05 maja 2015

Od Lyry do Augustina

Augustin zabrał Lyrę z zamku. Mimo, że nie była przywiązana do tego miejsca nie chciała go opuszczać. Wszędzie lepiej byle nie przy Augustinie. Chlopak mówił coś do niej, ale elfka była myślami daleko. Wiedziała, że to są tylko docinki, by poczuła się gorzej. Starała się opracować plan ucieczki. Jednak ciężko jej to szło, gdyż z każdym krokiem jak oddalali się od posiadłości króla dziewczyna bała się bardziej.
Zbliżali się już do lasu i Lyra postanowiła, że musi zacząć działać. Niedaleko przechodził strażnik królewski, którego dziewczyna poznała go podczas pewnej przechadzki po zamku. Gwardzista uśmiechnął się delikatnie do elfki. Lyra poczekała, a gdy się mijali wyciągnęła jego miecz. Ostrze skierowała w stronę Augustina. Drżącymi dłońmi trzymała rękojeść.
- I co? Zamierzasz mnie tym dziabnąć? - Powiedział Augustin z krzywym uśmiechem.- Nigdy nikogo nie zabiłaś i myślisz, że mnie dasz radę? Widzę jak ręce ci drżą.
Przestraszony gwardzista pobiegł do zamku powiadomić o tym co się stało. Elfka obejrzała się. W tym samym czasie Strażnik Słońca spoliczkował dziewczynę. Lyra upadła na ziemię. Miecz wypadł jej z ręki i wylądował koło chłopaka.
- Nie spuszczaj wzroku z przeciwnika! - Strażnik powiedział to bardzo surowym i oziębłym tonem.
Lyra przyłożyła dłoń do policzka, w które udeżył Augustin. W oddali słychać było kroki. Grupka gwardzistów z zamku zmierzała w ich stronę. Chłopak podszedł do elfki. Złapał ją za włosy i pociągnął do góry, zmuszając Lyrę tym samym do wstania. Augustin stanął blisko jej i szepnął:
- Powinniśmy już iść, nie uważasz? Sprawiasz same kłopoty.
- Nie! Nie chce z tobą nigdzie iść! - Lyra próbowała się uwolnić z jego uścisku. Jednak to  nie pomagało. Dziewczyna ze łzami w oczach dodała jeszcze - Zostaw mnie już!

<Augustin?>

04 maja 2015

Od Liama do Lyry

-Lyra! Co się z tobą dzieje?!-krzyknął młody król bijąc pięściami w drzwi. Elfka nie odpowiadała, słyszał tylko jej kasłanie. ~Nie moge tam tak po prostu wejść. Co jeśli ona... Potrząsnął głową i odszedł kilka kroków od drzwi do komnaty, rozejrzał się czy nikogo nie ma w pobliżu i za pomocą magii zamroził drzwi. Gdy rozbił drzwi z pokoju zaczął wydobywać się z niego dym.
-Lyra!-krzyknął Liam widząc zemdlałą elfkę leżącą przy czymś co kiedyś było drzwiami. Mag lodu złapał blondynkę w ramiona i wybiegł z komnaty.-STRAŻE! POŻAR!-wołał ściskając Lyrę w ramionach. Już po chwili minęli go straże z wiadrami i ugasili płomienie.
-Zadanie wykonane królu.
-Dziękuje. Proszę wezwijcie służbę aby posprzątała tę komnatę- westchnął brunet i poszukał innej komnaty dla swojej ukochanej.
<jakiś czas później...>
Liam siedział na brzegu granatowego łóżka z baldachimem, w którym leżała nieprzytomna Lyra. Strzegł jej i Lex'a (przy okazji) przez cały czas. Elfka wyglądała źle. Była blada i miała cienie pod oczyma, jej włosy były potargane, a sukienka pomięta.
W pewnej chwili dziewczyna poruszyła się.
-Lyra, dzięki bogu. Nic ci nie jest?-Elfka podniosła się na łokciach rozglądając się po pokoju. Komnata była prawie cała błękitna, znajdowały się w niej ręcznie rzeźbione, luksusowe meble. Okna przyozdabiały granatowe zasłony ze srebrnym, lodowym haftem.
Dopiero po chwili przypomniała sobie co się stało.
-K-Królu ja..przepraszam- szepnęła przytrzymując kapelusz, który ledwo trzymała jej się na głowie.
-Nie masz za co. W twojej komnacie wybuchł pożar, takie rzeczy się zdarzają- uspokoił ją Liam.-Twoja komnata jest zniszczona więc zaniosłem cię do moje...
-To komnata króla?!-zerwała się elfka.- Przepraszam, już wychodzę- blondynka wyskoczyła z łóżka i już szła w stronę drzwi, gdy nagle poczuła jak nogi się pod nią uginają. Zamknęła oczy pewna upadku, który nie nastąpił. Poczuła jak przytrzynują ją silne ramiona.
-Nie powinnaś jeszcze wstawać- powiedział zmartwiony król.
-Nie powinnam się narzucać królowi. Poszukam innej komnaty...
-Ale...Ja nie chcę abyś odeszła-wyszeptał chłopak odwracając wzrok. Czując na sobie jej spojrzenie złapał ją i położył w łóżku.-Tak czy inaczej, masz pozostać w łóżku puki nie wyzdrowiejesz.
-Ale..
-To rozkaz-powiedział król i wyszedł zamykając za sobą drzwi.~"ja nie chcę abyś odeszła?" PO CO JA JEJ TO POWIEDZIAŁEM?! Znienawidzi mnie!~karcił się w myślach mag lodu kucając przy drzwiach i trzymając się za głowę.

<Lyra (bez załamki)>

07 kwietnia 2015

Od Lyry Do Liama

Zaraz jak Lex wszedł do pokoju Lyra zatrzasnęła drzwi.Oparła się o nie. Nogi same uginały się pod nią. Miała wrażenie, że całe siły ją opuściły, więc tylko zrobiła parę kroków i padła na łóżko. Kot wszedł na szafę i nie tracąc czujności zasnął. Elfka zsunęła pantofle z nóg i przykryła się kocem. Serce wciąż waliło jej w piersi. Przed oczami miała scenę sprzed chwili. Chcąc pozbyć się natrętnych myśli przykryła głowę kocem. Leżała w tej pozycji przez chwilę. Gdy się uspokoiła ułożyła się w trochę bardziej dogodnej pozycji i zasnęła.
Po przebudzeniu Lyra czuła się okropnie. Miała ochotę zaszyć się w pokoju i spędzić tu cały dzień, albo i życie. Miała wrażenie, że ma gorączkę. Nie znosiła być chora. Zawsze wtedy ciężko jej było kontrolować moc i czasem zdarzało jej się rzucić zaklęcie nieświadomie. Lex leżał jaj na nogach, co dawało elfce przyjemne ciepło.
Ktoś zapukał delikatnie w drzwi. To była Sylfi. Po chwili weszła do komnaty.
- Panienko Lyro - zaczęła nieśmiale - czas wstawać, zaraz będzie śniadanie.
- Nie chcę wstawać. Idź sobie - powiedziała markotnie Lyra nie ruszając się.
- Dobrze - odrzekła cicho służąca i wyszła z pokoju. Lex wstał i podszedł bliżej twarzy strażniczki. Zaraz potem odezwał się:
- Musisz coś zjeść - nie widząc reakcji trącił ją nosem i dodał -  siostrzyczko musisz szybko wyzdrowieć.
- W porządku, wstanę.
Dziewczyna powoli zwlekła się z łóżka. Wyglądała okropnie. Pognieciona sukienka, potargane włosy, cienie pod oczami. Wszystko to dawało opłakany efekt. Lyra skierowała się do garderoby. Założyła swoją sukienkę. Przy przebieraniu zrobiło jej się zimno, zatrzęsła się i kichnęła. Po chwili przeglądając się w lustrze spostrzegła, że ma lisie uszy. Nawet nie zauważyła, gdy rzuciła zaklęcie.
- Lex, chyba nie będę mogła iść na śniadanie. Nie pokażę się tak.
Kot wszedł do garderoby. Po chwili wrócił z kapeluszem.
- Załóż to. Nie będzie ich widać.
- Dobrze, tylko pójdę się uczesać.
Ktoś zapukał do drzwi. Dziewczyna nie odpowiedziała.
- Lyra? Lyra, jesteś tam? - Lyra momentalnie dopadła do drzwi i trzymała je by król nie wszedł. - Co się z tobą dzieje?
Dziewczyna znowu kichnęła. Momentalnie zasłony stanęły w płomieniach. Dziewczynie było strasznie gorąco. Dym nie miał gdzie ulatywać i drażnił gardło oraz powieki elfki. Lyra nie miała pojęcia co robić. Zauważyła, że nikt z poddanych nie korzysta z magii, więc gdyby król zobaczył co zrobiła to... Nie wolała nawet o tym nie myśleć. Nie mogła wpuścić ich do środka. Zapewne by ją wyrzucili, albo oddali Augustinowi. Jej rozmyślania przerwał kaszel. Zaczęła kaszleć coraz mocniej, aż zamroczyło ją i upadła nieprzytomna na ziemię.

<Liam, ratuj! :p >

04 kwietnia 2015

Od Sylvii

Snułam się po pałacu nie mając co robić. Wszystkie moje prace i obowiązki już wykonałam i nie miałam co robić.~Poszukam Augustina, może on da mi coś do roboty~ pomyślałam i tak zrobiłam. Znalazłam go w ogrodach i podeszłam do niego.
-O co chodzi?-zapytał obojętnie.
-Widzisz... zrobiłam już wszystko co mi kazałeś i także to co robię codziennie. Co jeszcze mogę zrobić?- zapytałam, a ten zamyślił się. Po chwili ciszy blond włosy powiedział.
-Możesz zejść na ziemię i pozbierać owoce. W naszym lesie ich nie ma.
-Dobrze- powiedziałam i poszłam po kosz na jabłka. Gdy już go wzięłam poszłam na krawędź latającej wyspy i skoczyłam. Po krótkiej chwili byłam na ziemi i stałam na polnej drużce. Postanowiłam przejść się do miasta. Szłam krótko gdy zaczął padać śnieg, a kiedy wychodziłam z lasu natknęłam się na dziewczynę, NIE! Na elfkę.
-Przepraszam- zaczepiłam.
-Tak?
-Czy dojdę tędy do miasta?
-Tego niedaleko zamku?-zapytała elfka.
-Tak.
-Oczywiście, musisz porostu iść tą ścieżką.
-Dziękuje bardzo- uśmiechnęłam się.- Jestem Sylvia, jak masz na imię?
-Jestem Lyra, miło cię poznać.
Wpatrywałam się w elfkę z osłupieniem.
-T-Ty jesteś L-Lyra?-wyjąkałam, a na jej twarzy pojawiło się zmartwienie.
-Co się stało?- zapytała zatroskanym głosem.
-Jesteś...Jesteś..Jesteś moim wrogiem, jesteś strażniczką księżyca- wydusiłam z siebie oszołomiona, a źrenice blondwłosej skurczyły się ze strachu.
-S-Skąd to wiesz? Kim ty jesteś?
-Ja.. Ja jestem znajomą pana Augustina- wytłumaczyłam uspokajając się. Znałam gniew Augustina do Lyry, ale nie byłam taka jak on. Nie umiałam skrzywdzić innej dziewczyny. Tym bardziej, że ona przypominała moją zmarłą matkę. -Nie chcę ci nic zrobić, zapomnijmy o tym spotkaniu. Nie powiem mu nic- po tych słowach pobiegłam jak najdalej od strażniczki.

<Ktokolwiek?>

01 stycznia 2015

Od Izabelli do Sylfi.

Gdy Izabell przechadzała się po Mrocznym Borze dostrzegła ruch na jego granicy. Pozostając w ukryciu zaczęła podchodzić w tamtą stronę. Gdy tam dotarła ujrzała blond włosom zbierającą jagody.
-Ktoś ty?- zapytała głosem zimnym jak lód. Dziewczyna lekko zesztywniała na te słowa i powoli się odwróciła.
-J... Jestem Sylfi, proszę pani- wyszeptała cichutko dziewczyna.
-Co robisz w tym borze?
-Zbieram jagody do zamku proszę pani- wytłumaczyła panna. Izabell spojrzała ja jej strój -A więc jest służącą króla- pomyślała i po chwili namysłu powiedziała.
-Zbierz tyle ile potrzebujesz i jak najszybciej wracaj. Tutaj jest niebezpiecznie.
-Dobrze proszę pa...
-Przestań z tym "proszę pani", czuje się przez to staro. Mów mi Izabell -strażniczka zauważyła zamyślenie na twarzy służącej. -Coś się stało?
-Nie nic...pójdę już- i dziewczyna zniknęła w oddali. Izabell odprowadziła ją wzrokiem zastanawiając się czy zrobiła coś nie tak. Od tak długiego czasu nie rozmawiała z nikim, że zapominała jak to jest.

<Sylfi odpowiedz>

31 grudnia 2014

Od Liama do Lyry.

Idąc przez korytarz zobaczyłem Lyrę idącą w moją stronę. Zastanawiając się skąd się wzięła w środku zamku podszedłem w jej stronę. Gdy zauważyła, że zmierzam w jej strone odwruciła wzrok.
-Witaj Lyra, co tu robisz?
-Bo ja, no więc... ja się zgubiłam. Chciałam iść do ogrodów ale zapomniałam jak tam dotrzeć i...  zabłądziłam - nie zdziwiła mnie ta odpowiedź.W moim zamku często się ktoś gubił.Uśmiechnąłem się lekko i powiedziałem.
-To nic jeśli chcesz iść do ogrodów mogę cie tam zaprowadzić.
-Jednak wolała bym wrócić już do pokoju.
-Dobrze, zaprowadzę cię - przez cały czas szliśmy w ciszy, postanowiłem ją przerwać.-Lyra - zacząłem.- Nie chcę wyjść na natręta, ale mogła byś mi powiedzieć skąd pochodzisz?- dziewczyna odwróciła wzrok. -W porządku, nie musisz odpowiadać-
 elfica kiwnęła głową, już po chwili doszliśmy do jej pokoju i zniknęła za drzwiami
.-"Ona mnie chyba nie lubi"- pomyślałem drapiąc się po szyi. stałem jeszcze chwilę pod jej drzwiami po czym poszedłem do swojej komnaty.

<Lyra>

08 listopada 2014

Od Augustina do Lyry.

Mój plan szedł, no cóż zgodnie z planem. W zamku wszyscy uwierzyli, że Lyra jest moją siostrą która uciekła z domu. Gdy Król dowiedział się, że Lyra musi pędem wracać, wyraził mi zgodę na ''odebranie'' mu jej i powrót do domu. Po jego niezadowolonej mnie domyśliłem się, że albo coś ich łączy, albo się zakochał. Doprawdy, zabawne zrządzenie losu. Kiedyś ktoś odebrał mi ukochaną, a teraz ja odbiorę ją komuś. Gdy Audiencja się skończyła, podążyłem wraz z Lyrą do głównej bramy pałacowej. Jej przestraszona mina była dla mnie bezcenna.
- Po co ci to?-spytała wkońcu.
- Przecież wiesz, nie zadawaj głupich pytań -odwróciłem swój wzrok ku niej i uśmiechnąłem się złowieszczo. -Jesteś moją młodszą siostrzyczką - po tych słowach ucichła i spojrzała w stronę zamku.-Nie martw się, już nigdy go nie zobaczysz - wtedy dostrzegłem w oknie jednej z wież Króla, bardzo mnie to ucieszyło.

<Lyra, już!>

12 października 2014

Od Lyry Do Liama

Zaciekawiona Lyra spojrzała za królem Liamem, gdy ten wychodził z sali. Miała ochotę wstać i pobiec za nimi. Na szczęście nie zrobiła tego. Musiała przecież wydostać się z tego zamku. Korzystając z okazji, że jest sama odłożyła sztućce i wstała. Skierowała się w stronę drzwi. Nim otworzyła drzwi usłyszała jak ktoś ją woła. Odwróciła się Za nią stała służąca.
- Pani, czy jest coś co mogę jeszcze dla ciebie zrobić? - Zapytała cicho.
- Nie. Trafię do pokoju. Możesz odejść.
Służąca skinęła głową i zaczęła sprzątać ze stołu. Strażniczka natomiast szybko złapała za klamkę i wyszła na korytarz z obawy, że Sylfi coś jeszcze będzie od niej chciała. Miała nadzieję, że nie trafi na Liama. Rozejrzała się. Nigdzie go nie było. Ruszyła biegiem. Zaraz jednak się zatrzymała. W tych butach nie dało się biegać! Ściągnęła szpilki i pobiegła do swojej komnaty. Wpadła do pokoju i zawołała swojego tygrysa. Z szafy zeskoczył kot. Przywitał ją miauknięciem i otarł się o jej nogi. Przykucnęła i pogłaskała go.
-Lex, zaraz możemy iść. Król jest teraz zajęty, więc mamy szansę uciec. Jeszcze tylko się przebiorę. Poczekaj chwilkę.
Lyra wzięła swoją sukienkę z łóżka i poszła ją założyć. Po chwili przyszła. Założyła swoje buty. O wiele lepiej się w nich poruszało. Były to zwykłe sandały na płaskiej podeszwie. Wzięła swoją laskę i skinęła na Lex'a. Dziewczyna nacisnęła na klamkę i powoli otworzyła drzwi. Ruszyła w stronę głównego wyjścia z zamku. Zatrzymała się dopiero przy oknie z widokiem na główną bramę. W pobliżu bramy stał Augustin. Spostrzegł ją i uśmiechnął się szyderczo. Lyra aż się wzdrygnęła na myśl, że może się na niego natknąć.
- Zmiana planów, Lex. Zdaje się, że Augustin tylko czeka, aż wyjdę.
Kot wydał z siebie pomruk niezadowolenia i wskoczył na parapet.
- Chodź, Lex, wracamy do pokoju. Nie ma sensu dawać się złapać Augustinowi. to wie do czego się posunie, by zdobyć kryształ - Lyra wzdrygnęła się na samą myśl.
Przyjaciel Lyry zeskoczył z parapetu i ruszył za nią z powrotem do pokoju. Był niezadowolony. Nie podobał mu się ten cały Liam.
Nim dotarli do komnaty ktoś zagadał Lyrę.

<Kto dokończy?>

Od Lyry Do Liama

- Królu - Lyra doskoczyła do Liama, gdy tylko posłaniec zamknął drzwi. - Pozwól, że na chwilę was zostawię. Muszę się odświeżyć.
Nie czekając na reakcję króla znikła za drzwiami prowadzącymi do prywatnej części pałacu. Ostatnim razem gdy tu była zwiedziła cały zamek. Dobrze pamiętała, gdzie znajdowały się drzwi do ogrodu. Z ogrodu łatwo będzie uciec. Szła korytarzem. Jeszcze jeden zakręt i zobaczy drzwi. Widać je. Za parę kroków otworzy je i wyjdzie na wolność. Znowu uda jej się uciec przed Augustinem. Wyciągnęła rękę by chwycić klamkę i w tej chwili zauważyła, że wisi w powietrzu. Odwróciła głowę. Za nią stali dwaj strażnicy. Ten masywniejszy trzymał ją w mocnym uścisku. Lyra spróbowała się wyrwać. Nie poskutkowało.
- Kogo my tu mamy? Szuka panienka czegoś? Pieniędzy, cennych przedmiotów? Przykro, nie udało ci się. Zabierzemy cię do Króla. On powie co z tobą zrobić - strażnik kontynuował swój monolog o włamaniach i kradzieży w zamku, ale Lyra nie słuchała. Strasznie pobladła. Bała się co zrobi jej Augustin. Nie zabije jej od razu. Najpierw zabierze Księżycowy kryształ. Potem zapewne się jej pozbędzie. Po chwili byli przy drzwiach prowadzących do sali audiencyjnej. Drugi strażnik otworzył drzwi i przepuścił nas. Wszyscy zebrani w sali spojrzeli na nich ze zdziwieniem.
- Wielki Władco, ta kobieta włóczyła się po zamku.Możliwe, że jest złodziejem i zamierzała coś ukraść - powiedział strażnik.
- Wątpię. Lyro, czy zamierzałaś coś ukraść? - słysząc, że król mówi do dziewczyny jak do znajomej, puścił ją.
- Nie królu, ja nie...
- Lyra nigdy nie kradnie. Prawda siostruś? Chodź. Wszystkim narobiłaś kłopotu uciekając z domu - Augustin wyciągnął rękę w stronę strażniczki.
- Tyle, że ja nigdzie nie idę.
- Idziesz - wycedził przez zęby. Podszedł do Lyry i złapał ją za nadgarstek. - Nie możesz zaniedbywać swoich obowiązków.
Augustin pociągnął dziewczynę w stronę wyjścia. Lyra przystanęła na chwilę i spojrzała na Liama. Ich spojrzenia skrzyżowały się. Jednak nie zdołała odgadnąć uczuć władcy, ponieważ Augustin szarpnął ją, w wyniku czego upadła na posadzkę.

<Ktoś?>

01 października 2014

Od Liama do Lyry

Czekałem na mojego gościa z niecierpliwością. Nie mogłem się doczekać kiedy Lyra przyjdzie na kolacje. Było mi trochę niezręcznie ponieważ kolacja z dziewczyną może zdradzić moje zamiary, ale miałem nadzieje, że będzie dobrze. W pewnej chwili ktoś zapukał w drzwi. Do sali weszła moja pokojówka i zapowiedziała wejście Lyry. Wstałem i powitałem dziewczynę.
-Witaj Lyro. Jak się czujesz?
-W miarę dobrze - cicho rzekła panna. Podszedłem do niej i pomogłem jej usiąść. Przez cały czas siedziała spięta i rozglądała się dokoła. Już chciałem ja zapytać skąd wzięła się w lesie, ale przerwało mi pukanie do drzwi. Gdy się otworzyły stanął w nich posłaniec.
-Królu generał karze przekazać, że coś pilnego się wydarzyło.
-Jakieś szczegóły?
-Nie, nie wtajemniczał mnie - zamyśliłem się. O co może chodzić? Po chwili rozmyślania wstałem i odrzekłem.
-Wybacz Lyro, ale obowiązki mnie wzywają - odwróciłem się do posłańca. - Prowadź - wyszliśmy z sali bankietowej i ruszyliśmy ku wyjściu z pałacu. Jednak w ostatniej chwili chłopiec skręcił w strone schodów na wierze. Co generał zobaczył na wierzy, aby aż tak się niepokoić? Pytania nie dawały mi spokoju. W końcu odpuściłem i skupiłem się na wędrówce po schodach.

<Lyro odpowiedź>

22 września 2014

Od Augustina do Lyry.

Był wieczór. Siedziałem na drzewie i śledziłem poczynania Lyry. W nocy moja moc słabła więc unikałem jej wzroku (dla bezpieczeństwa). Może i nie położyła się spać, ale rozbiła obóz. Czasami zastanawiałem się dlaczego muszę się jej pozbyć, przecież w niczym mi nie przeszkadzała. Mimo to nienawidziłem jej. Miałem nadzieje, że położy się spać a w tedy ukradnę jej kryształ dzięki któremu naradza się nowa strażniczka księżyca. Jedynym problemem był jej tygrys. Strzegł jej dwadzieścia cztery na dobę. W pewnej chwili dostrzegłem jakiś ruch w pobliżu i  z krzaków wyskoczyła łania. Zwierzak Lyry chciał atakować ale powstrzymała go. Łania wyglądała jak sparaliżowana ze strachu. Bez ruchu wpatrywała się w Lyre. Było w niej coś znajomego, tylko co?
-Nie bój się, choć- powiedziała Lyra. Gdy wyciągnęła rękę na której miała okruszki chleba łania zawachała się, ale po chwili podeszła do dziewczyny. Gdy łania stanęła w świetle ogniska rozpoznałem ją. To była Ceria, pracowała jako szpieg. Pytanie, dla kogo? Nigdy nie widziłem Ceri w towarzystwie Lyry, więc chyba się nie znają.


<Lyra dokończysz?>

20 września 2014

Od Kasandry Do Sylfi

Od Kasandry do Sylfi.

Służąca otworzyła mi bramę.
-Witaj w zamku - powiedziała służąca. - Król chce się z tobą widzieć.
- Dobrze, zaprowadź mnie więc do niego - dziewczyna wykonała obrót na pięcie i ruszyła w stronę komnat. Prowadziła mnie krętymi korytarzami, aż w końcu stanęła przed dużymi, ozdobnymi drzwiami. Zapukała delikatnie i weszła, mówiąc.
- Przybyła pani Kasandra - w pokoju stał mężczyzna. Był wysoki, szczupły i całkiem nieźle umięśniony.
- Witaj Kasandro, miło cię widzieć-powiedział król Liam. Jak zawsze przez jego ,,królewskie'' maniery prawie się nie roześmiałam.
-Witaj królu Liamie, prawowity władco naszej krainy- powiedziałam. Zawsze kiedy tak mówiłam na jego twarzy pojawiał się grymas poirytowania. Myślę, że nie lubił gdy tak do niego się zwracałam.
-Czy mogłabyś mówić mi... a nie ważne. Jak minęła ci podróż?- przewróciłam oczami.
-Była bardzo męcząca, jak zawsze. Zapomniałeś, że do Mrocznego Boru nie ma drogi?-Liam wydał mi się zakłopotany. Zawsze tak się zachowywał w... w dzień... w dzień śmierci swoich rodziców. To byli moi najlepsi przyjaciele, pomyślałam, a teraz już ich nie ma, został mi tylko Liam. To mój jedyny przyjaciel. 
-A więc... jak ci się żyje?-spojrzałam na Liama i uśmiechnęłam się, opowiedziałam mu o tym gdzie teraz mieszkam i jak ciężko żyć w samotności. W końcu dotarliśmy do sali jadalnej i zaśedliśmy do stołu czekając na posiłek.

08 września 2014

Od Lyry Do Liama

Chłopak wyszedł, a Lyra została z pokojówką. Nie miała pojęcia co ma zrobić. Splotła ręce za plecami i udała, że podziwia wystrój pokoju. Po chwili odezwała się służąca Liama.
- Czy zamierza, pani, iść na kolację? - Wydawała się przytłoczona sytuacją. Nawet bardziej niż Lyra.
- Myślę, że pójdę - odparła Lyra. Uśpi czujność Króla i ucieknie z zamku. Plan idealny. Uśmiechnęła się delikatnie i dodała - My się jeszcze nie znamy. Mam na imię Lyra. A ty?
- Sylfi.
- Gdzie jest kolacja? - Dziewczyna skierowała się do drzwi.
- Czekaj! Nie możesz iść tak ubrana! Będziesz jadła kolację z samym królem. Choć - złapała Lyrę za przedramię i pociągnęła w stronę innych drzwi. - Najpierw cię wyszyuję.
Niedługo potem strażniczka była gotowa  do wyjścia. Miała na sobie ładną i zwiewną sukienkę. Sylfi odradziła jej by nie przesadzała z dodatkami i uparła się by zostawić tylko naszyjnik. Gdy była gotowa powiedziała służącej, by powiedziała Królowi, że zaraz będzie. Podeszła do Lex'a.
- Lex, kiedy nikogo nie będzie w pokoju zmienisz się w kota i schowasz się gdzieś - tygrys wydał mruk sprzeciwu. - Mnie też się to nie podoba... Posłuchaj. Dziś w nocy, po kolacji przyjdę tu i uciekniemy stąd. Jako kot nie będziesz zwracał uwagi. W każdym razie nie tak bardzo.
Wyjrzałam przez okno. Dzień chyli się ku końcowi. Niedługo zajdzie słońce. Augustin zazwyczaj nie wychodzi po zmroku. W końcu czerpie energię ze słońca. W przeciwieństwie do mnie. Mam nad nim przewagę w nocy. O ile nie ma nowiu.
Stanęła przy drzwiach. Uśmiechnęła się jeszcze do przyjaciela i wyszła. Sylfi dała jej wskazówki jak dojść do sali, w której odbędzie się kolacja. Zeszła po schodach na dół. Przed drzwiami przystanęła. Wzięła głęboki oddech, wygładziła sukienkę i nacisnęła na klamkę. Może nie ma złych intencji, pomyślała.

<Liam?>

05 września 2014

Od Liama do Sylfi

Gdy zobaczyłem zbliżającego się młodzieńca rozpromieniłem się w duchu. Chciałem by grajek grał koncerty w zamku, koncerty dla Lyry.
- Jestem Jack Smith - powiedział chłopak i dziarskim krokiem ruszył w moją stronę. Gdy zbliżył się do Kasandry ukłonił się i pocałował ją w rękę. Oby nie pocałował także Lyry. Pomyślałem, lecz on stanął przed dziewczyną, ukłonił się i... pocałował ją w dłoń. Czułem, że pożera mnie zazdrość. Starałem się zachować obojętny wyraz twarzy. Jack stanął przede mną i ukłonił się nisko.
- Jacku Smith’sie chciałbym abyś pracował w moim zamku jako królewski grajek - młody grajek był zaskoczony moją propozycją ale jego wyraz twarzy natychmiast zamienił się w radosną.
- Panie - rzekł po chwili - z chęcią będę grał w... - wypowiedź przerwało mu pukanie do drzwi. Po chwili stanął w nich strażnik. Kłaniając się rzekł:
- Królu, pewien mężczyzna prosi o audiencje.
- W jakiej sprawie? - spytałem.
- Mówi, że szuka siostry - zauważyłem, ze w oczach Lyry pojawił się wyraz podobny do niepokoju.
- Jak ma na imię?
- Augustin panie - gdy te słowa zabrzmiały Lyra się zachwiała.
- Nic ci nie jest Lyro? - dziewczyna pokiwała przecząco głową. Odwróciłem się do strażnika i powiedziałem.
- Wpuść go - Lyra ponownie się zachwiała.


<Sylfi dokończysz?>

03 września 2014

Od Sylfi Do Liama

Przy śniadaniu król Liam powiedział mi, że tego dnia do zamku przybędzie elfka. Kasandra. Mam ją wpuścić do środka, a następnie powiadomić go o przybyciu dziewczyny. Zaraz potem wstał od stołu i wyszedł. Z jakiegoś powodu był przygnębiony. Pracowałam już od trzech miesięcy jako osobista służąca, ale nigdy nie widziałam by był tak ponury. Może brakowało mu Lyry. Pozbierałam ze stołu półmiski i kielichy, a następnie zaniosłam je do kuchni. Jak zawsze kręciła się tam kucharka, tym razem nie była przy garnkach. Wyglądała jak król, także była przygnębiona. Tylko w jednym garnku się gotowało, zupa. Taką zupę jedzą zazwyczaj pracownicy. Nic innego się nie gotowało,a stara kucharka prała właśnie ścierki kuchenne. Powinna teraz pichcić obiad dla króla. Zostawiłam naczynia i uprzedziłam kobietę, że mnie nie będzie. Następnie pospieszyłam do głównego wyjścia. Przed drzwiami wyjściowymi się zatrzymałam. Przez jakiś czas czekałam na Kasandrę. Myślałam nad zachowaniem króla i kucharki. Oboje mieli ponure miny. To chyba jednak nie przez Lyrę, choć po części może to być jej sprawa. Pamiętam jak król pożerał ją wzrokiem. Z zamyśleń wyrwał mnie dźwięk pukania w drzwi. Otworzyłam je. Na progu stała dziewczyna, Kasandra. Wpuściłam ją do środka.

<Kas?>

Od Liama Do Lyry

 Gdy pojawiła się pokojówka Lyry, Liam szepnął jej na ucho, by dobrze zajęła się gościem, po czym zwrócił się do elficy:
-Lyro. Życzę ci miłego pobytu w moim zamku. Zapraszam cię również na kolacje.
-Dziękuję - odpowiedziała pospiesznie. Młody król skinął głową i wyszedł z komnaty.
~Ta dziewczyna jest... przepiękna. I wydaje się być mila, ale chyba przytłoczyła ja cala ta sytuacja z tym sprowadzeniem jej do zamku ~ pomyślał młodzieniec. Panna Lyra wyraźnie go oczarowała, tylko nie był pewny, czy to miłość, czy tylko zadurzenie. Postanowił nie wyznawać jej swoich uczuć. ~ Nie będę na nią naciskał. Jeśli będzie chciała odjechać to puszczę ja wolno ~ pomyślał. ~ Ale czy dam radę się z tym pogodzić. ~ Gdy Liam znalazł się w swojej komnacie rozmyślał nad tym, jak oczarować młodą pannę, ale nic nie przychodziło mu do głowy. W końcu poddał się i poszedł na kolacje.


<Lyra dokończysz?>

01 września 2014

Od Liama Do Sylfi

Nastał świt, gdy młody król Liam się obudził. Dzień zapowiadał się normalnie. Jak co dnia Liam wstał i wyjrzał przez okno spoglądając na swoje królestwo. Lecz ten dzień nie był taki zwyczajny, to była trzecia rocznica śmierci rodziców Liama. Dzień śmierci króla i królowej. Król wiedział, że jego lud bardzo przeżywa ten czas, podobnie jak on sam. Postanowił zaprosić do zamku starą znajomą i najbliższą przyjaciółkę rodziny. Kasandre. Mieszkala ona jednak w Mrocznym Borze, zaczął rozważać jak ją sprowadzić do zamku. Przypomniał sobie, że zanim Kas wyjechała powiedziała, że gdyby chciał ją wezwać. Niech to zrobi za pomocą sygnałów na niebie. Liam pobiegł na wierze, a gdy dotarł na jej szczyt, zebrał większość swojej mocy i wysłał ją nad las. Tworząc w ten sposób napis z lodu i śniegu w języku elfów. Który oznaczał ,,Ja król Liam, zapraszam elfke Kasandrę do mojego zamku.’’ Mając nadzieje, że odpowiednia osoba zobaczyła tę informację, ruszył spożyć poranny posiłek.

Gdy Kasandra zobaczyła znak na niebie bardzo się zaskoczyła.
- Czego on możne ode mnie chcieć? - Zamyśliła się.
- To przecież dzisiaj - powiedziała do siebie. - Trzecia rocznica śmierci rodziców Liama - po tych słowach zmieniła się w wilka i pobiegła w stronę zamku.

<Sylfi, dokończysz?>

31 sierpnia 2014

Od Sylfi Do Kasandry

Usłyszałam opinię elfki. Królowi mogłoby się nie spodobać jej zdanie. Zbliżyłam się do Kas i powiedziałam jej do ucha:
- Lepiej nie wypowiadać swoich myśli na głos - dziewczyna miała zdziwioną minę, dodałam. - Masz szczęście, że król tego nie słyszał - elfka chciała coś powiedzieć, ale w tej chwili odezwał się Liam:
- Sylfi - odwróciłam się do niego, wyprostowałam, a wzrok wbiłam w ziemię. - Po skończeniu koncertu idź do tego chłopaka i sprowadź go do zamku. Widzisz tę blondynkę w pierwszym rzędzie? - Król Liam wskazał palcem miejsce, pokiwałam głową. - Ją też chcę widzieć w zamku.
- Oczywiście - odpowiedziałam.
Pospiesznie skinęłam głową i odsunęłam się. Elfka chciała kontynuować naszą rozmowę. Speszyło mnie to trochę, dlatego pospieszyłam ku scenie. Występ chłopaka dobiegł końca. Jak tylko skończyły się brawa i słuchacze zaczęli się rozchodzić, podeszłam do dziewczyny w cienkiej sukience.
- Witaj. Jestem Sylfi - ukłoniłam się. - Pracuję w zamku. Król chce bym zabrała Cię do jego zamku.
- Lyra. D-dlaczego mam zjawić się z zamku? - Dziewczyna zrobiła duże oczy.
- Nie wiem. Miałam tylko doprowadzić cię na miejsce.
- No dobrze. Ruszajmy - Lyra skierowała się ku zamku.
- Poczekaj. Jeszcze... muszę jeszcze iść po tego skrzypka - powiedziałam i szybko ruszyłam za scenę. Chłopak pakował instrument. Obok stał skrzat.
- Jestem Sylfi. Musisz ze mną iść - powiedziałam szybko.
- Cześć. Mam na imię Jack. Dokąd zamierzasz mnie zabrać?
- Król Liam oczekuje cię w swojej rezydencji.
- W takim razie pójdę z tobą. Choć Tent. Zabieraj rzeczy i idziemy. Chyba jednak zwiedzisz lodowy zamek - powiedział do przyjaciela.
- Zobacz dostałem płaszcz. Niestety jest tylko jeden, ale...
- Możesz go zatrzymać.
Jack wziął skrzypce, przesypał monety z pudełka do sakiewki i ruszył za mną.Po przejściu na widownię rozejrzałam się za Lyrą, lecz nigdzie jej nie widziałam. Mój pracodawca nie będzie zadowolony. Po drodze instruowałam Jack'a jak ma się zachowywać. Przed bramą czekała na nas Lyra. Weszliśmy do zamku. Ruszyliśmy drogą prowadzącą do zamku. Zapewne onieśmieleni. Zresztą nie codziennie można wejść do pałacu. Zaprowadziłam ich do sali audiencyjnej. Na końcu sali, na tronie siedział król Liam. Obok niego stała Kasandra. Minęliśmy strażników. Zapowiedziałam panienkę Lyrę i panicza Jack'a. Najpierw do króla podeszła Lyra. Lekko ukłoniła się i przywitała. Stanęła w pobliżu króla. Dałam znak Jack'owi, że teraz jego kolej przywitać króla.
- Jestem zaszczycony mogąc poznać Waszą królewską mość. Jestem Jack Smith. Zwykły grajek z dalekich stron - ukłonił się nisko.
Następnie podszedł do obu dziewczyn. Pocałował najpierw Kasandrę w dłoń, potem Lyrę. Tego nie było w planach. Nie mówiłam nic o całowaniu w rękę panienek. Na twarzy władcy malowała się dezaprobata i zazdrość.

<Liam bądź Kas?>

28 sierpnia 2014

Od Kasandry Do Jack'a

Kasandra próbowała się przebić przez tłum, który zgromadził się na koncert pewnego młodzieńca. Gdy była w połowie drogi, drogę zastąpił jej skrzat.
–Mila pani, czy dałabyś skromny datek dla potrzebującego młodzieńca?-Kas była zaskoczona tą prośbą, ale sięgnęła do plecaka i wyjęła z niego kilka monet i gruby, futrzarzy płaszcz
–Proszę przyjmij to ode mnie- mina skrzata wyrażała szczęście, po chwili jednak pomachał przecząco głową i spróbował oddać podarunek.
–Przepraszam ale to zbyt wiele, nie chce niczego, co zostaje ofiarowane z przymusu.
–Ależ to żaden problem-naciskała elfka- poza tym ja jestem odporna na ciepło, a ten chłopak cały drży. Przyjmij to i żadnej dyskusji- po tych słowach pobiegła w stronę króla. Gdy ich spojrzenia się spotkały uśmiechnął się do niej, czego można było się spodziewać była jego jedyną bliską osobą od czasu śmierci jego rodziny. Podbiegła do niego i ukłoniła się pospiesznie.
–Witaj wasza królewska mość, królu Liamie- powiedziała tłumiąc śmiech. Jej zdaniem korona i królewski płaszcz zdecydowanie do niego nie pasowały.
–Mów mi po prostu Liam, w ostateczności królu, dobrze. Strasznie krepuje mnie, gdy tak się do mnie zwracasz. Przecież jesteśmy przyjaciółmi.
–Dobrze, królu –Liam przewrócił oczami i oparł głowę o dłoń.
–Co słychać Kasandro, jak Ci się wiedzie na takim odludziu? Nie jesteś samotna?
-Czasami brakuje mi twojego poczucia humoru- król westchnął, a elfka zachichotała.
–Ale jest ze mną moja sokolica. A co u ciebie?
-Nic nadzwyczajnego. Tylko praca i królewskie obowiązki –Kas pogroziła mu palcem.
–Król w twoim wieku powinien szukać żony, a nie polować na dziki, chyba, że... Liamie, czy ty znalazłeś narzeczoną i mnie o tym nie poinformowałeś?- Młody król zaskoczony tym pytaniem odwrócił wzrok i kiwnął głową zaprzeczając. Przyglądając mu się, spostrzegła, że się rumieni. Zaczęła szukać miejsca, w które spoglądał. Na pierwszy rzut oka patrzył na młodego grajka, lecz Kas dostrzegła, że spogląda na pierwszy rząd, w którym stała lśniąca panna. 
–Mam nadzieje, ze nie zakochał się w Lyrze.


<Sylfi twoja kolej>

Od Jacka

Jack spojrzał na swojego towarzysza i odpowiedział:
- Nie wiem, czy zostaniemy tu na dłużej. Zazwyczaj wyganiają nas po paru dniach - zobaczył, że jego przyjaciel ma skrzywioną minę. - Robi się chłodno. Wolę cieplejsze klimaty.
Chłopak poprawił kołnierz. Tent w tym czasie zaczął marudzić, że ma dość i chce się osiedlić.
Dzień zaczął chylić się ku końcowi, więc obaj przyspieszyli kroku. Smith dziwił się jak Tent może tak szybko chodzić, przecież ma dwa śpiwory. A do tego takie małe nóżki. Młody Smith niósł soje skrzypce i prowiant na kolację. Po jakimś czasie dotarli do miasta. Zrobiło się strasznie zimno. Jack popatrzył na zamek. Słońce zaszło. Znaleźli gospodę i wynajęli pokój na dwie noce. Ładna dziewczyna zaprowadziła ich do pokoiku na piętrze. Zmęczeni podróżnicy zamienili ze sobą perę zdań między kęsami kolacji i poszli spać.
Następnego dnia zwiedzili miasto. Znaleźli dobre miejsce na wysęp Jacka. Stara scena. Co prawda była na świeżym powietrzu, ale nie musieli za nią płacić. Rozpowiedzieli o koncercie wielu osobom. Chłopak chciał powiedzieć nawet władcy, ale straż go nie wpuściła.
Wieczorem Jack stanął za sceną. W ręce trzymał skrzypce. Był gotowy do występu. Jak tylko zaszło słońce wszedł na scenę i zaczął grać. Rozejrzał się po tłumie. Na samym końcu siedział król. Miał siedzenie na podwyższeniu, co dawało lepszy widok na scenę. Po obu jego stronach stali strażnicy, a obok stała dziewczyna z tacą, zapewne służąca. Byli poubierani w grube płaszcze. Było wiele kobiet i nawet paru mężczyzn. Niektóre panie miały szpiczaste uszy i były trochę skromniej ubrane. Były też damy w szykownych i drogich futrach,z pod których wystawały wytworne suknie. Zauważył, że król co chwilę zerka w stronę dziewczyny w pierwszym rzędzie. Jej sukienka skrzyła się w blasku księżyca. Lekko trzęsła się. Najpewniej z zimna. Zachwycona muzyką nie zwracała uwagi na otoczenie. Jack zastanawiał się czy między nimi jest jakaś więź. Powiało chłodem, więc Smith przyspieszył grę na skrzypcach dając sygnał, by przyjaciel ruszył. Tent zaczął podchodzić do słuchaczy i prosić o datki na młodego artystę. Skrzypek przypatrywał się. Zauważył, że dziewczyna ze skrzącą się suknią wyciągnęła malutki woreczek i wyjęła z niego jedną monetę. Widocznie jak on miała mało pieniędzy. Jedna moneta nie starczy na wyżywienie, mimo to polubił tę dziewczynę.

<Ktoś ze zgromadzonych? Jakiś obywatel?>