Lyra trzymała się krawędzi rynny, aż do utraty sił. W momencie, gdy zaczęła spadać była strasznie przerażona. Nie chciała jeszcze umierać. Była bardzo młoda i zamierzała jeszcze tyle zrobić.
No i Lex. On w końcu czekał na nią, aż wróci. Wiedziała, że ciężko byłoby się pozbierać młodemu tygrysowi. Przecież był z nią od zawsze. Dziewczynie zdawało się, że leci wieczność. Łzy napływały do oczu na myśl o tym, że niedługo może pożegnać się z tym światem.
Wtem wyczuła czyjeś dłonie. Ktoś ją złapał. Poczuła niesamowitą sympatię do swojego wybawcy. Już chciała się odezwać i podziękować mu, ale obrońca ją uprzedził. Zapytał się, czy nic jej nie jest. Elfka znała ten głos, ale dla pewności odwróciła głowę i spojrzała na pytającego. Nie było wątpliwości. Ten głos należał do mężczyzny, który pomagał królowi Liamowi ją schwytać. Przerażona odparła, że nie, jest z nią dobrze. Przez moment wpatrywał się w nią. Po chwili usłyszała następne pytanie.
- Czy ty jesteś Lyra? - Źrenice blondynki rozszerzyły się. Przerażała ją myśl powrotu do zamku. Nie podobało jej się bycie zamkniętą w ścianach pałacu. Najchętniej by wyskoczyła z objęcia mężczyzny i pognała przed siebie, ale przerażenie sparaliżowało jej kończyny. Mogła tylko tkwić w ramionach bruneta. Ledwo wydukała odpowiedź. Znowu niebieskie oczy wpatrywały się w nią. Lyra miała wrażenie, że ją hipnotyzuje. Zaraz po tym usłyszała, że zostanie zabrana do króla. To było pewne, że będzie musiała go spotkać. Natychmiast po usłyszeniu wypowiedzi dziewczyna chwyciła mocno za rękaw mężczyzny i z jej ust wydobył się potok słów, dlaczego to nie miała by tam wracać. Z jakiegoś powodu jeździec zatrzymał swego wierzchowca i powiedział strażniczce, że może iść. Zeskoczył z nią z konia i postawił na ziemi, po czym odjechał. Osłupiała dziewczyna nie mogła znaleźć odpowiedzi, dlaczego on tak postąpił. Serce waliło jej w piersi, a na policzku wyszedł lekki rumieniec. Również nie wiedziała od czego. W głowie miała mętlik, nie potrafiła zebrać myśli. Tylko tak stała na środku ulicy i trzymała się za policzek. Trwała w bezruchu tak długo, aż męska sylwetka na koniu nie znikła jej z oczu. Wtedy dopiero otrzeźwiała. Ruszyła do jednej z bram miasta.
Wychodząc z miasteczka usłyszała, słowa wartownika, który życzył jej bezpiecznej drogi. Odpowiedziała mu delikatnym uśmiechem i skinięciem głowy. Szybkim krokiem weszła w las. Gdy miała pewność, że nikt jej nie obserwuje zmieniła się z małego białego lisa i pobiegła przed siebie. Dokładnie tak jak nakazał jej niebieskooki. Miała już dosyć tego dnia. Jej jedynym marzeniem na dzisiaj było zatopienie się w miękkim futrze Lex'a. Przystanęła. Przecież Lex jest z Liamem. Musi jakoś dać mu znak, że ma wracać.
Elfka była akurat na odcinku łączącym to miasteczko ze stolicą. Czekała z nadzieją, że król wraz z całym orszakiem zaprzestaną pogoni za nią i wrócą do zamku.
<Levi, lub Liam?>
05 sierpnia 2016
14 marca 2016
Od Levi'a do Lyry
Levi dostrzegł strażniczkę wyróżniająca się z tłumu. Była bardzo młoda i wyglądała na zaniepokojoną. Zauważył jak dziewczyna powoli zbliża się do uliczki w której juz niedługo znika. Zgłosił to królowi, a ten nakazał mu ją ścigać. Mężczyzna ruszył kłusem śladami dziewczyny. W końcu strażniczka stanęła przed drzwiami skromnego budynku i weszła do jego wnętrza. W tym samym momencie Levi usłyszał jakiś hałas. Popędził do jego źródła i zauważył dziewczynę, która trzymała się krawędzi dachu. Blondynka puściła się i zaczął spadać, Levi złapał ją w ostatniej chwili.
-Nic ci nie jest?-zapytał z tym swoim stoickim spokojem.
-N-N-Nie, dziękuje- wyrzuciła z siebie dziewczyna drżąca z przerażenia. Levi przyjrzał się jej i rozpoznał jako poszukiwaną.
-Czy ty jesteś Lyra?-zapytał
-T-Tak-wydukała elfka.
-Zabieram cię do króla-powiedział i popędził konia, żeby ruszył.
-Nie proszę! Tam jest tak zimno. Nie ma roślin i zwierząt. Nie chce tam być. Proszę, nie zabieraj mnie do niego- ja te słowa Levi poczuł coś w swoim chłodnym sercu. Coś na kształt współczucia. Zatrzymał wierzchowca i kazał elfce uciekać, sam pojechał po króla. Poinformował go, że dziewczyny nie ma w mieście i mężczyźni ruszyli w drogę powrotną do królestwa.
<Lyra>
-Nic ci nie jest?-zapytał z tym swoim stoickim spokojem.
-N-N-Nie, dziękuje- wyrzuciła z siebie dziewczyna drżąca z przerażenia. Levi przyjrzał się jej i rozpoznał jako poszukiwaną.
-Czy ty jesteś Lyra?-zapytał
-T-Tak-wydukała elfka.
-Zabieram cię do króla-powiedział i popędził konia, żeby ruszył.
-Nie proszę! Tam jest tak zimno. Nie ma roślin i zwierząt. Nie chce tam być. Proszę, nie zabieraj mnie do niego- ja te słowa Levi poczuł coś w swoim chłodnym sercu. Coś na kształt współczucia. Zatrzymał wierzchowca i kazał elfce uciekać, sam pojechał po króla. Poinformował go, że dziewczyny nie ma w mieście i mężczyźni ruszyli w drogę powrotną do królestwa.
<Lyra>
Od Liama do Sylfi
Siedziałem zdołowany w swojej komnacie, gdy nagle ktoś cicho zapukał do drzwi. To była Sylfi, powiedziała, że ktoś przyszedł się ze mną spotkać. Nie cichłem się z nikim widzieć, ale gdy usłyszałem, że to mój kuzyn czeka przed bramą bez namysłu wybiegłem przed zamek.
-Sorin!-zawołałem na powitanie.
-Cześć kuzynku- powitał mnie blondyn mierzwiąc moje włosy. -Przedstawiam ci moich, tymczasowych, towarzyszy. Ten co przeżywa żałobę to Ryan, a pocky-man to Hiro.
-Nie nazywaj mnie tak-powiedzieli oboje równocześnie. Zaśmiałem się w duchu. Tak, Sorin zawsze poprawiał mi humor w smutne dni. Do tej pory nie ogarniam w jaki sposób jesteśmy ze sobą spokrewnieni, ale co tam... Ważne, że jest ze mną.
-Nie stójcie tak na dworze. Chodźmy do środka-powiedziałem. Cała trójka poszła za mną. Zaprowadziłem ich do jadalni i kazałem przygotować dla nich jakiś ciepły posiłek. Sorin opowiadał mi o tym jak (znowu) zgubił się i trafił na Ryana i Hiro, którzy szli się ze mną spotkać.
Jakoś, zapomniałem o wszystkich smutkach. Czas skończyć się nad sobą użalać i zająć się krajem. Nie mogę przecież pozwolić by moi poddani zaczęli we mnie wątpić.
<KONIEC>
-Sorin!-zawołałem na powitanie.
-Cześć kuzynku- powitał mnie blondyn mierzwiąc moje włosy. -Przedstawiam ci moich, tymczasowych, towarzyszy. Ten co przeżywa żałobę to Ryan, a pocky-man to Hiro.
-Nie nazywaj mnie tak-powiedzieli oboje równocześnie. Zaśmiałem się w duchu. Tak, Sorin zawsze poprawiał mi humor w smutne dni. Do tej pory nie ogarniam w jaki sposób jesteśmy ze sobą spokrewnieni, ale co tam... Ważne, że jest ze mną.
-Nie stójcie tak na dworze. Chodźmy do środka-powiedziałem. Cała trójka poszła za mną. Zaprowadziłem ich do jadalni i kazałem przygotować dla nich jakiś ciepły posiłek. Sorin opowiadał mi o tym jak (znowu) zgubił się i trafił na Ryana i Hiro, którzy szli się ze mną spotkać.
Jakoś, zapomniałem o wszystkich smutkach. Czas skończyć się nad sobą użalać i zająć się krajem. Nie mogę przecież pozwolić by moi poddani zaczęli we mnie wątpić.
<KONIEC>
Od Ayato do Chrisa
-To co robimy, Ayato?-zapytał mnie Chris.
-Wiesz, ja bym wiał gdzie pieprz rośnie, bo jak ta laska znowu tu przyjdzie to będziemy udupieni, ale myślę, że ty masz lepszy pomysł- szepnąłem siadając na korzeniu wystającym z ziemi.
-Nie wiem... Nie spotkałem się jeszcze z czymś takim-westchnął mężczyzna.
-Patrz, to tylko ja wiem?-usłyszałem znajomy głos i razem z Chrisem spojrzałem w stronę jego źródła.
-CO TY TU ROBISZ IDIOTO!?-wrzasnął Night do chłopaka siedzącego na gałęzi.
-A myślisz, że zostawiłbym się sam na sam z tym chłopakiem-zapytał Sorin zeskakując z gałęzi i lądując z kocią gracją na ziemi.
-Dobra przestańcie. Sorin, wiesz co to jest?-przerwałem kłótnie.
-No przecież widać, że korzeń- powiedział oglądając wybryk natury.
-Idioto, to już wiemy-stwierdził zdenerwowany niebieskooki.
-Weź mnie tak nie nazywaj! Ja przynajmniej wiem kto to zrobił- Sorin zaczął opowiadać o jakimś czarnym magu, Isabell, która jest strażniczką Mrocznego Boru. Podobno jest bardzo silna i nie lubi towarzystwa ludzi. Razem doszliśmy do wniosku, że albo do Chrisa musiała się przyzwyczaić, albo toleruje go ze względu na to, że władają takim samym żywiołem. Wtrąciłem, że przecież ja nie jestem człowiekiem, ale Sorin powiedział, że przybieram formę człowiekopodobną i dlatego mnie zaatakowała.
-A ty skąd to wszystko wiesz?-zapytał niedowierzający Chris.
-Się mieszka ze strażnikiem to się wie- wytłumaczył. Tak, ten idiota jest zaiście pełen tajemnic.. Ciekawa z niego osoba, tak samo jak z Chrisa. Już dawno nic tak ciekawego nie działo się w moim "życiu"
<Chris?>
-Wiesz, ja bym wiał gdzie pieprz rośnie, bo jak ta laska znowu tu przyjdzie to będziemy udupieni, ale myślę, że ty masz lepszy pomysł- szepnąłem siadając na korzeniu wystającym z ziemi.
-Nie wiem... Nie spotkałem się jeszcze z czymś takim-westchnął mężczyzna.
-Patrz, to tylko ja wiem?-usłyszałem znajomy głos i razem z Chrisem spojrzałem w stronę jego źródła.
-CO TY TU ROBISZ IDIOTO!?-wrzasnął Night do chłopaka siedzącego na gałęzi.
-A myślisz, że zostawiłbym się sam na sam z tym chłopakiem-zapytał Sorin zeskakując z gałęzi i lądując z kocią gracją na ziemi.
-Dobra przestańcie. Sorin, wiesz co to jest?-przerwałem kłótnie.
-No przecież widać, że korzeń- powiedział oglądając wybryk natury.
-Idioto, to już wiemy-stwierdził zdenerwowany niebieskooki.
-Weź mnie tak nie nazywaj! Ja przynajmniej wiem kto to zrobił- Sorin zaczął opowiadać o jakimś czarnym magu, Isabell, która jest strażniczką Mrocznego Boru. Podobno jest bardzo silna i nie lubi towarzystwa ludzi. Razem doszliśmy do wniosku, że albo do Chrisa musiała się przyzwyczaić, albo toleruje go ze względu na to, że władają takim samym żywiołem. Wtrąciłem, że przecież ja nie jestem człowiekiem, ale Sorin powiedział, że przybieram formę człowiekopodobną i dlatego mnie zaatakowała.
-A ty skąd to wszystko wiesz?-zapytał niedowierzający Chris.
-Się mieszka ze strażnikiem to się wie- wytłumaczył. Tak, ten idiota jest zaiście pełen tajemnic.. Ciekawa z niego osoba, tak samo jak z Chrisa. Już dawno nic tak ciekawego nie działo się w moim "życiu"
<Chris?>
01 lutego 2016
Od Chrisa do Ayato
Byłem w trakcie czytania książki, gdy ktoś zapukał do drzwi. Sorin
pośpieszył do drzwi, w końcu robił za gosposię. Westchnąłem i odłożyłem
lekturę. Już miałem iść sprawdzić kto przyszedł, ale w tym momencie
szedł syren i Ayato. Zielonooki zaraz zaczął się do mnie kleić, jak
zawsze. Na serio, kiedyś go ukatrupię. Niebieskooki usiadł na kanapie.
Ten błazen zaraz poszedł go zrzucić. Dzięki Ci młody, że uwolniłeś mnie
od niego. Ruszyłem do kuchni, by zrobić kawy dla gościa, bo przecież ten
szczeniak jest zbyt leniwy by to zrobić. W ten sposób to on nigdy nie
spłaci tego długu. Mój towarzysz usiadł przy stole, a ja podałem mu
filiżankę z brunatnym naparem i usiadłem naprzeciwko niego.
- No, to co sprowadza Cię do mojego domu? - Zapytałem.
- Czy w lesie mieszka ktoś oprócz ciebie? - Również zapytał. Chwilę musiałem się zastanowić. Jakoś nie przypominałem sobie, by ktoś mieszkał w pobliżu mojego domostwa. Wybierałem tak lokalizację, by mieć spokój. Ale niestety go nie mam, bo jakiś dureń się przypałętał, a teraz śpi na mojej kanapie. Dowiedziałem się, że Ayato widział gdzieś w pobliżu kobietę o różowych włosach i była jakaś agresywna. Do tego używała mrocznej magii. Zaniepokoiłem się. Dlaczego ktoś siał zamęt w lesie? Gwałtownie wstałem z krzesła. Ruszyłem do przedpokoju i wziąłem płaszcz z wieszaka. Zahaczyłem jeszcze o salon i nakazałem Sorinowi pilnować posesji. Następnie wyszliśmy. Dla bezpieczeństwa stworzyłem jeszcze ghula, który miał pilnować. Podążałem za niebieskookim. Prowadził mnie w miejsce, gdzie spotkał ową kobietę. W miejscu, gdzie chłopak widział maga. Rzeczywiście, były tam wielkie korzenie wystające nienaturalnie z ziemi. Widać było, że ktoś używał magi, by zrobić to.
- To co robimy, Ayato? - Zapytałem, oglądając korzenie.
<Ayato?>
- No, to co sprowadza Cię do mojego domu? - Zapytałem.
- Czy w lesie mieszka ktoś oprócz ciebie? - Również zapytał. Chwilę musiałem się zastanowić. Jakoś nie przypominałem sobie, by ktoś mieszkał w pobliżu mojego domostwa. Wybierałem tak lokalizację, by mieć spokój. Ale niestety go nie mam, bo jakiś dureń się przypałętał, a teraz śpi na mojej kanapie. Dowiedziałem się, że Ayato widział gdzieś w pobliżu kobietę o różowych włosach i była jakaś agresywna. Do tego używała mrocznej magii. Zaniepokoiłem się. Dlaczego ktoś siał zamęt w lesie? Gwałtownie wstałem z krzesła. Ruszyłem do przedpokoju i wziąłem płaszcz z wieszaka. Zahaczyłem jeszcze o salon i nakazałem Sorinowi pilnować posesji. Następnie wyszliśmy. Dla bezpieczeństwa stworzyłem jeszcze ghula, który miał pilnować. Podążałem za niebieskookim. Prowadził mnie w miejsce, gdzie spotkał ową kobietę. W miejscu, gdzie chłopak widział maga. Rzeczywiście, były tam wielkie korzenie wystające nienaturalnie z ziemi. Widać było, że ktoś używał magi, by zrobić to.
- To co robimy, Ayato? - Zapytałem, oglądając korzenie.
<Ayato?>
29 stycznia 2016
Od Legolasa do Maki
Elf wylegiwał się spokojnie w słońcu gdy nagle poczuł ból w okolicach żołądka. Po dłuższych kontemplacjach stwierdził iż jest to ból spowodowany niedoborem pożywienia. Blondyn wstał i udał sie na polowanie ( czyt. Zakupy ) Niestety, pojawił się kolejny problem. Nie wiedział gdzie jest.
Wykorzystując pozycje słońca ( chylącej się ku zachodowi) poszedł na północ i po niedługim czasie dotarł do Lasu Wiecznej Jesieni. Tym samym zrozumiał, że pomylił kierunki, lecz nie miał juz sił by wracać. Tym bardziej, że dostrzegł mnóstwo kasztanów zdatnych do zjedzenia. Ostatkiem sił doczłapał się do kasztanowca i padł przed nim na ziemie. Następnie sięgnął po leżące niedaleko kasztany i zjadł je w całości. Dopiero po chwili zorientował się, że całej tej scenie przyglądał się blond włosy chłopak z koszykiem przepełnionym kasztanami. No właśnie, to jak wyglądał tamten chłopak nie liczyło sie dla elfa. Ważne było, że miał kasztany, a Legolas był głodny. Elf rzucił się na kosz, zaskoczony chłopak odskoczył kawałek dalej.
-Co ty robisz głupi elfie?- zapytał chłopak zabierając kosz z zasięgu Legolasa. Ten zrobił minę zbitego psa i runął na ziemie.
-Jestem glodnyyy- jęknął szpiczasto uchy.
-Ale żeby jeść kasztany?- zdziwił się blondyn.
-Kasztany są pyszne... Właśnie, oddawaj- elf spojrzał na kosz i skoczył w jego stronę w wyniku czego obaj wyładowali na ziemi, a kasztany się rozsypały.
-Zejdź ze mnie zboczeńcu!-warknął chłopak. Elf usłuchał, ale nie było to spowodowane komendą blondyna tylko kasztanami znajdującymi się w zasięgu Legolasa.
-Hej przestań! Potrzebuje ich do zlecenia!
-Co?-zapytał elf zapychając sobie policzki brązowymi kulkami.
<Maki, nie przeszkadzaj mi w jedzeniu>
Wykorzystując pozycje słońca ( chylącej się ku zachodowi) poszedł na północ i po niedługim czasie dotarł do Lasu Wiecznej Jesieni. Tym samym zrozumiał, że pomylił kierunki, lecz nie miał juz sił by wracać. Tym bardziej, że dostrzegł mnóstwo kasztanów zdatnych do zjedzenia. Ostatkiem sił doczłapał się do kasztanowca i padł przed nim na ziemie. Następnie sięgnął po leżące niedaleko kasztany i zjadł je w całości. Dopiero po chwili zorientował się, że całej tej scenie przyglądał się blond włosy chłopak z koszykiem przepełnionym kasztanami. No właśnie, to jak wyglądał tamten chłopak nie liczyło sie dla elfa. Ważne było, że miał kasztany, a Legolas był głodny. Elf rzucił się na kosz, zaskoczony chłopak odskoczył kawałek dalej.
-Co ty robisz głupi elfie?- zapytał chłopak zabierając kosz z zasięgu Legolasa. Ten zrobił minę zbitego psa i runął na ziemie.
-Jestem glodnyyy- jęknął szpiczasto uchy.
-Ale żeby jeść kasztany?- zdziwił się blondyn.
-Kasztany są pyszne... Właśnie, oddawaj- elf spojrzał na kosz i skoczył w jego stronę w wyniku czego obaj wyładowali na ziemi, a kasztany się rozsypały.
-Zejdź ze mnie zboczeńcu!-warknął chłopak. Elf usłuchał, ale nie było to spowodowane komendą blondyna tylko kasztanami znajdującymi się w zasięgu Legolasa.
-Hej przestań! Potrzebuje ich do zlecenia!
-Co?-zapytał elf zapychając sobie policzki brązowymi kulkami.
<Maki, nie przeszkadzaj mi w jedzeniu>
23 stycznia 2016
Od Chrisa do Sorina
Po długiej pracy w stajni byłem wykończony. Słońce chyliło się już ku zachodowi. Miałem nadzieję, że ten leń wstał i zrobił coś do jedzenia, bo byłem cały dzień na małym śniadaniu. Poklepałem jeszcze mojego wierzchowca po grzbiecie i ruszyłem do domu.
Po przekroczeniu progu, dotarły do mnie dźwięki rozmowy. Z myślą, że dostanę ciepły posiłek skierowałem się do kuchni. Jednak to co zobaczyłem w salonie... no cóż, trochę mnie to zdziwiło, żeby nie powiedzieć, że zszokowało. Otóż tej rybie poprzewracało się w głowie. Z jakiegoś powodu kucał na krześle i miałem okazję zobaczyć jak wybił się, a następnie wylądował plackiem na ziemi. Widać, że jakiś nie normalny. Nie miałem zamiaru pokazywać jak mnie zaskoczył, dlatego przybrałem groźny wyraz twarzy i skrzyczałem go. Jak zawsze wyzwałem go od durniów. Na szczęście zrobił jedzenie. Gdyby nie to, to zapewne bym nie wytrzymał i się go pozbył. Tak na stałe. Spojrzałem jeszcze na niego z pogardą i poszedłem zjeść to co zrobił. Zastanawiałem się, czy to co ugotował będzie jadalne.
Gdy jadłem obiad, do kuchni wpadł mój dłużnik. Wyraz jego twarzy zdradzał, że ledwo powstrzymuje się przed wybuchnięciem płaczem. Zabawna buźka. Poprawiła mi humor. Jednak jemu nie było do śmiechu. Oświadczył jedynie, że ma dość i wybiegł z domu, trzaskając drzwiami. Jeszcze mi je zepsuje. Mimo to ucieszyłem się, że pozbyłem się problemu o nazwie Sorin.
Zaproponowałem Ayato by został na noc, a ten się zgodził. Wieczorem usiadłem w salonie i otworzyłem butelkę wina. Powoli sączyłem napój z kieliszka. Niestety nie mogłem nim poczęstować mojego towarzysza, ponieważ widać było, że jest niepełnoletni. Reszta dnia upłynęła w miłe atmosferze, bez Sorina. Również noc. Pierwszy raz odkąd poznałem tego szczeniaka wyspałem się.
Rano przygotowałem śniadanie dla siebie i dla niebieskookiego. Zjedliśmy je wspólnie. Następnie musiałem iść nakarmić konia. Pokazałem jeszcze Ayato półkę, na której znajdowały się różne książki, a sam ruszyłem do stajni. Miałem dzisiaj jechać do miasta, ale skoro już nie ma ryby to nie ma powodu by tam jechać.
Wróciłem do domu i po chwili ktoś zapukał do drzwi. Mój gość otworzył drzwi i zawołał mnie. Niechętnie przyjmowałem gości, dlatego zmarszczyłem brwi i spytałem co tu robi. W progu stała śliczna dziewczyna. Jej rude włosy okalały twarz. Wyglądała na zmartwioną. Powiedziała, że szła do miasta, ale się zgubiła. Jak to jest, że wszyscy się gubią i natrafiają na mój dom? Ostatecznie powiedziałem, że odprowadzę ją. Miała na imię Sori. Umówiłem się z nią, że ugotuje mi obiad, a ja ją odprowadzę. Bardzo się ucieszyła. Weszła do środka. Przeszła koło mnie, a ja poczułem cudowny zapach. Usiadła na sofie w salonie i ziewnęła. Usiadłem obok niej i spytałem się czy jest niewyspana. Odpowiedziała, że wcześnie wstała, jąkając trochę. Trochę kiepsko, że taka nieśmiała. Wolę śmielsze kobiety, ale no cóż. Objąłem ją ramieniem. Zaskoczyło ją to i podskoczyła lekko. Zbliżyłem się do niej, szeptem spytałem, czy chce odpocząć w moim łóżku, bo zanim odwiozę ją do miasta minie trochę czasu.
<Sorin, albo Ayato?>
Po przekroczeniu progu, dotarły do mnie dźwięki rozmowy. Z myślą, że dostanę ciepły posiłek skierowałem się do kuchni. Jednak to co zobaczyłem w salonie... no cóż, trochę mnie to zdziwiło, żeby nie powiedzieć, że zszokowało. Otóż tej rybie poprzewracało się w głowie. Z jakiegoś powodu kucał na krześle i miałem okazję zobaczyć jak wybił się, a następnie wylądował plackiem na ziemi. Widać, że jakiś nie normalny. Nie miałem zamiaru pokazywać jak mnie zaskoczył, dlatego przybrałem groźny wyraz twarzy i skrzyczałem go. Jak zawsze wyzwałem go od durniów. Na szczęście zrobił jedzenie. Gdyby nie to, to zapewne bym nie wytrzymał i się go pozbył. Tak na stałe. Spojrzałem jeszcze na niego z pogardą i poszedłem zjeść to co zrobił. Zastanawiałem się, czy to co ugotował będzie jadalne.
Gdy jadłem obiad, do kuchni wpadł mój dłużnik. Wyraz jego twarzy zdradzał, że ledwo powstrzymuje się przed wybuchnięciem płaczem. Zabawna buźka. Poprawiła mi humor. Jednak jemu nie było do śmiechu. Oświadczył jedynie, że ma dość i wybiegł z domu, trzaskając drzwiami. Jeszcze mi je zepsuje. Mimo to ucieszyłem się, że pozbyłem się problemu o nazwie Sorin.
Zaproponowałem Ayato by został na noc, a ten się zgodził. Wieczorem usiadłem w salonie i otworzyłem butelkę wina. Powoli sączyłem napój z kieliszka. Niestety nie mogłem nim poczęstować mojego towarzysza, ponieważ widać było, że jest niepełnoletni. Reszta dnia upłynęła w miłe atmosferze, bez Sorina. Również noc. Pierwszy raz odkąd poznałem tego szczeniaka wyspałem się.
Rano przygotowałem śniadanie dla siebie i dla niebieskookiego. Zjedliśmy je wspólnie. Następnie musiałem iść nakarmić konia. Pokazałem jeszcze Ayato półkę, na której znajdowały się różne książki, a sam ruszyłem do stajni. Miałem dzisiaj jechać do miasta, ale skoro już nie ma ryby to nie ma powodu by tam jechać.
Wróciłem do domu i po chwili ktoś zapukał do drzwi. Mój gość otworzył drzwi i zawołał mnie. Niechętnie przyjmowałem gości, dlatego zmarszczyłem brwi i spytałem co tu robi. W progu stała śliczna dziewczyna. Jej rude włosy okalały twarz. Wyglądała na zmartwioną. Powiedziała, że szła do miasta, ale się zgubiła. Jak to jest, że wszyscy się gubią i natrafiają na mój dom? Ostatecznie powiedziałem, że odprowadzę ją. Miała na imię Sori. Umówiłem się z nią, że ugotuje mi obiad, a ja ją odprowadzę. Bardzo się ucieszyła. Weszła do środka. Przeszła koło mnie, a ja poczułem cudowny zapach. Usiadła na sofie w salonie i ziewnęła. Usiadłem obok niej i spytałem się czy jest niewyspana. Odpowiedziała, że wcześnie wstała, jąkając trochę. Trochę kiepsko, że taka nieśmiała. Wolę śmielsze kobiety, ale no cóż. Objąłem ją ramieniem. Zaskoczyło ją to i podskoczyła lekko. Zbliżyłem się do niej, szeptem spytałem, czy chce odpocząć w moim łóżku, bo zanim odwiozę ją do miasta minie trochę czasu.
<Sorin, albo Ayato?>
21 stycznia 2016
Od Sorina do Chrisa
Chłopak przyssał się do mojej szyi. Nie bolało tak bardzo, ale po krótkiej chwili poczułem jak w moim ciele zaczyna brakować płynów.
-Hej, młody. Starczy...-powiedziałem, ale ten nie słuchał. "Jak tak dalej pójdzie to zamienię się w rybę!" pomyślałem spoglądając na wyrastające na moim ciele łuski. Odepchnąłem blondyn za pomocą stopy i spojrzałem na niego zirytowany.-Chciałeś mnie zabić czy co?
-W twoim ciele jest jeszcze dużo krwi, wiec spokojnie mogłem dalej...
-To nie o to chodzi-warknąłem przerywając wampirowi. Poszedłem do kuchni, wypiłem pół litra wody i wziąłem sie za obiad. Nie chciało mi sie cokolwiek robić wiec były to naleśniki. Gdy skończyłem zobaczyłem Ayato stojącego w progu.
-Wiesz chciałem przeprosić...-mruknął chłopak pod nosem marszcząc przy tym brwi.
-Tak, spoko. Sorki, że na ciebie się wydałem. Po prostu kiedy za bardzo "wyschnę" to zmieniam formę i... My nie lubimy się z tym drugim- westchnąłem myjąc ręce i blat. -Hej właśnie! Jesteś wampirem nie, to znaczy, ze umiesz zmieniać formę prawda?-podekscytowałem się.
-N-No tak...
-Super! Nauczysz mnie?
-Ale do tego trzeba być dojrzałym. Ja żyje na ziemi już długo, a ty...-zaczął Aya-chan, lecz nie pozwoliłem mu skończyć sugerując, że jestem o W I E L E starszy niż wyglądam. Niebieskooki nie był co do tego zbyt przekonany, ale po chwili rozmowy się zgodził.
Po niedługim czasie umiałem już zmienić się w dowolnego ssaka, nie licząc nietoperza, którego właśnie starałem się opanować.
Ayato kazał stanąć mi na krześle, podkurczając nogi i wyobrazić sobie, że jest nietoperzom, a następnie zeskoczyć z krzesła. Zrobiłem jak kazał i... Przywaliłem głową w podłogę. Na moje nieszczęście w tym samym momencie do pokoju wszedł Chris... Boże jak ja się zbłaźniłem.
-Co ty robisz durniu?-zapytał mężczyzna marszcząc brwi.
-N-Nic takiego...-wymruczałem pod nosem.
-Mniejsza z tym, gdzie obiad?
-W kuchni wiec nie marudź-warknąłem, a w tym samym czasie Ayato śmiał się za moimi plecami. Gdy tylko Chris opuścił pokój złapałem wampira za kołnierz.-Jaja se ze mnie robisz?-sygnałem.
-No tak jakoś wyszło...-zaśmiał się Ayato. Świetnie, nikt mnie tu nie traktuje poważnie. Już ja pokaże temu idiocie ( czyt. Chrisowi ), że nie jestem taki głupi za jakiego mnie bierze. Tak, będzie mnie przepraszał na kolanach za to że był dla mnie taki niemiły.
Wpadłem do kuchni i oznajmiając, ze mam go dość opuściłem dom i udałem się miasteczka. Tak wynająłem pokój na jedną noc, przespałem się i ruszyłem w drogę powrotną ( oczywiście po małej metamorfozie XP )
Stanąłem przed drzwiami Chrisa ubrany w ciemne jeansy, białe buty do połowy łydki i różową koszulkę. Przybrałem zmartwiony wyraz twarzy i delikatnie zapukałem w drzwi.
Otworzył mi Ayato i nie ukrywając zdziwienia na mój widok zawołał Chrisa. Ten stanął na progu i zmierzył mnie wzrokiem.
-Co tu robisz dzieciaku?-zapytał marszcząc brwi.
-J-Ja... - udawałem, że się jąkam. -Bo ten chłopak mi powiedział, że jak tu skręcę to dotrę do miasteczka, a-ale się zgubiłam...-zaszlochałem.
-Ehh... Możesz tu zostać, później cię odprowadzę-westchnął Chris drapiąc sie po karku.-Jak masz na imię?
-Sori...-w ostatniej chwili ugryzłeś się w język.
-Sori?-zapytał Ayato.
-T-Tak mam na imię Sori- uśmiechnąłem się przekraczając próg.
-W takim zazie, mogła byś cos ugotować jako rekompensatę za moja pomoc?-zapytał kolorowowołosy.
-Jasne!
<panowie? XD>
Od Matta do Sylvii
Chłopak ruszył w swoją drogę. Uznał, że potrzebuje odpoczynku, dlatego
też skierował się w stronę swojej chatki. Zaraz po tym zobaczył jak nowo
poznana dziewczyna leży. Jego osobowość nie pozwalała mu przejść obok
tego obojętnie. Wrócił się do blondynki. Spojrzał na jej krwawiącą
łydkę. Pokręcił głową i zaoferował jej pomoc. Niebieskooka była wyraźnie
uradowana na jego widok. Anioł podszedł do niej i przyjrzał się jej
nodze. Nie miał już przy sobie żadnych bandaży. Wszystkie wykorzystał w
pałacu. Wyciągnął jedynie maść, która powodowała krzepnięcie krwi i
posmarował nią ranę. Następnie wziął ją na barana. Sylvia trochę się
buntowała, jednak po utracie krwi była osłabiona. Nie mógł jej puścić
samej. Sumienie by mu nie pozwoliło.
Z początku dziewczyna starała się siedzieć prosto, zapewne po to by ograniczać kontakt fizyczny. Każda dziewczyna, którą niósł tak robiła. A gdy się pytał, to mówiły, że nie chcą mu przygnieść skrzydeł. Cóż i tak nie mógł miał problem ze skrzydłami i dziennym limitem było kilka minut lotu. W połowie drogi opadła z sił i oparła się o plecy bruneta. Wręcz leżała na nim, ciężko dysząc.
- Już nie daleko.Wytrzymaj - powiedział uzdrowiciel. W odpowiedzi dziewczyna lekko skinęła głową. Spróbował przyspieszyć. Było to ciężkie do zrealizowania, gdyż dziewczyna stanowiła duże obciążenie dla jego słabych ramion. Nie doszedł do swojego domu, a już zaczął dyszeć.
Budynek w którym mieszkał Matt był dwu piętrowy. Miał niewielki balon. Dachówka była niebieska, a ściany w jasnożółtym kolorze. W oknach stały doniczki z ziołami. Z tyłu znajdował się mały ogródek w którym rosły większe odmiany roślin, potrzebnych do zrobienia lekarstw.
W domu Matt położył dziewczynę na łóżku. Przyniósł misę z wodą i oczyścił jej ranę, a następnie założył jej opatrunek. Na czoło położył jej okład, a następnie przykrył kołdrą. Chciał zostać w pokoju na wypadek, gdyby gdyby coś się stało, lecz jego kot, Danny kazał mu iść się położyć. Skierował się w stronę swojej sypialni, a od drzwi dobiegł odgłos pukania.
<Ktoś?>
Z początku dziewczyna starała się siedzieć prosto, zapewne po to by ograniczać kontakt fizyczny. Każda dziewczyna, którą niósł tak robiła. A gdy się pytał, to mówiły, że nie chcą mu przygnieść skrzydeł. Cóż i tak nie mógł miał problem ze skrzydłami i dziennym limitem było kilka minut lotu. W połowie drogi opadła z sił i oparła się o plecy bruneta. Wręcz leżała na nim, ciężko dysząc.
- Już nie daleko.Wytrzymaj - powiedział uzdrowiciel. W odpowiedzi dziewczyna lekko skinęła głową. Spróbował przyspieszyć. Było to ciężkie do zrealizowania, gdyż dziewczyna stanowiła duże obciążenie dla jego słabych ramion. Nie doszedł do swojego domu, a już zaczął dyszeć.
Budynek w którym mieszkał Matt był dwu piętrowy. Miał niewielki balon. Dachówka była niebieska, a ściany w jasnożółtym kolorze. W oknach stały doniczki z ziołami. Z tyłu znajdował się mały ogródek w którym rosły większe odmiany roślin, potrzebnych do zrobienia lekarstw.
W domu Matt położył dziewczynę na łóżku. Przyniósł misę z wodą i oczyścił jej ranę, a następnie założył jej opatrunek. Na czoło położył jej okład, a następnie przykrył kołdrą. Chciał zostać w pokoju na wypadek, gdyby gdyby coś się stało, lecz jego kot, Danny kazał mu iść się położyć. Skierował się w stronę swojej sypialni, a od drzwi dobiegł odgłos pukania.
<Ktoś?>
20 stycznia 2016
Od Chrisa do Sorina
Gdy Sorin opuścił mój dom, poczułem przyjemną ciszę i spokój. Nie było
mi tego zaznać odkąd go poznałem. Zaparzyłem sobie kawę i rozsiadłem się
na krześle. Popijając czarny napój, rozkoszowałem się samotnością. Po wypiciu
kawy wstałem i już chciałem umyć kubek, kiedy zorientowałem się, że
przecież Sorin zrobi to za mnie. Odłożyłem tylko naczynie do zlewu i
skierowałem się w stronę ukrytych drzwi w moim domu. Owe drzwi ukrywały
się przed wzrokiem innych. Nawet ja ich nie widzę, ale wiem gdzie się
znajdują. Wyszeptałem zaklęcie i złapałem w miejscu, gdzie powinna
znajdować się klamka. Następnie wszedłem do ukrytego pomieszczenia i
zamknąłem za sobą. W pokoju były zasłonięte okna, co dawało dosyć
mroczny efekt. Osoba nieznająca ułożenia w pomieszczeniu, mogła łatwo na
coś wpaść. Stworzyłem kulę światła i podszedłem do mojej księgi z
zaklęciami. Miałem nadzieję, że znajdę w niej zaklęcie, dzięki któremu
będę mógł się pozbyć Sorina. Przez jakiś czas przewracałem strony w
milczeniu, lecz nic nie znalazłem, a następnie wyszedłem. Zapewne
spędziłbym więcej czasu szukając czegoś co uwolniło by mnie od Syrena,
ale mógł wrócić w każdej chwili. Dlatego opuściłem pokój i z powrotem
zamknąłem drzwi za pomocą zaklęcia. Niedługo potem usłyszałem wracającego Sorina. Krzyknął coś tam, a następnie było słychać huk. Przerażony poszedłem do pokoju sprawdzić, co gnojek tym razem zniszczył. Ruszyłem do holu. Na szczęście to tylko ten błazen się wywrócił, a jedyne co ucierpiało to jego nic niewarta głowa. Obok syrena stał chłopak z jasnymi włosami i błękitnymi oczami. Kim on u licha był?
- Kim jesteś? - Zapytałem ja i ten szczeniak jednocześnie. To mnie zbiło z tropu, bo przecież Sorin go przyprowadził. Zaraz potem zaczął mnie oskarżać o to, że sprowadzam sobie chłopców do domu. O czym on myśli? Z nim jest na prawdę coś nie tak. Może za mocno walnął się w tą głowę. Jak się okazało zielonookiemu znowu zmieniły się osobowości. Nie pamiętał niczego. Dowiedziałem się, że niebieskooki został zaproszony do mojego domu, MOJEGO. Poważnie, co za człowiek zaprasza obcych do nie swojego domu. Sorin złapał zakupy i pobiegł do kuchni. Natomiast nieznajomy wyglądał na rozkojarzonego. Zacząłem rozmowę z nim. Powiedziałem mu, z jakiego powodu ta ryba nic nie pamięta. Jak się później dowiedziałem, mój rozmówca nazywa się Ayato. Rozsiedliśmy się na kanapie w salonie i zaczęliśmy rozmawiać z ożywieniem. Następnie przyszedł z kuchni Sorin. Był trochę niezadowolony, że siedzieliśmy na jego kanapie, choć to tak na prawdę moja kanapa. Nie chciałem mu zejść z kanapy. Ostatecznie klejnot, którym machał mi przed twarzą, wystarczająco mnie przekonał. Co dziwniejsze, zamiast iść do kuchni, by zrobić obiad, to on położył się na kanapie i zrobił drzemkę. Przeprosiłem za tego głupka Ayato. Niestety nie mogłem z nim zostać, gdyż miałem zaplanowany dzień. Trochę wstyd mi było zostawić gościa samego w domu, ale praca się sama nie wykona. Miałem dzisiaj popracować w stajni. Musiałem podkuć mojego konia, gdyż jutro miałem zaplanowany wyjazd do miasta. Musiałem zmienić towarzystwo, bo zbyt długie przebywanie z syrenem jest niebezpieczne dla zdrowia.
<Ayato lub dureń :P>
- Kim jesteś? - Zapytałem ja i ten szczeniak jednocześnie. To mnie zbiło z tropu, bo przecież Sorin go przyprowadził. Zaraz potem zaczął mnie oskarżać o to, że sprowadzam sobie chłopców do domu. O czym on myśli? Z nim jest na prawdę coś nie tak. Może za mocno walnął się w tą głowę. Jak się okazało zielonookiemu znowu zmieniły się osobowości. Nie pamiętał niczego. Dowiedziałem się, że niebieskooki został zaproszony do mojego domu, MOJEGO. Poważnie, co za człowiek zaprasza obcych do nie swojego domu. Sorin złapał zakupy i pobiegł do kuchni. Natomiast nieznajomy wyglądał na rozkojarzonego. Zacząłem rozmowę z nim. Powiedziałem mu, z jakiego powodu ta ryba nic nie pamięta. Jak się później dowiedziałem, mój rozmówca nazywa się Ayato. Rozsiedliśmy się na kanapie w salonie i zaczęliśmy rozmawiać z ożywieniem. Następnie przyszedł z kuchni Sorin. Był trochę niezadowolony, że siedzieliśmy na jego kanapie, choć to tak na prawdę moja kanapa. Nie chciałem mu zejść z kanapy. Ostatecznie klejnot, którym machał mi przed twarzą, wystarczająco mnie przekonał. Co dziwniejsze, zamiast iść do kuchni, by zrobić obiad, to on położył się na kanapie i zrobił drzemkę. Przeprosiłem za tego głupka Ayato. Niestety nie mogłem z nim zostać, gdyż miałem zaplanowany dzień. Trochę wstyd mi było zostawić gościa samego w domu, ale praca się sama nie wykona. Miałem dzisiaj popracować w stajni. Musiałem podkuć mojego konia, gdyż jutro miałem zaplanowany wyjazd do miasta. Musiałem zmienić towarzystwo, bo zbyt długie przebywanie z syrenem jest niebezpieczne dla zdrowia.
<Ayato lub dureń :P>
16 stycznia 2016
Od Ayato do Sylfii
Drzemałem sobie na gałęzi gdy nagle obudził mnie kobiecy krzyk. Otworzyłem ocze i rozejrzałem sie dookoła. Bardzo szybko dostrzegłem długowłosą blondynkę wciąganą przez ruchome piaski. W błyskawicznym tempie zszedłem z drzewa i ściągnąłem rękę do dziewczyny. Ta mocno chwyciła moją dłoń i juz po chwili była bezpieczna.
-Skąd sie tu wzięłaś?-zapytałem otrzepując sie z ziemi.
-J-Jestem słóżką króla-wytłumaczyła. -A ty skąd sie tu wziąłeś chłopczyku?-zapytała pochylając sie w moja strone. Była odemnie o głowę wyższa!
-Mam 16 lat panienko-powiedziałem lekko zirytowany. Słóżka przeprosiła mnie. Musze przyznać, ze pachniała smakowicie, ale w domu czekał na mnie lepszy kąsek... Odprowadziłem dziewczynę do ścieżki i zacząłem wlec sie do domu.
W połowie drogi dostrzegłem kobietę o różowych włosach. Wydzielała woń podobną do Chrisa-dono, woń przepełnioną mrokiem. Kobieta odwróciła sie w moja strone i spiorunowała mnie wzrokiem.
-Co robisz w Mrocznym Borze wampirze?-warknęła. "S-Skąd wie, ze ja...?"
-Ach... Ja tylko... Idę do znajomego...
-Nie przepadam za potworami. Odejdź z tąd!
-Co proszę?! Nie mam zamiaru słuchać jakiejś dziuni, zrobię co mi sie bedzie podobać!- w momencie gdy wo powiedziałem korzenie zaczęły wyrastać ku moim stopą. Zmieniłem sie w nietoperza i wyniosłem sie nad las. "C...Co to było?" Zastanawiałem sie lecąc do domu Chrisa.
Gdy tak doleciałem zastałem Sorina klejącego sie do gospodarza. "Hej... Jakby sie tak zastanowić to w tym domu jest trzech blondynów, a ja niedawno uratowałem blondynkę... CZY NA TYM ŚWIECIE ISTNIEJĄ SAMI BLONDYNI?!?!" rozmyślałem siadając na sofie w salonie. Syren automatycznie odkleił sie od mężczyzny i podszedł do mnie mówiąc.
-Zejdź z mojej sofy. Ona jest m o j a!- następnie zepchnął mnie i położył sie spać.
-Tak właściwie to jest moja-wtrącił sie Chris i cieżko wzdychając poszedł do kuchni. Podazylam za nim i usiadłem przy stole.
-Hej, Chris. Czy w lesie mieszka ktoś oprócz ciebie?-zapytałem.
-Chyba nie, dlaczego pytasz?
-Spotkałem dzisiaj kobietę o różowych włosach. Zaatakowała mnie jakaś mroczną magią-wytłumaczyłem. Blondyn spojrzał na mnie zaskoczony.
-...Co?
<chlopaki?>
-Skąd sie tu wzięłaś?-zapytałem otrzepując sie z ziemi.
-J-Jestem słóżką króla-wytłumaczyła. -A ty skąd sie tu wziąłeś chłopczyku?-zapytała pochylając sie w moja strone. Była odemnie o głowę wyższa!
-Mam 16 lat panienko-powiedziałem lekko zirytowany. Słóżka przeprosiła mnie. Musze przyznać, ze pachniała smakowicie, ale w domu czekał na mnie lepszy kąsek... Odprowadziłem dziewczynę do ścieżki i zacząłem wlec sie do domu.
W połowie drogi dostrzegłem kobietę o różowych włosach. Wydzielała woń podobną do Chrisa-dono, woń przepełnioną mrokiem. Kobieta odwróciła sie w moja strone i spiorunowała mnie wzrokiem.
-Co robisz w Mrocznym Borze wampirze?-warknęła. "S-Skąd wie, ze ja...?"
-Ach... Ja tylko... Idę do znajomego...
-Nie przepadam za potworami. Odejdź z tąd!
-Co proszę?! Nie mam zamiaru słuchać jakiejś dziuni, zrobię co mi sie bedzie podobać!- w momencie gdy wo powiedziałem korzenie zaczęły wyrastać ku moim stopą. Zmieniłem sie w nietoperza i wyniosłem sie nad las. "C...Co to było?" Zastanawiałem sie lecąc do domu Chrisa.
Gdy tak doleciałem zastałem Sorina klejącego sie do gospodarza. "Hej... Jakby sie tak zastanowić to w tym domu jest trzech blondynów, a ja niedawno uratowałem blondynkę... CZY NA TYM ŚWIECIE ISTNIEJĄ SAMI BLONDYNI?!?!" rozmyślałem siadając na sofie w salonie. Syren automatycznie odkleił sie od mężczyzny i podszedł do mnie mówiąc.
-Zejdź z mojej sofy. Ona jest m o j a!- następnie zepchnął mnie i położył sie spać.
-Tak właściwie to jest moja-wtrącił sie Chris i cieżko wzdychając poszedł do kuchni. Podazylam za nim i usiadłem przy stole.
-Hej, Chris. Czy w lesie mieszka ktoś oprócz ciebie?-zapytałem.
-Chyba nie, dlaczego pytasz?
-Spotkałem dzisiaj kobietę o różowych włosach. Zaatakowała mnie jakaś mroczną magią-wytłumaczyłem. Blondyn spojrzał na mnie zaskoczony.
-...Co?
<chlopaki?>
06 stycznia 2016
Od Lyry do Sofi
Dziewczyna zaprowadziła Lyrę do swojego domu. Była to pobliska
kamienica. Mieszkanie Sofi było niewielkie i skromnie umeblowane.Obie
weszły do salonu. Podłoga tam była wykonana z kamienia, a na niej leżał
dość stary dywan. W rogu stał stoliczek do kawy, a po bokach znajdowały
się dwa fotele. Elfka z zaciekawieniem rozglądała się po pomieszczeniu.
Dziewczyna w czerwonym płaszczu powiedziała, co gdzie się znajduje.
Niestety nie mogła zostać, bo miała wartę. Zostawiła blondynkę samą w
domu i wyszła. Gdy tylko drzwi się zamknęły, Lyra głośno westchnęła.
- W co ja się wpakowałam? - Mówiła do siebie. Nerwowo zaczęła chodzić po pokoju. - Co mam zrobić, Liam na pewno jest już w mieście. Wyda rozkaz by mnie szukano. Sofi będzie musiała wykonać rozkaz - elfka zaczynała coraz bardziej panikować. Usiadła na fotelu i skuliła się, zakrywając dłońmi twarz. W jej głowie panował istny chaos. Jakiś głos w głowie krzyczał, że musi się stąd wydostać.
Po chwili wstała. Ciężko było jej usiedzieć w miejscu. Wyjrzała przez okno. Za oknem było widać dach mniejszego budynku. Ten sam głosik, co krzyczał by uciekać, teraz podpowiadał by wyjść przez okno. Lyra otworzyła okno. Dach sąsiedniego budynku znajdował się blisko. Dziewczyna bez zastanowienia zdjęła buty i chwyciła je w dłoń. Następnie weszła na parapet i skoczyła. Dach był lekko spadzisty, przez co elfka się poślizgnęła. Zaczęła zsuwać się z dachówek. W ostatniej chwili złapała się rynny. Dopiero teraz blondynka zdała sobie sprawę z tego co zrobiła, a także, że wisi wysoko nad ziemią i jeżeli nic nie zrobi to może spaść.
<Ktoś?>
- W co ja się wpakowałam? - Mówiła do siebie. Nerwowo zaczęła chodzić po pokoju. - Co mam zrobić, Liam na pewno jest już w mieście. Wyda rozkaz by mnie szukano. Sofi będzie musiała wykonać rozkaz - elfka zaczynała coraz bardziej panikować. Usiadła na fotelu i skuliła się, zakrywając dłońmi twarz. W jej głowie panował istny chaos. Jakiś głos w głowie krzyczał, że musi się stąd wydostać.
Po chwili wstała. Ciężko było jej usiedzieć w miejscu. Wyjrzała przez okno. Za oknem było widać dach mniejszego budynku. Ten sam głosik, co krzyczał by uciekać, teraz podpowiadał by wyjść przez okno. Lyra otworzyła okno. Dach sąsiedniego budynku znajdował się blisko. Dziewczyna bez zastanowienia zdjęła buty i chwyciła je w dłoń. Następnie weszła na parapet i skoczyła. Dach był lekko spadzisty, przez co elfka się poślizgnęła. Zaczęła zsuwać się z dachówek. W ostatniej chwili złapała się rynny. Dopiero teraz blondynka zdała sobie sprawę z tego co zrobiła, a także, że wisi wysoko nad ziemią i jeżeli nic nie zrobi to może spaść.
<Ktoś?>
07 grudnia 2015
Od Sorina do Ayato
Pobiegłem do kuchni i pierwsze co zobaczyłem to brudna szklanka po kawie i talerzyk. Kurczę! Wysłał mnie po zakupy, ale sam zjadł w tym czasie! To było po prostu podłe. Schowałem kupione jedzenie i picie do lodówki i szafki wiszącej nad zlewem. Pozmywałem to co zostawił po sobie Chris i zastanawiałem się nad obiadem, bo na śniadanie i tak już za późno. Zajrzałem do sakiewki z kryształami, miałem ich jeszcze dużo pomimo obfitych zakupów. W mieście kupiłem sobie książkę i jakieś ubrania, bo niby po co mam marnować energię na tworzenie ich? Poszedłem do salonu gdzie stała moja (a raczej przywłaszczona) szafka, którą postawiłem obok mojej kanapy.
Gdy tylko wszedłem do pomieszczenia, zamurowało mnie. Na MOJEJ kanapie siedzieli blondyni i w najlepsze FLIRTOWALI! Ta jasne, już ja mu dam dobierać się do mojego Chrisia.
-Nie żeby coś, ale to jest moja kanapa- warknąłem stając przy rozmawiającej dwójce.
-Tak właściwie to moja- powiedział Night opierając łokcie na oparciu. Wyjąłem z mieszka jeden kryształ, a gdy Chris go zobaczył jego oczy błysnęły prawie tak samo jak klejnot. Uśmiechnąłem się pod nosem.
-Na czyjej kanapie siedzisz?-zapytałem machając mu klejnotem przed twarzą, na której pojawił się grymas niezadowolenia. Mężczyzna wstał i wyrwał mi klejnot z dłoni
-Niech ci będzie...-mruknął i wkładając kamień do kieszeni usiadł w fotelu. Uśmiechnąłem się w duchu i schowałem moje rzeczy do szafki. Po czym nachyliłem się nad nastolatkiem i szepnąłem w jego stronę.
-Przesiądziesz się na drugi fotel, chciałbym się zdrzemnąć-poprosiłem z łobuzerskim uśmiechem na ustach. Chłopak usłuchał i już po chwili wylegiwałem się na sofie.
-Chyba miałeś coś zrobić..-wtrącił Chris.
-Jadłeś więc nie marudź. Obudźcie mnie za godzinę to zrobię obiad- mruknąłem i oddaliłem się w objęcia Morfeusza.
Gdy tylko wszedłem do pomieszczenia, zamurowało mnie. Na MOJEJ kanapie siedzieli blondyni i w najlepsze FLIRTOWALI! Ta jasne, już ja mu dam dobierać się do mojego Chrisia.
-Nie żeby coś, ale to jest moja kanapa- warknąłem stając przy rozmawiającej dwójce.
-Tak właściwie to moja- powiedział Night opierając łokcie na oparciu. Wyjąłem z mieszka jeden kryształ, a gdy Chris go zobaczył jego oczy błysnęły prawie tak samo jak klejnot. Uśmiechnąłem się pod nosem.
-Na czyjej kanapie siedzisz?-zapytałem machając mu klejnotem przed twarzą, na której pojawił się grymas niezadowolenia. Mężczyzna wstał i wyrwał mi klejnot z dłoni
-Niech ci będzie...-mruknął i wkładając kamień do kieszeni usiadł w fotelu. Uśmiechnąłem się w duchu i schowałem moje rzeczy do szafki. Po czym nachyliłem się nad nastolatkiem i szepnąłem w jego stronę.
-Przesiądziesz się na drugi fotel, chciałbym się zdrzemnąć-poprosiłem z łobuzerskim uśmiechem na ustach. Chłopak usłuchał i już po chwili wylegiwałem się na sofie.
-Chyba miałeś coś zrobić..-wtrącił Chris.
-Jadłeś więc nie marudź. Obudźcie mnie za godzinę to zrobię obiad- mruknąłem i oddaliłem się w objęcia Morfeusza.
*
Obudził mnie czyjś oddech, który poczułem na twarzy. Leniwie otworzyłem oczy, a to co ujrzałem wytrąciło mnie z równowagi. Miałem rozpiętą koszulę, a na brzucho siedział mi Ayato. Zmarszczyłem brwi.
-Co ty robisz?-zapytałem dodając po chwili.-Nie atakuje się śpiących ludzi, wiesz? Jeśli ci się podobam trzeba było od razu mówić- to mówiąc uniosłem się na łokciu i przeczesałem włosy palcami. Chłopak oblał się rumieńcem.
-T...T-To ni... Nie tak...J-Ja tylko...-za jąkał się chłopak i dostrzegłem lśniące białe kły pod jego wargą.
-Ahaa... wampirek tak?-zachichotałem. Fakt, gdy spotkałem go w lesie był głodny, no nie? Usiadłem i zsunąłem koszule z ramienia.-Możesz się napić, tylko nie przeginaj bo muszę zrobić obiad dla Chrisia- powiedziałem nie do końca pewien czy dobrze robię. Widząc zwątpienie w czerwonych oczach Ayato dodałem.- No dalej bo się rozmyśle...
Chłopak zbliżył się do mojej szyi i wgryzł się w tętnice; zabolało; a po chwili zaczął ssać.
<Aya-chan, czy Chrisiu? <3>
03 listopada 2015
Od Sofi do Lyry
Zdesperowana elfka poprosiła mnie o pomoc w ucieczce. Widząc przerażenie w jej oczach chwyciłam dziewczynę za nadgarstek i pobiegłam z nią do mojego domu.
-Tu będziesz bezpieczna- powiedziałam zamykając drzwi.
-D-Dziękuje....-wysypała blondynka łapiąc oddech.
-Możesz sie rozgościć, niestety ja muszę wracać do pracy-wytłumaczyłam. Powiedziałam elfie gdzie co sie znajduje i wyszłam pełnić straż. Nie zaszłam daleko, a zaczepił mnie znajomy strażnik mówiąc, ze król przyjechał do miasta i zwołuje całą pobliską straż.
-Król?-zdIwilam sie. -A co on tu robi?
-Nie wiem, ale pośpieszmy sie- powiedział mężczyzna. Potaknelam i podazylam za nim na główny plac.
Gdy tam dotarliśmy dostrzegłam dwóch, czarnowlosych mężczyzn siedzących na koniach. Rozpoznałam króla Liama, ale ten drugi...(kapral Levi!) Nie kojarzyłam go jakoś.
-WEZWAŁEM WAS TU BYŚCIE SCHWYTALI DLA MNIE PEWNĄ ELFICE!- zaczął król, a mężczyzna dokończył pokazując portret elfki.
-TA SŁODKA, NIEWINNA BLONDYNECZKA MA TRAFIĆ DO KRÓLA.
Przeraziłam sie. To była ta elfice która trzymałam w domu. Muszę ja ostrzedz!
<Lyra?>
-Tu będziesz bezpieczna- powiedziałam zamykając drzwi.
-D-Dziękuje....-wysypała blondynka łapiąc oddech.
-Możesz sie rozgościć, niestety ja muszę wracać do pracy-wytłumaczyłam. Powiedziałam elfie gdzie co sie znajduje i wyszłam pełnić straż. Nie zaszłam daleko, a zaczepił mnie znajomy strażnik mówiąc, ze król przyjechał do miasta i zwołuje całą pobliską straż.
-Król?-zdIwilam sie. -A co on tu robi?
-Nie wiem, ale pośpieszmy sie- powiedział mężczyzna. Potaknelam i podazylam za nim na główny plac.
Gdy tam dotarliśmy dostrzegłam dwóch, czarnowlosych mężczyzn siedzących na koniach. Rozpoznałam króla Liama, ale ten drugi...(kapral Levi!) Nie kojarzyłam go jakoś.
-WEZWAŁEM WAS TU BYŚCIE SCHWYTALI DLA MNIE PEWNĄ ELFICE!- zaczął król, a mężczyzna dokończył pokazując portret elfki.
-TA SŁODKA, NIEWINNA BLONDYNECZKA MA TRAFIĆ DO KRÓLA.
Przeraziłam sie. To była ta elfice która trzymałam w domu. Muszę ja ostrzedz!
<Lyra?>
22 października 2015
Od Ayato do Sorina
Szedłem przez las i nagle do moich nozdrzy dostał się słodki zapach. Ruszyłem w jego stronę. Zapach do chodził z Mrocznego Boru. Poczułem niesamowitą żądzy krwi, która z każdą chwilą stawała się coraz silniejsza. Czułem jak tracę nad sobą panowanie. Moje kły sie pokazały, a oczy stały sie czerwone.
Zapach stawał sie coraz bardziej intensywny. W dodatku był taki smakowity. Kilkoma szybkimi szusami ominalem drzewa ale i tak z czymś sie zderzyłem, a raczej z kimś.
-Hej, uważaj co robisz!-zbulwersował się blondyn. Tak, to on tak pysznie pachnie. Tak myśląc zacząłem wdychać słodki zapach coraz bardziej sie do niego zbliżając.
-H-Hej co ty robisz?-zajakalsie chłopak odsuwając mnie. Był wielki! Prawie raz wyższy odemnie! Po raz kolejny poczułem złość spowodowaną moim wyglądem.
Po chwili z mojego żołądka wydobylo sie głośne burknięcia.
-J-jesteś może głodny?-zapytał ostrożnie zielonooki.
-Tak...-odpowiedziałem ostrożnie. Chłopak zaprosił mnie do domu na śniadanie... Zapewne nie dostanę tam nic co mógłbym zjeść, albo raczej nic czym bym sie najadł. Przyjąłem zaproszenie i powędrowałem z blondynem. Okazało sie, że ma na imię Sorin, a dom do którego zmierzamy tak właściwie nie jest jego. Mieszka tam mężczyzna u którego Sorin sie zadłużył i teraz to odpracowuje.
W końcu stanęliśmy przed domem o czarnych dachówkach, ścianach z ciemnego drewna i dwóch wierzący. Altana była lekko podniszczona i brakowało kilku dachówek.
-Wróciłem!-zawołał blondyn wchodząc do domu i potykając sie o prug przewrócił sie.
-Nic ci nie jest?!- zawołałem podchodząc do chłopaka.
-Co sie dzieje?!- krzyknął pojawiający sie znikąd mężczyzna. Był wysoki, a jego ramiona okrywał płaszcz z kapturem. Miał niebliskieoczy i... BLOND WŁOSY!!! Kolejny bladyn!? Toż to patologia! Niedługo bedzie można założyć społeczeństwo blondynów!
-Kim jesteś!?-zapytali oboje spoglądając na mnie.
-Chrisiek, sprowadzileś sobie towarzystwo jak mnie nie było. Jesteś podły... -zaczął marudzić Sorin.
-To ty gotu przywlokleś!- oburzył sie zakapturzony mężczyzna.
-Serio..? Jak to sie stało?-zapytał zielonooki.
-Ehh... Zaprosiłeś mnie na posiłek...-westchnałem wstając. Ten natychmiast zerwał sie z podłogi i łapiąc kosz z pieczywem i innego rodzaju jedzeniem pobiegł gdzieś w podskokach.
- Czy on ma rozdwojenie jaźni?-zapytałem czarnego kapturka.
-To troche bardziej skomplikowane...
<Chris, lub Sorin>
Zapach stawał sie coraz bardziej intensywny. W dodatku był taki smakowity. Kilkoma szybkimi szusami ominalem drzewa ale i tak z czymś sie zderzyłem, a raczej z kimś.
-Hej, uważaj co robisz!-zbulwersował się blondyn. Tak, to on tak pysznie pachnie. Tak myśląc zacząłem wdychać słodki zapach coraz bardziej sie do niego zbliżając.
-H-Hej co ty robisz?-zajakalsie chłopak odsuwając mnie. Był wielki! Prawie raz wyższy odemnie! Po raz kolejny poczułem złość spowodowaną moim wyglądem.
Po chwili z mojego żołądka wydobylo sie głośne burknięcia.
-J-jesteś może głodny?-zapytał ostrożnie zielonooki.
-Tak...-odpowiedziałem ostrożnie. Chłopak zaprosił mnie do domu na śniadanie... Zapewne nie dostanę tam nic co mógłbym zjeść, albo raczej nic czym bym sie najadł. Przyjąłem zaproszenie i powędrowałem z blondynem. Okazało sie, że ma na imię Sorin, a dom do którego zmierzamy tak właściwie nie jest jego. Mieszka tam mężczyzna u którego Sorin sie zadłużył i teraz to odpracowuje.
W końcu stanęliśmy przed domem o czarnych dachówkach, ścianach z ciemnego drewna i dwóch wierzący. Altana była lekko podniszczona i brakowało kilku dachówek.
-Wróciłem!-zawołał blondyn wchodząc do domu i potykając sie o prug przewrócił sie.
-Nic ci nie jest?!- zawołałem podchodząc do chłopaka.
-Co sie dzieje?!- krzyknął pojawiający sie znikąd mężczyzna. Był wysoki, a jego ramiona okrywał płaszcz z kapturem. Miał niebliskieoczy i... BLOND WŁOSY!!! Kolejny bladyn!? Toż to patologia! Niedługo bedzie można założyć społeczeństwo blondynów!
-Kim jesteś!?-zapytali oboje spoglądając na mnie.
-Chrisiek, sprowadzileś sobie towarzystwo jak mnie nie było. Jesteś podły... -zaczął marudzić Sorin.
-To ty gotu przywlokleś!- oburzył sie zakapturzony mężczyzna.
-Serio..? Jak to sie stało?-zapytał zielonooki.
-Ehh... Zaprosiłeś mnie na posiłek...-westchnałem wstając. Ten natychmiast zerwał sie z podłogi i łapiąc kosz z pieczywem i innego rodzaju jedzeniem pobiegł gdzieś w podskokach.
- Czy on ma rozdwojenie jaźni?-zapytałem czarnego kapturka.
-To troche bardziej skomplikowane...
<Chris, lub Sorin>
21 października 2015
Od Sylfi do Izabelli
Strasznie boję się nowo poznanych ludzi, dlatego przy pierwszej okazji uciekłam. Gdy miałam pewność, że dziewczyna mnie nie widzi, oparłam się o pień drzewa i westchnęłam. Miałam pracować nad swoją nieśmiałością, a zamiast tego uciekłam przy pierwszej nadarzającej się okazji. Pewnie wkurzyłam ją tym moim ciągłym "proszę pani". A co jeśli po tym spotkaniu będzie czuła do mnie niechęć? Nie mogę tego tak zostawić. Potrząsnęłam głową, by pozbyć się niepotrzebnych myśli i ruszyłam za Izabell. Wróciłam w to samo miejsce, gdzie przed chwilą rozmawiałam z ową kobietą. Rozejrzałam się wokół. Gdzieś dalej, w mrocznym borze dostrzegłam ruch. Przyjrzałam się dokładniej. Nie chciałam podejmować spontanicznych decyzji, gdyż takowe często źle się kończą. Wpatrywałam się w punkt, gdzie dostrzegłam ruch. Gdy zobaczyłam ludzką sylwetkę, ruszyłam bez zastanowienia. Widziałam oddalającą się postać, więc instynktownie zaczęłam za nią biec. Przekroczyłam granicę lasów. Niespodziewanie zapadłam się. Przez moment nie wiedziałam co się dzieje. Dopiero gdy spojrzałam pod nogi, zorientowałam się, że zapadam się w błocie. Nie miałam pojęcia co robić. Patrzyłam jedynie jak moje śliczne buciki zapadają się pod ziemię. Starałam się wydostać, jednak moja próba skończyła się tym, że jeszcze głębiej ugrzęzłam.
<Izabell, albo ktoś inny?>
<Izabell, albo ktoś inny?>
20 października 2015
Od Lyry do Liama
Jakoś tak wyszło, że Lyra zasnęła na balkonie. Leżała opatulona futrem Lex'a. Tygrys owinął się wokół dziewczyny, co skutecznie chroniło ją przed zimnem i wiatrem. Gdy elfka się obudziła, był już ranek. Wstała i przeciągnęła się. Jednak spanie na ziemi nie było zbyt wygodne. Przeszła przez sypialnię Liama i wyszła na korytarz. Pupil dziewczyny zmienił się w kota i ruszył za nią. Przez krótką chwilę dziewczyna szła korytarzem, lecz zaraz natknęła się na Sylfi. Służąca podeszła do dwójki. Nieśmiało zaproponowała elfce zmianę szat. Lyra zamierzała po prostu opuścić już zamek, jednak wiedziała, że nawet jeśli by mogła wyjść, to król nie wypuścił by jej bez śniadania. A jak się idzie na śniadanie, to należy wyglądać schludnie. Dlatego też przyjęła ofertę służki. Cała trójka ruszyła do garderoby. Gdy strażniczka była już przebrana w nową sukienkę, usiadła na stołku, a pokojówka zaczęła rozczesywać jej włosy. Podczas układania włosów Lyra dowiedziała się, że króla nie ma aktualnie w zamku. W myślach odetchnęła z ulgą i pomyślała "Tak będzie łatwej wyjść". Następnie udała się do jadalni. Usiadła na końcu stołu. Sylfi podała jej śniadanie i gdzieś poszła. Na śniadanie dostała grzanki przyrumienione na złocisty kolor z miodem i filiżankę z herbatą. Była w trakcie, gdy drzwi otworzyły się z hukiem. Do sali wszedł król Liam ze swoim feniksem na ramieniu, a za nim podążało dwóch blondynów. Władca podszedł do dziewczyny i złapał ją za ramiona:
- Lyra, wszystko w porządku? Nic Ci nie jest? - Zapytał Liam. Sprawdzając, czy żadna część ciała dziewczyny nie uległa uszkodzeniu. tym samym nie dawał dziewczynie czasu na odpowiedź. Gdy chłopak przyglądał się ręce strażniczki, ta kątem oka spojrzała na stojących kawałek dalej mężczyzn. Król dostrzegł spojrzenie blondynki i puścił jej przedramię.
- Kto to? - zapytała.
- Ach - mag lodu podszedł do zielonookiego. - To jest Sorin, mój kuzyn - powiedział brunet.
- Miło mi Cię poznać. Jestem Sorin - chłopak zrobił krok do przodu i ukłonił się. Dziewczyna od razu zauważyła, że jest z wysoko postawionej rodziny. Syren następnie podszedł do towarzysza i przedstawił go. - A to jest Chisuś, mój... - Nie dokończył, gdyż przerwała mu owa osoba.
- Ile razy mam Ci to mówić? Jestem Chis, a nie Chrisuś, głąbie - Obrzucił jeszcze kuzyna króla chłodnym spojrzeniem i podszedł do elfki i złapał delikatnie jej dłoń. - Chis Night, to twoich usług - rzekł i delikatnie pocałował dłoń dziewczyny. Blond włosa zarumieniła się, na co zareagowali pozostali panowie. Każdy z nich złapał nekromantę za jedno ucho i odciągnął od niebieskookiej.
- Chrisiu jak śmiesz flirtować z dziewczynami, gdy jestem w pobliżu? Nie podoba mi się to - skarcił go syren.
- Chris, możemy porozmawiać na osobności? - Spytał król. Chwycił maga za rękaw i wyprowadził z sali. Dziewczyna tylko patrzyła jak panowie wychodzą z sali. Jeszcze nie poznała wszystkich panujących zasad na dworze królewskim, dlatego nie wiedziała z jakiego powodu Liam się tak wściekł.
<Liam, albo Sorin?>
- Lyra, wszystko w porządku? Nic Ci nie jest? - Zapytał Liam. Sprawdzając, czy żadna część ciała dziewczyny nie uległa uszkodzeniu. tym samym nie dawał dziewczynie czasu na odpowiedź. Gdy chłopak przyglądał się ręce strażniczki, ta kątem oka spojrzała na stojących kawałek dalej mężczyzn. Król dostrzegł spojrzenie blondynki i puścił jej przedramię.
- Kto to? - zapytała.
- Ach - mag lodu podszedł do zielonookiego. - To jest Sorin, mój kuzyn - powiedział brunet.
- Miło mi Cię poznać. Jestem Sorin - chłopak zrobił krok do przodu i ukłonił się. Dziewczyna od razu zauważyła, że jest z wysoko postawionej rodziny. Syren następnie podszedł do towarzysza i przedstawił go. - A to jest Chisuś, mój... - Nie dokończył, gdyż przerwała mu owa osoba.
- Ile razy mam Ci to mówić? Jestem Chis, a nie Chrisuś, głąbie - Obrzucił jeszcze kuzyna króla chłodnym spojrzeniem i podszedł do elfki i złapał delikatnie jej dłoń. - Chis Night, to twoich usług - rzekł i delikatnie pocałował dłoń dziewczyny. Blond włosa zarumieniła się, na co zareagowali pozostali panowie. Każdy z nich złapał nekromantę za jedno ucho i odciągnął od niebieskookiej.
- Chrisiu jak śmiesz flirtować z dziewczynami, gdy jestem w pobliżu? Nie podoba mi się to - skarcił go syren.
- Chris, możemy porozmawiać na osobności? - Spytał król. Chwycił maga za rękaw i wyprowadził z sali. Dziewczyna tylko patrzyła jak panowie wychodzą z sali. Jeszcze nie poznała wszystkich panujących zasad na dworze królewskim, dlatego nie wiedziała z jakiego powodu Liam się tak wściekł.
<Liam, albo Sorin?>
18 października 2015
Od Sorina do Chrisa.
Chris wyszedł z łazienki i spojrzał na mnie z obrzydzeniem.
-Twoja kolej, idioto-powiedział idąc do swojej sypialni. "Sam jesteś idiotą, nawet nie zauważyłeś mojego naszyjnika..."pomyślałem wchodząc pod prysznic. Strumień wody delikatnie uderzył w moja głowę i zaczął spływać przez moja twarz i szyje na ramiona. "I tak odpłacę mu się za to, że nazwał mnie idiotą" postanowiłem wkładając stworzone przeze mnie trzy-czwarte spodnie i koszulę.
-Szykuj się Chrisiu, idę do ciebie <3- zachichotałem cicho i zacząłem poszukiwania sypialni Night'a. W końcu po bardzo długich poszukiwaniach, trwających mniej niż 30 sekund, znalazłem jego sypialnie. Powoli otworzyłem drzwi, i mając nadzieje, ze mężczyzna śpi wdarłem sie do jego sypialni. Była ciemna i dosyć pusta... Tak jak się spodziewałem.
Moje Chrisiątko spało sobie smacznie w łóżku, a ja miałem zamiar to wykorzystać. Zbliżyłem się do śpiącego mężczyzny i delikatnie go odkryłem; i tak musiało mu być ciepło bo się pocił. Uklęknąłem nad nim i zacząłem wpajać się w jego usta. "Śpi jak kamień... W takim razie, kontynuujemy" stwierdziłem rozpinając jego koszulę. Już chciałem iść dalej ale mężczyzna nagle zerwał się ze snu i zrzucił mnie tym z łóżka pod które odruchowo sie schowałem.
Usłyszałem jak Chris ciężko dyszy i po chwili znów się kładzie."Chyba mnie nie zauważył.." westchnąłem z ulgą i gdy byłem pewny, że Night śpi wymknąłem się z jego sypialni i wróciłem na moją kanapę. Wpatrywałem się w sufit i zastanawiałem z jakiego powodu blond włosy mężczyzna zerwał się ze snu jak oparzony. Doszłem do wniosku że to chyba jednak nie przez moje czyny, a przez to co mi się przyśniło. "Ciekawe o czym śnił ten głupi zboczeniec... " pomyślałem zasypiając.
Rano zerwałam się szczęśliwy z łóżka i udałem się do kuchni. Gdy wszedłem do pomieszczenia zakręciło mi się w głowie i upadłem na podłogę uderzając głową o kant ściany. Nie wiem jak długo leżałem nieprzytomny na ziemi...
Gdy się odkryłem nie wiedziałem co się dzieje dookoła. Spojrzałem na swojej nogi, NOGI! Właśnie ja mam nogi! Dlaczego ja mam nogi? I dlaczego leże na podłodze? W tym momencie rozległ się dźwięk skrzypiących drzwi. " To Chris... " myślałem idąc do kuchni, przecież miałem robić za jego służącego, więc chyba śniadanie też mam robić, no nie?
Udałem się do kuchni i zajrzałem do lodówki, ale były w niej tylko dwie marchewki i trzy jajka. Przejrzałem dokładnie wszystkie szuflady, były puste.
-I co ja mam zrobić kiedy nic nie ma?- Zapytałem sam siebie.
- Kiedy śniadanie ?- Zapytał zdenerwowany gospodarz siadając przy stole. Skamieniałem na jego widok.
- Eee... Wybacz a-ale będę musiał iść do miasta kupić coś do jedzenia bo nic nie ma... - Jęknąłem przerażony.
- To idź powiedział mężczyzna i kup jakiś alkohol... Ach i masz to kupić za swoje pieniądze- powiedzial oschle blondwłosy mężczyzna.
-Ale jak ja mam to niby zrobić? Przecież nie mam pieniędzy.
-Narobiłeś szkód w moim domu i wypiłeś cały mój alkohol...
-Dobrze pójdę- westchnąłem ubierając bluzę i wychodząc. "Za co ja mam mu kupić jedzenie skoro nawet nie mam pieniędzy?" wtedy coś zaszczękotało na mojej szyi. Był to sznur diamentów...
<Ktokolwiek?>
-Twoja kolej, idioto-powiedział idąc do swojej sypialni. "Sam jesteś idiotą, nawet nie zauważyłeś mojego naszyjnika..."pomyślałem wchodząc pod prysznic. Strumień wody delikatnie uderzył w moja głowę i zaczął spływać przez moja twarz i szyje na ramiona. "I tak odpłacę mu się za to, że nazwał mnie idiotą" postanowiłem wkładając stworzone przeze mnie trzy-czwarte spodnie i koszulę.
-Szykuj się Chrisiu, idę do ciebie <3- zachichotałem cicho i zacząłem poszukiwania sypialni Night'a. W końcu po bardzo długich poszukiwaniach, trwających mniej niż 30 sekund, znalazłem jego sypialnie. Powoli otworzyłem drzwi, i mając nadzieje, ze mężczyzna śpi wdarłem sie do jego sypialni. Była ciemna i dosyć pusta... Tak jak się spodziewałem.
Moje Chrisiątko spało sobie smacznie w łóżku, a ja miałem zamiar to wykorzystać. Zbliżyłem się do śpiącego mężczyzny i delikatnie go odkryłem; i tak musiało mu być ciepło bo się pocił. Uklęknąłem nad nim i zacząłem wpajać się w jego usta. "Śpi jak kamień... W takim razie, kontynuujemy" stwierdziłem rozpinając jego koszulę. Już chciałem iść dalej ale mężczyzna nagle zerwał się ze snu i zrzucił mnie tym z łóżka pod które odruchowo sie schowałem.
Usłyszałem jak Chris ciężko dyszy i po chwili znów się kładzie."Chyba mnie nie zauważył.." westchnąłem z ulgą i gdy byłem pewny, że Night śpi wymknąłem się z jego sypialni i wróciłem na moją kanapę. Wpatrywałem się w sufit i zastanawiałem z jakiego powodu blond włosy mężczyzna zerwał się ze snu jak oparzony. Doszłem do wniosku że to chyba jednak nie przez moje czyny, a przez to co mi się przyśniło. "Ciekawe o czym śnił ten głupi zboczeniec... " pomyślałem zasypiając.
Rano zerwałam się szczęśliwy z łóżka i udałem się do kuchni. Gdy wszedłem do pomieszczenia zakręciło mi się w głowie i upadłem na podłogę uderzając głową o kant ściany. Nie wiem jak długo leżałem nieprzytomny na ziemi...
Gdy się odkryłem nie wiedziałem co się dzieje dookoła. Spojrzałem na swojej nogi, NOGI! Właśnie ja mam nogi! Dlaczego ja mam nogi? I dlaczego leże na podłodze? W tym momencie rozległ się dźwięk skrzypiących drzwi. " To Chris... " myślałem idąc do kuchni, przecież miałem robić za jego służącego, więc chyba śniadanie też mam robić, no nie?
Udałem się do kuchni i zajrzałem do lodówki, ale były w niej tylko dwie marchewki i trzy jajka. Przejrzałem dokładnie wszystkie szuflady, były puste.
-I co ja mam zrobić kiedy nic nie ma?- Zapytałem sam siebie.
- Kiedy śniadanie ?- Zapytał zdenerwowany gospodarz siadając przy stole. Skamieniałem na jego widok.
- Eee... Wybacz a-ale będę musiał iść do miasta kupić coś do jedzenia bo nic nie ma... - Jęknąłem przerażony.
- To idź powiedział mężczyzna i kup jakiś alkohol... Ach i masz to kupić za swoje pieniądze- powiedzial oschle blondwłosy mężczyzna.
-Ale jak ja mam to niby zrobić? Przecież nie mam pieniędzy.
-Narobiłeś szkód w moim domu i wypiłeś cały mój alkohol...
-Dobrze pójdę- westchnąłem ubierając bluzę i wychodząc. "Za co ja mam mu kupić jedzenie skoro nawet nie mam pieniędzy?" wtedy coś zaszczękotało na mojej szyi. Był to sznur diamentów...
<Ktokolwiek?>
Od Chrisa do Sorina
Tak jak sądziłem ta kobieta przemówiła do rozsądku smarkacza. Wyleczyła go, następnie ten poszedł do swojego domu, jeśli to coś pod wodą było domem i po chwili wrócił z woreczkiem. Wydawał mi się mały, ale może były tam kosztowności. Wziąłem sakiewkę od syrena i zajrzałem do niej. Ku memu zdziwieniu znajdowało się tam tylko kilka monet. Zacząłem je liczyć. Było ich trzydzieści. TRZYDZIEŚCI! Czy on sobie ze mnie żartuje? Zirytowany popatrzyłem na niego. Sorin zaczął się wykręcać, że nie ma więcej. A co mnie to obchodzi. Jakoś miał czelność upić się i zniszczyć moje mienie, pomimo tego, że wiedział o swojej sytuacji gospodarczej. Albo nie zna się na zarządzaniu swoimi zasobami, albo jest po prostu głupi. Przez przypadek napomknął, że jest spokrewniony z królem. Na rękę mi ta wiadomość, może się przydać. Uznałem, że przecież mogę iść do króla. Dostałbym to czego chcę i załatwione. Nie musiałbym się z nim dalej użerać. Nie chcąc dłużej zwlekać, podniosłem rybo-człowieka i przerzuciłem go sobie przez ramię. Chłoptaś odpowiedział, że nie chce mieszać w to króla. I ruszył na mnie z mieczem. Nie mając wielkiego wyboru przyzwałem umarlaka. Ten z łatwością go pokonał. Przyzwałem jeszcze kilku i cofnąłem się w bezpieczne miejsce z dala od pola walki. Nagle poczułem ogromne zmęczenie. No tak. Przecież niewiele spałem ostatniej nocy. Wszystko przez tego szczeniaka. Nawet nie zauważyłem, kiedy Sorin pokonał moich sługusów i podszedł do mnie. Ocknąłem się dopiero, gdy wokół mnie pojawił się krąg ognia. Rozejrzałem się. Widząc zbliżającą się do mnie postać upadłem na ziemie. Chłopak przyłożył miecz do mojej szyi. Jak mogłem dopuścić by do mnie podszedł? Czułem się z tym okropnie. Opuściłem gardę. Nie miałem wyboru, musiałem się poddać. Myślałem, że mnie zabije, lub pójdę do niewoli. Jednak ten klasnął tylko w dłonie i z uśmiechem na twarzy powiedział, że wracamy do domu. Przez chwilę nie wiedziałem o co chodzi. On tylko odparł, że musi odpokutować za szkody i będzie zajmował się moim domem. Czy go do reszty pogięło? Co on, chce zostać kurą domową? Wyczarował sobie nawet konia za pomocą ognia. Ten dzieciak jest nienormalny. Zamiast od razu wyczarować rumaka, to on na boso szedł po igliwiu. Blondyn zaprosił mnie na swojego wierzchowca. Chciałem odpuścić, ale byłem zbyt zmęczony, by przywołać swojego rumaka. Wsiadłem za nim i chwyciłem za wodze. Młody chciał prowadzić, jednak przez jego orientacja pozostawia wiele do życzenia, przez co nie pozwoliłem mu prowadzić.
Gdy dojechaliśmy do domu, poszedłem do łazienki wziąć prysznic. Puściłem sobie wodę i stałem bez ruchu. Woda spływała po moich włosach. Zanim zacząłem się myć, musiałem uporządkować myśli. Z sekundy na sekundę miałem w głowie co raz większy mętlik. Walnąłem z pięści w ścianę, by pozbyć się tych nieprzyjemnych wspomnień. Uznałem, że już dosyć i zacząłem się myć. Skończyłem i wyszedłem z łazienki. Skierowałem się w stronę sypialni. Byłem naprawdę zmęczony i myślałem o łóżku. Wszedłem do salonu. Wystarczyło spojrzeć na nic nierobiącego szczeniaka. Zemdliło mnie na jego widok.
- Twoja kolej, idioto - warknąłem i poszedłem dalej. Nie zwracałem na niego uwagi. Poczłapałem do pokoju i zamknąłem za sobą drzwi. Położyłem się spać. Przez jakiś czas leżałem niespokojnie, dopóki nie zasnąłem. Następnego dnia obudziłem się zalany potem. Miałem wrażenie, że śniły mi się koszmary i Sorin tam chyba występował.
<Sorin? nie kombinujesz nic, prawda?>
Gdy dojechaliśmy do domu, poszedłem do łazienki wziąć prysznic. Puściłem sobie wodę i stałem bez ruchu. Woda spływała po moich włosach. Zanim zacząłem się myć, musiałem uporządkować myśli. Z sekundy na sekundę miałem w głowie co raz większy mętlik. Walnąłem z pięści w ścianę, by pozbyć się tych nieprzyjemnych wspomnień. Uznałem, że już dosyć i zacząłem się myć. Skończyłem i wyszedłem z łazienki. Skierowałem się w stronę sypialni. Byłem naprawdę zmęczony i myślałem o łóżku. Wszedłem do salonu. Wystarczyło spojrzeć na nic nierobiącego szczeniaka. Zemdliło mnie na jego widok.
- Twoja kolej, idioto - warknąłem i poszedłem dalej. Nie zwracałem na niego uwagi. Poczłapałem do pokoju i zamknąłem za sobą drzwi. Położyłem się spać. Przez jakiś czas leżałem niespokojnie, dopóki nie zasnąłem. Następnego dnia obudziłem się zalany potem. Miałem wrażenie, że śniły mi się koszmary i Sorin tam chyba występował.
<Sorin? nie kombinujesz nic, prawda?>
17 października 2015
Od Liama do Lyry.
Obudziłem się przed wschodem słońca i marudząc na obolałe plecy wstałem z fotela rozglądając po pokoju. Był pusty. Łóżko w nieładzie, a drzwi na balkon uchylone. "Czyżby ją porwano? Ale przecież ma tygrysa, nie mogło jej się nic stać. Czyli... Po prostu odeszła..." poczułem dziwny ból w klatce piersiowej. Chciało mi się płakać, ale nie mogłem sobie na to pozwolić. Usiadłem w fotelu chowając twarz w dłoniach "Możliwe że już nigdy jej nie zobaczę..."
-Przyjacielu ,co się stało?-usłyszałem znajomy głos za plecami. Spojrzałem w stronę Colden'a smutno się uśmiechając.
-Nic takiego... Po prostu się zakochałem-wytłumaczyłem.
-Chodzi o tą elfkę?
-Tak...-westchnąłem smutno.
-Mogę ją dla ciebie poszukać-powiedział fenix opierając głowę na moim ramieniu.
-Naprawdę!? Dziękuje ci!- uścisnąłem pupila, poczułem przyjemny chłód bijący od niego. -Leć-puściłem zwierze i udałem sie do garderoby, ubrałem sie nieco mniej wytwornie niż zwykle. Moje zwyczajowe królewskie szaty zastapiły spodnie moro, granatowy T-shirt, czarna kurtka wykładana futrem i tego samego koloru trapery, a przez szyje przewiesiłem mój srebrny medalion. Miałem odwiedzić kuzyna i przedstawić mu Lyrę, ale bede musiał zrezygnować z drugiej opcji. Może troche popływamy, lub poprzechadzam sie po brzegu....
Wyszedłem z mojej komnaty i ruszyłem w stronę stajni. Miałem zamiar już wyjeżdżać, gdy podbiegła do mnie pokojówka z zawiniątkiem w ręku.
-Panie-zaczęła zdyszana. -Mam dla pana prowiant na podróż-powiedziała.
-Dziękuje Sylfi, włóż to do mojej sakwy-dziewczyna potaknęła i wykonała polecenie po czym pobiegła do pałacu, a ja ruszyłem w drogę.
Dotarłem na miejsce przed południem. Zostawiłem konia na pobliskiej łące, a sam udałem sie nad brzeg; zdejmując kurtkę i koszulkę; usiadłem czekając na kuzyna.
Po chwili usłyszałem kroki i przy moim boku usiadł zielonooki blondyn.
-Cześć kuzyn- powiedział.
-Cześć Sorin.
-Co cię tu sprowadza?
-Aaa...Nic. Po prostu przyszłemu cię utopić-zaśmiałem sie łapiąc kuzyna, przerzucając go przez ramie i wskakując do wody. Wypłynelismy na powierzchnie. Wybuchałem śmiechem widziąc mokrego Sorina za co zostałem pochlapany. Rozpoczęła sie istna wodna wojna.
-Jak dzieci...-mruknął jakiś mężczyzna stojący na brzegu. Miał blond włosy z rzucającą sie w oczy grzywką, o niebieskich ochach, a przyodziany był w ciemny płaszcz z kapturem.
-Cześć Chrisiu! <3
-Kto to?-zapytałem rownocześnie z nieznajomym.
-To jest Chris-zaczął mój kuzyn. -Zmolestolał mnie kiedyś i wyłudził odemnie kasę...
-Idioto to nie prawda!-zbulwersował sie mężczyzna.
-A to jest Liam, mój kuzyn- dodał Sorin wskazując mnie.
-Miło mi cię poznać...-zacząłem, ale po chwili usłyszałem znajomy głos zza pleców.
-Panie! Panie!-zawołał Colden. -Znalazłem pannę Lyrę.
<Lyra!?>
-Przyjacielu ,co się stało?-usłyszałem znajomy głos za plecami. Spojrzałem w stronę Colden'a smutno się uśmiechając.
-Nic takiego... Po prostu się zakochałem-wytłumaczyłem.
-Chodzi o tą elfkę?
-Tak...-westchnąłem smutno.
-Mogę ją dla ciebie poszukać-powiedział fenix opierając głowę na moim ramieniu.
-Naprawdę!? Dziękuje ci!- uścisnąłem pupila, poczułem przyjemny chłód bijący od niego. -Leć-puściłem zwierze i udałem sie do garderoby, ubrałem sie nieco mniej wytwornie niż zwykle. Moje zwyczajowe królewskie szaty zastapiły spodnie moro, granatowy T-shirt, czarna kurtka wykładana futrem i tego samego koloru trapery, a przez szyje przewiesiłem mój srebrny medalion. Miałem odwiedzić kuzyna i przedstawić mu Lyrę, ale bede musiał zrezygnować z drugiej opcji. Może troche popływamy, lub poprzechadzam sie po brzegu....
Wyszedłem z mojej komnaty i ruszyłem w stronę stajni. Miałem zamiar już wyjeżdżać, gdy podbiegła do mnie pokojówka z zawiniątkiem w ręku.
-Panie-zaczęła zdyszana. -Mam dla pana prowiant na podróż-powiedziała.
-Dziękuje Sylfi, włóż to do mojej sakwy-dziewczyna potaknęła i wykonała polecenie po czym pobiegła do pałacu, a ja ruszyłem w drogę.
Dotarłem na miejsce przed południem. Zostawiłem konia na pobliskiej łące, a sam udałem sie nad brzeg; zdejmując kurtkę i koszulkę; usiadłem czekając na kuzyna.
Po chwili usłyszałem kroki i przy moim boku usiadł zielonooki blondyn.
-Cześć kuzyn- powiedział.
-Cześć Sorin.
-Co cię tu sprowadza?
-Aaa...Nic. Po prostu przyszłemu cię utopić-zaśmiałem sie łapiąc kuzyna, przerzucając go przez ramie i wskakując do wody. Wypłynelismy na powierzchnie. Wybuchałem śmiechem widziąc mokrego Sorina za co zostałem pochlapany. Rozpoczęła sie istna wodna wojna.
-Jak dzieci...-mruknął jakiś mężczyzna stojący na brzegu. Miał blond włosy z rzucającą sie w oczy grzywką, o niebieskich ochach, a przyodziany był w ciemny płaszcz z kapturem.
-Cześć Chrisiu! <3
-Kto to?-zapytałem rownocześnie z nieznajomym.
-To jest Chris-zaczął mój kuzyn. -Zmolestolał mnie kiedyś i wyłudził odemnie kasę...
-Idioto to nie prawda!-zbulwersował sie mężczyzna.
-A to jest Liam, mój kuzyn- dodał Sorin wskazując mnie.
-Miło mi cię poznać...-zacząłem, ale po chwili usłyszałem znajomy głos zza pleców.
-Panie! Panie!-zawołał Colden. -Znalazłem pannę Lyrę.
<Lyra!?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)