21 września 2015

Od Sylfi do Sorina

Postanowiłam, że zaprowadzę ich prosto do zamku. W końcu przebywanie tak długo na dworze w tym mieście jest niebezpieczne. I to nie dlatego, że może nas ktoś napaść, czy co, ale dlatego, że są są bardzo niskie temperatury. Wychodzenie po zmroku to samobójstwo, jest wtedy tak zimno. Trzeba być szalonym by wyjść z domu na taki mróz. Bardzo mnie zaskoczyło, gdy dowiedziałam się, że chłopak idący koło mnie jest tym miłym syrenem. Co chwilę zerkałam na niego z ukosa. Nie mogłam się nadziwić jak on się zmienia.Co prawda zachowuje się trochę inaczej. Jest taki... wyluzowany, tak to chyba dobrze go opisuje. Zawsze był lekko spięty w moim towarzystwie, a teraz śmieje się i żartuje z innych. Spojrzałam na niego ukradkiem jeszcze kilka razy nim doszliśmy do pałacu króla Liama. Przez chwilę zastanawiałam się jak ubrać w słowa moją wypowiedź by nie urazić. Przed bramą główną do zamku odwróciłam się i odezwałam:
-Poczekajcie tu przez chwilę. Um... ja tylko zapowiem was królowi Liamowi.
Grupa mężczyzn przystanęła przed wejściem na posesje króla. Sama ruszyłam szybko w stronę bocznego wejścia dla służby. Trochę się bałam, jak król Liam może zareagować na wieść, że przed pałacem stoi grupka mężczyzn czekających na audiencje. Przeszłam przez drzwi. Energicznym ruchem zdjęłam wierzchnie odzienie i wbiegłam na schody. U szczycie zwolniłam i ruszyłam korytarzem do króla. Według tego co wiedziałam to powinien być teraz w swojej komnacie. Gdy dotarłam do drzwi, za którymi najprawdopodobniej znajdował się król Liam, przystanęłam i wyrównałam oddech. Następnie zapukałam delikatnie jak zawsze. Usłyszalam głos władcy, po czym nieśmiało weszłam do pokoju.

<Liam, dokończysz?>

Od Chrisa do Sorina

Gdy dotknąłem kostki chłopaka coś się zmieniło. Nie wiedziałem co, dopiero po chwili dotarło do mnie, że zmieniła się osobowość blondyna. Przekląłem w duchu. Gdybyśmy szybciej dotarli na miejsce. Wiedząc jak zachowywał się ostatnio, zapewne ciężko będzie zdobyć moją kasę. Z początku Sorin nie wiedział co się wokół niego dzieje. Pytał mnie po co jedziemy, dokąd i po co. Zapewne nie pamięta co robi jego druga jaźń. Hah... Mógłbym to kiedyś wykorzystać. Czemu nie. Jeszcze bardziej bym mógł się wzbogacić, bo jako ryba łatwo mu wcisnę kit, że jest mi więcej winien. Rozmawiając z zielonookim, dowiedziałem się, że nie panuje nad swoimi żądzami, gdy się upije. Powiedziałem mu, że mnie pocałował, a ten okrzyknął mnie nie wiadomo jakim zboczeńcem, co molestuje dzieci. Naprawdę nie wiem jakiej wielkości rozum ma ten gnojek. Jeśli w ogóle coś tam ma. Dalej chciał się sprzeczać, kto kogo pocałował. Miałem dość. Nie wytrzymałem i spoliczkowałem chłopaka. Ten zaś do końca podróży zamilkł i patrzył się w drogę przed nami.
Jakiś czas później dojechaliśmy na miejsce. Z siałem z konia, następnie pomogłem zejść Sorinowi z konia. W sumie zaskoczyło mnie, że mógł znieść całą podróż, ze skręconą kostką. Chłopak spojrzał na konia. Przyglądałem się jak młodzieniaszek z obrzydzeniem patrzył się na wierzchowca. Ponagliłem blondyna. Chciałem już moją kasę. Już zacząłem planować resztę dnia. Wziąłbym pieniądze od syrena i odjechał możliwie szybko. Następnie pojechał bym do miasteczka kupić trochę whisky. Później spędził bym wieczór w moim domu, s a m. No, plany były zrobione, brakowało jeszcze tylko pieniędzy, które zaraz miałem dostać.
Patrzyłem jak chłopak kuśtykał w stronę wody. Nagle przed nim pojawił się płomień, a następnie zmienił się w bandaż. Przez myśl przeszło mi, że pieniądze też może przecież wyczarować. Zaraz potem usłyszałem za sobą kobiecy głos. Skarciła mnie za mój pomysł. Odwróciłem się do niej. Chciałem się jej jakoś odgryźć, ale wystarczyło spojrzeć nań i od razu moje usta zamknęły się. Owa czarnowłosa kobieta z zielonymi oczami była wysoko postawioną osobą, która dbała o bezpieczeństwo mieszkańców krainy. Wpadłem na pomysł by się jej poskarżyć.
- Przepraszam, chciałbym wyjaśnić sytuację. Ten chłopak włamał mi się do domu, zabił moich służących i wypił cały mój alkohol, który był bardzo drogi. Chciałbym jedynie zwrot kosztów, no ale ten dzieciak uparł się, że nie chce mu się w ogóle iść po pieniądze - Ulquliorra wysłuchiwała mnie uważnie i ani razu nie przerwała mi. Nie to co ten bachor, on zdążył by się już znudzić i gdzieś pójść.
- A dlaczego on ma opuchniętą kostkę? - Odezwała się czarno włosa, a ręką wskazała na chłopaka, który stojąc w wodzie próbował zawiązać sobie bandaż.
- Wyrzuciłem go z domu, a ten wpakował się w kłopoty. Gdybym nie przyszedł z pomocą, to pewnie by go już dziki rozszarpały. Co sprawia, że ma u mnie większy dług.
- Spróbuję Ci jakoś pomóc - rzekła kobieta i podeszła do Sorina, a za nią ruszyło coś co wyglądało jak połączenie chłopca i kota.

<Sorin lub Ulquliorra?>

08 września 2015

Od Sorina do Chrisa.

-Zostaw moją kostkę w spokoju-powiedziałem spoglądając blondynowi w oczy, a potem rozejrzałem się dookoła. Siedziałem w siodle, a raczej na kolanach niebieskookiego i nie mam pojęcia dlaczego miałem na sobie tylko spodnie.
-Ej... CO to za chora sytuacja? Co ja, niewiasta w opałach?-zapytałem z nutą irytacji w głosie. Mężczyzna westchnął i powiedział, że wiezie mnie do Ciepłych Wód.
-Po co?
-Bo tam mieszkasz-wytłumaczył.
-A skąd ty o tym wiesz?
-Powiedziałeś mi.
-Ja? Ale kiedy ja...-"Czyżby wykorzystał to, że się spiłem i wyciągnął ze mnie te informacje? Zaraz, co się stało po tym jak opróżniłem jego szufladkę z alkoholem?"
-Ej.. zrobiłem wczoraj coś głupiego?-zapytałem.
-Jak na ciebie, nie...
-Aha, to spoko. Zazwyczaj jak się upiję to nie mogę się opanować i rzucam się na wszystkich -wytłumaczyłem.
-Czyli to dlatego mnie pocałowałeś...-mruknął blondyn pod nosem.
-Tak, tak... Zaraz, co ja zrobiłem?! Aha.. więc to tak...
-O co ci chodzi?-warknął wyraźnie poirytowany mężczyzna.
-Z molestowałeś mnie gdy byłem pijany, a teraz chcesz się mnie pozbyć. To tłumaczy czemu mam na sobie TYLKO spodnie!
-ŻE CO JA CI NIBY ZROBIŁEM?! Za kogo ty mnie masz? Jesteś dla mnie tylko kulą u nogi!
-Ta jasn....-nie dokończyłem i z obawy o moje życie zamknąłem się. Przez resztę drogi siedziałem cicho masując obolały policzek. Co za brutalny typ. Nic dziwnego że mieszka z truposzami...
Nim się spostrzegłem byliśmy na miejscu.
-Dobra, teraz leć do domu po wynagrodzenie za szkody które wyrządziłeś w moim domu-powiedział mężczyzna dematerializując wyjątkowo p i ę k n e g o konia. "Boże, i ja na tym jechałem..."
-Nie chce mi się- mruknąłem zamaczając nogi w wodzie.
-Że niby co?- warknął niebieskooki. -Czemu niby?
-Nie lubię być syrenem. Przy zmianie zmieniamy się osobowością...
-Ale przecież przedtem byłeś jak syren...
-To tłumaczy dlaczego niczego nie pamiętam-powiedziałem tworząc w powietrzu ognisty łuk i zamieniając go w bandaż, którym zacząłem obwiązywać kostkę.
-Ty umiesz tworzyć przedmioty z ognia-zdziwił się blond włosy kretyn mężczyzna.
-Tak...
-W takim razie wyczaruj pieniądze i oddaj mi swój dług- warknął mężczyzna podnosząc mnie do góry za ramiona.
-To by było złamanie prawa...-powiedziała jakaś kobieta stojąca niedaleko nas. Miała kruczo czarne, proste włosy, śnieżno białą cerę i intensywnie zielone oczy. Była ubrana na biało, a przy boku trzymała katanę z delikatnie zieloną rękojeścią, a za nią stał jakiś niebiesko włosy dzieciak z kocimi uszami, ogonem i pazurami.
-Nie pozwolimy wam na to-powiedział kociak.

<I co robimy Chris?>

04 września 2015

Od Chrisa do Sorina

Ucieszyło mnie, gdy zobaczyłem jak ten dzieciak opuszcza mój dom i pospiesznie udaje się do siebie. Postanowiłem zrobić coś z tym całym bałaganem, jaki zostawił mi syren. Rozejrzałem się po salonie. Od czego by tu zacząć? Zaraz moje spojrzenie padło na puste butelki po trunku. Hej, przecież on mi jeszcze nie oddał kasy. Jeśli dojdzie do Ciepłych Wód, to już do nie znajdę. Jeszcze nie jest za późno. Nie mógł długo biec. Widziałem jak szedł bez butów po igliwiu. Nawet śmiałem się, gdy widziałem jak dziwacznym krokiem się oddalał. Chwila, nie czas na żarty! Muszę go złapać. Szybkim krokiem opuściłem dom. Przed domem wyczarowałem dwóch ghuli, którzy są odpowiedzialni za pilnowanie domu. Uznałem, że nie dogonię małolata, dlatego zabrałem się za przywoływanie konia. Mogłem to zrobić parę dni temu, a teraz się spieszę. Z każdą chwilą memu wierzchowcu pojawiały się nowe kości, tkanka i skóra. Z powodu braku czasu nie dokończyłem zaklęcia i koniowi brakowało w wielu miejscach skóry, włosia i innych uznanych przeze mnie organów niepotrzebnych na tę chwilę. Dorobiłem jeszcze ogierowi siodło i uzdę, po czym dosiadłem go i ruszyłem w pogoń za blond czupryną. Za bardzo nie mogłem się rozpędzić na tej małej ścieżce. Jechałem tak dobre parę minut. Dojeżdżałem już na skraj Mrocznego Boru, a chłopaka wciąż nie widziałem. Założę się, że się zgubił. Z jakiegoś powodu na skraju lasów pojawiło się dużo dzików. Nie wiem dlaczego, ale raz na jakiś czas zapuszczają się w te mroczne strony. Spojrzałem w bok. Dostrzegłem chłopięcą sylwetkę. Czym prędzej zatrzymałem konia. Zauważyłem syrena stojącego pod drzewem, a wokół niego zgraję dzików. Szybko wyczarowałem dwa zombie, których zadaniem było przegonienie dzikich świń. W czasie, gdy moi podwładni zajmowali się zwierzyną, ja podjechałem do chłopaka.
- Nie uciekaj mi, miałem cię odprowadzić, tak? - Powiedziałem do niego szorstkim tonem. Sorin z początku nie wiedział, dlaczego mu pomagam. Jednak gdy usłyszał, że wciąż jest mi winny za szkody w domu, jakoś spochmurniał. Nie miałem czasu schodzić z konia. Schyliłem się, złapałem chłopaka i posadziłem go przed siebie. Widząc, że moje marionetki dogorywają, złapałem za wodze i koń zerwał się do galopu. Dotarliśmy do granicy dwóch lasów. Przez parę minut galopowaliśmy. Syren bardzo mocno się mnie trzymał i pewnie by mi to schlebiało, gdyby tylko ten dzieciak był dziewczyną. Moją uwagę przykuły nogi blondyna zwisające z prawej strony konia. Jedna z kostek chłopaka zaczęła puchnąć i zmieniła kolor na fioletowy. Zaraz po tym przypomniałem sobie, że nie wziąłem mojej torby, więc poza sakiewką monet nic nie miałem.
- Ach, nie mam mojego notatnika - powiedziałem. Syren spojrzał na mnie ze zdziwieniem i zapytał:
- Po co ci teraz notatnik?
- Miałem tam zapisane dokładnie za co i ile mi wisisz, szczeniaku - Sorin słysząc moją odpowiedź jedynie prychnął. - Ech, no cóż. A co zrobimy z tym? - Zapytałem dotykając kostki. Chłopak syknął, mając twarz wykrzywioną w bólu.

<Sorin, nie umrzesz póki nie zapłacisz>