Nagle z zarośli wyskoczył niedźwiedź. Był ogromny i wyglądał na równie głodnego. Sarna kopnęła niedźwiedzia w pysk. Drapieżnik ryknął i rzucił się na łanie. Ta natomiast pobiegła w głąb lasu, a niedźwiedź za nią.
~Miałam chronić panienkę Lyre, więc muszę się jakoś pozbyć tego zwierzęcia~ pomyślał Ceria i przybierając postać elficy kopnęła zwierze w czaszkę z taką siłą, że dało się usłyszeć dźwięk łamanej szczęki. Niedźwiedź zawył z bólu i ponownie rzucił się na elfke. Ta złapała sztylet i "drasnęła" nim lewą łapę dzikiego zwierzęcia. To natychmiast przewróciło się na zranioną kończynę. Przez chwilę stworzenie wykonywało nerwowe ruchy, ale przestało (wszystko dzięki środkowi uspokajającemu w którym był zanurzony sztylet). Ceria sięgnęła do torby po mały flakonik i kawałek mięsa. Pokropiła mięso eliksirem i to natychmiast zamieniło się w świnie (martwą oczywiście).
-Następnym razem jak będziesz głodny to nie atakuj nikogo-skarciła zwierze Ceria i wróciła do Lyry.-Już po wszystkim, nie musisz się martwić.
-Kim ty jesteś?- zapytała przerażona Lyra, a jej tygrys albinos stanął gotowy zabić Cerie.
~Ach, no tak. Zapomniałam się przemienić... Idiotka~pomyślała sztynka i podniosła ręce w pokojowym geście.
-Jestem wędrowcem. Zauważyłam światło więc ruszyłam w jego stronę. Po drodze natknęłam się na czarno-złotą sarnę i niedźwiedzia-wytłumaczyła dziewczyna dodając po chwili.-Mogę zostać dziś w nocy z wami?
-N-No dobrze, ale...
-Jeśli panienka zechce to będę nad panienką czuwać w trakcie snu-zaproponowała Ceria z udawaną ekscytacja w głosie.
-Eh.. Dobrze. Lex, możesz spocząć-powiedziała spokojnie strażniczka.
-Naprawdę?! Dziękuje! Naprawdę, bardzo dziękuje!
-N-nie masz za co...
Lyra i Lex już spali. Ceria rozejżała się po koronach drzew, a gdy znalazła to czego szukała uśmiechnęła się złośliwie i pokazała język mówiąc.
-Nie tym razem...
<Lyra dokończysz?>
30 lipca 2015
28 lipca 2015
Od chłopaków do Sylfi
Trójka młodych mężczyzn stała na głównym rynku, śnieżnego miasta.
-I co zrobimy?-zapytał szatyn pogryzając pocky.
-Może pan "wielki kuzyn Króla" coś zaradzi, hmm?-dodał zdenerwowany czarnowłosy wyczekująco spoglądając na zielonookiego blondyna, który szczelniej obwijał się szalikiem.
-Wybaczcie, ale nie sądziłem że miasto aż tak się zmieniło przez te 12 lat mojej nieobecności- powiedział Sorin i przerażony spojrzeniem Ryana szybko dodał. -Ale posiadam zdolności, które pomogą mi znaleźć kuzyna.
-Chociaż coś. Dobra działaj-mruknął Hiro opierając się o latarnie. Blondyn ruszył przed siebie i po chwili zniknął w tłumie.
-Czy on nas aby nie wystawił?-zapytał Hiro.
-Jeśli tak to tego pożałuje-syknął Rayan zaciskając pięści, ale zmartwienia nie były konieczne bo Sorin wrócił, a razem z nim długowłosa blondynka o niebieskich oczach i w stroju pokojówki.
-Wróciłem- zawołał radośnie zielonooki machając do towarzyszy
-Z tego co pamiętam miałeś znaleźć króla, a nie wyrywać panienki- mruknął poirytowany Hiro.
-Ale to nie tak. Sylfi jest królewską pokojówką.
-SERIO!?- zawołali jednocześnie czarnowłosy i szatyn.
-Tak, jestem Sylfi. Miło mi panów poznać.
-Sylfi powiedziała, że wyszła na zakupy. Więc zaproponowałem, że pomożemy jej z pakunkami w zamian za doprowadzenie do zamku.
-A ja już myślałem, że po prostu poszyłeś i wyrwałeś panienkę-powiedział Hiro szturchając Sorina w bok. Na twarzy dziewczyny pojawił się delikatny rumieniec. panna odwróciła się na pięcie i powiedziała.
-Muszę się pośpieszyć. Więc chyba już dosyć rozmów.
-Tak, tak. Niech się panienka nie przejmuje tamtą dwójka, prosze prowadzić-powiedział Ryan podchodząc do Sylfi.
-Dobrze.
<Prowadź panienko Sylfi ;)>
-I co zrobimy?-zapytał szatyn pogryzając pocky.
-Może pan "wielki kuzyn Króla" coś zaradzi, hmm?-dodał zdenerwowany czarnowłosy wyczekująco spoglądając na zielonookiego blondyna, który szczelniej obwijał się szalikiem.
-Wybaczcie, ale nie sądziłem że miasto aż tak się zmieniło przez te 12 lat mojej nieobecności- powiedział Sorin i przerażony spojrzeniem Ryana szybko dodał. -Ale posiadam zdolności, które pomogą mi znaleźć kuzyna.
-Chociaż coś. Dobra działaj-mruknął Hiro opierając się o latarnie. Blondyn ruszył przed siebie i po chwili zniknął w tłumie.
-Czy on nas aby nie wystawił?-zapytał Hiro.
-Jeśli tak to tego pożałuje-syknął Rayan zaciskając pięści, ale zmartwienia nie były konieczne bo Sorin wrócił, a razem z nim długowłosa blondynka o niebieskich oczach i w stroju pokojówki.
-Wróciłem- zawołał radośnie zielonooki machając do towarzyszy
-Z tego co pamiętam miałeś znaleźć króla, a nie wyrywać panienki- mruknął poirytowany Hiro.
-Ale to nie tak. Sylfi jest królewską pokojówką.
-SERIO!?- zawołali jednocześnie czarnowłosy i szatyn.
-Tak, jestem Sylfi. Miło mi panów poznać.
-Sylfi powiedziała, że wyszła na zakupy. Więc zaproponowałem, że pomożemy jej z pakunkami w zamian za doprowadzenie do zamku.
-A ja już myślałem, że po prostu poszyłeś i wyrwałeś panienkę-powiedział Hiro szturchając Sorina w bok. Na twarzy dziewczyny pojawił się delikatny rumieniec. panna odwróciła się na pięcie i powiedziała.
-Muszę się pośpieszyć. Więc chyba już dosyć rozmów.
-Tak, tak. Niech się panienka nie przejmuje tamtą dwójka, prosze prowadzić-powiedział Ryan podchodząc do Sylfi.
-Dobrze.
<Prowadź panienko Sylfi ;)>
03 lipca 2015
Od Sylfi do Kasandry
Zaprowadziłam Kasandrę do króla. Następnie wycofałam się cicho z pokoju i poszłam do kuchni. Kucharka, która tam była mieszała właśnie zupę. Bardzo mnie martwiło zachowanie wszystkich. Postanowiłam spytać się wprost kucharki. Podeszłam do niej i spytałam grzecznie:
- Dlaczego dzisiaj jest taka dziwna atmosfera w zamku?
- Och, ty nic nie wiesz. Siadaj zaraz ci opowiem.
Przysunęłam sobie taboret, który stał w kącie i usiadłam na nim. Kobieta również usiadła. Popatrzyłam na nią wyczekująco. Po czym zaczęła opowiadać. Gdy skończyła kazała mi podać obiad królowi i jego przyjaciółce. Zaniosłam im naczynia i nakryłam stół.Wróciłam do kuchni. Nie spodziewałam się, że król będzie jadł zupę, którą zazwyczaj jadła służba. Zaniosłam im posiłek i udałam się do mojego małego pokoiku. Pojedyncze łóżko zajmowało pół pomieszczenia. Obok łóżka stała jeszcze mała komoda. Wyciągnęłam z niej płaszcz. Założyłam go i wyszłam z zamku.
Ruszyłam na główny plac. Byłam zadowolona, że dostałam dzień wolnego. Pomyślałam by rozejrzeć się co oferują sprzedawcy na targu. Na rynku było wiele ludzi, ale na moje nieszczęście nie było sprzedawców. Wszyscy mieli ponure miny. Najwyraźniej wszyscy kochali rodziców króla, a teraz przeżywają ich śmierć. Westchnęłam. Miałam już odłożoną sumę i chciałam kupić sobie nowe trzewiki, bo te na nogach już dawno nadają się do wyrzucenia.
Nie mając nic do roboty poszukałam na rynku wolnej ławki i usiadłam na niej. Spojrzałam w niebo, czując, że to będzie długi dzień.
<kto chce dokończyć?>
- Dlaczego dzisiaj jest taka dziwna atmosfera w zamku?
- Och, ty nic nie wiesz. Siadaj zaraz ci opowiem.
Przysunęłam sobie taboret, który stał w kącie i usiadłam na nim. Kobieta również usiadła. Popatrzyłam na nią wyczekująco. Po czym zaczęła opowiadać. Gdy skończyła kazała mi podać obiad królowi i jego przyjaciółce. Zaniosłam im naczynia i nakryłam stół.Wróciłam do kuchni. Nie spodziewałam się, że król będzie jadł zupę, którą zazwyczaj jadła służba. Zaniosłam im posiłek i udałam się do mojego małego pokoiku. Pojedyncze łóżko zajmowało pół pomieszczenia. Obok łóżka stała jeszcze mała komoda. Wyciągnęłam z niej płaszcz. Założyłam go i wyszłam z zamku.
Ruszyłam na główny plac. Byłam zadowolona, że dostałam dzień wolnego. Pomyślałam by rozejrzeć się co oferują sprzedawcy na targu. Na rynku było wiele ludzi, ale na moje nieszczęście nie było sprzedawców. Wszyscy mieli ponure miny. Najwyraźniej wszyscy kochali rodziców króla, a teraz przeżywają ich śmierć. Westchnęłam. Miałam już odłożoną sumę i chciałam kupić sobie nowe trzewiki, bo te na nogach już dawno nadają się do wyrzucenia.
Nie mając nic do roboty poszukałam na rynku wolnej ławki i usiadłam na niej. Spojrzałam w niebo, czując, że to będzie długi dzień.
<kto chce dokończyć?>
Od Lyry Do Augustina
Wieczorem, po długiej wędrówce Lyra z pomocą Lex'a rozbiła obóz. Rozsiedli się wygodnie w pobliżu ogniska. Jedli w ciszy jedzenie zakupione w mieście. Chleb i mięso. Po drodze nazbierali owoców. Wybierali się na spotkanie z rodziną Lex'a i jej. Rodzina tygrysów osiedliła się z dala od miasta. Mieszkali kilka dni drogi stąd. Miejsce było gęsto zalesione, a także chłodne. Często bywała tam mgła. Mimo to Lyra z niecierpliwością czekała, gdy dotrą.
Dziewczyna była już zmęczona, jednak nie mogła zasnąć. Cały czas miała wrażenie,że ktoś ją obserwuje i wyskoczy z ukrycia, gdy tylko zamknie oczy. Leżała w ciszy. Razem z przyjacielem wsłuchiwali się w szum drzew. Nagle zza krzaków wyskoczyła łania. Lex podniósł się gotowy. Był już gotowy rzucić się na sarnę, lecz Lyra powstrzymała tygrysa. Wyjęła z papierowej torby okruszki po chlebie. Wyciągnęła rękę przed siebie i popatrzyła na sarnę zachęcająco. Zwierzę przyglądało się jej uważnie, było czuć nieufność z jej strony. Łania nie spuszczała wzroku z tygrysa. Powoli podeszła. Była gotowa uciec gdyby okazało się, że ta dwójka ma co do niej złe zamiary. Gdy była wystarczająco blisko wyciągnęła mocno szyję i zjadła okruszki. Wciąż patrzyła na Lyrę. Strażniczka natomiast sięgnęła po więcej okruchów. Nagle z zarośli wyskoczył niedźwiedź. Był ogromny i wyglądał na równie głodnego.
<Augustin lub Cerie?>
Dziewczyna była już zmęczona, jednak nie mogła zasnąć. Cały czas miała wrażenie,że ktoś ją obserwuje i wyskoczy z ukrycia, gdy tylko zamknie oczy. Leżała w ciszy. Razem z przyjacielem wsłuchiwali się w szum drzew. Nagle zza krzaków wyskoczyła łania. Lex podniósł się gotowy. Był już gotowy rzucić się na sarnę, lecz Lyra powstrzymała tygrysa. Wyjęła z papierowej torby okruszki po chlebie. Wyciągnęła rękę przed siebie i popatrzyła na sarnę zachęcająco. Zwierzę przyglądało się jej uważnie, było czuć nieufność z jej strony. Łania nie spuszczała wzroku z tygrysa. Powoli podeszła. Była gotowa uciec gdyby okazało się, że ta dwójka ma co do niej złe zamiary. Gdy była wystarczająco blisko wyciągnęła mocno szyję i zjadła okruszki. Wciąż patrzyła na Lyrę. Strażniczka natomiast sięgnęła po więcej okruchów. Nagle z zarośli wyskoczył niedźwiedź. Był ogromny i wyglądał na równie głodnego.
<Augustin lub Cerie?>
01 lipca 2015
Od Augustina do Lyry
Ta cała Lyra zaczynała mnie coraz bardziej mnie denerwować. Jaj zachowanie... mogła by mnieć chociaż trochę poczucia godności i nie krzyczeć be sensu jak dziecko. Uh... Doszliśmy, jeśli można tak nazwać ciągnięcie strażniczki za sobą, do cieplejszej części lasu gdzie pozostawiłem pegaza. Wrzuciłem elfke na jego grzbiet, usiadłem w siodle i wzbiliśmy się w powietrze.
-Po co ci pegaz skoro możesz latać?-zapytała przez zęby blondynka.
-Nie do końca jest mój, był w zamku strażników. Chociaż niepotrzebnie ci to mówię i tak niedługo będzie tylko jeden strażnik-powiedziałem ozięble i w tym momencie strażniczka zeskoczyła z pegaza. Ledwo co udało mi się ją złapać.
-Co ty robisz? Jeśli tak umrzesz odrodzi się inna strażniczka i będę miał więcej roboty! Wiec bądź grzeczna i nie wierć się!
-Puść mnie!- krzyknęła elfka i wyrwała się z mojego uścisku. Tym razem jej nie złapałem. Zdążyłem jedynie dostrzec jak znika w koronach drzew.
~Naprawdę jest głupia~ westchnąłem.~Wracam do zamku...
<Lyra, żyjesz jeszcze?>
-Po co ci pegaz skoro możesz latać?-zapytała przez zęby blondynka.
-Nie do końca jest mój, był w zamku strażników. Chociaż niepotrzebnie ci to mówię i tak niedługo będzie tylko jeden strażnik-powiedziałem ozięble i w tym momencie strażniczka zeskoczyła z pegaza. Ledwo co udało mi się ją złapać.
-Co ty robisz? Jeśli tak umrzesz odrodzi się inna strażniczka i będę miał więcej roboty! Wiec bądź grzeczna i nie wierć się!
-Puść mnie!- krzyknęła elfka i wyrwała się z mojego uścisku. Tym razem jej nie złapałem. Zdążyłem jedynie dostrzec jak znika w koronach drzew.
~Naprawdę jest głupia~ westchnąłem.~Wracam do zamku...
<Lyra, żyjesz jeszcze?>
05 maja 2015
Od Lyry do Augustina
Augustin zabrał Lyrę z zamku. Mimo, że nie była przywiązana do tego miejsca nie chciała go opuszczać. Wszędzie lepiej byle nie przy Augustinie. Chlopak mówił coś do niej, ale elfka była myślami daleko. Wiedziała, że to są tylko docinki, by poczuła się gorzej. Starała się opracować plan ucieczki. Jednak ciężko jej to szło, gdyż z każdym krokiem jak oddalali się od posiadłości króla dziewczyna bała się bardziej.
Zbliżali się już do lasu i Lyra postanowiła, że musi zacząć działać. Niedaleko przechodził strażnik królewski, którego dziewczyna poznała go podczas pewnej przechadzki po zamku. Gwardzista uśmiechnął się delikatnie do elfki. Lyra poczekała, a gdy się mijali wyciągnęła jego miecz. Ostrze skierowała w stronę Augustina. Drżącymi dłońmi trzymała rękojeść.
- I co? Zamierzasz mnie tym dziabnąć? - Powiedział Augustin z krzywym uśmiechem.- Nigdy nikogo nie zabiłaś i myślisz, że mnie dasz radę? Widzę jak ręce ci drżą.
Przestraszony gwardzista pobiegł do zamku powiadomić o tym co się stało. Elfka obejrzała się. W tym samym czasie Strażnik Słońca spoliczkował dziewczynę. Lyra upadła na ziemię. Miecz wypadł jej z ręki i wylądował koło chłopaka.
- Nie spuszczaj wzroku z przeciwnika! - Strażnik powiedział to bardzo surowym i oziębłym tonem.
Lyra przyłożyła dłoń do policzka, w które udeżył Augustin. W oddali słychać było kroki. Grupka gwardzistów z zamku zmierzała w ich stronę. Chłopak podszedł do elfki. Złapał ją za włosy i pociągnął do góry, zmuszając Lyrę tym samym do wstania. Augustin stanął blisko jej i szepnął:
- Powinniśmy już iść, nie uważasz? Sprawiasz same kłopoty.
- Nie! Nie chce z tobą nigdzie iść! - Lyra próbowała się uwolnić z jego uścisku. Jednak to nie pomagało. Dziewczyna ze łzami w oczach dodała jeszcze - Zostaw mnie już!
<Augustin?>
Zbliżali się już do lasu i Lyra postanowiła, że musi zacząć działać. Niedaleko przechodził strażnik królewski, którego dziewczyna poznała go podczas pewnej przechadzki po zamku. Gwardzista uśmiechnął się delikatnie do elfki. Lyra poczekała, a gdy się mijali wyciągnęła jego miecz. Ostrze skierowała w stronę Augustina. Drżącymi dłońmi trzymała rękojeść.
- I co? Zamierzasz mnie tym dziabnąć? - Powiedział Augustin z krzywym uśmiechem.- Nigdy nikogo nie zabiłaś i myślisz, że mnie dasz radę? Widzę jak ręce ci drżą.
Przestraszony gwardzista pobiegł do zamku powiadomić o tym co się stało. Elfka obejrzała się. W tym samym czasie Strażnik Słońca spoliczkował dziewczynę. Lyra upadła na ziemię. Miecz wypadł jej z ręki i wylądował koło chłopaka.
- Nie spuszczaj wzroku z przeciwnika! - Strażnik powiedział to bardzo surowym i oziębłym tonem.
Lyra przyłożyła dłoń do policzka, w które udeżył Augustin. W oddali słychać było kroki. Grupka gwardzistów z zamku zmierzała w ich stronę. Chłopak podszedł do elfki. Złapał ją za włosy i pociągnął do góry, zmuszając Lyrę tym samym do wstania. Augustin stanął blisko jej i szepnął:
- Powinniśmy już iść, nie uważasz? Sprawiasz same kłopoty.
- Nie! Nie chce z tobą nigdzie iść! - Lyra próbowała się uwolnić z jego uścisku. Jednak to nie pomagało. Dziewczyna ze łzami w oczach dodała jeszcze - Zostaw mnie już!
<Augustin?>
04 maja 2015
Od Liama do Lyry
-Lyra! Co się z tobą dzieje?!-krzyknął młody król bijąc pięściami w drzwi. Elfka nie odpowiadała, słyszał tylko jej kasłanie. ~Nie moge tam tak po prostu wejść. Co jeśli ona... Potrząsnął głową i odszedł kilka kroków od drzwi do komnaty, rozejrzał się czy nikogo nie ma w pobliżu i za pomocą magii zamroził drzwi. Gdy rozbił drzwi z pokoju zaczął wydobywać się z niego dym.
-Lyra!-krzyknął Liam widząc zemdlałą elfkę leżącą przy czymś co kiedyś było drzwiami. Mag lodu złapał blondynkę w ramiona i wybiegł z komnaty.-STRAŻE! POŻAR!-wołał ściskając Lyrę w ramionach. Już po chwili minęli go straże z wiadrami i ugasili płomienie.
-Zadanie wykonane królu.
-Dziękuje. Proszę wezwijcie służbę aby posprzątała tę komnatę- westchnął brunet i poszukał innej komnaty dla swojej ukochanej.
<jakiś czas później...>
Liam siedział na brzegu granatowego łóżka z baldachimem, w którym leżała nieprzytomna Lyra. Strzegł jej i Lex'a (przy okazji) przez cały czas. Elfka wyglądała źle. Była blada i miała cienie pod oczyma, jej włosy były potargane, a sukienka pomięta.
W pewnej chwili dziewczyna poruszyła się.
-Lyra, dzięki bogu. Nic ci nie jest?-Elfka podniosła się na łokciach rozglądając się po pokoju. Komnata była prawie cała błękitna, znajdowały się w niej ręcznie rzeźbione, luksusowe meble. Okna przyozdabiały granatowe zasłony ze srebrnym, lodowym haftem.
Dopiero po chwili przypomniała sobie co się stało.
-K-Królu ja..przepraszam- szepnęła przytrzymując kapelusz, który ledwo trzymała jej się na głowie.
-Nie masz za co. W twojej komnacie wybuchł pożar, takie rzeczy się zdarzają- uspokoił ją Liam.-Twoja komnata jest zniszczona więc zaniosłem cię do moje...
-To komnata króla?!-zerwała się elfka.- Przepraszam, już wychodzę- blondynka wyskoczyła z łóżka i już szła w stronę drzwi, gdy nagle poczuła jak nogi się pod nią uginają. Zamknęła oczy pewna upadku, który nie nastąpił. Poczuła jak przytrzynują ją silne ramiona.
-Nie powinnaś jeszcze wstawać- powiedział zmartwiony król.
-Nie powinnam się narzucać królowi. Poszukam innej komnaty...
-Ale...Ja nie chcę abyś odeszła-wyszeptał chłopak odwracając wzrok. Czując na sobie jej spojrzenie złapał ją i położył w łóżku.-Tak czy inaczej, masz pozostać w łóżku puki nie wyzdrowiejesz.
-Ale..
-To rozkaz-powiedział król i wyszedł zamykając za sobą drzwi.~"ja nie chcę abyś odeszła?" PO CO JA JEJ TO POWIEDZIAŁEM?! Znienawidzi mnie!~karcił się w myślach mag lodu kucając przy drzwiach i trzymając się za głowę.
<Lyra (bez załamki)>
-Lyra!-krzyknął Liam widząc zemdlałą elfkę leżącą przy czymś co kiedyś było drzwiami. Mag lodu złapał blondynkę w ramiona i wybiegł z komnaty.-STRAŻE! POŻAR!-wołał ściskając Lyrę w ramionach. Już po chwili minęli go straże z wiadrami i ugasili płomienie.
-Zadanie wykonane królu.
-Dziękuje. Proszę wezwijcie służbę aby posprzątała tę komnatę- westchnął brunet i poszukał innej komnaty dla swojej ukochanej.
<jakiś czas później...>
Liam siedział na brzegu granatowego łóżka z baldachimem, w którym leżała nieprzytomna Lyra. Strzegł jej i Lex'a (przy okazji) przez cały czas. Elfka wyglądała źle. Była blada i miała cienie pod oczyma, jej włosy były potargane, a sukienka pomięta.
W pewnej chwili dziewczyna poruszyła się.
-Lyra, dzięki bogu. Nic ci nie jest?-Elfka podniosła się na łokciach rozglądając się po pokoju. Komnata była prawie cała błękitna, znajdowały się w niej ręcznie rzeźbione, luksusowe meble. Okna przyozdabiały granatowe zasłony ze srebrnym, lodowym haftem.
Dopiero po chwili przypomniała sobie co się stało.
-K-Królu ja..przepraszam- szepnęła przytrzymując kapelusz, który ledwo trzymała jej się na głowie.
-Nie masz za co. W twojej komnacie wybuchł pożar, takie rzeczy się zdarzają- uspokoił ją Liam.-Twoja komnata jest zniszczona więc zaniosłem cię do moje...
-To komnata króla?!-zerwała się elfka.- Przepraszam, już wychodzę- blondynka wyskoczyła z łóżka i już szła w stronę drzwi, gdy nagle poczuła jak nogi się pod nią uginają. Zamknęła oczy pewna upadku, który nie nastąpił. Poczuła jak przytrzynują ją silne ramiona.
-Nie powinnaś jeszcze wstawać- powiedział zmartwiony król.
-Nie powinnam się narzucać królowi. Poszukam innej komnaty...
-Ale...Ja nie chcę abyś odeszła-wyszeptał chłopak odwracając wzrok. Czując na sobie jej spojrzenie złapał ją i położył w łóżku.-Tak czy inaczej, masz pozostać w łóżku puki nie wyzdrowiejesz.
-Ale..
-To rozkaz-powiedział król i wyszedł zamykając za sobą drzwi.~"ja nie chcę abyś odeszła?" PO CO JA JEJ TO POWIEDZIAŁEM?! Znienawidzi mnie!~karcił się w myślach mag lodu kucając przy drzwiach i trzymając się za głowę.
<Lyra (bez załamki)>
07 kwietnia 2015
Od Lyry Do Liama
Zaraz jak Lex wszedł do pokoju Lyra zatrzasnęła drzwi.Oparła się o nie.
Nogi same uginały się pod nią. Miała wrażenie, że całe siły ją opuściły,
więc tylko zrobiła parę kroków i padła na łóżko. Kot wszedł na szafę i
nie tracąc czujności zasnął. Elfka zsunęła pantofle z nóg i przykryła
się kocem. Serce wciąż waliło jej w piersi. Przed oczami miała scenę
sprzed chwili. Chcąc pozbyć się natrętnych myśli przykryła głowę kocem.
Leżała w tej pozycji przez chwilę. Gdy się uspokoiła ułożyła się w
trochę bardziej dogodnej pozycji i zasnęła.
Po przebudzeniu Lyra czuła się okropnie. Miała ochotę zaszyć się w pokoju i spędzić tu cały dzień, albo i życie. Miała wrażenie, że ma gorączkę. Nie znosiła być chora. Zawsze wtedy ciężko jej było kontrolować moc i czasem zdarzało jej się rzucić zaklęcie nieświadomie. Lex leżał jaj na nogach, co dawało elfce przyjemne ciepło.
Ktoś zapukał delikatnie w drzwi. To była Sylfi. Po chwili weszła do komnaty.
- Panienko Lyro - zaczęła nieśmiale - czas wstawać, zaraz będzie śniadanie.
- Nie chcę wstawać. Idź sobie - powiedziała markotnie Lyra nie ruszając się.
- Dobrze - odrzekła cicho służąca i wyszła z pokoju. Lex wstał i podszedł bliżej twarzy strażniczki. Zaraz potem odezwał się:
- Musisz coś zjeść - nie widząc reakcji trącił ją nosem i dodał - siostrzyczko musisz szybko wyzdrowieć.
- W porządku, wstanę.
Dziewczyna powoli zwlekła się z łóżka. Wyglądała okropnie. Pognieciona sukienka, potargane włosy, cienie pod oczami. Wszystko to dawało opłakany efekt. Lyra skierowała się do garderoby. Założyła swoją sukienkę. Przy przebieraniu zrobiło jej się zimno, zatrzęsła się i kichnęła. Po chwili przeglądając się w lustrze spostrzegła, że ma lisie uszy. Nawet nie zauważyła, gdy rzuciła zaklęcie.
- Lex, chyba nie będę mogła iść na śniadanie. Nie pokażę się tak.
Kot wszedł do garderoby. Po chwili wrócił z kapeluszem.
- Załóż to. Nie będzie ich widać.
- Dobrze, tylko pójdę się uczesać.
Ktoś zapukał do drzwi. Dziewczyna nie odpowiedziała.
- Lyra? Lyra, jesteś tam? - Lyra momentalnie dopadła do drzwi i trzymała je by król nie wszedł. - Co się z tobą dzieje?
Dziewczyna znowu kichnęła. Momentalnie zasłony stanęły w płomieniach. Dziewczynie było strasznie gorąco. Dym nie miał gdzie ulatywać i drażnił gardło oraz powieki elfki. Lyra nie miała pojęcia co robić. Zauważyła, że nikt z poddanych nie korzysta z magii, więc gdyby król zobaczył co zrobiła to... Nie wolała nawet o tym nie myśleć. Nie mogła wpuścić ich do środka. Zapewne by ją wyrzucili, albo oddali Augustinowi. Jej rozmyślania przerwał kaszel. Zaczęła kaszleć coraz mocniej, aż zamroczyło ją i upadła nieprzytomna na ziemię.
<Liam, ratuj! :p >
Po przebudzeniu Lyra czuła się okropnie. Miała ochotę zaszyć się w pokoju i spędzić tu cały dzień, albo i życie. Miała wrażenie, że ma gorączkę. Nie znosiła być chora. Zawsze wtedy ciężko jej było kontrolować moc i czasem zdarzało jej się rzucić zaklęcie nieświadomie. Lex leżał jaj na nogach, co dawało elfce przyjemne ciepło.
Ktoś zapukał delikatnie w drzwi. To była Sylfi. Po chwili weszła do komnaty.
- Panienko Lyro - zaczęła nieśmiale - czas wstawać, zaraz będzie śniadanie.
- Nie chcę wstawać. Idź sobie - powiedziała markotnie Lyra nie ruszając się.
- Dobrze - odrzekła cicho służąca i wyszła z pokoju. Lex wstał i podszedł bliżej twarzy strażniczki. Zaraz potem odezwał się:
- Musisz coś zjeść - nie widząc reakcji trącił ją nosem i dodał - siostrzyczko musisz szybko wyzdrowieć.
- W porządku, wstanę.
Dziewczyna powoli zwlekła się z łóżka. Wyglądała okropnie. Pognieciona sukienka, potargane włosy, cienie pod oczami. Wszystko to dawało opłakany efekt. Lyra skierowała się do garderoby. Założyła swoją sukienkę. Przy przebieraniu zrobiło jej się zimno, zatrzęsła się i kichnęła. Po chwili przeglądając się w lustrze spostrzegła, że ma lisie uszy. Nawet nie zauważyła, gdy rzuciła zaklęcie.
- Lex, chyba nie będę mogła iść na śniadanie. Nie pokażę się tak.
Kot wszedł do garderoby. Po chwili wrócił z kapeluszem.
- Załóż to. Nie będzie ich widać.
- Dobrze, tylko pójdę się uczesać.
Ktoś zapukał do drzwi. Dziewczyna nie odpowiedziała.
- Lyra? Lyra, jesteś tam? - Lyra momentalnie dopadła do drzwi i trzymała je by król nie wszedł. - Co się z tobą dzieje?
Dziewczyna znowu kichnęła. Momentalnie zasłony stanęły w płomieniach. Dziewczynie było strasznie gorąco. Dym nie miał gdzie ulatywać i drażnił gardło oraz powieki elfki. Lyra nie miała pojęcia co robić. Zauważyła, że nikt z poddanych nie korzysta z magii, więc gdyby król zobaczył co zrobiła to... Nie wolała nawet o tym nie myśleć. Nie mogła wpuścić ich do środka. Zapewne by ją wyrzucili, albo oddali Augustinowi. Jej rozmyślania przerwał kaszel. Zaczęła kaszleć coraz mocniej, aż zamroczyło ją i upadła nieprzytomna na ziemię.
<Liam, ratuj! :p >
04 kwietnia 2015
Od Sylvii
Snułam się po pałacu nie mając co robić. Wszystkie moje prace i obowiązki już wykonałam i nie miałam co robić.~Poszukam Augustina, może on da mi coś do roboty~ pomyślałam i tak zrobiłam. Znalazłam go w ogrodach i podeszłam do niego.
-O co chodzi?-zapytał obojętnie.
-Widzisz... zrobiłam już wszystko co mi kazałeś i także to co robię codziennie. Co jeszcze mogę zrobić?- zapytałam, a ten zamyślił się. Po chwili ciszy blond włosy powiedział.
-Możesz zejść na ziemię i pozbierać owoce. W naszym lesie ich nie ma.
-Dobrze- powiedziałam i poszłam po kosz na jabłka. Gdy już go wzięłam poszłam na krawędź latającej wyspy i skoczyłam. Po krótkiej chwili byłam na ziemi i stałam na polnej drużce. Postanowiłam przejść się do miasta. Szłam krótko gdy zaczął padać śnieg, a kiedy wychodziłam z lasu natknęłam się na dziewczynę, NIE! Na elfkę.
-Przepraszam- zaczepiłam.
-Tak?
-Czy dojdę tędy do miasta?
-Tego niedaleko zamku?-zapytała elfka.
-Tak.
-Oczywiście, musisz porostu iść tą ścieżką.
-Dziękuje bardzo- uśmiechnęłam się.- Jestem Sylvia, jak masz na imię?
-Jestem Lyra, miło cię poznać.
Wpatrywałam się w elfkę z osłupieniem.
-T-Ty jesteś L-Lyra?-wyjąkałam, a na jej twarzy pojawiło się zmartwienie.
-Co się stało?- zapytała zatroskanym głosem.
-Jesteś...Jesteś..Jesteś moim wrogiem, jesteś strażniczką księżyca- wydusiłam z siebie oszołomiona, a źrenice blondwłosej skurczyły się ze strachu.
-S-Skąd to wiesz? Kim ty jesteś?
-Ja.. Ja jestem znajomą pana Augustina- wytłumaczyłam uspokajając się. Znałam gniew Augustina do Lyry, ale nie byłam taka jak on. Nie umiałam skrzywdzić innej dziewczyny. Tym bardziej, że ona przypominała moją zmarłą matkę. -Nie chcę ci nic zrobić, zapomnijmy o tym spotkaniu. Nie powiem mu nic- po tych słowach pobiegłam jak najdalej od strażniczki.
<Ktokolwiek?>
-O co chodzi?-zapytał obojętnie.
-Widzisz... zrobiłam już wszystko co mi kazałeś i także to co robię codziennie. Co jeszcze mogę zrobić?- zapytałam, a ten zamyślił się. Po chwili ciszy blond włosy powiedział.
-Możesz zejść na ziemię i pozbierać owoce. W naszym lesie ich nie ma.
-Dobrze- powiedziałam i poszłam po kosz na jabłka. Gdy już go wzięłam poszłam na krawędź latającej wyspy i skoczyłam. Po krótkiej chwili byłam na ziemi i stałam na polnej drużce. Postanowiłam przejść się do miasta. Szłam krótko gdy zaczął padać śnieg, a kiedy wychodziłam z lasu natknęłam się na dziewczynę, NIE! Na elfkę.
-Przepraszam- zaczepiłam.
-Tak?
-Czy dojdę tędy do miasta?
-Tego niedaleko zamku?-zapytała elfka.
-Tak.
-Oczywiście, musisz porostu iść tą ścieżką.
-Dziękuje bardzo- uśmiechnęłam się.- Jestem Sylvia, jak masz na imię?
-Jestem Lyra, miło cię poznać.
Wpatrywałam się w elfkę z osłupieniem.
-T-Ty jesteś L-Lyra?-wyjąkałam, a na jej twarzy pojawiło się zmartwienie.
-Co się stało?- zapytała zatroskanym głosem.
-Jesteś...Jesteś..Jesteś moim wrogiem, jesteś strażniczką księżyca- wydusiłam z siebie oszołomiona, a źrenice blondwłosej skurczyły się ze strachu.
-S-Skąd to wiesz? Kim ty jesteś?
-Ja.. Ja jestem znajomą pana Augustina- wytłumaczyłam uspokajając się. Znałam gniew Augustina do Lyry, ale nie byłam taka jak on. Nie umiałam skrzywdzić innej dziewczyny. Tym bardziej, że ona przypominała moją zmarłą matkę. -Nie chcę ci nic zrobić, zapomnijmy o tym spotkaniu. Nie powiem mu nic- po tych słowach pobiegłam jak najdalej od strażniczki.
<Ktokolwiek?>
01 stycznia 2015
Od Izabelli do Sylfi.
Gdy Izabell przechadzała się po Mrocznym Borze dostrzegła ruch na jego granicy. Pozostając w ukryciu zaczęła podchodzić w tamtą stronę. Gdy tam dotarła ujrzała blond włosom zbierającą jagody.
-Ktoś ty?- zapytała głosem zimnym jak lód. Dziewczyna lekko zesztywniała na te słowa i powoli się odwróciła.
-J... Jestem Sylfi, proszę pani- wyszeptała cichutko dziewczyna.
-Co robisz w tym borze?
-Zbieram jagody do zamku proszę pani- wytłumaczyła panna. Izabell spojrzała ja jej strój -A więc jest służącą króla- pomyślała i po chwili namysłu powiedziała.
-Zbierz tyle ile potrzebujesz i jak najszybciej wracaj. Tutaj jest niebezpiecznie.
-Dobrze proszę pa...
-Przestań z tym "proszę pani", czuje się przez to staro. Mów mi Izabell -strażniczka zauważyła zamyślenie na twarzy służącej. -Coś się stało?
-Nie nic...pójdę już- i dziewczyna zniknęła w oddali. Izabell odprowadziła ją wzrokiem zastanawiając się czy zrobiła coś nie tak. Od tak długiego czasu nie rozmawiała z nikim, że zapominała jak to jest.
<Sylfi odpowiedz>
-Ktoś ty?- zapytała głosem zimnym jak lód. Dziewczyna lekko zesztywniała na te słowa i powoli się odwróciła.
-J... Jestem Sylfi, proszę pani- wyszeptała cichutko dziewczyna.
-Co robisz w tym borze?
-Zbieram jagody do zamku proszę pani- wytłumaczyła panna. Izabell spojrzała ja jej strój -A więc jest służącą króla- pomyślała i po chwili namysłu powiedziała.
-Zbierz tyle ile potrzebujesz i jak najszybciej wracaj. Tutaj jest niebezpiecznie.
-Dobrze proszę pa...
-Przestań z tym "proszę pani", czuje się przez to staro. Mów mi Izabell -strażniczka zauważyła zamyślenie na twarzy służącej. -Coś się stało?
-Nie nic...pójdę już- i dziewczyna zniknęła w oddali. Izabell odprowadziła ją wzrokiem zastanawiając się czy zrobiła coś nie tak. Od tak długiego czasu nie rozmawiała z nikim, że zapominała jak to jest.
<Sylfi odpowiedz>
31 grudnia 2014
Od Liama do Lyry.
Idąc przez korytarz zobaczyłem Lyrę idącą w moją stronę. Zastanawiając się skąd się wzięła w środku zamku podszedłem w jej stronę. Gdy zauważyła, że zmierzam w jej strone odwruciła wzrok.
-Witaj Lyra, co tu robisz?
-Bo ja, no więc... ja się zgubiłam. Chciałam iść do ogrodów ale zapomniałam jak tam dotrzeć i... zabłądziłam - nie zdziwiła mnie ta odpowiedź.W moim zamku często się ktoś gubił.Uśmiechnąłem się lekko i powiedziałem.
-To nic jeśli chcesz iść do ogrodów mogę cie tam zaprowadzić.
-Jednak wolała bym wrócić już do pokoju.
-Dobrze, zaprowadzę cię - przez cały czas szliśmy w ciszy, postanowiłem ją przerwać.-Lyra - zacząłem.- Nie chcę wyjść na natręta, ale mogła byś mi powiedzieć skąd pochodzisz?- dziewczyna odwróciła wzrok. -W porządku, nie musisz odpowiadać-
elfica kiwnęła głową, już po chwili doszliśmy do jej pokoju i zniknęła za drzwiami
.-"Ona mnie chyba nie lubi"- pomyślałem drapiąc się po szyi. stałem jeszcze chwilę pod jej drzwiami po czym poszedłem do swojej komnaty.
<Lyra>
-Witaj Lyra, co tu robisz?
-Bo ja, no więc... ja się zgubiłam. Chciałam iść do ogrodów ale zapomniałam jak tam dotrzeć i... zabłądziłam - nie zdziwiła mnie ta odpowiedź.W moim zamku często się ktoś gubił.Uśmiechnąłem się lekko i powiedziałem.
-To nic jeśli chcesz iść do ogrodów mogę cie tam zaprowadzić.
-Jednak wolała bym wrócić już do pokoju.
elfica kiwnęła głową, już po chwili doszliśmy do jej pokoju i zniknęła za drzwiami
.-"Ona mnie chyba nie lubi"- pomyślałem drapiąc się po szyi. stałem jeszcze chwilę pod jej drzwiami po czym poszedłem do swojej komnaty.
<Lyra>
08 listopada 2014
Od Augustina do Lyry.
Mój plan szedł, no cóż zgodnie z planem. W zamku wszyscy uwierzyli, że Lyra jest moją siostrą która uciekła z domu. Gdy Król dowiedział się, że Lyra musi pędem wracać, wyraził mi zgodę na ''odebranie'' mu jej i powrót do domu. Po jego niezadowolonej mnie domyśliłem się, że albo coś ich łączy, albo się zakochał. Doprawdy, zabawne zrządzenie losu. Kiedyś ktoś odebrał mi ukochaną, a teraz ja odbiorę ją komuś. Gdy Audiencja się skończyła, podążyłem wraz z Lyrą do głównej bramy pałacowej. Jej przestraszona mina była dla mnie bezcenna.
- Po co ci to?-spytała wkońcu.
- Przecież wiesz, nie zadawaj głupich pytań -odwróciłem swój wzrok ku niej i uśmiechnąłem się złowieszczo. -Jesteś moją młodszą siostrzyczką - po tych słowach ucichła i spojrzała w stronę zamku.-Nie martw się, już nigdy go nie zobaczysz - wtedy dostrzegłem w oknie jednej z wież Króla, bardzo mnie to ucieszyło.
<Lyra, już!>
- Po co ci to?-spytała wkońcu.
- Przecież wiesz, nie zadawaj głupich pytań -odwróciłem swój wzrok ku niej i uśmiechnąłem się złowieszczo. -Jesteś moją młodszą siostrzyczką - po tych słowach ucichła i spojrzała w stronę zamku.-Nie martw się, już nigdy go nie zobaczysz - wtedy dostrzegłem w oknie jednej z wież Króla, bardzo mnie to ucieszyło.
<Lyra, już!>
12 października 2014
Od Lyry Do Liama
Zaciekawiona Lyra spojrzała za królem Liamem, gdy ten wychodził z sali. Miała ochotę wstać i pobiec za nimi. Na szczęście nie zrobiła tego. Musiała przecież wydostać się z tego zamku. Korzystając z okazji, że jest sama odłożyła sztućce i wstała. Skierowała się w stronę drzwi. Nim otworzyła drzwi usłyszała jak ktoś ją woła. Odwróciła się Za nią stała służąca.
- Pani, czy jest coś co mogę jeszcze dla ciebie zrobić? - Zapytała cicho.
- Nie. Trafię do pokoju. Możesz odejść.
Służąca skinęła głową i zaczęła sprzątać ze stołu. Strażniczka natomiast szybko złapała za klamkę i wyszła na korytarz z obawy, że Sylfi coś jeszcze będzie od niej chciała. Miała nadzieję, że nie trafi na Liama. Rozejrzała się. Nigdzie go nie było. Ruszyła biegiem. Zaraz jednak się zatrzymała. W tych butach nie dało się biegać! Ściągnęła szpilki i pobiegła do swojej komnaty. Wpadła do pokoju i zawołała swojego tygrysa. Z szafy zeskoczył kot. Przywitał ją miauknięciem i otarł się o jej nogi. Przykucnęła i pogłaskała go.
-Lex, zaraz możemy iść. Król jest teraz zajęty, więc mamy szansę uciec. Jeszcze tylko się przebiorę. Poczekaj chwilkę.
Lyra wzięła swoją sukienkę z łóżka i poszła ją założyć. Po chwili przyszła. Założyła swoje buty. O wiele lepiej się w nich poruszało. Były to zwykłe sandały na płaskiej podeszwie. Wzięła swoją laskę i skinęła na Lex'a. Dziewczyna nacisnęła na klamkę i powoli otworzyła drzwi. Ruszyła w stronę głównego wyjścia z zamku. Zatrzymała się dopiero przy oknie z widokiem na główną bramę. W pobliżu bramy stał Augustin. Spostrzegł ją i uśmiechnął się szyderczo. Lyra aż się wzdrygnęła na myśl, że może się na niego natknąć.
- Zmiana planów, Lex. Zdaje się, że Augustin tylko czeka, aż wyjdę.
Kot wydał z siebie pomruk niezadowolenia i wskoczył na parapet.
- Chodź, Lex, wracamy do pokoju. Nie ma sensu dawać się złapać Augustinowi. to wie do czego się posunie, by zdobyć kryształ - Lyra wzdrygnęła się na samą myśl.
Przyjaciel Lyry zeskoczył z parapetu i ruszył za nią z powrotem do pokoju. Był niezadowolony. Nie podobał mu się ten cały Liam.
Nim dotarli do komnaty ktoś zagadał Lyrę.
<Kto dokończy?>
- Pani, czy jest coś co mogę jeszcze dla ciebie zrobić? - Zapytała cicho.
- Nie. Trafię do pokoju. Możesz odejść.
Służąca skinęła głową i zaczęła sprzątać ze stołu. Strażniczka natomiast szybko złapała za klamkę i wyszła na korytarz z obawy, że Sylfi coś jeszcze będzie od niej chciała. Miała nadzieję, że nie trafi na Liama. Rozejrzała się. Nigdzie go nie było. Ruszyła biegiem. Zaraz jednak się zatrzymała. W tych butach nie dało się biegać! Ściągnęła szpilki i pobiegła do swojej komnaty. Wpadła do pokoju i zawołała swojego tygrysa. Z szafy zeskoczył kot. Przywitał ją miauknięciem i otarł się o jej nogi. Przykucnęła i pogłaskała go.
-Lex, zaraz możemy iść. Król jest teraz zajęty, więc mamy szansę uciec. Jeszcze tylko się przebiorę. Poczekaj chwilkę.
Lyra wzięła swoją sukienkę z łóżka i poszła ją założyć. Po chwili przyszła. Założyła swoje buty. O wiele lepiej się w nich poruszało. Były to zwykłe sandały na płaskiej podeszwie. Wzięła swoją laskę i skinęła na Lex'a. Dziewczyna nacisnęła na klamkę i powoli otworzyła drzwi. Ruszyła w stronę głównego wyjścia z zamku. Zatrzymała się dopiero przy oknie z widokiem na główną bramę. W pobliżu bramy stał Augustin. Spostrzegł ją i uśmiechnął się szyderczo. Lyra aż się wzdrygnęła na myśl, że może się na niego natknąć.
- Zmiana planów, Lex. Zdaje się, że Augustin tylko czeka, aż wyjdę.
Kot wydał z siebie pomruk niezadowolenia i wskoczył na parapet.
- Chodź, Lex, wracamy do pokoju. Nie ma sensu dawać się złapać Augustinowi. to wie do czego się posunie, by zdobyć kryształ - Lyra wzdrygnęła się na samą myśl.
Przyjaciel Lyry zeskoczył z parapetu i ruszył za nią z powrotem do pokoju. Był niezadowolony. Nie podobał mu się ten cały Liam.
Nim dotarli do komnaty ktoś zagadał Lyrę.
<Kto dokończy?>
Od Lyry Do Liama
- Królu - Lyra doskoczyła do Liama, gdy tylko posłaniec zamknął drzwi. - Pozwól, że na chwilę was zostawię. Muszę się odświeżyć.
Nie czekając na reakcję króla znikła za drzwiami prowadzącymi do prywatnej części pałacu. Ostatnim razem gdy tu była zwiedziła cały zamek. Dobrze pamiętała, gdzie znajdowały się drzwi do ogrodu. Z ogrodu łatwo będzie uciec. Szła korytarzem. Jeszcze jeden zakręt i zobaczy drzwi. Widać je. Za parę kroków otworzy je i wyjdzie na wolność. Znowu uda jej się uciec przed Augustinem. Wyciągnęła rękę by chwycić klamkę i w tej chwili zauważyła, że wisi w powietrzu. Odwróciła głowę. Za nią stali dwaj strażnicy. Ten masywniejszy trzymał ją w mocnym uścisku. Lyra spróbowała się wyrwać. Nie poskutkowało.
- Kogo my tu mamy? Szuka panienka czegoś? Pieniędzy, cennych przedmiotów? Przykro, nie udało ci się. Zabierzemy cię do Króla. On powie co z tobą zrobić - strażnik kontynuował swój monolog o włamaniach i kradzieży w zamku, ale Lyra nie słuchała. Strasznie pobladła. Bała się co zrobi jej Augustin. Nie zabije jej od razu. Najpierw zabierze Księżycowy kryształ. Potem zapewne się jej pozbędzie. Po chwili byli przy drzwiach prowadzących do sali audiencyjnej. Drugi strażnik otworzył drzwi i przepuścił nas. Wszyscy zebrani w sali spojrzeli na nich ze zdziwieniem.
- Wielki Władco, ta kobieta włóczyła się po zamku.Możliwe, że jest złodziejem i zamierzała coś ukraść - powiedział strażnik.
- Wątpię. Lyro, czy zamierzałaś coś ukraść? - słysząc, że król mówi do dziewczyny jak do znajomej, puścił ją.
- Nie królu, ja nie...
- Lyra nigdy nie kradnie. Prawda siostruś? Chodź. Wszystkim narobiłaś kłopotu uciekając z domu - Augustin wyciągnął rękę w stronę strażniczki.
- Tyle, że ja nigdzie nie idę.
- Idziesz - wycedził przez zęby. Podszedł do Lyry i złapał ją za nadgarstek. - Nie możesz zaniedbywać swoich obowiązków.
Augustin pociągnął dziewczynę w stronę wyjścia. Lyra przystanęła na chwilę i spojrzała na Liama. Ich spojrzenia skrzyżowały się. Jednak nie zdołała odgadnąć uczuć władcy, ponieważ Augustin szarpnął ją, w wyniku czego upadła na posadzkę.
<Ktoś?>
Nie czekając na reakcję króla znikła za drzwiami prowadzącymi do prywatnej części pałacu. Ostatnim razem gdy tu była zwiedziła cały zamek. Dobrze pamiętała, gdzie znajdowały się drzwi do ogrodu. Z ogrodu łatwo będzie uciec. Szła korytarzem. Jeszcze jeden zakręt i zobaczy drzwi. Widać je. Za parę kroków otworzy je i wyjdzie na wolność. Znowu uda jej się uciec przed Augustinem. Wyciągnęła rękę by chwycić klamkę i w tej chwili zauważyła, że wisi w powietrzu. Odwróciła głowę. Za nią stali dwaj strażnicy. Ten masywniejszy trzymał ją w mocnym uścisku. Lyra spróbowała się wyrwać. Nie poskutkowało.
- Kogo my tu mamy? Szuka panienka czegoś? Pieniędzy, cennych przedmiotów? Przykro, nie udało ci się. Zabierzemy cię do Króla. On powie co z tobą zrobić - strażnik kontynuował swój monolog o włamaniach i kradzieży w zamku, ale Lyra nie słuchała. Strasznie pobladła. Bała się co zrobi jej Augustin. Nie zabije jej od razu. Najpierw zabierze Księżycowy kryształ. Potem zapewne się jej pozbędzie. Po chwili byli przy drzwiach prowadzących do sali audiencyjnej. Drugi strażnik otworzył drzwi i przepuścił nas. Wszyscy zebrani w sali spojrzeli na nich ze zdziwieniem.
- Wielki Władco, ta kobieta włóczyła się po zamku.Możliwe, że jest złodziejem i zamierzała coś ukraść - powiedział strażnik.
- Wątpię. Lyro, czy zamierzałaś coś ukraść? - słysząc, że król mówi do dziewczyny jak do znajomej, puścił ją.
- Nie królu, ja nie...
- Lyra nigdy nie kradnie. Prawda siostruś? Chodź. Wszystkim narobiłaś kłopotu uciekając z domu - Augustin wyciągnął rękę w stronę strażniczki.
- Tyle, że ja nigdzie nie idę.
- Idziesz - wycedził przez zęby. Podszedł do Lyry i złapał ją za nadgarstek. - Nie możesz zaniedbywać swoich obowiązków.
Augustin pociągnął dziewczynę w stronę wyjścia. Lyra przystanęła na chwilę i spojrzała na Liama. Ich spojrzenia skrzyżowały się. Jednak nie zdołała odgadnąć uczuć władcy, ponieważ Augustin szarpnął ją, w wyniku czego upadła na posadzkę.
<Ktoś?>
01 października 2014
Od Liama do Lyry
Czekałem na mojego gościa z niecierpliwością. Nie mogłem się doczekać kiedy Lyra przyjdzie na kolacje. Było mi trochę niezręcznie ponieważ kolacja z dziewczyną może zdradzić moje zamiary, ale miałem nadzieje, że będzie dobrze. W pewnej chwili ktoś zapukał w drzwi. Do sali weszła moja pokojówka i zapowiedziała wejście Lyry. Wstałem i powitałem dziewczynę.
-Witaj Lyro. Jak się czujesz?
-W miarę dobrze - cicho rzekła panna. Podszedłem do niej i pomogłem jej usiąść. Przez cały czas siedziała spięta i rozglądała się dokoła. Już chciałem ja zapytać skąd wzięła się w lesie, ale przerwało mi pukanie do drzwi. Gdy się otworzyły stanął w nich posłaniec.
-Królu generał karze przekazać, że coś pilnego się wydarzyło.
-Jakieś szczegóły?
-Nie, nie wtajemniczał mnie - zamyśliłem się. O co może chodzić? Po chwili rozmyślania wstałem i odrzekłem.
-Wybacz Lyro, ale obowiązki mnie wzywają - odwróciłem się do posłańca. - Prowadź - wyszliśmy z sali bankietowej i ruszyliśmy ku wyjściu z pałacu. Jednak w ostatniej chwili chłopiec skręcił w strone schodów na wierze. Co generał zobaczył na wierzy, aby aż tak się niepokoić? Pytania nie dawały mi spokoju. W końcu odpuściłem i skupiłem się na wędrówce po schodach.
<Lyro odpowiedź>
-Witaj Lyro. Jak się czujesz?
-W miarę dobrze - cicho rzekła panna. Podszedłem do niej i pomogłem jej usiąść. Przez cały czas siedziała spięta i rozglądała się dokoła. Już chciałem ja zapytać skąd wzięła się w lesie, ale przerwało mi pukanie do drzwi. Gdy się otworzyły stanął w nich posłaniec.
-Królu generał karze przekazać, że coś pilnego się wydarzyło.
-Jakieś szczegóły?
-Nie, nie wtajemniczał mnie - zamyśliłem się. O co może chodzić? Po chwili rozmyślania wstałem i odrzekłem.
-Wybacz Lyro, ale obowiązki mnie wzywają - odwróciłem się do posłańca. - Prowadź - wyszliśmy z sali bankietowej i ruszyliśmy ku wyjściu z pałacu. Jednak w ostatniej chwili chłopiec skręcił w strone schodów na wierze. Co generał zobaczył na wierzy, aby aż tak się niepokoić? Pytania nie dawały mi spokoju. W końcu odpuściłem i skupiłem się na wędrówce po schodach.
<Lyro odpowiedź>
22 września 2014
Od Augustina do Lyry.
Był wieczór. Siedziałem na drzewie i śledziłem poczynania Lyry. W nocy moja moc słabła więc unikałem jej wzroku (dla bezpieczeństwa). Może i nie położyła się spać, ale rozbiła obóz. Czasami zastanawiałem się dlaczego muszę się jej pozbyć, przecież w niczym mi nie przeszkadzała. Mimo to nienawidziłem jej. Miałem nadzieje, że położy się spać a w tedy ukradnę jej kryształ dzięki któremu naradza się nowa strażniczka księżyca. Jedynym problemem był jej tygrys. Strzegł jej dwadzieścia cztery na dobę. W pewnej chwili dostrzegłem jakiś ruch w pobliżu i z krzaków wyskoczyła łania. Zwierzak Lyry chciał atakować ale powstrzymała go. Łania wyglądała jak sparaliżowana ze strachu. Bez ruchu wpatrywała się w Lyre. Było w niej coś znajomego, tylko co?
-Nie bój się, choć- powiedziała Lyra. Gdy wyciągnęła rękę na której miała okruszki chleba łania zawachała się, ale po chwili podeszła do dziewczyny. Gdy łania stanęła w świetle ogniska rozpoznałem ją. To była Ceria, pracowała jako szpieg. Pytanie, dla kogo? Nigdy nie widziłem Ceri w towarzystwie Lyry, więc chyba się nie znają.
<Lyra dokończysz?>
-Nie bój się, choć- powiedziała Lyra. Gdy wyciągnęła rękę na której miała okruszki chleba łania zawachała się, ale po chwili podeszła do dziewczyny. Gdy łania stanęła w świetle ogniska rozpoznałem ją. To była Ceria, pracowała jako szpieg. Pytanie, dla kogo? Nigdy nie widziłem Ceri w towarzystwie Lyry, więc chyba się nie znają.
<Lyra dokończysz?>
20 września 2014
Od Kasandry Do Sylfi
Od Kasandry do Sylfi.
Służąca otworzyła mi bramę.
-Witaj w zamku - powiedziała służąca. - Król chce się z tobą widzieć.
- Dobrze, zaprowadź mnie więc do niego - dziewczyna wykonała obrót na pięcie i ruszyła w stronę komnat. Prowadziła mnie krętymi korytarzami, aż w końcu stanęła przed dużymi, ozdobnymi drzwiami. Zapukała delikatnie i weszła, mówiąc.
- Przybyła pani Kasandra - w pokoju stał mężczyzna. Był wysoki, szczupły i całkiem nieźle umięśniony.
- Witaj Kasandro, miło cię widzieć-powiedział król Liam. Jak zawsze przez jego ,,królewskie'' maniery prawie się nie roześmiałam.
-Witaj królu Liamie, prawowity władco naszej krainy- powiedziałam. Zawsze kiedy tak mówiłam na jego twarzy pojawiał się grymas poirytowania. Myślę, że nie lubił gdy tak do niego się zwracałam.
-Czy mogłabyś mówić mi... a nie ważne. Jak minęła ci podróż?- przewróciłam oczami.
-Była bardzo męcząca, jak zawsze. Zapomniałeś, że do Mrocznego Boru nie ma drogi?-Liam wydał mi się zakłopotany. Zawsze tak się zachowywał w... w dzień... w dzień śmierci swoich rodziców. To byli moi najlepsi przyjaciele, pomyślałam, a teraz już ich nie ma, został mi tylko Liam. To mój jedyny przyjaciel.
-A więc... jak ci się żyje?-spojrzałam na Liama i uśmiechnęłam się, opowiedziałam mu o tym gdzie teraz mieszkam i jak ciężko żyć w samotności. W końcu dotarliśmy do sali jadalnej i zaśedliśmy do stołu czekając na posiłek.
Służąca otworzyła mi bramę.
-Witaj w zamku - powiedziała służąca. - Król chce się z tobą widzieć.
- Dobrze, zaprowadź mnie więc do niego - dziewczyna wykonała obrót na pięcie i ruszyła w stronę komnat. Prowadziła mnie krętymi korytarzami, aż w końcu stanęła przed dużymi, ozdobnymi drzwiami. Zapukała delikatnie i weszła, mówiąc.
- Przybyła pani Kasandra - w pokoju stał mężczyzna. Był wysoki, szczupły i całkiem nieźle umięśniony.
- Witaj Kasandro, miło cię widzieć-powiedział król Liam. Jak zawsze przez jego ,,królewskie'' maniery prawie się nie roześmiałam.
-Witaj królu Liamie, prawowity władco naszej krainy- powiedziałam. Zawsze kiedy tak mówiłam na jego twarzy pojawiał się grymas poirytowania. Myślę, że nie lubił gdy tak do niego się zwracałam.
-Czy mogłabyś mówić mi... a nie ważne. Jak minęła ci podróż?- przewróciłam oczami.
-Była bardzo męcząca, jak zawsze. Zapomniałeś, że do Mrocznego Boru nie ma drogi?-Liam wydał mi się zakłopotany. Zawsze tak się zachowywał w... w dzień... w dzień śmierci swoich rodziców. To byli moi najlepsi przyjaciele, pomyślałam, a teraz już ich nie ma, został mi tylko Liam. To mój jedyny przyjaciel.
-A więc... jak ci się żyje?-spojrzałam na Liama i uśmiechnęłam się, opowiedziałam mu o tym gdzie teraz mieszkam i jak ciężko żyć w samotności. W końcu dotarliśmy do sali jadalnej i zaśedliśmy do stołu czekając na posiłek.
08 września 2014
Od Lyry Do Liama
Chłopak wyszedł, a Lyra została z pokojówką. Nie miała pojęcia co ma zrobić. Splotła ręce za plecami i udała, że podziwia wystrój pokoju. Po chwili odezwała się służąca Liama.
- Czy zamierza, pani, iść na kolację? - Wydawała się przytłoczona sytuacją. Nawet bardziej niż Lyra.
- Myślę, że pójdę - odparła Lyra. Uśpi czujność Króla i ucieknie z zamku. Plan idealny. Uśmiechnęła się delikatnie i dodała - My się jeszcze nie znamy. Mam na imię Lyra. A ty?
- Sylfi.
- Gdzie jest kolacja? - Dziewczyna skierowała się do drzwi.
- Czekaj! Nie możesz iść tak ubrana! Będziesz jadła kolację z samym królem. Choć - złapała Lyrę za przedramię i pociągnęła w stronę innych drzwi. - Najpierw cię wyszyuję.
Niedługo potem strażniczka była gotowa do wyjścia. Miała na sobie ładną i zwiewną sukienkę. Sylfi odradziła jej by nie przesadzała z dodatkami i uparła się by zostawić tylko naszyjnik. Gdy była gotowa powiedziała służącej, by powiedziała Królowi, że zaraz będzie. Podeszła do Lex'a.
- Lex, kiedy nikogo nie będzie w pokoju zmienisz się w kota i schowasz się gdzieś - tygrys wydał mruk sprzeciwu. - Mnie też się to nie podoba... Posłuchaj. Dziś w nocy, po kolacji przyjdę tu i uciekniemy stąd. Jako kot nie będziesz zwracał uwagi. W każdym razie nie tak bardzo.
Wyjrzałam przez okno. Dzień chyli się ku końcowi. Niedługo zajdzie słońce. Augustin zazwyczaj nie wychodzi po zmroku. W końcu czerpie energię ze słońca. W przeciwieństwie do mnie. Mam nad nim przewagę w nocy. O ile nie ma nowiu.
Stanęła przy drzwiach. Uśmiechnęła się jeszcze do przyjaciela i wyszła. Sylfi dała jej wskazówki jak dojść do sali, w której odbędzie się kolacja. Zeszła po schodach na dół. Przed drzwiami przystanęła. Wzięła głęboki oddech, wygładziła sukienkę i nacisnęła na klamkę. Może nie ma złych intencji, pomyślała.
<Liam?>
- Czy zamierza, pani, iść na kolację? - Wydawała się przytłoczona sytuacją. Nawet bardziej niż Lyra.
- Myślę, że pójdę - odparła Lyra. Uśpi czujność Króla i ucieknie z zamku. Plan idealny. Uśmiechnęła się delikatnie i dodała - My się jeszcze nie znamy. Mam na imię Lyra. A ty?
- Sylfi.
- Gdzie jest kolacja? - Dziewczyna skierowała się do drzwi.
- Czekaj! Nie możesz iść tak ubrana! Będziesz jadła kolację z samym królem. Choć - złapała Lyrę za przedramię i pociągnęła w stronę innych drzwi. - Najpierw cię wyszyuję.
Niedługo potem strażniczka była gotowa do wyjścia. Miała na sobie ładną i zwiewną sukienkę. Sylfi odradziła jej by nie przesadzała z dodatkami i uparła się by zostawić tylko naszyjnik. Gdy była gotowa powiedziała służącej, by powiedziała Królowi, że zaraz będzie. Podeszła do Lex'a.
- Lex, kiedy nikogo nie będzie w pokoju zmienisz się w kota i schowasz się gdzieś - tygrys wydał mruk sprzeciwu. - Mnie też się to nie podoba... Posłuchaj. Dziś w nocy, po kolacji przyjdę tu i uciekniemy stąd. Jako kot nie będziesz zwracał uwagi. W każdym razie nie tak bardzo.
Wyjrzałam przez okno. Dzień chyli się ku końcowi. Niedługo zajdzie słońce. Augustin zazwyczaj nie wychodzi po zmroku. W końcu czerpie energię ze słońca. W przeciwieństwie do mnie. Mam nad nim przewagę w nocy. O ile nie ma nowiu.
Stanęła przy drzwiach. Uśmiechnęła się jeszcze do przyjaciela i wyszła. Sylfi dała jej wskazówki jak dojść do sali, w której odbędzie się kolacja. Zeszła po schodach na dół. Przed drzwiami przystanęła. Wzięła głęboki oddech, wygładziła sukienkę i nacisnęła na klamkę. Może nie ma złych intencji, pomyślała.
<Liam?>
05 września 2014
Od Liama do Sylfi
Gdy zobaczyłem zbliżającego się młodzieńca rozpromieniłem się w duchu. Chciałem by grajek grał
koncerty w zamku, koncerty dla Lyry.
- Jestem Jack
Smith - powiedział chłopak i dziarskim krokiem ruszył w moją stronę. Gdy zbliżył
się do Kasandry ukłonił się i pocałował ją w rękę. Oby nie pocałował także Lyry. Pomyślałem,
lecz on stanął przed dziewczyną, ukłonił się i... pocałował ją w dłoń. Czułem,
że pożera mnie zazdrość. Starałem się zachować obojętny wyraz twarzy. Jack
stanął przede mną i ukłonił się nisko.
- Jacku Smith’sie chciałbym abyś pracował w moim zamku jako królewski grajek - młody grajek był zaskoczony
moją propozycją ale jego wyraz twarzy natychmiast zamienił się w radosną.
- Panie - rzekł po
chwili - z chęcią będę grał w... - wypowiedź przerwało mu pukanie do drzwi. Po
chwili stanął w nich strażnik. Kłaniając się rzekł:
- Królu, pewien mężczyzna prosi o audiencje.
- W jakiej
sprawie? - spytałem.
- Mówi, że szuka
siostry - zauważyłem, ze w oczach Lyry pojawił się wyraz podobny do niepokoju.
- Jak ma na imię?
- Augustin panie -
gdy te słowa zabrzmiały Lyra się zachwiała.
- Nic ci nie jest
Lyro? - dziewczyna pokiwała przecząco głową. Odwróciłem się do strażnika i
powiedziałem.
- Wpuść
go - Lyra ponownie się zachwiała.
<Sylfi dokończysz?>
03 września 2014
Od Sylfi Do Liama
Przy śniadaniu król Liam powiedział mi, że tego dnia do zamku przybędzie elfka. Kasandra. Mam ją wpuścić do środka, a następnie powiadomić go o przybyciu dziewczyny. Zaraz potem wstał od stołu i wyszedł. Z jakiegoś powodu był przygnębiony. Pracowałam już od trzech miesięcy jako osobista służąca, ale nigdy nie widziałam by był tak ponury. Może brakowało mu Lyry. Pozbierałam ze stołu półmiski i kielichy, a następnie zaniosłam je do kuchni. Jak zawsze kręciła się tam kucharka, tym razem nie była przy garnkach. Wyglądała jak król, także była przygnębiona. Tylko w jednym garnku się gotowało, zupa. Taką zupę jedzą zazwyczaj pracownicy. Nic innego się nie gotowało,a stara kucharka prała właśnie ścierki kuchenne. Powinna teraz pichcić obiad dla króla. Zostawiłam naczynia i uprzedziłam kobietę, że mnie nie będzie. Następnie pospieszyłam do głównego wyjścia. Przed drzwiami wyjściowymi się zatrzymałam. Przez jakiś czas czekałam na Kasandrę. Myślałam nad zachowaniem króla i kucharki. Oboje mieli ponure miny. To chyba jednak nie przez Lyrę, choć po części może to być jej sprawa. Pamiętam jak król pożerał ją wzrokiem. Z zamyśleń wyrwał mnie dźwięk pukania w drzwi. Otworzyłam je. Na progu stała dziewczyna, Kasandra. Wpuściłam ją do środka.
<Kas?>
<Kas?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)