14 marca 2016

Od Levi'a do Lyry

Levi dostrzegł strażniczkę wyróżniająca się z tłumu. Była bardzo młoda i wyglądała na zaniepokojoną. Zauważył jak dziewczyna powoli zbliża się do uliczki w której juz niedługo znika. Zgłosił to królowi, a ten nakazał mu ją ścigać. Mężczyzna ruszył kłusem śladami dziewczyny. W końcu strażniczka stanęła przed drzwiami skromnego  budynku i weszła do jego wnętrza. W tym samym momencie Levi usłyszał jakiś hałas. Popędził do jego źródła i zauważył dziewczynę, która trzymała się krawędzi dachu. Blondynka puściła się i zaczął spadać, Levi złapał ją w ostatniej chwili.
-Nic ci nie jest?-zapytał z tym swoim stoickim spokojem.
-N-N-Nie, dziękuje- wyrzuciła z siebie dziewczyna drżąca z przerażenia. Levi przyjrzał się jej i rozpoznał jako poszukiwaną.
-Czy ty jesteś Lyra?-zapytał
-T-Tak-wydukała elfka.
-Zabieram cię do króla-powiedział i popędził konia, żeby ruszył.
-Nie proszę! Tam jest tak zimno. Nie ma roślin i zwierząt. Nie chce tam być. Proszę, nie zabieraj mnie do niego- ja te słowa Levi poczuł coś w swoim chłodnym sercu. Coś na kształt współczucia. Zatrzymał wierzchowca i kazał elfce uciekać, sam pojechał po króla. Poinformował go, że dziewczyny nie ma w mieście i mężczyźni ruszyli w drogę powrotną do królestwa.

<Lyra>

Od Liama do Sylfi

Siedziałem zdołowany w swojej komnacie, gdy nagle ktoś cicho zapukał do drzwi. To była Sylfi, powiedziała, że ktoś przyszedł się ze mną spotkać. Nie cichłem się z nikim widzieć, ale gdy usłyszałem, że to mój kuzyn czeka przed bramą bez namysłu wybiegłem przed zamek.
-Sorin!-zawołałem na powitanie.
-Cześć kuzynku- powitał mnie blondyn mierzwiąc moje włosy. -Przedstawiam ci moich, tymczasowych, towarzyszy. Ten co przeżywa żałobę to Ryan, a pocky-man to Hiro.
-Nie nazywaj mnie tak-powiedzieli oboje równocześnie. Zaśmiałem się w duchu. Tak, Sorin zawsze poprawiał mi humor w smutne dni. Do tej pory nie ogarniam w jaki sposób jesteśmy ze sobą spokrewnieni, ale co tam... Ważne, że jest ze mną.
-Nie stójcie tak na dworze. Chodźmy do środka-powiedziałem. Cała trójka poszła za mną. Zaprowadziłem ich do jadalni i kazałem przygotować dla nich jakiś ciepły posiłek. Sorin opowiadał mi o tym jak (znowu) zgubił się i trafił na Ryana i Hiro, którzy szli się ze mną spotkać.
Jakoś, zapomniałem o wszystkich smutkach. Czas skończyć się nad sobą użalać i zająć się krajem. Nie mogę przecież pozwolić by moi poddani zaczęli we mnie wątpić.

<KONIEC>

Od Ayato do Chrisa

-To co robimy, Ayato?-zapytał mnie Chris.
-Wiesz, ja bym wiał gdzie pieprz rośnie, bo jak ta laska znowu tu przyjdzie to będziemy udupieni, ale myślę, że ty masz lepszy pomysł- szepnąłem siadając na korzeniu wystającym z ziemi.
-Nie wiem... Nie spotkałem się jeszcze z czymś takim-westchnął mężczyzna.
-Patrz, to tylko ja wiem?-usłyszałem znajomy głos i razem z Chrisem spojrzałem w stronę jego źródła.
-CO TY TU ROBISZ IDIOTO!?-wrzasnął Night do chłopaka siedzącego na gałęzi.
-A myślisz, że zostawiłbym się sam na sam z tym chłopakiem-zapytał Sorin zeskakując z gałęzi i lądując z kocią gracją na ziemi.
-Dobra przestańcie. Sorin, wiesz co to jest?-przerwałem kłótnie.
-No przecież widać, że korzeń- powiedział oglądając wybryk natury.
-Idioto, to już wiemy-stwierdził zdenerwowany niebieskooki.
-Weź mnie tak nie nazywaj! Ja przynajmniej wiem kto to zrobił- Sorin zaczął opowiadać o jakimś czarnym magu, Isabell, która jest strażniczką Mrocznego Boru. Podobno jest bardzo silna i nie lubi towarzystwa ludzi. Razem doszliśmy do wniosku, że albo do Chrisa musiała się przyzwyczaić, albo toleruje go ze względu na to, że władają takim samym żywiołem. Wtrąciłem, że przecież ja nie jestem człowiekiem, ale Sorin powiedział, że przybieram formę człowiekopodobną i dlatego mnie zaatakowała.
-A ty skąd to wszystko wiesz?-zapytał niedowierzający Chris.
-Się mieszka ze strażnikiem to się wie- wytłumaczył. Tak, ten idiota jest zaiście pełen tajemnic.. Ciekawa z niego osoba, tak samo jak z Chrisa. Już dawno nic tak ciekawego nie działo się w moim "życiu"

<Chris?>