nimi jest jakaś więź. Powiało chłodem, więc Smith przyspieszył grę na skrzypcach dając sygnał, by przyjaciel ruszył. Tent zaczął podchodzić do słuchaczy i prosić o datki na młodego artystę. Skrzypek przypatrywał się. Zauważył, że dziewczyna ze skrzącą się suknią wyciągnęła malutki woreczek i wyjęła z niego jedną monetę. Widocznie jak on miała mało pieniędzy. Jedna moneta nie starczy na wyżywienie, mimo to polubił tę dziewczynę.
<Ktoś ze zgromadzonych? Jakiś obywatel?>
- Nie wiem, czy zostaniemy tu na dłużej. Zazwyczaj wyganiają nas po paru dniach - zobaczył, że jego przyjaciel ma skrzywioną minę. - Robi się chłodno. Wolę cieplejsze klimaty.
Chłopak poprawił kołnierz. Tent w tym czasie zaczął marudzić, że ma dość i chce się osiedlić.
Dzień zaczął chylić się ku końcowi, więc obaj przyspieszyli kroku. Smith dziwił się jak Tent może tak szybko chodzić, przecież ma dwa śpiwory. A do tego takie małe nóżki. Młody Smith niósł soje skrzypce i prowiant na kolację. Po jakimś czasie dotarli do miasta. Zrobiło się strasznie zimno. Jack popatrzył na zamek. Słońce zaszło. Znaleźli gospodę i wynajęli pokój na dwie noce. Ładna dziewczyna zaprowadziła ich do pokoiku na piętrze. Zmęczeni podróżnicy zamienili ze sobą perę zdań między kęsami kolacji i poszli spać.
Następnego dnia zwiedzili miasto. Znaleźli dobre miejsce na wysęp Jacka. Stara scena. Co prawda była na świeżym powietrzu, ale nie musieli za nią płacić. Rozpowiedzieli o koncercie wielu osobom. Chłopak chciał powiedzieć nawet władcy, ale straż go nie wpuściła.
Wieczorem Jack stanął za sceną. W ręce trzymał skrzypce. Był gotowy do występu. Jak tylko zaszło słońce wszedł na scenę i zaczął grać. Rozejrzał się po tłumie. Na samym końcu siedział król. Miał siedzenie na podwyższeniu, co dawało lepszy widok na scenę. Po obu jego stronach stali strażnicy, a obok stała dziewczyna z tacą, zapewne służąca. Byli poubierani w grube płaszcze. Było wiele kobiet i nawet paru mężczyzn. Niektóre panie miały szpiczaste uszy i były trochę skromniej ubrane. Były też damy w szykownych i drogich futrach,z pod których wystawały wytworne suknie. Zauważył, że król co chwilę zerka w stronę dziewczyny w pierwszym rzędzie. Jej sukienka skrzyła się w blasku księżyca. Lekko trzęsła się. Najpewniej z zimna. Zachwycona muzyką nie zwracała uwagi na otoczenie. Jack zastanawiał się czy między nimi jest jakaś więź. Powiało chłodem, więc Smith przyspieszył grę na skrzypcach dając sygnał, by przyjaciel ruszył. Tent zaczął podchodzić do słuchaczy i prosić o datki na młodego artystę. Skrzypek przypatrywał się. Zauważył, że dziewczyna ze skrzącą się suknią wyciągnęła malutki woreczek i wyjęła z niego jedną monetę. Widocznie jak on miała mało pieniędzy. Jedna moneta nie starczy na wyżywienie, mimo to polubił tę dziewczynę.
<Ktoś ze zgromadzonych? Jakiś obywatel?>
27 sierpnia 2014
Od Lyry Do Liama
Lyra obudziła się w jakimś pokoju. Szybko zerwała się z posłania. Nie pamiętała jak się tu znalazła. Spróbowała sobie przypomnieć cokolwiek. Wytężyła umysł. Po chwili przypomniała sobie. Jechała na Lexie. Uciekała przed Augustinem. A potem ta gałąź.
Rozejrzała się po pomieszczeniu. Była to wytworna komnata. Centralne miejsce zajmowało wielkie łoże z baldachimem. Były dwa duże okna, teraz zasłonięte czerwono-fioletową zasłoną. Naprzeciwko łóżka stały drzwi, a pod ścianą mały stoliczek i krzesło. W pierwszej chwili myślała, że dopadł ją Augustin. Z jej ust wydostał się stłumiony krzyk. Serce waliło jej jak oszalałe. Zaraz potem zobaczyła swojego tygrysa. Zaczęła się uspokajać. Nie było jej dane wyrównać oddechu, gdyż ktoś nacisnął na klamkę. Przyłożyła dłonie do ust by nie krzyknąć. Do pokoju wszedł brunet. Lex stanął między dziewczyną, a nieznajomym. Przeniósł ciężar na tylne nogi i stanął tylko na dwóch łapach. Zasłonił Lyrę przed nieznajomym. Lyra odetchnęła. To nie był Augustin. Spojrzała w stronę łóżka. Leżała tam jej laska. Może nie ma złych zamiarów, pomyślała. Dała znać przyjacielowi, że może przestać. Ten posłusznie opadł na cztery łapy i usiadł koło niej. Dziewczyna spojrzała na mężczyznę, Puki miała odwagę odezwała się:
-Jestem Lyra. A ty jesteś...
-Liam. Król Liam - widząc zdezorientowaną dziewczynę, dodał - Znalazłem Cię nieprzytomną w lesie. Uznałem, że jako król powinienem dbać o swoich poddanych.
Lyra szybko odwróciła się do okna. Nie chciała, żeby zobaczył jakie wrażenie zrobiły na niej jego słowa. Odsłoniła lekko zasłonę. Patrząc na położenie słońca było późne popołudnie. Chciała powiedzieć, że zaraz musi iść, ale w tej chwili usłyszała ciche pukanie do drzwi. Odwróciła się. Lex wstał. Do pokoju weszła dziewczyna w czarno-białym stroju i blond włosach.
<Królu?>
Rozejrzała się po pomieszczeniu. Była to wytworna komnata. Centralne miejsce zajmowało wielkie łoże z baldachimem. Były dwa duże okna, teraz zasłonięte czerwono-fioletową zasłoną. Naprzeciwko łóżka stały drzwi, a pod ścianą mały stoliczek i krzesło. W pierwszej chwili myślała, że dopadł ją Augustin. Z jej ust wydostał się stłumiony krzyk. Serce waliło jej jak oszalałe. Zaraz potem zobaczyła swojego tygrysa. Zaczęła się uspokajać. Nie było jej dane wyrównać oddechu, gdyż ktoś nacisnął na klamkę. Przyłożyła dłonie do ust by nie krzyknąć. Do pokoju wszedł brunet. Lex stanął między dziewczyną, a nieznajomym. Przeniósł ciężar na tylne nogi i stanął tylko na dwóch łapach. Zasłonił Lyrę przed nieznajomym. Lyra odetchnęła. To nie był Augustin. Spojrzała w stronę łóżka. Leżała tam jej laska. Może nie ma złych zamiarów, pomyślała. Dała znać przyjacielowi, że może przestać. Ten posłusznie opadł na cztery łapy i usiadł koło niej. Dziewczyna spojrzała na mężczyznę, Puki miała odwagę odezwała się:
-Jestem Lyra. A ty jesteś...
-Liam. Król Liam - widząc zdezorientowaną dziewczynę, dodał - Znalazłem Cię nieprzytomną w lesie. Uznałem, że jako król powinienem dbać o swoich poddanych.
Lyra szybko odwróciła się do okna. Nie chciała, żeby zobaczył jakie wrażenie zrobiły na niej jego słowa. Odsłoniła lekko zasłonę. Patrząc na położenie słońca było późne popołudnie. Chciała powiedzieć, że zaraz musi iść, ale w tej chwili usłyszała ciche pukanie do drzwi. Odwróciła się. Lex wstał. Do pokoju weszła dziewczyna w czarno-białym stroju i blond włosach.
<Królu?>
Od Liama Do Lyry
–Nie martw się, chce jej pomóc. Wezmę ją do mojego zamku - zwierzak ponownie warknął.
–Oczywiście ty też z nami pójdziesz, zgadzasz się na taki plan? –Tym razem zwierz pozwolił zbliżyć się Liamowi do dziewczyny, ten zaś wziął ją i położył na swoim koniu po czym ruszyli w drogę. Po chwili wyrósł przed nimi wielki mur. Okrążyli go i dojechali do bramy.
– Podejrzewam, że nie dam rady przeprowadzić Cię bez wzbudzania podejrzeń. Hm... Już wiem! - Mężczyzna wyciągnął line, a na jej końcu związał pętlę.
-Wiem, że ci się to nie spodoba, ale nie ma innego wyjścia. Założę Ci pętlę na szyje i wezmę ten kij - tygrys wydał się niezadowolony ale po chwili namysłu zgodził się oddać Liamowi laskę. Przejeżdżając przez miasto Liam napotykał wpatrujące się w nich twarze, ale szybko odwracające wzrok. Gdy dotarli do zamku Liam kazał umieścić tygrysa i pannę w jednej z najlepszych komnat, a sam poszedł oporządzić konia. Gdy wychodził ze stajni podleciał do niego Colden, jego najlepszy przyjaciel, był to mroźny fenix.Młody król niezmiernie ucieszył się na widok kompana.Idąc w stronę swojej komnaty zaczął opowiadać o tym, jak w czasie polowania dostrzegł tygrysa niosącego jakąś pannę na grzbiecie. Przechodząc obok jednej z komnat usłyszał dobiegający z niej głos. Kobiecy głos. Zapukał do drzwi i wszedł do komnaty w której znajdowała się panna z tygrysem.
<Lyra twoja kolej>
26 sierpnia 2014
Od Lyry Do Liama
Lyra wsiadła na swojego wierzchowca - tygrysa. Spojrzała za siebie i zobaczyła idącego w jej stronę Augustina. Dała znać swojemu pupilowi by ruszył i popędzili przez las. Dzisiejsze niebo było bezchmurne. Słońce było w zenicie. Augustin miał przewagę nad Lyrą, więc ta nie miała zamiaru przemawiać mu do rozsądku. No może nie dzisiaj. Popędziła Lex'a. Odwróciła się. W oddali widać było jeszcze Augustina. Z każdą sekundą był dalej od niej. Zamyśliła się i poluzowała uchwyt. Niespodziewanie przed nią pojawiła się gałąź. Nim zdążyła się pochylić uderzyła w nią głową. Spadła z tygrysa. Ten wyczuł, że nie ma na sobie jeźdźca i rozejrzał się wokół. Spostrzegł leżącą dziewczynę i podbiegł do niej. Leżała nieprzytomnie na ziemi. Potarł jej dłoń swoim nosem. Nie zareagowała. Wsadził ją na swój grzbiet, wziął jej laskę w pysk i wolnym krokiem ruszył dalej. Przeskoczył przez pieniek. Dziewczyna zaraz zsunęła mu się z grzbietu. Mruknął niezrozumiale. Odłożył laskę i ponownie wsadził ją na grzbiet. Teraz musiał omijać każdą przeszkodę, a w dodatku iść na tyle wolno by Lyra nie zjeżdżała mu z pleców. Łatwiej by było położyć dziewczynę na ziemi i poczekać, aż się obudzi. Jednak nie mógł tego zrobić. Nie teraz kiedy największy wróg jego pani - a zarazem przyjaciółki - może ich znaleźć. Powstrzymał chęć obejrzenia się za siebie. W buzi wciąż miał laskę Lyry, przez co z każdą chwilą chciało mu się bardziej pić. Nagle usłyszał kroki. Były niedaleko. Lex jak sparaliżowany zatrzymał się. Po chwili w polu widzenia pojawiła się postać. Był to mężczyzna. Ciemnowłosy mężczyzna. Kawałek dalej stał jego koń. Popatrzył na młodzieńca. Powolnym ruchem podchodził do nich. Miał wyciągniętą rękę.
<Liam?>
<Liam?>
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)