Ucieszyłem się, gdy ten małolat sobie poszedł. Osobiście uważam, że takie dzieci są strasznie denerwujące. W karczmie nie było nowych plotek i właściwie niepotrzebnie przyszedłem, bo nawet na żadną bijatykę pijaków się nie natknąłem i nie miałem na co popatrzeć. Postanowiłem wrócić do domu. Tam sobie odpocznę. Ruszyłem w stronę powrotną. Słońce chyliło się ku ziemi, przez co niebo zabarwiło się na pomarańczowo. Gdyby były jakieś ciekawe zajęcia w karczmie, to zapewne nie musiałbym oglądać tego zachodu i po prostu szedłbym po zmroku. Ale nie! Dziś nie było potrzeby iść taki kawał do miasteczka. No i jeszcze ten małolat. Jak mu było? Soran? Nieważne, pewnie i tak go nie spotkam i nie będę musieć oglądać jego twarzy. Rozpuszczony bachor.
Gdy dochodziłem do domu zastała mnie cisza. Nigdzie nie widziałem mojego truposza. Przecież powinien krążyć wokół domu i odstraszać ciekawskich. Gdzie go wcięło? Eh, martwi są tacy bezużyteczni. Podszedłem do drzwi. Zdziwiło mnie, że były uchylone. Ja je przecież zamykałem, a moje marionetki także zamykają za sobą. Ktoś tu musi być. Powoli otworzyłem drzwi, a te zaskrzypiały. Pierwszy raz żałowałem, że drzwi w moim domu skrzypią. Gdy wszedłem do mojego salonu, zauważyłem śpiącą osobę. Na moje nieszczęście to był ten dzieciak, który zabrał mi kanapkę. Poczułem przypływ złości. Miałem ochotę przerobić go na mojego sługusa. Przez myśl przeszło mi jeszcze pytanie, czy to ma być zombie, czy ghul. Potrząsłem głową. Nie, nie mogę tego zrobić, będę miał kłopoty. Gdyby to był jakiś nic nieznaczący żebrak, ale on wygląda jak z bogatej rodziny. Nie wiadomo co mi zrobią, jeśli go zabiję. Zamiast tego, donośnym głosem powiedziałem:
- Co ty robisz w moim domu? - chłopak obudził się i popatrzał na mnie.
- Ja tylko śpię - odpowiedział zaspanym głosem i przewrócił się na drugi bok.
- Wynocha z mojego domu, Soran! - Krzyknąłem i chwyciłem chłopaczka za bluzkę. Przerzuciłem go sobie przez ramię i ruszyłem z nim w stronę drzwi wyjściowych.
- Hej, jestem Sroin, a nie Soran. Postaw mnie na ziemie! - Chłopak próbował się wyrwać z mojego uścisku. Jednak to był daremny wysiłek. Otworzyłem drzwi i wyrzuciłem z domu natrętnego dzieciaka. Następnie zamknąłem drzwi i przekręciłem zamek, by mieć pewność, że nie wejdzie mi do mojego domu. Wróciłem do salonu. Spojrzałem na kanapę, na której spał Sorin. Uznałem, że później ją wyrzucę. Nie chce mieć nic co by mi przypominało o tym chłopczyku.
<Wynocha z mojego terenu, Sorin!>
28 sierpnia 2015
27 sierpnia 2015
Od Sorina do Chrisa
-C-C-Co? Przecież... Ja byłem... szedłem ścieżką i... byłem-dość skołowany. Nie dość, że zmarnowałem kilka dni, to jeszcze pomyliłem drogi i muszę zawrócić.
-Tłumacz się-warknął zniecierpliwiony mężczyzna. Totalnie go zignorowałem starając się ogarnąć. "Ale jak do tego doszło? Wiem to na pewno było na tym skrzyżowaniu. Musiałem źle odczytac znaki... Jaki za mnie idiota!" złapałem się za głowę i pewnie dalej bym sie nad sobą użalał gdyby nie ten kopniak w plecy.
-Ał, ał, ał.... Wybacz zapomniałem o tobie-przeprosiłem mężczyznę.- Wiesz jestem kiepski z orientacją w terenie. Dla mnie to nic nowego-wytłumaczyłem, ale mężczyzna nie wyglądał na przekonanego. Wstałem i otrzepałem się z ziemi. -W każdym bądź razie, pomogłeś mi więc muszę się odwdzięczyć.
-Nie chcę nic od ciebie-powiedział blondyn.
-Spoko, to narka- rzuciłem na pożegnanie i ruszyłem w drogę powrotną. "Na pewno jestem już spóźniony na spotkanie, więc mogę je sobie odpuścić. Wrócę do domu. Hmm... Z tego co pamiętam to przez Mroczny Bór będzie krócej..." pomyślałem i skierowałem się w tamtą stronę. Na moje nieszczęście nie było tam żadnych ścieżek więc jak zwykle się zgubiłem.
-Pff... co to dla mnie? Jak będę szedł przed siebie to w końcu gdzieś dojdę...- tak sobie mówiłem i tak też się stało. Po jakimś czasie doszedłem do jakiegoś domu. Sprawiał wrażenie opuszczonego, lub nawiedzonego, ale że byłem zmęczony postanowiłem tam zostać.
Ledwo zbliżyłem się do drzwi, a z domu wybiegł jakiś nieboszczyk. Odskoczyłem od drzwi jak poparzony, a truposz zaczął mnie atakować. Musiałem się z nim nieźle namęczyć. Najpierw rzuciłem w niego kilkoma gałęziami i kamieniami, a gdy to nic nie dawało to po prostu go spaliłem. Po dokładnym przeszukaniu domu stwierdziłem, że to był jedyny jego mieszkanie. Znalazłem wodę więc napiłem się by odzyskać siły (gdybym tego nie zrobił, prawdopodobnie zamienił bym się w syrena co na szczęście nie nastąpiło) i położyłem się na kanapie w salonie od razu zasypiając. Nawet nie zdawałem sobie sprawy na jakie niebezpieczeństwo naraziłem własne życie...
<Eh...daruj mi Chris>
-Tłumacz się-warknął zniecierpliwiony mężczyzna. Totalnie go zignorowałem starając się ogarnąć. "Ale jak do tego doszło? Wiem to na pewno było na tym skrzyżowaniu. Musiałem źle odczytac znaki... Jaki za mnie idiota!" złapałem się za głowę i pewnie dalej bym sie nad sobą użalał gdyby nie ten kopniak w plecy.
-Ał, ał, ał.... Wybacz zapomniałem o tobie-przeprosiłem mężczyznę.- Wiesz jestem kiepski z orientacją w terenie. Dla mnie to nic nowego-wytłumaczyłem, ale mężczyzna nie wyglądał na przekonanego. Wstałem i otrzepałem się z ziemi. -W każdym bądź razie, pomogłeś mi więc muszę się odwdzięczyć.
-Nie chcę nic od ciebie-powiedział blondyn.
-Spoko, to narka- rzuciłem na pożegnanie i ruszyłem w drogę powrotną. "Na pewno jestem już spóźniony na spotkanie, więc mogę je sobie odpuścić. Wrócę do domu. Hmm... Z tego co pamiętam to przez Mroczny Bór będzie krócej..." pomyślałem i skierowałem się w tamtą stronę. Na moje nieszczęście nie było tam żadnych ścieżek więc jak zwykle się zgubiłem.
-Pff... co to dla mnie? Jak będę szedł przed siebie to w końcu gdzieś dojdę...- tak sobie mówiłem i tak też się stało. Po jakimś czasie doszedłem do jakiegoś domu. Sprawiał wrażenie opuszczonego, lub nawiedzonego, ale że byłem zmęczony postanowiłem tam zostać.
Ledwo zbliżyłem się do drzwi, a z domu wybiegł jakiś nieboszczyk. Odskoczyłem od drzwi jak poparzony, a truposz zaczął mnie atakować. Musiałem się z nim nieźle namęczyć. Najpierw rzuciłem w niego kilkoma gałęziami i kamieniami, a gdy to nic nie dawało to po prostu go spaliłem. Po dokładnym przeszukaniu domu stwierdziłem, że to był jedyny jego mieszkanie. Znalazłem wodę więc napiłem się by odzyskać siły (gdybym tego nie zrobił, prawdopodobnie zamienił bym się w syrena co na szczęście nie nastąpiło) i położyłem się na kanapie w salonie od razu zasypiając. Nawet nie zdawałem sobie sprawy na jakie niebezpieczeństwo naraziłem własne życie...
<Eh...daruj mi Chris>
Od Chrisa do Sorina
Ostatnio strasznie nudziło mi się w domu. Nie miałem co robić w domu. Jedynie chodziłem z jednego pokoju do drugiego. MAM DOŚĆ! wziąłem płaszcz z wieszaka i wyszedłem z domu. Pilnowanie domu powierzyłem jednemu z moich martwych sługusów. Udałem się w stronę miasta w nadziei, że w karczmie znajdę coś ciekawego, co by zabiło moją nudę.
Byłem już w głównym lesie. Nie lubię tego miejsca. Jest tu za zielono, a słońce za jasno świeci. O wiele bardziej lubię mroczne miejsca. No, połowa za mną. Serio, muszę zainwestować w jakiegoś konia, albo stworzyć jakiegoś, bo mam już dosyć chodzenia na piechotę. Przystanąłem na chwilę na ścieżce by wyjąć z torby kanapkę. Jednak nie zdążyłem jej zjeść, bo ktoś na mnie wpadł. A tym kimś był jakiś bachor. Miał blond włosy i zielone oczy. Był wyraźnie zmęczony.
- Kim ty jesteś? - Zapytałem się z grymasem na twarzy. Bardzo mnie denerwuje gdy ktoś mnie dotyka.
- Jestem Sorin, a co? - Powiedział to wpatrując się w moją kanapkę. - Będziesz to jadł, bo jak nie to ja chętnie ją zjem. Jestem taaaaki głodny.
- Właśnie miałem to zjeść, ale nie chcę mieć kłopotów jak zemdlejesz - rzekłem i podałem mu moją kanapkę, której smakiem musiałem się obejść. Chłopak pochłonął ją błyskawicznie. - Idziesz do tego miasta niedaleko? - Spytałem od niechcenia. Zamierzałem odprowadzić tego dzieciaka do domu. Może bym dostał jakąś rekompensatę za tą kanapkę. Naprawdę chciałem ją zjeść.
- Chodzi ci o to mroźne miasto? Tak idę tam, a co?
- Zaraz, przecież mroźne miasto jest daleko stąd, a ty idziesz w złym kierunku - przez chwilę byłem zdziwiony, zaraz potem dodałem. - Czy ty próbujesz mnie oszukać?
<Sorin, nie próbuj oszukiwać starszych :P>
Byłem już w głównym lesie. Nie lubię tego miejsca. Jest tu za zielono, a słońce za jasno świeci. O wiele bardziej lubię mroczne miejsca. No, połowa za mną. Serio, muszę zainwestować w jakiegoś konia, albo stworzyć jakiegoś, bo mam już dosyć chodzenia na piechotę. Przystanąłem na chwilę na ścieżce by wyjąć z torby kanapkę. Jednak nie zdążyłem jej zjeść, bo ktoś na mnie wpadł. A tym kimś był jakiś bachor. Miał blond włosy i zielone oczy. Był wyraźnie zmęczony.
- Kim ty jesteś? - Zapytałem się z grymasem na twarzy. Bardzo mnie denerwuje gdy ktoś mnie dotyka.
- Jestem Sorin, a co? - Powiedział to wpatrując się w moją kanapkę. - Będziesz to jadł, bo jak nie to ja chętnie ją zjem. Jestem taaaaki głodny.
- Właśnie miałem to zjeść, ale nie chcę mieć kłopotów jak zemdlejesz - rzekłem i podałem mu moją kanapkę, której smakiem musiałem się obejść. Chłopak pochłonął ją błyskawicznie. - Idziesz do tego miasta niedaleko? - Spytałem od niechcenia. Zamierzałem odprowadzić tego dzieciaka do domu. Może bym dostał jakąś rekompensatę za tą kanapkę. Naprawdę chciałem ją zjeść.
- Chodzi ci o to mroźne miasto? Tak idę tam, a co?
- Zaraz, przecież mroźne miasto jest daleko stąd, a ty idziesz w złym kierunku - przez chwilę byłem zdziwiony, zaraz potem dodałem. - Czy ty próbujesz mnie oszukać?
<Sorin, nie próbuj oszukiwać starszych :P>
Od Lyry do Liama
Gdy Liam zamknął drzwi, Lyra odetchnęła z ulgą. W głowie miała mętlik. Miała wrażenie, że ciągle jest ciężarem dla króla. Bała się, że pewnego dnia Liam będzie miał dość i wyrzuci ją z pałacu, albo coś. Uspokojenie się, zajęło jej chwilę. Wszystkie poprzednie wydarzenia sprawiły, że nie miała siły na nic i bardzo szybko zasnęła. Lex leżał obok dziewczyny i grzał jej plecy. Gdy władca wrócił do komnaty strażniczka księżyca już dawno spała. Jedynie kot podniósł głowę. Chłopak przyniósł posiłek dla dziewczyny, ale widząc, że śpi postawił tacę na komodzie.Popatrzył przez chwilę na śpiącą dziewczynę, następnie podszedł do łóżka, w którym spała. Wyciągnął rękę i musnął nią policzek dziewczyny. Lex podniósł głowę i zaczął uważnie obserwować króla. Liam przybliżył twarz do twarzy Lyry. Wsłuchiwał się w jej oddech. Popatrzył na delikatne, różowe usta dziewczyny. Powstrzymał się przed zrobieniem czegoś po usłyszeniu syknięcia jej kota. Młody władca odsunął się od śpiącej elfki. Spojrzał się raz jeszcze na nią. Następnie poszedł do łazienki się umyć. Po powrocie położył się na rozkładanym fotelu i przykrył kocem. Nie trzeba było długo czekać by zasnął.
Jakiś czas później, gdy księżyc był wysoko na niebie, kot obudził Lyrę. Następnie Lex zeskoczył na podłogę i zmienił się w tygrysa.
- Lyra, obudź się! - Powiedział tygrys do strażniczki. Dziewczyna poruszyła się niemrawo. - Dobra, zaniosę cię - rzekł, po czym odsunął kołdrę, chwycił za sukienkę blondynki i położył ją sobie na grzbiecie.
Lex podszedł do drzwi balkonowych i po kilku próbach w końcu udało mu się nacisnąć na klamkę i otworzyć drzwi. Nosem otworzył drzwi, tak by był w stanie prze nie przejść. Wyprowadził chorą dziewczynę na balkon. Zaraz padło na nią światło księżyca. Powoli strażniczka zaczęła zdrowieć. Po chwili była w stanie podnieść się do pozycji siedzącej na tygrysie. Gdy już mogła kontrolować swoją magię, sprawiła, że jej lisie uszy zniknęły. Pochyliła się jeszcze nad głową dzikiego kota i szepnęła:
- Dziękuję ci, że się tak mną opiekujesz.
- Nie ma za co, przecież wiesz, że cię kocham, siostrzyczko.
Zaraz potem zeszła z Lex'a i skierowała się z powrotem do sypialni, z nadzieją, że król Liam się nie obudził.
<Liam, śpisz prawda?>
Jakiś czas później, gdy księżyc był wysoko na niebie, kot obudził Lyrę. Następnie Lex zeskoczył na podłogę i zmienił się w tygrysa.
- Lyra, obudź się! - Powiedział tygrys do strażniczki. Dziewczyna poruszyła się niemrawo. - Dobra, zaniosę cię - rzekł, po czym odsunął kołdrę, chwycił za sukienkę blondynki i położył ją sobie na grzbiecie.
Lex podszedł do drzwi balkonowych i po kilku próbach w końcu udało mu się nacisnąć na klamkę i otworzyć drzwi. Nosem otworzył drzwi, tak by był w stanie prze nie przejść. Wyprowadził chorą dziewczynę na balkon. Zaraz padło na nią światło księżyca. Powoli strażniczka zaczęła zdrowieć. Po chwili była w stanie podnieść się do pozycji siedzącej na tygrysie. Gdy już mogła kontrolować swoją magię, sprawiła, że jej lisie uszy zniknęły. Pochyliła się jeszcze nad głową dzikiego kota i szepnęła:
- Dziękuję ci, że się tak mną opiekujesz.
- Nie ma za co, przecież wiesz, że cię kocham, siostrzyczko.
Zaraz potem zeszła z Lex'a i skierowała się z powrotem do sypialni, z nadzieją, że król Liam się nie obudził.
<Liam, śpisz prawda?>
26 sierpnia 2015
Od Cerii do Lyry
Szliśmy dwa dni, a ja nadal nie wiedziałam gdzie. Niby wędrowaliśmy w stronę królestwa króla, ale niedawno elfka zmieniła kurs i trafiliśmy do Ciepłych Wód. Tu było zdecydowanie mniej drzew niż w lesie, ale było cieplej i Augustinowi było ciężej się ukrywać.
-Przepraszam, ale dlaczego nie idziemy do zamku?-zapytałam zajadając kanapkę.
-Podobno król jest w odwiedzinach u kuzyna, który tutaj mieszka- wyjaśniła krótko elfka wgryzając się w jabłko. Tymczasem tygrys cały czas się we mnie wpatrywał. Spojrzałam na niego pytająco?
-Coś się stało kotku?-zapytałam. Wcale nie spodziewałam się odpowiedzi i też jej nie otrzymałam. Zwierze tylko odwróciło wzrok w inną stronę. Wzruszyłam ramionami kontynuując posiłek, w międzyczasie rozejrzałam się za Augustinem. Nie było go w okolicy, ale to nie znaczy, że nie wykona swojego ruchu.
Po posiłku ruszyliśmy wzdłuż brzegu wypatrując członków królewskiego rodu. Dostrzegłam ich po jakiś czasie, ale byli dość daleko, a słońce zaczęło niewiarygodnie mocno grzać. Dostrzegłam jak Lyra chwieje się na boki i za zasługą Lex'a ledwo unika upadku. Podbiegłam do blondynki podając jej wodę. Elfka przyjęła ją i zaczęła pić.
W pewnym momencie usłyszałam świst za plecami i ledwo zablokowałam atak białowłosego mężczyzny.
-Przeszkadzasz mi-warknął Augustin naciskając na miecz. Jego siła była tak wielka, że musiałam klęknąć. Byłam już gotowa na koniec gdy Auguś został odepchnięty przez lodowy pocisk.
-Królu!-zawołałam.
-Zajmę się nim, ty pomóż Lyrze!
<Lyra?>
-Przepraszam, ale dlaczego nie idziemy do zamku?-zapytałam zajadając kanapkę.
-Podobno król jest w odwiedzinach u kuzyna, który tutaj mieszka- wyjaśniła krótko elfka wgryzając się w jabłko. Tymczasem tygrys cały czas się we mnie wpatrywał. Spojrzałam na niego pytająco?
-Coś się stało kotku?-zapytałam. Wcale nie spodziewałam się odpowiedzi i też jej nie otrzymałam. Zwierze tylko odwróciło wzrok w inną stronę. Wzruszyłam ramionami kontynuując posiłek, w międzyczasie rozejrzałam się za Augustinem. Nie było go w okolicy, ale to nie znaczy, że nie wykona swojego ruchu.
Po posiłku ruszyliśmy wzdłuż brzegu wypatrując członków królewskiego rodu. Dostrzegłam ich po jakiś czasie, ale byli dość daleko, a słońce zaczęło niewiarygodnie mocno grzać. Dostrzegłam jak Lyra chwieje się na boki i za zasługą Lex'a ledwo unika upadku. Podbiegłam do blondynki podając jej wodę. Elfka przyjęła ją i zaczęła pić.
W pewnym momencie usłyszałam świst za plecami i ledwo zablokowałam atak białowłosego mężczyzny.
-Przeszkadzasz mi-warknął Augustin naciskając na miecz. Jego siła była tak wielka, że musiałam klęknąć. Byłam już gotowa na koniec gdy Auguś został odepchnięty przez lodowy pocisk.
-Królu!-zawołałam.
-Zajmę się nim, ty pomóż Lyrze!
<Lyra?>
25 sierpnia 2015
Od Lyry do Cerii
Lyra i Lex byli bardzo zmęczeni po całym dniu wędrówki, dlatego bardzo szybko usnęli. Lyra spała pogrążona w głębokim śnie. Natomiast tygrys nie tracił czujności podczas snu i był gotowy zareagować w każdej chwili. Ceria właśnie trzymała wartę. Utkwiła wzrok w koronach drzew, uśmiechnęła się złośliwie, a następnie mruknęła coś pod nosem. Zaraz potem coś poruszyło się wśród gałęzi drzew. To był Augustin, widocznie zdał sobie sprawę, że nic nie wskóra tego wieczoru i zmył się. Elfica w dalszym ciągu się uśmiechała. Odprężyła się i spojrzała w niebo. Przez chwilę się nie ruszała i podziwiała gwiazdy na niebie. Następnie dorzuciła drewna do ogniska. Gdy zaczęło się przejaśniać Ceria została zastąpiona na warcie przez Lex'a.
Rano, gdy wszyscy wstali i zjedli Lyra odezwała się do dziewczyny:
- Będę musiała się zbierać. Miło było cię poznać - dodała z uśmiechem.
- W którą stronę idziesz? - zapytała brunetka.
- Ja zmierzam na wschód - odparła szybko strażniczka.
- Ja też zmierzam w tamtą stronę - po chwili przerwy dodała. - Jeśli nie masz nic przeciwko, to czy możemy iść tam razem?
- Jasne. Nie widzę problemu - powiedziała z uśmiechem blondynka, Lex natomiast wydał pełen oburzenia mruknięcie.
Dziewczyny spakowały resztę swoich rzeczy i udały się na wschód. Z powodu ukształtowania terenu nie można było rozmawiać. Drzewa w lesie rosły co raz gęściej. Trzeba było chodzić gęsiego, a w niektórych miejscach przeskakiwać korzenie drzew. Im dalej szli tym chłodniej się robiło i zaczynała pojawiać się mgła.
<Ceria?>
Rano, gdy wszyscy wstali i zjedli Lyra odezwała się do dziewczyny:
- Będę musiała się zbierać. Miło było cię poznać - dodała z uśmiechem.
- W którą stronę idziesz? - zapytała brunetka.
- Ja zmierzam na wschód - odparła szybko strażniczka.
- Ja też zmierzam w tamtą stronę - po chwili przerwy dodała. - Jeśli nie masz nic przeciwko, to czy możemy iść tam razem?
- Jasne. Nie widzę problemu - powiedziała z uśmiechem blondynka, Lex natomiast wydał pełen oburzenia mruknięcie.
Dziewczyny spakowały resztę swoich rzeczy i udały się na wschód. Z powodu ukształtowania terenu nie można było rozmawiać. Drzewa w lesie rosły co raz gęściej. Trzeba było chodzić gęsiego, a w niektórych miejscach przeskakiwać korzenie drzew. Im dalej szli tym chłodniej się robiło i zaczynała pojawiać się mgła.
<Ceria?>
Od Sorina do Sylfi
Blondynka stanęła.
- Um... dlaczego chcecie, e... spotkać się z królem Liamem?-zapytała odwrócona plecami do nas.
-Ty tak na serio?-zapytałem zaskoczony.-Nie wiesz co dzisiaj wypada?
-Um... Tak wiem, ale... wy wszyscy jesteście tu z tego powodu?
-Ja tak,, ten w czarnym ma jakiś interes do króla, a pockyman przyczepił się dla towarzystwa-wytłumaczyłem z lekka poirytowany zaistniałą sytuacją. Sylfi rzuciła na nas przelotne spojrzenie po czym ruszyła dalej.
-psst..-usłyszałem za plecami.
-Co jest Hiro?-szępnąłem w stronę szatyna.
-Kto jest niby pockyman'em?-zapytał oburzony, zielonooki wyciągając z sakiewki kolejne pocky. Zaśmiałem się potrząsając lekko głową.
"Mam ma nadzieję, że niedługo dojdziemy do zamku kuzyna. Tu jest piekielnie zimno" pomyślałem szczelniej okrywając się szalikiem. Równie dobrze mógł bym ogrzać się magią, ale podobno mieszkańcy Mroźnego Miasta za nią nie przepadają, więc postanowiłem wytrzymać.
-Ej, panie "królewski kuzynie".-zawołał Moon.
-Hmm?
-Ile ty w ogóle masz lat?
-Co cie to? Nie zdradzę mojego wieku takiemu śmiertelnikowi jak ty-zaśmiałem się pokazując brunetowi język i podbiegłem do Sylfi (a raczej schroniłem się przy niej) zdążyłem wysyczeć tylko złowieszcze "Ty..." wymówione przez czarnookiego. Zachichotałem pod nosem i zaczepiłem Sylfi.
-Ty na serio mnie nie pamiętasz?
-Um... Nie przypominam sobie pana...-wyjąkała dziewczyna.
-Czyli nadal jesteś taka nieśmiała... Jestem tym styrenem z ciepłych wód, kuzynem księcia.
-A-Ale jak ty...-wyjąkała dziewczyna spoglądając na moje nogi i z powrotem na mnie.
-Niedawno nauczyłem się przybierać formę człowieka-wytłumaczyłem uśmiechając się do blondynki.
<Ziemia do Sylfi, odbiór>
- Um... dlaczego chcecie, e... spotkać się z królem Liamem?-zapytała odwrócona plecami do nas.
-Ty tak na serio?-zapytałem zaskoczony.-Nie wiesz co dzisiaj wypada?
-Um... Tak wiem, ale... wy wszyscy jesteście tu z tego powodu?
-Ja tak,, ten w czarnym ma jakiś interes do króla, a pockyman przyczepił się dla towarzystwa-wytłumaczyłem z lekka poirytowany zaistniałą sytuacją. Sylfi rzuciła na nas przelotne spojrzenie po czym ruszyła dalej.
-psst..-usłyszałem za plecami.
-Co jest Hiro?-szępnąłem w stronę szatyna.
-Kto jest niby pockyman'em?-zapytał oburzony, zielonooki wyciągając z sakiewki kolejne pocky. Zaśmiałem się potrząsając lekko głową.
"Mam ma nadzieję, że niedługo dojdziemy do zamku kuzyna. Tu jest piekielnie zimno" pomyślałem szczelniej okrywając się szalikiem. Równie dobrze mógł bym ogrzać się magią, ale podobno mieszkańcy Mroźnego Miasta za nią nie przepadają, więc postanowiłem wytrzymać.
-Ej, panie "królewski kuzynie".-zawołał Moon.
-Hmm?
-Ile ty w ogóle masz lat?
-Co cie to? Nie zdradzę mojego wieku takiemu śmiertelnikowi jak ty-zaśmiałem się pokazując brunetowi język i podbiegłem do Sylfi (a raczej schroniłem się przy niej) zdążyłem wysyczeć tylko złowieszcze "Ty..." wymówione przez czarnookiego. Zachichotałem pod nosem i zaczepiłem Sylfi.
-Ty na serio mnie nie pamiętasz?
-Um... Nie przypominam sobie pana...-wyjąkała dziewczyna.
-Czyli nadal jesteś taka nieśmiała... Jestem tym styrenem z ciepłych wód, kuzynem księcia.
-A-Ale jak ty...-wyjąkała dziewczyna spoglądając na moje nogi i z powrotem na mnie.
-Niedawno nauczyłem się przybierać formę człowieka-wytłumaczyłem uśmiechając się do blondynki.
<Ziemia do Sylfi, odbiór>
24 sierpnia 2015
Od Sylfi do chłopaków
Zastanawiałam się dlaczego ci chłopcy chcieli się zobaczyć z królem. Nawet nie znam tych chłopaków. Ale przez moją nieśmiałość nie byłam w stanie odmówić, ba nawet nie zapytałam ich o powód dla którego miałam ich zaprowadzić do władcy tej krainy. Muszę zacząć nad sobą pracować. Nie mogę być ciągle nieśmiała bo sprawie swoją osobą wszystkim innym kłopot.
Szłam z przodu, a reszta podążała za mną, przy okazji zajmując całą szerokość chodnika. Cała trójka dosyć mocno zwracała na siebie uwagę przechodniów, czego mogła być powodem ich beztroska konwersacja. Czułam się bardzo nieswojo, gdy inni wpatrywali się we mnie swoimi oczami. Poczułam zimne dreszcze na plecach od ich spojrzeń. Udając, że zrobiło mi się zimno szczelniej okryłam się płaszczem. Spojrzałam za siebie, blondyn co chwila poprawiał sobie płaszcz i szalik. Widocznie był z cieplejszej części kraju i nie był przyzwyczajony do takich chłodów. Byliśmy już w połowie drogi. Jednak widok wcale się nie zmieniał. Po jednej stronie stały domy w szeregu. Wszystkie wykonane z kamienia, a na dachach lśnił śnieg. Po drugiej stronie była ulica, a za nią stały tak samo wyglądające budynki. W pewnym momencie brunet zwrócił się do mnie:
- Daleko jeszcze? Czy ty na pewno wiesz gdzie iść? - Wyraźnie było widać jego zniecierpliwienie.
- T... tak wiem. To... już niedaleko - tak właściwie to po co ja ich prowadzę do króla. On nie ma dziś ochoty na spotykanie się z ludźmi, bo przecież jest dziś rocznica śmierci jego rodziców. A... a co jeśli oni chcą to wykorzystać i chcą zrobić krzywdę królowi?
Może powinnam ich zaprowadzić w złe miejsce, a potem użyć moich mocy i zniknąć? Nie, nie. Oni nie muszą mieć złych intencji. Po prostu muszę to od nich wyciągnąć.
- Um... dlaczego chcecie, e... spotkać się z kólem Liamem?
<ktoś dokończy?
Szłam z przodu, a reszta podążała za mną, przy okazji zajmując całą szerokość chodnika. Cała trójka dosyć mocno zwracała na siebie uwagę przechodniów, czego mogła być powodem ich beztroska konwersacja. Czułam się bardzo nieswojo, gdy inni wpatrywali się we mnie swoimi oczami. Poczułam zimne dreszcze na plecach od ich spojrzeń. Udając, że zrobiło mi się zimno szczelniej okryłam się płaszczem. Spojrzałam za siebie, blondyn co chwila poprawiał sobie płaszcz i szalik. Widocznie był z cieplejszej części kraju i nie był przyzwyczajony do takich chłodów. Byliśmy już w połowie drogi. Jednak widok wcale się nie zmieniał. Po jednej stronie stały domy w szeregu. Wszystkie wykonane z kamienia, a na dachach lśnił śnieg. Po drugiej stronie była ulica, a za nią stały tak samo wyglądające budynki. W pewnym momencie brunet zwrócił się do mnie:
- Daleko jeszcze? Czy ty na pewno wiesz gdzie iść? - Wyraźnie było widać jego zniecierpliwienie.
- T... tak wiem. To... już niedaleko - tak właściwie to po co ja ich prowadzę do króla. On nie ma dziś ochoty na spotykanie się z ludźmi, bo przecież jest dziś rocznica śmierci jego rodziców. A... a co jeśli oni chcą to wykorzystać i chcą zrobić krzywdę królowi?
Może powinnam ich zaprowadzić w złe miejsce, a potem użyć moich mocy i zniknąć? Nie, nie. Oni nie muszą mieć złych intencji. Po prostu muszę to od nich wyciągnąć.
- Um... dlaczego chcecie, e... spotkać się z kólem Liamem?
<ktoś dokończy?
Od Hiro do Lyry
~Tygrys?!~ człowiek zerwał się z miejsca prosto w stronę zwierzęcia upuszczając przy tym swoje pocky. Zwierze przyjęło obronna postawę i już miało zaatakować chłopaka gdy ten kucnął przy nim i zaczął głaskać.
-Nigdy nie widziałem tak dużego i pięknego kota-powiedział Hiro nie ustając w głaskaniu, a tygrys powoli się rozluźnił. -Szukałeś czegoś mały?-zapytał po chwili szatyn. Zwierzak pokiwał łbem i ponownie zaczął węszyć.
-Lex!-usłyszał Hiro za plecami i razem z tygrysem odwrócił się w stronę z której dochodził głos. Okazało się ze to był głos elfki wychylonej z namiotu. Wielki kot natychmiast podbiegł do elficy i zaczął łasić się do jej nóg.
-O, w końcu się obudziłaś- uśmiechnął się zielonooki.
-K-Kim jesteś?-zapytała przestraszona blondynka.
-Nikim istotnym. jestem prostym wędrowcem. Mam na imię... Zack- wytłumaczył szatyn, a dokładniej skłamał. Jego praca tego wymagała ( :D ).
Dziewczyna nie wyglądała na zbyt przekonaną.
-A skąd ja się tu wzięłam?
-Znalazłem cię w lesie. byłaś cała poraniona wiec cię opatrzyłem- uspokoił elfice Hiro. Dziewczyna odetchnęła z wyraźna ulgą. Hiro wyjął pocky z sakiewki przy pasie i zaczął je podgryzać. -Jak taka ładna dziewczyna znalazła się w lesie, do tego cała zadrapana?-zapytał przerywając ciszę zielonooki.
-To... Dość długa historia-powiedziała blądynka oglądając swoją poszarpaną suknie.
~Aha... Jestem tak kiepski w kłamstwie, że nie ma do mnie zaufania...~pomyślał chłopak wchodząc do namiotu.-W mieście kupiłem suknie, co prawda miałem ją sprzedać, ale mogę dać ją tobie-powiedział szatyn podając elfce zawiniątko.
-Dziękuje, ale...
-Najpierw ją obejrzyj, a potem odmawiaj- powiedział władczym tonem Hiro.~Wcale jej nie kupiłem, to zasługa magicznej sakwy, która jest w namiocie. Ta sukienka powinna się jej spodobać. W końcu jest bardzo podobna~zadumał się chłopak.
<Elfko?>
-Nigdy nie widziałem tak dużego i pięknego kota-powiedział Hiro nie ustając w głaskaniu, a tygrys powoli się rozluźnił. -Szukałeś czegoś mały?-zapytał po chwili szatyn. Zwierzak pokiwał łbem i ponownie zaczął węszyć.
-Lex!-usłyszał Hiro za plecami i razem z tygrysem odwrócił się w stronę z której dochodził głos. Okazało się ze to był głos elfki wychylonej z namiotu. Wielki kot natychmiast podbiegł do elficy i zaczął łasić się do jej nóg.
-O, w końcu się obudziłaś- uśmiechnął się zielonooki.
-K-Kim jesteś?-zapytała przestraszona blondynka.
-Nikim istotnym. jestem prostym wędrowcem. Mam na imię... Zack- wytłumaczył szatyn, a dokładniej skłamał. Jego praca tego wymagała ( :D ).
Dziewczyna nie wyglądała na zbyt przekonaną.
-A skąd ja się tu wzięłam?
-Znalazłem cię w lesie. byłaś cała poraniona wiec cię opatrzyłem- uspokoił elfice Hiro. Dziewczyna odetchnęła z wyraźna ulgą. Hiro wyjął pocky z sakiewki przy pasie i zaczął je podgryzać. -Jak taka ładna dziewczyna znalazła się w lesie, do tego cała zadrapana?-zapytał przerywając ciszę zielonooki.
-To... Dość długa historia-powiedziała blądynka oglądając swoją poszarpaną suknie.
~Aha... Jestem tak kiepski w kłamstwie, że nie ma do mnie zaufania...~pomyślał chłopak wchodząc do namiotu.-W mieście kupiłem suknie, co prawda miałem ją sprzedać, ale mogę dać ją tobie-powiedział szatyn podając elfce zawiniątko.
-Dziękuje, ale...
-Najpierw ją obejrzyj, a potem odmawiaj- powiedział władczym tonem Hiro.~Wcale jej nie kupiłem, to zasługa magicznej sakwy, która jest w namiocie. Ta sukienka powinna się jej spodobać. W końcu jest bardzo podobna~zadumał się chłopak.
<Elfko?>
19 sierpnia 2015
Od Lyry do Hiro
Lyra pod wpływem emocji wyrwała, się z uścisku Augustina. Widząc oddalającego się pegaza i słysząc szum wiatru, dziewczyna zadała sobie sprawę co właśnie zrobiła. Odwróciła głowę. Z zawrotną prędkością zbliżała się do drzew. Nim elfka zdążyła cokolwiek zrobić, wpadła pomiędzy korony drzew. Miała mocno zaciśnięte oczy, a jedyne co czuła to gałęzie haczące o jej ciało.
Dziewczyna leżała nieprzytomna w lesie. Zapewne by dalej tam leżała gdyby nie przechodzący młodzieniec. Chłopak rozbił niedaleko obóz i poszedł nazbierać drewna na opał. Był bardzo zaskoczony gdy zobaczył dziewczynę pod drzewem. Zapewne by ją zostawił gdyby nie fakt, że była cała poobdzierana, a z głowy sączyła się stróżka krwi. Ponieważ nie mógł obojętnie na to patrzeć zdecydował się podejść do dziewczyny. Szatyn sprawdził jej tętno.Upewniwszy się, że żyje wziął ją i zaniósł na polane, gdzie rozbił swój namiot.
Ułożył ją na macie w namiocie, a następnie przyniósł miskę z wodą i zaczął oczyszczać rany elfki. Oparzył ją, a następnie wrócił do zbierania drewna na opał. Gdy wrócił dziewczyna wciąż leżała nieprzytomna w namiocie. Słońce zaszło już dawno za horyzontem. Hiro zastanawiał się gdzie sapać. Miał tylko jedną matę i właśnie elfka na niej spała. Spoglądał na zachodzące słońce, pogrążony w myślach. Nagle z zarośli wyskoczył szary tygrys. Przerażony chłopak sięgnął po swoją broń. Tygrys zaczął węszyć. Wciąż obserwował szatyna. Lex zbliżył się do namiotu.
<Hiro?>
Dziewczyna leżała nieprzytomna w lesie. Zapewne by dalej tam leżała gdyby nie przechodzący młodzieniec. Chłopak rozbił niedaleko obóz i poszedł nazbierać drewna na opał. Był bardzo zaskoczony gdy zobaczył dziewczynę pod drzewem. Zapewne by ją zostawił gdyby nie fakt, że była cała poobdzierana, a z głowy sączyła się stróżka krwi. Ponieważ nie mógł obojętnie na to patrzeć zdecydował się podejść do dziewczyny. Szatyn sprawdził jej tętno.Upewniwszy się, że żyje wziął ją i zaniósł na polane, gdzie rozbił swój namiot.
Ułożył ją na macie w namiocie, a następnie przyniósł miskę z wodą i zaczął oczyszczać rany elfki. Oparzył ją, a następnie wrócił do zbierania drewna na opał. Gdy wrócił dziewczyna wciąż leżała nieprzytomna w namiocie. Słońce zaszło już dawno za horyzontem. Hiro zastanawiał się gdzie sapać. Miał tylko jedną matę i właśnie elfka na niej spała. Spoglądał na zachodzące słońce, pogrążony w myślach. Nagle z zarośli wyskoczył szary tygrys. Przerażony chłopak sięgnął po swoją broń. Tygrys zaczął węszyć. Wciąż obserwował szatyna. Lex zbliżył się do namiotu.
<Hiro?>
30 lipca 2015
Od Ceri do Lyry.
Nagle z zarośli wyskoczył niedźwiedź. Był ogromny i wyglądał na równie głodnego. Sarna kopnęła niedźwiedzia w pysk. Drapieżnik ryknął i rzucił się na łanie. Ta natomiast pobiegła w głąb lasu, a niedźwiedź za nią.
~Miałam chronić panienkę Lyre, więc muszę się jakoś pozbyć tego zwierzęcia~ pomyślał Ceria i przybierając postać elficy kopnęła zwierze w czaszkę z taką siłą, że dało się usłyszeć dźwięk łamanej szczęki. Niedźwiedź zawył z bólu i ponownie rzucił się na elfke. Ta złapała sztylet i "drasnęła" nim lewą łapę dzikiego zwierzęcia. To natychmiast przewróciło się na zranioną kończynę. Przez chwilę stworzenie wykonywało nerwowe ruchy, ale przestało (wszystko dzięki środkowi uspokajającemu w którym był zanurzony sztylet). Ceria sięgnęła do torby po mały flakonik i kawałek mięsa. Pokropiła mięso eliksirem i to natychmiast zamieniło się w świnie (martwą oczywiście).
-Następnym razem jak będziesz głodny to nie atakuj nikogo-skarciła zwierze Ceria i wróciła do Lyry.-Już po wszystkim, nie musisz się martwić.
-Kim ty jesteś?- zapytała przerażona Lyra, a jej tygrys albinos stanął gotowy zabić Cerie.
~Ach, no tak. Zapomniałam się przemienić... Idiotka~pomyślała sztynka i podniosła ręce w pokojowym geście.
-Jestem wędrowcem. Zauważyłam światło więc ruszyłam w jego stronę. Po drodze natknęłam się na czarno-złotą sarnę i niedźwiedzia-wytłumaczyła dziewczyna dodając po chwili.-Mogę zostać dziś w nocy z wami?
-N-No dobrze, ale...
-Jeśli panienka zechce to będę nad panienką czuwać w trakcie snu-zaproponowała Ceria z udawaną ekscytacja w głosie.
-Eh.. Dobrze. Lex, możesz spocząć-powiedziała spokojnie strażniczka.
-Naprawdę?! Dziękuje! Naprawdę, bardzo dziękuje!
-N-nie masz za co...
Lyra i Lex już spali. Ceria rozejżała się po koronach drzew, a gdy znalazła to czego szukała uśmiechnęła się złośliwie i pokazała język mówiąc.
-Nie tym razem...
<Lyra dokończysz?>
~Miałam chronić panienkę Lyre, więc muszę się jakoś pozbyć tego zwierzęcia~ pomyślał Ceria i przybierając postać elficy kopnęła zwierze w czaszkę z taką siłą, że dało się usłyszeć dźwięk łamanej szczęki. Niedźwiedź zawył z bólu i ponownie rzucił się na elfke. Ta złapała sztylet i "drasnęła" nim lewą łapę dzikiego zwierzęcia. To natychmiast przewróciło się na zranioną kończynę. Przez chwilę stworzenie wykonywało nerwowe ruchy, ale przestało (wszystko dzięki środkowi uspokajającemu w którym był zanurzony sztylet). Ceria sięgnęła do torby po mały flakonik i kawałek mięsa. Pokropiła mięso eliksirem i to natychmiast zamieniło się w świnie (martwą oczywiście).
-Następnym razem jak będziesz głodny to nie atakuj nikogo-skarciła zwierze Ceria i wróciła do Lyry.-Już po wszystkim, nie musisz się martwić.
-Kim ty jesteś?- zapytała przerażona Lyra, a jej tygrys albinos stanął gotowy zabić Cerie.
~Ach, no tak. Zapomniałam się przemienić... Idiotka~pomyślała sztynka i podniosła ręce w pokojowym geście.
-Jestem wędrowcem. Zauważyłam światło więc ruszyłam w jego stronę. Po drodze natknęłam się na czarno-złotą sarnę i niedźwiedzia-wytłumaczyła dziewczyna dodając po chwili.-Mogę zostać dziś w nocy z wami?
-N-No dobrze, ale...
-Jeśli panienka zechce to będę nad panienką czuwać w trakcie snu-zaproponowała Ceria z udawaną ekscytacja w głosie.
-Eh.. Dobrze. Lex, możesz spocząć-powiedziała spokojnie strażniczka.
-Naprawdę?! Dziękuje! Naprawdę, bardzo dziękuje!
-N-nie masz za co...
Lyra i Lex już spali. Ceria rozejżała się po koronach drzew, a gdy znalazła to czego szukała uśmiechnęła się złośliwie i pokazała język mówiąc.
-Nie tym razem...
<Lyra dokończysz?>
28 lipca 2015
Od chłopaków do Sylfi
Trójka młodych mężczyzn stała na głównym rynku, śnieżnego miasta.
-I co zrobimy?-zapytał szatyn pogryzając pocky.
-Może pan "wielki kuzyn Króla" coś zaradzi, hmm?-dodał zdenerwowany czarnowłosy wyczekująco spoglądając na zielonookiego blondyna, który szczelniej obwijał się szalikiem.
-Wybaczcie, ale nie sądziłem że miasto aż tak się zmieniło przez te 12 lat mojej nieobecności- powiedział Sorin i przerażony spojrzeniem Ryana szybko dodał. -Ale posiadam zdolności, które pomogą mi znaleźć kuzyna.
-Chociaż coś. Dobra działaj-mruknął Hiro opierając się o latarnie. Blondyn ruszył przed siebie i po chwili zniknął w tłumie.
-Czy on nas aby nie wystawił?-zapytał Hiro.
-Jeśli tak to tego pożałuje-syknął Rayan zaciskając pięści, ale zmartwienia nie były konieczne bo Sorin wrócił, a razem z nim długowłosa blondynka o niebieskich oczach i w stroju pokojówki.
-Wróciłem- zawołał radośnie zielonooki machając do towarzyszy
-Z tego co pamiętam miałeś znaleźć króla, a nie wyrywać panienki- mruknął poirytowany Hiro.
-Ale to nie tak. Sylfi jest królewską pokojówką.
-SERIO!?- zawołali jednocześnie czarnowłosy i szatyn.
-Tak, jestem Sylfi. Miło mi panów poznać.
-Sylfi powiedziała, że wyszła na zakupy. Więc zaproponowałem, że pomożemy jej z pakunkami w zamian za doprowadzenie do zamku.
-A ja już myślałem, że po prostu poszyłeś i wyrwałeś panienkę-powiedział Hiro szturchając Sorina w bok. Na twarzy dziewczyny pojawił się delikatny rumieniec. panna odwróciła się na pięcie i powiedziała.
-Muszę się pośpieszyć. Więc chyba już dosyć rozmów.
-Tak, tak. Niech się panienka nie przejmuje tamtą dwójka, prosze prowadzić-powiedział Ryan podchodząc do Sylfi.
-Dobrze.
<Prowadź panienko Sylfi ;)>
-I co zrobimy?-zapytał szatyn pogryzając pocky.
-Może pan "wielki kuzyn Króla" coś zaradzi, hmm?-dodał zdenerwowany czarnowłosy wyczekująco spoglądając na zielonookiego blondyna, który szczelniej obwijał się szalikiem.
-Wybaczcie, ale nie sądziłem że miasto aż tak się zmieniło przez te 12 lat mojej nieobecności- powiedział Sorin i przerażony spojrzeniem Ryana szybko dodał. -Ale posiadam zdolności, które pomogą mi znaleźć kuzyna.
-Chociaż coś. Dobra działaj-mruknął Hiro opierając się o latarnie. Blondyn ruszył przed siebie i po chwili zniknął w tłumie.
-Czy on nas aby nie wystawił?-zapytał Hiro.
-Jeśli tak to tego pożałuje-syknął Rayan zaciskając pięści, ale zmartwienia nie były konieczne bo Sorin wrócił, a razem z nim długowłosa blondynka o niebieskich oczach i w stroju pokojówki.
-Wróciłem- zawołał radośnie zielonooki machając do towarzyszy
-Z tego co pamiętam miałeś znaleźć króla, a nie wyrywać panienki- mruknął poirytowany Hiro.
-Ale to nie tak. Sylfi jest królewską pokojówką.
-SERIO!?- zawołali jednocześnie czarnowłosy i szatyn.
-Tak, jestem Sylfi. Miło mi panów poznać.
-Sylfi powiedziała, że wyszła na zakupy. Więc zaproponowałem, że pomożemy jej z pakunkami w zamian za doprowadzenie do zamku.
-A ja już myślałem, że po prostu poszyłeś i wyrwałeś panienkę-powiedział Hiro szturchając Sorina w bok. Na twarzy dziewczyny pojawił się delikatny rumieniec. panna odwróciła się na pięcie i powiedziała.
-Muszę się pośpieszyć. Więc chyba już dosyć rozmów.
-Tak, tak. Niech się panienka nie przejmuje tamtą dwójka, prosze prowadzić-powiedział Ryan podchodząc do Sylfi.
-Dobrze.
<Prowadź panienko Sylfi ;)>
03 lipca 2015
Od Sylfi do Kasandry
Zaprowadziłam Kasandrę do króla. Następnie wycofałam się cicho z pokoju i poszłam do kuchni. Kucharka, która tam była mieszała właśnie zupę. Bardzo mnie martwiło zachowanie wszystkich. Postanowiłam spytać się wprost kucharki. Podeszłam do niej i spytałam grzecznie:
- Dlaczego dzisiaj jest taka dziwna atmosfera w zamku?
- Och, ty nic nie wiesz. Siadaj zaraz ci opowiem.
Przysunęłam sobie taboret, który stał w kącie i usiadłam na nim. Kobieta również usiadła. Popatrzyłam na nią wyczekująco. Po czym zaczęła opowiadać. Gdy skończyła kazała mi podać obiad królowi i jego przyjaciółce. Zaniosłam im naczynia i nakryłam stół.Wróciłam do kuchni. Nie spodziewałam się, że król będzie jadł zupę, którą zazwyczaj jadła służba. Zaniosłam im posiłek i udałam się do mojego małego pokoiku. Pojedyncze łóżko zajmowało pół pomieszczenia. Obok łóżka stała jeszcze mała komoda. Wyciągnęłam z niej płaszcz. Założyłam go i wyszłam z zamku.
Ruszyłam na główny plac. Byłam zadowolona, że dostałam dzień wolnego. Pomyślałam by rozejrzeć się co oferują sprzedawcy na targu. Na rynku było wiele ludzi, ale na moje nieszczęście nie było sprzedawców. Wszyscy mieli ponure miny. Najwyraźniej wszyscy kochali rodziców króla, a teraz przeżywają ich śmierć. Westchnęłam. Miałam już odłożoną sumę i chciałam kupić sobie nowe trzewiki, bo te na nogach już dawno nadają się do wyrzucenia.
Nie mając nic do roboty poszukałam na rynku wolnej ławki i usiadłam na niej. Spojrzałam w niebo, czując, że to będzie długi dzień.
<kto chce dokończyć?>
- Dlaczego dzisiaj jest taka dziwna atmosfera w zamku?
- Och, ty nic nie wiesz. Siadaj zaraz ci opowiem.
Przysunęłam sobie taboret, który stał w kącie i usiadłam na nim. Kobieta również usiadła. Popatrzyłam na nią wyczekująco. Po czym zaczęła opowiadać. Gdy skończyła kazała mi podać obiad królowi i jego przyjaciółce. Zaniosłam im naczynia i nakryłam stół.Wróciłam do kuchni. Nie spodziewałam się, że król będzie jadł zupę, którą zazwyczaj jadła służba. Zaniosłam im posiłek i udałam się do mojego małego pokoiku. Pojedyncze łóżko zajmowało pół pomieszczenia. Obok łóżka stała jeszcze mała komoda. Wyciągnęłam z niej płaszcz. Założyłam go i wyszłam z zamku.
Ruszyłam na główny plac. Byłam zadowolona, że dostałam dzień wolnego. Pomyślałam by rozejrzeć się co oferują sprzedawcy na targu. Na rynku było wiele ludzi, ale na moje nieszczęście nie było sprzedawców. Wszyscy mieli ponure miny. Najwyraźniej wszyscy kochali rodziców króla, a teraz przeżywają ich śmierć. Westchnęłam. Miałam już odłożoną sumę i chciałam kupić sobie nowe trzewiki, bo te na nogach już dawno nadają się do wyrzucenia.
Nie mając nic do roboty poszukałam na rynku wolnej ławki i usiadłam na niej. Spojrzałam w niebo, czując, że to będzie długi dzień.
<kto chce dokończyć?>
Od Lyry Do Augustina
Wieczorem, po długiej wędrówce Lyra z pomocą Lex'a rozbiła obóz. Rozsiedli się wygodnie w pobliżu ogniska. Jedli w ciszy jedzenie zakupione w mieście. Chleb i mięso. Po drodze nazbierali owoców. Wybierali się na spotkanie z rodziną Lex'a i jej. Rodzina tygrysów osiedliła się z dala od miasta. Mieszkali kilka dni drogi stąd. Miejsce było gęsto zalesione, a także chłodne. Często bywała tam mgła. Mimo to Lyra z niecierpliwością czekała, gdy dotrą.
Dziewczyna była już zmęczona, jednak nie mogła zasnąć. Cały czas miała wrażenie,że ktoś ją obserwuje i wyskoczy z ukrycia, gdy tylko zamknie oczy. Leżała w ciszy. Razem z przyjacielem wsłuchiwali się w szum drzew. Nagle zza krzaków wyskoczyła łania. Lex podniósł się gotowy. Był już gotowy rzucić się na sarnę, lecz Lyra powstrzymała tygrysa. Wyjęła z papierowej torby okruszki po chlebie. Wyciągnęła rękę przed siebie i popatrzyła na sarnę zachęcająco. Zwierzę przyglądało się jej uważnie, było czuć nieufność z jej strony. Łania nie spuszczała wzroku z tygrysa. Powoli podeszła. Była gotowa uciec gdyby okazało się, że ta dwójka ma co do niej złe zamiary. Gdy była wystarczająco blisko wyciągnęła mocno szyję i zjadła okruszki. Wciąż patrzyła na Lyrę. Strażniczka natomiast sięgnęła po więcej okruchów. Nagle z zarośli wyskoczył niedźwiedź. Był ogromny i wyglądał na równie głodnego.
<Augustin lub Cerie?>
Dziewczyna była już zmęczona, jednak nie mogła zasnąć. Cały czas miała wrażenie,że ktoś ją obserwuje i wyskoczy z ukrycia, gdy tylko zamknie oczy. Leżała w ciszy. Razem z przyjacielem wsłuchiwali się w szum drzew. Nagle zza krzaków wyskoczyła łania. Lex podniósł się gotowy. Był już gotowy rzucić się na sarnę, lecz Lyra powstrzymała tygrysa. Wyjęła z papierowej torby okruszki po chlebie. Wyciągnęła rękę przed siebie i popatrzyła na sarnę zachęcająco. Zwierzę przyglądało się jej uważnie, było czuć nieufność z jej strony. Łania nie spuszczała wzroku z tygrysa. Powoli podeszła. Była gotowa uciec gdyby okazało się, że ta dwójka ma co do niej złe zamiary. Gdy była wystarczająco blisko wyciągnęła mocno szyję i zjadła okruszki. Wciąż patrzyła na Lyrę. Strażniczka natomiast sięgnęła po więcej okruchów. Nagle z zarośli wyskoczył niedźwiedź. Był ogromny i wyglądał na równie głodnego.
<Augustin lub Cerie?>
01 lipca 2015
Od Augustina do Lyry
Ta cała Lyra zaczynała mnie coraz bardziej mnie denerwować. Jaj zachowanie... mogła by mnieć chociaż trochę poczucia godności i nie krzyczeć be sensu jak dziecko. Uh... Doszliśmy, jeśli można tak nazwać ciągnięcie strażniczki za sobą, do cieplejszej części lasu gdzie pozostawiłem pegaza. Wrzuciłem elfke na jego grzbiet, usiadłem w siodle i wzbiliśmy się w powietrze.
-Po co ci pegaz skoro możesz latać?-zapytała przez zęby blondynka.
-Nie do końca jest mój, był w zamku strażników. Chociaż niepotrzebnie ci to mówię i tak niedługo będzie tylko jeden strażnik-powiedziałem ozięble i w tym momencie strażniczka zeskoczyła z pegaza. Ledwo co udało mi się ją złapać.
-Co ty robisz? Jeśli tak umrzesz odrodzi się inna strażniczka i będę miał więcej roboty! Wiec bądź grzeczna i nie wierć się!
-Puść mnie!- krzyknęła elfka i wyrwała się z mojego uścisku. Tym razem jej nie złapałem. Zdążyłem jedynie dostrzec jak znika w koronach drzew.
~Naprawdę jest głupia~ westchnąłem.~Wracam do zamku...
<Lyra, żyjesz jeszcze?>
-Po co ci pegaz skoro możesz latać?-zapytała przez zęby blondynka.
-Nie do końca jest mój, był w zamku strażników. Chociaż niepotrzebnie ci to mówię i tak niedługo będzie tylko jeden strażnik-powiedziałem ozięble i w tym momencie strażniczka zeskoczyła z pegaza. Ledwo co udało mi się ją złapać.
-Co ty robisz? Jeśli tak umrzesz odrodzi się inna strażniczka i będę miał więcej roboty! Wiec bądź grzeczna i nie wierć się!
-Puść mnie!- krzyknęła elfka i wyrwała się z mojego uścisku. Tym razem jej nie złapałem. Zdążyłem jedynie dostrzec jak znika w koronach drzew.
~Naprawdę jest głupia~ westchnąłem.~Wracam do zamku...
<Lyra, żyjesz jeszcze?>
05 maja 2015
Od Lyry do Augustina
Augustin zabrał Lyrę z zamku. Mimo, że nie była przywiązana do tego miejsca nie chciała go opuszczać. Wszędzie lepiej byle nie przy Augustinie. Chlopak mówił coś do niej, ale elfka była myślami daleko. Wiedziała, że to są tylko docinki, by poczuła się gorzej. Starała się opracować plan ucieczki. Jednak ciężko jej to szło, gdyż z każdym krokiem jak oddalali się od posiadłości króla dziewczyna bała się bardziej.
Zbliżali się już do lasu i Lyra postanowiła, że musi zacząć działać. Niedaleko przechodził strażnik królewski, którego dziewczyna poznała go podczas pewnej przechadzki po zamku. Gwardzista uśmiechnął się delikatnie do elfki. Lyra poczekała, a gdy się mijali wyciągnęła jego miecz. Ostrze skierowała w stronę Augustina. Drżącymi dłońmi trzymała rękojeść.
- I co? Zamierzasz mnie tym dziabnąć? - Powiedział Augustin z krzywym uśmiechem.- Nigdy nikogo nie zabiłaś i myślisz, że mnie dasz radę? Widzę jak ręce ci drżą.
Przestraszony gwardzista pobiegł do zamku powiadomić o tym co się stało. Elfka obejrzała się. W tym samym czasie Strażnik Słońca spoliczkował dziewczynę. Lyra upadła na ziemię. Miecz wypadł jej z ręki i wylądował koło chłopaka.
- Nie spuszczaj wzroku z przeciwnika! - Strażnik powiedział to bardzo surowym i oziębłym tonem.
Lyra przyłożyła dłoń do policzka, w które udeżył Augustin. W oddali słychać było kroki. Grupka gwardzistów z zamku zmierzała w ich stronę. Chłopak podszedł do elfki. Złapał ją za włosy i pociągnął do góry, zmuszając Lyrę tym samym do wstania. Augustin stanął blisko jej i szepnął:
- Powinniśmy już iść, nie uważasz? Sprawiasz same kłopoty.
- Nie! Nie chce z tobą nigdzie iść! - Lyra próbowała się uwolnić z jego uścisku. Jednak to nie pomagało. Dziewczyna ze łzami w oczach dodała jeszcze - Zostaw mnie już!
<Augustin?>
Zbliżali się już do lasu i Lyra postanowiła, że musi zacząć działać. Niedaleko przechodził strażnik królewski, którego dziewczyna poznała go podczas pewnej przechadzki po zamku. Gwardzista uśmiechnął się delikatnie do elfki. Lyra poczekała, a gdy się mijali wyciągnęła jego miecz. Ostrze skierowała w stronę Augustina. Drżącymi dłońmi trzymała rękojeść.
- I co? Zamierzasz mnie tym dziabnąć? - Powiedział Augustin z krzywym uśmiechem.- Nigdy nikogo nie zabiłaś i myślisz, że mnie dasz radę? Widzę jak ręce ci drżą.
Przestraszony gwardzista pobiegł do zamku powiadomić o tym co się stało. Elfka obejrzała się. W tym samym czasie Strażnik Słońca spoliczkował dziewczynę. Lyra upadła na ziemię. Miecz wypadł jej z ręki i wylądował koło chłopaka.
- Nie spuszczaj wzroku z przeciwnika! - Strażnik powiedział to bardzo surowym i oziębłym tonem.
Lyra przyłożyła dłoń do policzka, w które udeżył Augustin. W oddali słychać było kroki. Grupka gwardzistów z zamku zmierzała w ich stronę. Chłopak podszedł do elfki. Złapał ją za włosy i pociągnął do góry, zmuszając Lyrę tym samym do wstania. Augustin stanął blisko jej i szepnął:
- Powinniśmy już iść, nie uważasz? Sprawiasz same kłopoty.
- Nie! Nie chce z tobą nigdzie iść! - Lyra próbowała się uwolnić z jego uścisku. Jednak to nie pomagało. Dziewczyna ze łzami w oczach dodała jeszcze - Zostaw mnie już!
<Augustin?>
04 maja 2015
Od Liama do Lyry
-Lyra! Co się z tobą dzieje?!-krzyknął młody król bijąc pięściami w drzwi. Elfka nie odpowiadała, słyszał tylko jej kasłanie. ~Nie moge tam tak po prostu wejść. Co jeśli ona... Potrząsnął głową i odszedł kilka kroków od drzwi do komnaty, rozejrzał się czy nikogo nie ma w pobliżu i za pomocą magii zamroził drzwi. Gdy rozbił drzwi z pokoju zaczął wydobywać się z niego dym.
-Lyra!-krzyknął Liam widząc zemdlałą elfkę leżącą przy czymś co kiedyś było drzwiami. Mag lodu złapał blondynkę w ramiona i wybiegł z komnaty.-STRAŻE! POŻAR!-wołał ściskając Lyrę w ramionach. Już po chwili minęli go straże z wiadrami i ugasili płomienie.
-Zadanie wykonane królu.
-Dziękuje. Proszę wezwijcie służbę aby posprzątała tę komnatę- westchnął brunet i poszukał innej komnaty dla swojej ukochanej.
<jakiś czas później...>
Liam siedział na brzegu granatowego łóżka z baldachimem, w którym leżała nieprzytomna Lyra. Strzegł jej i Lex'a (przy okazji) przez cały czas. Elfka wyglądała źle. Była blada i miała cienie pod oczyma, jej włosy były potargane, a sukienka pomięta.
W pewnej chwili dziewczyna poruszyła się.
-Lyra, dzięki bogu. Nic ci nie jest?-Elfka podniosła się na łokciach rozglądając się po pokoju. Komnata była prawie cała błękitna, znajdowały się w niej ręcznie rzeźbione, luksusowe meble. Okna przyozdabiały granatowe zasłony ze srebrnym, lodowym haftem.
Dopiero po chwili przypomniała sobie co się stało.
-K-Królu ja..przepraszam- szepnęła przytrzymując kapelusz, który ledwo trzymała jej się na głowie.
-Nie masz za co. W twojej komnacie wybuchł pożar, takie rzeczy się zdarzają- uspokoił ją Liam.-Twoja komnata jest zniszczona więc zaniosłem cię do moje...
-To komnata króla?!-zerwała się elfka.- Przepraszam, już wychodzę- blondynka wyskoczyła z łóżka i już szła w stronę drzwi, gdy nagle poczuła jak nogi się pod nią uginają. Zamknęła oczy pewna upadku, który nie nastąpił. Poczuła jak przytrzynują ją silne ramiona.
-Nie powinnaś jeszcze wstawać- powiedział zmartwiony król.
-Nie powinnam się narzucać królowi. Poszukam innej komnaty...
-Ale...Ja nie chcę abyś odeszła-wyszeptał chłopak odwracając wzrok. Czując na sobie jej spojrzenie złapał ją i położył w łóżku.-Tak czy inaczej, masz pozostać w łóżku puki nie wyzdrowiejesz.
-Ale..
-To rozkaz-powiedział król i wyszedł zamykając za sobą drzwi.~"ja nie chcę abyś odeszła?" PO CO JA JEJ TO POWIEDZIAŁEM?! Znienawidzi mnie!~karcił się w myślach mag lodu kucając przy drzwiach i trzymając się za głowę.
<Lyra (bez załamki)>
-Lyra!-krzyknął Liam widząc zemdlałą elfkę leżącą przy czymś co kiedyś było drzwiami. Mag lodu złapał blondynkę w ramiona i wybiegł z komnaty.-STRAŻE! POŻAR!-wołał ściskając Lyrę w ramionach. Już po chwili minęli go straże z wiadrami i ugasili płomienie.
-Zadanie wykonane królu.
-Dziękuje. Proszę wezwijcie służbę aby posprzątała tę komnatę- westchnął brunet i poszukał innej komnaty dla swojej ukochanej.
<jakiś czas później...>
Liam siedział na brzegu granatowego łóżka z baldachimem, w którym leżała nieprzytomna Lyra. Strzegł jej i Lex'a (przy okazji) przez cały czas. Elfka wyglądała źle. Była blada i miała cienie pod oczyma, jej włosy były potargane, a sukienka pomięta.
W pewnej chwili dziewczyna poruszyła się.
-Lyra, dzięki bogu. Nic ci nie jest?-Elfka podniosła się na łokciach rozglądając się po pokoju. Komnata była prawie cała błękitna, znajdowały się w niej ręcznie rzeźbione, luksusowe meble. Okna przyozdabiały granatowe zasłony ze srebrnym, lodowym haftem.
Dopiero po chwili przypomniała sobie co się stało.
-K-Królu ja..przepraszam- szepnęła przytrzymując kapelusz, który ledwo trzymała jej się na głowie.
-Nie masz za co. W twojej komnacie wybuchł pożar, takie rzeczy się zdarzają- uspokoił ją Liam.-Twoja komnata jest zniszczona więc zaniosłem cię do moje...
-To komnata króla?!-zerwała się elfka.- Przepraszam, już wychodzę- blondynka wyskoczyła z łóżka i już szła w stronę drzwi, gdy nagle poczuła jak nogi się pod nią uginają. Zamknęła oczy pewna upadku, który nie nastąpił. Poczuła jak przytrzynują ją silne ramiona.
-Nie powinnaś jeszcze wstawać- powiedział zmartwiony król.
-Nie powinnam się narzucać królowi. Poszukam innej komnaty...
-Ale...Ja nie chcę abyś odeszła-wyszeptał chłopak odwracając wzrok. Czując na sobie jej spojrzenie złapał ją i położył w łóżku.-Tak czy inaczej, masz pozostać w łóżku puki nie wyzdrowiejesz.
-Ale..
-To rozkaz-powiedział król i wyszedł zamykając za sobą drzwi.~"ja nie chcę abyś odeszła?" PO CO JA JEJ TO POWIEDZIAŁEM?! Znienawidzi mnie!~karcił się w myślach mag lodu kucając przy drzwiach i trzymając się za głowę.
<Lyra (bez załamki)>
07 kwietnia 2015
Od Lyry Do Liama
Zaraz jak Lex wszedł do pokoju Lyra zatrzasnęła drzwi.Oparła się o nie.
Nogi same uginały się pod nią. Miała wrażenie, że całe siły ją opuściły,
więc tylko zrobiła parę kroków i padła na łóżko. Kot wszedł na szafę i
nie tracąc czujności zasnął. Elfka zsunęła pantofle z nóg i przykryła
się kocem. Serce wciąż waliło jej w piersi. Przed oczami miała scenę
sprzed chwili. Chcąc pozbyć się natrętnych myśli przykryła głowę kocem.
Leżała w tej pozycji przez chwilę. Gdy się uspokoiła ułożyła się w
trochę bardziej dogodnej pozycji i zasnęła.
Po przebudzeniu Lyra czuła się okropnie. Miała ochotę zaszyć się w pokoju i spędzić tu cały dzień, albo i życie. Miała wrażenie, że ma gorączkę. Nie znosiła być chora. Zawsze wtedy ciężko jej było kontrolować moc i czasem zdarzało jej się rzucić zaklęcie nieświadomie. Lex leżał jaj na nogach, co dawało elfce przyjemne ciepło.
Ktoś zapukał delikatnie w drzwi. To była Sylfi. Po chwili weszła do komnaty.
- Panienko Lyro - zaczęła nieśmiale - czas wstawać, zaraz będzie śniadanie.
- Nie chcę wstawać. Idź sobie - powiedziała markotnie Lyra nie ruszając się.
- Dobrze - odrzekła cicho służąca i wyszła z pokoju. Lex wstał i podszedł bliżej twarzy strażniczki. Zaraz potem odezwał się:
- Musisz coś zjeść - nie widząc reakcji trącił ją nosem i dodał - siostrzyczko musisz szybko wyzdrowieć.
- W porządku, wstanę.
Dziewczyna powoli zwlekła się z łóżka. Wyglądała okropnie. Pognieciona sukienka, potargane włosy, cienie pod oczami. Wszystko to dawało opłakany efekt. Lyra skierowała się do garderoby. Założyła swoją sukienkę. Przy przebieraniu zrobiło jej się zimno, zatrzęsła się i kichnęła. Po chwili przeglądając się w lustrze spostrzegła, że ma lisie uszy. Nawet nie zauważyła, gdy rzuciła zaklęcie.
- Lex, chyba nie będę mogła iść na śniadanie. Nie pokażę się tak.
Kot wszedł do garderoby. Po chwili wrócił z kapeluszem.
- Załóż to. Nie będzie ich widać.
- Dobrze, tylko pójdę się uczesać.
Ktoś zapukał do drzwi. Dziewczyna nie odpowiedziała.
- Lyra? Lyra, jesteś tam? - Lyra momentalnie dopadła do drzwi i trzymała je by król nie wszedł. - Co się z tobą dzieje?
Dziewczyna znowu kichnęła. Momentalnie zasłony stanęły w płomieniach. Dziewczynie było strasznie gorąco. Dym nie miał gdzie ulatywać i drażnił gardło oraz powieki elfki. Lyra nie miała pojęcia co robić. Zauważyła, że nikt z poddanych nie korzysta z magii, więc gdyby król zobaczył co zrobiła to... Nie wolała nawet o tym nie myśleć. Nie mogła wpuścić ich do środka. Zapewne by ją wyrzucili, albo oddali Augustinowi. Jej rozmyślania przerwał kaszel. Zaczęła kaszleć coraz mocniej, aż zamroczyło ją i upadła nieprzytomna na ziemię.
<Liam, ratuj! :p >
Po przebudzeniu Lyra czuła się okropnie. Miała ochotę zaszyć się w pokoju i spędzić tu cały dzień, albo i życie. Miała wrażenie, że ma gorączkę. Nie znosiła być chora. Zawsze wtedy ciężko jej było kontrolować moc i czasem zdarzało jej się rzucić zaklęcie nieświadomie. Lex leżał jaj na nogach, co dawało elfce przyjemne ciepło.
Ktoś zapukał delikatnie w drzwi. To była Sylfi. Po chwili weszła do komnaty.
- Panienko Lyro - zaczęła nieśmiale - czas wstawać, zaraz będzie śniadanie.
- Nie chcę wstawać. Idź sobie - powiedziała markotnie Lyra nie ruszając się.
- Dobrze - odrzekła cicho służąca i wyszła z pokoju. Lex wstał i podszedł bliżej twarzy strażniczki. Zaraz potem odezwał się:
- Musisz coś zjeść - nie widząc reakcji trącił ją nosem i dodał - siostrzyczko musisz szybko wyzdrowieć.
- W porządku, wstanę.
Dziewczyna powoli zwlekła się z łóżka. Wyglądała okropnie. Pognieciona sukienka, potargane włosy, cienie pod oczami. Wszystko to dawało opłakany efekt. Lyra skierowała się do garderoby. Założyła swoją sukienkę. Przy przebieraniu zrobiło jej się zimno, zatrzęsła się i kichnęła. Po chwili przeglądając się w lustrze spostrzegła, że ma lisie uszy. Nawet nie zauważyła, gdy rzuciła zaklęcie.
- Lex, chyba nie będę mogła iść na śniadanie. Nie pokażę się tak.
Kot wszedł do garderoby. Po chwili wrócił z kapeluszem.
- Załóż to. Nie będzie ich widać.
- Dobrze, tylko pójdę się uczesać.
Ktoś zapukał do drzwi. Dziewczyna nie odpowiedziała.
- Lyra? Lyra, jesteś tam? - Lyra momentalnie dopadła do drzwi i trzymała je by król nie wszedł. - Co się z tobą dzieje?
Dziewczyna znowu kichnęła. Momentalnie zasłony stanęły w płomieniach. Dziewczynie było strasznie gorąco. Dym nie miał gdzie ulatywać i drażnił gardło oraz powieki elfki. Lyra nie miała pojęcia co robić. Zauważyła, że nikt z poddanych nie korzysta z magii, więc gdyby król zobaczył co zrobiła to... Nie wolała nawet o tym nie myśleć. Nie mogła wpuścić ich do środka. Zapewne by ją wyrzucili, albo oddali Augustinowi. Jej rozmyślania przerwał kaszel. Zaczęła kaszleć coraz mocniej, aż zamroczyło ją i upadła nieprzytomna na ziemię.
<Liam, ratuj! :p >
04 kwietnia 2015
Od Sylvii
Snułam się po pałacu nie mając co robić. Wszystkie moje prace i obowiązki już wykonałam i nie miałam co robić.~Poszukam Augustina, może on da mi coś do roboty~ pomyślałam i tak zrobiłam. Znalazłam go w ogrodach i podeszłam do niego.
-O co chodzi?-zapytał obojętnie.
-Widzisz... zrobiłam już wszystko co mi kazałeś i także to co robię codziennie. Co jeszcze mogę zrobić?- zapytałam, a ten zamyślił się. Po chwili ciszy blond włosy powiedział.
-Możesz zejść na ziemię i pozbierać owoce. W naszym lesie ich nie ma.
-Dobrze- powiedziałam i poszłam po kosz na jabłka. Gdy już go wzięłam poszłam na krawędź latającej wyspy i skoczyłam. Po krótkiej chwili byłam na ziemi i stałam na polnej drużce. Postanowiłam przejść się do miasta. Szłam krótko gdy zaczął padać śnieg, a kiedy wychodziłam z lasu natknęłam się na dziewczynę, NIE! Na elfkę.
-Przepraszam- zaczepiłam.
-Tak?
-Czy dojdę tędy do miasta?
-Tego niedaleko zamku?-zapytała elfka.
-Tak.
-Oczywiście, musisz porostu iść tą ścieżką.
-Dziękuje bardzo- uśmiechnęłam się.- Jestem Sylvia, jak masz na imię?
-Jestem Lyra, miło cię poznać.
Wpatrywałam się w elfkę z osłupieniem.
-T-Ty jesteś L-Lyra?-wyjąkałam, a na jej twarzy pojawiło się zmartwienie.
-Co się stało?- zapytała zatroskanym głosem.
-Jesteś...Jesteś..Jesteś moim wrogiem, jesteś strażniczką księżyca- wydusiłam z siebie oszołomiona, a źrenice blondwłosej skurczyły się ze strachu.
-S-Skąd to wiesz? Kim ty jesteś?
-Ja.. Ja jestem znajomą pana Augustina- wytłumaczyłam uspokajając się. Znałam gniew Augustina do Lyry, ale nie byłam taka jak on. Nie umiałam skrzywdzić innej dziewczyny. Tym bardziej, że ona przypominała moją zmarłą matkę. -Nie chcę ci nic zrobić, zapomnijmy o tym spotkaniu. Nie powiem mu nic- po tych słowach pobiegłam jak najdalej od strażniczki.
<Ktokolwiek?>
-O co chodzi?-zapytał obojętnie.
-Widzisz... zrobiłam już wszystko co mi kazałeś i także to co robię codziennie. Co jeszcze mogę zrobić?- zapytałam, a ten zamyślił się. Po chwili ciszy blond włosy powiedział.
-Możesz zejść na ziemię i pozbierać owoce. W naszym lesie ich nie ma.
-Dobrze- powiedziałam i poszłam po kosz na jabłka. Gdy już go wzięłam poszłam na krawędź latającej wyspy i skoczyłam. Po krótkiej chwili byłam na ziemi i stałam na polnej drużce. Postanowiłam przejść się do miasta. Szłam krótko gdy zaczął padać śnieg, a kiedy wychodziłam z lasu natknęłam się na dziewczynę, NIE! Na elfkę.
-Przepraszam- zaczepiłam.
-Tak?
-Czy dojdę tędy do miasta?
-Tego niedaleko zamku?-zapytała elfka.
-Tak.
-Oczywiście, musisz porostu iść tą ścieżką.
-Dziękuje bardzo- uśmiechnęłam się.- Jestem Sylvia, jak masz na imię?
-Jestem Lyra, miło cię poznać.
Wpatrywałam się w elfkę z osłupieniem.
-T-Ty jesteś L-Lyra?-wyjąkałam, a na jej twarzy pojawiło się zmartwienie.
-Co się stało?- zapytała zatroskanym głosem.
-Jesteś...Jesteś..Jesteś moim wrogiem, jesteś strażniczką księżyca- wydusiłam z siebie oszołomiona, a źrenice blondwłosej skurczyły się ze strachu.
-S-Skąd to wiesz? Kim ty jesteś?
-Ja.. Ja jestem znajomą pana Augustina- wytłumaczyłam uspokajając się. Znałam gniew Augustina do Lyry, ale nie byłam taka jak on. Nie umiałam skrzywdzić innej dziewczyny. Tym bardziej, że ona przypominała moją zmarłą matkę. -Nie chcę ci nic zrobić, zapomnijmy o tym spotkaniu. Nie powiem mu nic- po tych słowach pobiegłam jak najdalej od strażniczki.
<Ktokolwiek?>
01 stycznia 2015
Od Izabelli do Sylfi.
Gdy Izabell przechadzała się po Mrocznym Borze dostrzegła ruch na jego granicy. Pozostając w ukryciu zaczęła podchodzić w tamtą stronę. Gdy tam dotarła ujrzała blond włosom zbierającą jagody.
-Ktoś ty?- zapytała głosem zimnym jak lód. Dziewczyna lekko zesztywniała na te słowa i powoli się odwróciła.
-J... Jestem Sylfi, proszę pani- wyszeptała cichutko dziewczyna.
-Co robisz w tym borze?
-Zbieram jagody do zamku proszę pani- wytłumaczyła panna. Izabell spojrzała ja jej strój -A więc jest służącą króla- pomyślała i po chwili namysłu powiedziała.
-Zbierz tyle ile potrzebujesz i jak najszybciej wracaj. Tutaj jest niebezpiecznie.
-Dobrze proszę pa...
-Przestań z tym "proszę pani", czuje się przez to staro. Mów mi Izabell -strażniczka zauważyła zamyślenie na twarzy służącej. -Coś się stało?
-Nie nic...pójdę już- i dziewczyna zniknęła w oddali. Izabell odprowadziła ją wzrokiem zastanawiając się czy zrobiła coś nie tak. Od tak długiego czasu nie rozmawiała z nikim, że zapominała jak to jest.
<Sylfi odpowiedz>
-Ktoś ty?- zapytała głosem zimnym jak lód. Dziewczyna lekko zesztywniała na te słowa i powoli się odwróciła.
-J... Jestem Sylfi, proszę pani- wyszeptała cichutko dziewczyna.
-Co robisz w tym borze?
-Zbieram jagody do zamku proszę pani- wytłumaczyła panna. Izabell spojrzała ja jej strój -A więc jest służącą króla- pomyślała i po chwili namysłu powiedziała.
-Zbierz tyle ile potrzebujesz i jak najszybciej wracaj. Tutaj jest niebezpiecznie.
-Dobrze proszę pa...
-Przestań z tym "proszę pani", czuje się przez to staro. Mów mi Izabell -strażniczka zauważyła zamyślenie na twarzy służącej. -Coś się stało?
-Nie nic...pójdę już- i dziewczyna zniknęła w oddali. Izabell odprowadziła ją wzrokiem zastanawiając się czy zrobiła coś nie tak. Od tak długiego czasu nie rozmawiała z nikim, że zapominała jak to jest.
<Sylfi odpowiedz>
Subskrybuj:
Posty (Atom)