Zaraz jak Lex wszedł do pokoju Lyra zatrzasnęła drzwi.Oparła się o nie.
Nogi same uginały się pod nią. Miała wrażenie, że całe siły ją opuściły,
więc tylko zrobiła parę kroków i padła na łóżko. Kot wszedł na szafę i
nie tracąc czujności zasnął. Elfka zsunęła pantofle z nóg i przykryła
się kocem. Serce wciąż waliło jej w piersi. Przed oczami miała scenę
sprzed chwili. Chcąc pozbyć się natrętnych myśli przykryła głowę kocem.
Leżała w tej pozycji przez chwilę. Gdy się uspokoiła ułożyła się w
trochę bardziej dogodnej pozycji i zasnęła.
Po przebudzeniu Lyra czuła się okropnie. Miała ochotę zaszyć się w pokoju i spędzić tu cały dzień, albo i życie. Miała wrażenie, że ma gorączkę. Nie znosiła być chora. Zawsze wtedy ciężko jej było kontrolować moc i czasem zdarzało jej się rzucić zaklęcie nieświadomie. Lex leżał jaj na nogach, co dawało elfce przyjemne ciepło.
Ktoś zapukał delikatnie w drzwi. To była Sylfi. Po chwili weszła do komnaty.
- Panienko Lyro - zaczęła nieśmiale - czas wstawać, zaraz będzie śniadanie.
- Nie chcę wstawać. Idź sobie - powiedziała markotnie Lyra nie ruszając się.
- Dobrze - odrzekła cicho służąca i wyszła z pokoju. Lex wstał i podszedł bliżej twarzy strażniczki. Zaraz potem odezwał się:
- Musisz coś zjeść - nie widząc reakcji trącił ją nosem i dodał - siostrzyczko musisz szybko wyzdrowieć.
- W porządku, wstanę.
Dziewczyna powoli zwlekła się z łóżka. Wyglądała okropnie. Pognieciona sukienka, potargane włosy, cienie pod oczami. Wszystko to dawało opłakany efekt. Lyra skierowała się do garderoby. Założyła swoją sukienkę. Przy przebieraniu zrobiło jej się zimno, zatrzęsła się i kichnęła. Po chwili przeglądając się w lustrze spostrzegła, że ma lisie uszy. Nawet nie zauważyła, gdy rzuciła zaklęcie.
- Lex, chyba nie będę mogła iść na śniadanie. Nie pokażę się tak.
Kot wszedł do garderoby. Po chwili wrócił z kapeluszem.
- Załóż to. Nie będzie ich widać.
- Dobrze, tylko pójdę się uczesać.
Ktoś zapukał do drzwi. Dziewczyna nie odpowiedziała.
- Lyra? Lyra, jesteś tam? - Lyra momentalnie dopadła do drzwi i trzymała je by król nie wszedł. - Co się z tobą dzieje?
Dziewczyna znowu kichnęła. Momentalnie zasłony stanęły w płomieniach. Dziewczynie było strasznie gorąco. Dym nie miał gdzie ulatywać i drażnił gardło oraz powieki elfki. Lyra nie miała pojęcia co robić. Zauważyła, że nikt z poddanych nie korzysta z magii, więc gdyby król zobaczył co zrobiła to... Nie wolała nawet o tym nie myśleć. Nie mogła wpuścić ich do środka. Zapewne by ją wyrzucili, albo oddali Augustinowi. Jej rozmyślania przerwał kaszel. Zaczęła kaszleć coraz mocniej, aż zamroczyło ją i upadła nieprzytomna na ziemię.
<Liam, ratuj! :p >
07 kwietnia 2015
04 kwietnia 2015
Od Sylvii
Snułam się po pałacu nie mając co robić. Wszystkie moje prace i obowiązki już wykonałam i nie miałam co robić.~Poszukam Augustina, może on da mi coś do roboty~ pomyślałam i tak zrobiłam. Znalazłam go w ogrodach i podeszłam do niego.
-O co chodzi?-zapytał obojętnie.
-Widzisz... zrobiłam już wszystko co mi kazałeś i także to co robię codziennie. Co jeszcze mogę zrobić?- zapytałam, a ten zamyślił się. Po chwili ciszy blond włosy powiedział.
-Możesz zejść na ziemię i pozbierać owoce. W naszym lesie ich nie ma.
-Dobrze- powiedziałam i poszłam po kosz na jabłka. Gdy już go wzięłam poszłam na krawędź latającej wyspy i skoczyłam. Po krótkiej chwili byłam na ziemi i stałam na polnej drużce. Postanowiłam przejść się do miasta. Szłam krótko gdy zaczął padać śnieg, a kiedy wychodziłam z lasu natknęłam się na dziewczynę, NIE! Na elfkę.
-Przepraszam- zaczepiłam.
-Tak?
-Czy dojdę tędy do miasta?
-Tego niedaleko zamku?-zapytała elfka.
-Tak.
-Oczywiście, musisz porostu iść tą ścieżką.
-Dziękuje bardzo- uśmiechnęłam się.- Jestem Sylvia, jak masz na imię?
-Jestem Lyra, miło cię poznać.
Wpatrywałam się w elfkę z osłupieniem.
-T-Ty jesteś L-Lyra?-wyjąkałam, a na jej twarzy pojawiło się zmartwienie.
-Co się stało?- zapytała zatroskanym głosem.
-Jesteś...Jesteś..Jesteś moim wrogiem, jesteś strażniczką księżyca- wydusiłam z siebie oszołomiona, a źrenice blondwłosej skurczyły się ze strachu.
-S-Skąd to wiesz? Kim ty jesteś?
-Ja.. Ja jestem znajomą pana Augustina- wytłumaczyłam uspokajając się. Znałam gniew Augustina do Lyry, ale nie byłam taka jak on. Nie umiałam skrzywdzić innej dziewczyny. Tym bardziej, że ona przypominała moją zmarłą matkę. -Nie chcę ci nic zrobić, zapomnijmy o tym spotkaniu. Nie powiem mu nic- po tych słowach pobiegłam jak najdalej od strażniczki.
<Ktokolwiek?>
-O co chodzi?-zapytał obojętnie.
-Widzisz... zrobiłam już wszystko co mi kazałeś i także to co robię codziennie. Co jeszcze mogę zrobić?- zapytałam, a ten zamyślił się. Po chwili ciszy blond włosy powiedział.
-Możesz zejść na ziemię i pozbierać owoce. W naszym lesie ich nie ma.
-Dobrze- powiedziałam i poszłam po kosz na jabłka. Gdy już go wzięłam poszłam na krawędź latającej wyspy i skoczyłam. Po krótkiej chwili byłam na ziemi i stałam na polnej drużce. Postanowiłam przejść się do miasta. Szłam krótko gdy zaczął padać śnieg, a kiedy wychodziłam z lasu natknęłam się na dziewczynę, NIE! Na elfkę.
-Przepraszam- zaczepiłam.
-Tak?
-Czy dojdę tędy do miasta?
-Tego niedaleko zamku?-zapytała elfka.
-Tak.
-Oczywiście, musisz porostu iść tą ścieżką.
-Dziękuje bardzo- uśmiechnęłam się.- Jestem Sylvia, jak masz na imię?
-Jestem Lyra, miło cię poznać.
Wpatrywałam się w elfkę z osłupieniem.
-T-Ty jesteś L-Lyra?-wyjąkałam, a na jej twarzy pojawiło się zmartwienie.
-Co się stało?- zapytała zatroskanym głosem.
-Jesteś...Jesteś..Jesteś moim wrogiem, jesteś strażniczką księżyca- wydusiłam z siebie oszołomiona, a źrenice blondwłosej skurczyły się ze strachu.
-S-Skąd to wiesz? Kim ty jesteś?
-Ja.. Ja jestem znajomą pana Augustina- wytłumaczyłam uspokajając się. Znałam gniew Augustina do Lyry, ale nie byłam taka jak on. Nie umiałam skrzywdzić innej dziewczyny. Tym bardziej, że ona przypominała moją zmarłą matkę. -Nie chcę ci nic zrobić, zapomnijmy o tym spotkaniu. Nie powiem mu nic- po tych słowach pobiegłam jak najdalej od strażniczki.
<Ktokolwiek?>
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)